„W miesiąc straciłam wszystko”. Pandemia wywróciła życie Dominiki do góry nogami

27-latka miała pracę, mieszkanie, udany związek. Co dalej?
„W miesiąc straciłam wszystko”. Pandemia wywróciła życie Dominiki do góry nogami
Fot. Unsplash
25.04.2020

Od kilku tygodni słowo „kryzys” odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Pandemia wywróciła nasze życie do góry nogami i dotyczy to nie tylko osób zakażonych. Wprowadzane są kolejne ograniczenia - nie możemy swobodnie podróżować, zamknięto niektóre sklepy i punkty usługowe, funkcjonujemy w coraz większej izolacji i można tak jeszcze długo wymieniać.

Zobacz również: Koronawirus tnie pensje. O ile pracodawca może obniżyć Twoje wynagrodzenie?

Nie wszyscy wierzą, że prędko wrócimy do dawnej normy. Koronawirus to nie tylko problem zdrowotny czy gospodarczy, ale coraz częściej także osobisty. Boleśnie przekonała się o tym nasza rozmówczyni, która jeszcze niedawno z nadzieją spoglądała w przyszłość. 27-letnia Dominika w zaledwie miesiąc straciła wszystko, na czym najbardziej jej zależało.

Z dnia na dzień jest coraz gorzej - przekonuje młoda kobieta i szczerze opowiada o swojej trudnej sytuacji.

praca przy komputerze

Praca

Nie twierdzę, że robiłam zawrotną karierę, ale z roku na rok było coraz lepiej. Zaczynałam jako studentka - kilka różnych firm, śmieciówki, skromna pensja. Wreszcie trafiłam jednak do firmy, w której mnie doceniono. 3 lata temu dostałam etat, kilka razy awansowałam i malowały się przede mną naprawdę fajne perspektywy. Zajmowałam się obsługą kontrahentów w centrali dużego biura podróży i potrafiłam to robić. Pech chciał, że kryzys najmocniej uderzył w naszą branżę. Na chwilę przed szczytem sezonu odwołano wszystkie wyjazdy, a my zostaliśmy na lodzie. Czy mam żal? Jasne, ale z drugiej strony nie dziwię się pracodawcy, że musiał zwolnić tyle osób. Teraz trwa walka o przetrwanie.

Bezrobocie

Pierwszy raz w dorosłym życiu nie mam żadnego płatnego zajęcia. Niedawno powinnam dostać pensję, ale tym razem żadnego przelewu nie było. Na koncie zostały jakieś resztki, które nie pozwalają na samodzielność. Mam wykształcenie kierunkowe, pracowałam w takiej a nie innej branży i teraz mogę tylko pomarzyć o nowej posadzie. Turystyka została całkowicie zamrożona, więc nikt mnie nie zatrudni. Firmy masowo pozbywają się pracowników. Jedyna alternatywa to zatrudnić się w dyskoncie, choć z tego co słyszałam, to wcale nie jest takie łatwe. Kiedy tracisz zatrudnienie, wtedy od razu szukasz czegoś innego. W aktualnej sytuacji siedzisz z założonymi rękami i czekasz na cud.

Zobacz również: Praca po koronawirusie. 13 zawodów, którym bezrobocie na pewno nie grozi

mieszkanie z chłopakiem

Mieszkanie

Dosłownie kilka miesięcy temu wynajęłam z moim chłopakiem pierwsze wspólne mieszkanie. Pamiętam ten dzień, kiedy podpisaliśmy umowę, odebraliśmy klucze i zostaliśmy tam sami. Poczuliśmy niesamowitą wolność, ulgę i nadzieję, że nasz związek wejdzie na zupełnie nowy poziom. Od tego się przecież zaczyna - chwilę się docieramy, później zaręczyny, ślub, dzieci. Byłam dobrej myśli. Uwielbiałam naszą niezależność. Oboje dbaliśmy o to, żeby wspólne gniazdko było przytulne, pełne miłości, dobrej energii. Sielanka nie trwała jednak długo, bo kiedy tylko dostałam wypowiedzenie - ja musiałam zrobić to samo, tyle że z mieszkaniem. Rozeszliśmy się do domów rodzinnych, jak gdyby nigdy nic.

Rodzina

Powrót do domu rodzinnego wydaje się czymś przyjemnym, ale ja poczułam się upokorzona. Jak przegrany, który wraca na tarczy i znowu trzeba się nim opiekować. Przez chwilę byłam dorosła i mogłam wszystko, a teraz gnieżdżę się w małym pokoju z rodzicami za ścianą. Kocham ich, ale to miało wyglądać inaczej. Chciałam być wreszcie dla nich wsparciem, powodem do dumy i partnerem do poważnej rozmowy. Dziś znowu jestem nieporadną córeczką, której trzeba zapewnić jedzenie i dach nad głową. Różne sytuacje chodzą po ludziach, ale trudno mi się z tym pogodzić. Jest tak niezręcznie, że chłopak nie odwiedza mnie, a ja jego. Zupełnie straciliśmy zapał do wszystkiego. A z rodzicami tylko się kłócę.

depresja

Związek

Nawet nie wiem, czy mogę używać takiego sformułowania. Trudno powiedzieć, co z nami będzie. Byliśmy nierozłączni, a teraz mieszkamy na dwóch krańcach miasta z rodzicami pod jednym dachem. Jego firma też się sypie i za chwilę może dostać wypowiedzenie. Nie mamy większych oszczędności, więc prędko nie będziemy żyć razem. Na odległość to się raczej nie uda. Przez telefon potrafimy się tylko kłócić, bo oboje jesteśmy maksymalnie sfrustrowani. Z jego ust padły nawet słowa, że „to wszystko bez sensu”. Mówił nie tylko o sytuacji, ale bardziej o nas. Chyba już się poddał. Ale tak to jest, gdy człowiek wreszcie do czegoś doszedł i nagle to traci. Jeśli wkrótce nie zamieszkamy znowu ze sobą, to nie będzie czego zbierać.

Perspektywy

Zawsze uważałam, że nie jestem osobą skłonną do użalania się nad sobą. Nigdy nie miewałam depresyjnych myśli, choć różnie mi się w życiu układało. Pierwszy raz czuję się naprawdę bezsilna i pokonana. Patrzę jak wszystko się wali i niewiele mogę z tym zrobić. W miesiąc straciłam pracę, którą kochałam, poczucie niezależności, udany związek, dobre relacje z rodzicami, wrodzony optymizm. Mam 27 lat, a czuję się jak wrak. Próbuję sobie wmawiać, że za chwilę sytuacja się uspokoi i wszystko wróci do normy. Ale kto normalny w to wierzy? Codziennie słyszymy o kolejnych ograniczeniach, firmy upadają, ludzie lądują na bruku. Takich jak ja będzie coraz więcej

- martwi się Dominika, która jeszcze przed chwilą miała wszystko.

Zobacz również: Bezrobotna z wyboru. 33-letnia Paulina nie martwi się załamaniem na rynku pracy

Polecane wideo

Horoskop: Ta data w 2020 roku będzie dla Ciebie najtrudniejsza
Horoskop: Ta data w 2020 roku będzie dla Ciebie najtrudniejsza - zdjęcie 1

Komentarze (33)

Ocena: 4.88 / 5
gość (Ocena: 5) 29.04.2020 11:29
Serio związek się wali bo przestaliście mieszkać razem?! Mieszkacie w tym samym mieście i jest wam AŻ tak ciężko ?! Może i lepiej w takim razie, że się rozstaniecie skoro przez tak krótki okres czasu jest już tyle kłótni i nieporozumień. Moim zdaniem w wieku 27 lat powinno się mieć takie oszczędności aby móc właśnie w takiej sytuacji przetrwać bez pracy miesiąc/ dwa bez przymusowego powrotu do domu rodzinnego.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 27.04.2020 14:21
Uszy do góry. Pracowałam w branży turystycznej, straciłam pracę 3 tyg po zatrudnieniu i też po wyprowadzce z domu. Więc cienki moment. Minął miesiąc, za tydzień zaczynam kolejną pracę, w obłudze klienta, którą potrafię, znam też język dobrze. Da się, naprawdę da się coś znaleźć. Nie poddawaj się, wysłałam 40 cv, miałam 4 odpowiedzi i zaskoczyło. Trzymam kciuki!!
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 26.04.2020 17:51
Też pracuję w turystyce... Jeszcze w marcu dostałam normalną wypłatę, teraz pracuję okazjonalnie, parę godzin w tygodniu - odkręcamy wszystkie wyjazdy, które mieliśmy zorganizowane, jakieś faktury korygujące, kilka mejli., wycieczka na pocztę. Nawet nie wiem, czy, znając sytuację firmy, miałabym odwagę wziąć pełną wypłatę. Nie śpię po nocach, myślę od rana do wieczora, co ze mną będzie. Patrzę na ogłoszenia o pracę, ale nie ma nic dla mnie - nie to, że wybrzydzam! Wzięłabym wszystko, ale raz, że brak ofert, a dwa - cholernie mi żal pracy, którą mam i którą bardzo lubię. A wygląda na to, że do końca roku lepiej nie będzie. Też kiedyś wróciłam do domu rodzinnego po zakosztowaniu samodzielnego życia, więc rozumiem Autorkę. Mój partner nie ma na razie nad sobą wizji zwolnienia czy zamknięcia zakładu pracy, ale moje problemy i obawy bardzo rzutują na nasz związek. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że jeszcze się wszystko ułoży!
zobacz odpowiedzi (2)
gość (Ocena: 5) 26.04.2020 15:51
Wszyscy poza osobami oferującymi jedzenie (na dowóz i sklepy), maseczki, żele dezynfekujące odczuwają skutki pandemii więc nie ma co się użalać. Poza tym każda dorosła osoba powinna mieć oszczędności pozwalające na życie na tym samym poziomie przez pół roku (minimum 3 miesiące) po stracie pracy. Tyle się o tym mówi a i tak większość wydaje wszystko na bieżąco
zobacz odpowiedzi (2)
gość (Ocena: 5) 25.04.2020 18:00
Skoro według chłopaka związek się wali i nie ma sensu, bo nie widzieliście się ponad miesiąc (pewnie jemu chodzi o bzykanie się), to dobrze się stało. W zyciu są gorsze chwile, wymagające dłuższej rozłąki. Lepiej że na początku to się rozpadło bo widzisz jaki on jest, niż po ślubie i dzieciach. Współczuję takiej cioty za faceta. Myśli tylko o swędzącym fiucie.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie