EXCLUSIVE: Nazywam się... Anna Lewandowska

27-latka z Krakowa dzieli imię i nazwisko z jedną z najpopularniejszych Polek.
EXCLUSIVE: Nazywam się... Anna Lewandowska
Fot. iStock
13.05.2017

Może się wydawać, że to błogosławieństwo. Nie musisz praktycznie nic, a i tak zna cię cała Polska. Przynajmniej z nazwiska. Dzielenie danych osobowych z najpopularniejszymi osobami w kraju to jednak wcale nie sielanka, o czym na każdym kroku przekonuje się nasza bohaterka. Poznajcie Annę Lewandowską z Krakowa, która wcale nie prosiła się o taką rozpoznawalność.

Chociaż jest w podobnym wieku, co „oryginał”, zdecydowanie więcej je różni. Ale mało kogo to interesuje. Dla większości jedna i druga to ta sama osoba. Niektórym trudno zrozumieć, że imię i nazwisko może się powtarzać. Nawet, kiedy mówimy o tak często spotykanych. Młoda kobieta nie może normalnie korzystać z mediów społecznościowych, a nieporozumienia zdarzają się także w świecie realnym.

Jak to jest być „bliźniaczką” jednej z najbardziej znanych Polek? Wbrew pozorom, ona dostrzega więcej wad, niż zalet…

Zobacz również: LIST: „Jestem Klara i nigdy nie lubiłam tego imienia. Dzięki Lewandowskim czuję się wyjątkowa!”

 

Anna Lewandowska

fot. Thinkstock

Papilot.pl: Jak reagują ludzie, kiedy się przedstawiasz?

Anna Lewandowska: Konsternacją. Kiedy kogoś poznaję, zawsze pojawia się wątpliwość - żartuje sobie czy naprawdę tak się nazywa? Dziś odruchowo sięgam po dowód osobisty, żeby to udowodnić. Zdarza się, że ktoś obraca go we wszystkie strony, by sprawdzić jego prawdziwość. Nawet się nie dziwię, bo wizualnie nie mam nic wspólnego z żoną Roberta. Sama zresztą jestem panną.

Kiedy przestałaś być po prostu Anią Lewandowską, a stałaś się „tą Anną Lewandowską”?

To zaczęło się w momencie, kiedy wzięła ślub z Robertem i przyjęła jego nazwisko. O tym wydarzeniu mówili wszyscy. Annę Stachurską mało kto kojarzył, ale Lewandowska to co innego. Przyznam szczerze, że kiedy o tym usłyszałam, nawet się ucieszyłam. Znajomi zaczęli mówić na mnie „celebrytka”. Myślałam, że szum ucichnie i znowu będę mogła być sobą.

Jej kariera dopiero nabrała rozpędu i o ile kiedyś kojarzyli ją nieliczni, tak dziś to nazwisko zna cała Polska.

Przekonałam się o tym na własnej skórze, kiedy na Facebooku zaczęły wypisywać do mnie nieznane osoby. Nie było dnia, żebym nie otrzymała przynajmniej kilku wiadomości od fanek Ani lub Roberta. Z czasem było tego coraz więcej. Nawet zgłaszano mój profil do administracji, bo niby podszywam się pod znaną osobę.

Co zrobiłaś?

Musiałam przesłać skan dowodu, żeby odzyskać konto. Zmieniłam też dane osobowe na portalu.

Zobacz również: MĘSKIM OKIEM: Dlaczego Anna Lewandowska to kobieta idealna?

Anna Lewandowska

fot. Thinkstock

W jakiej sprawie pisali fani?

Zdecydowana większość wiadomości dotyczyła Roberta. Ludzie myśleli, że jako żona coś im załatwię. Piłkarz na pewno jest zajęty i nie spełni ich prośby, ale małżonka przecież tylko leży i pachnie, więc będzie łatwiej. Prosili o zdjęcia z autografem, piłki, koszulki, nagranie pozdrowień z okazji urodzin. Pojawiały się też zaproszenia na imprezy i wesela. Jedna pani błagała, aby został ojcem chrzestnym jej dziecka. Ale pisali też antyfani, którzy nie przebierali w słowach.

Nikt nie pisał bezpośrednio do znanej sportsmenki, trenerki i blogerki?

Wiadomości zaadresowane bezpośrednio do Anny pojawiały się coraz częściej, ale właśnie wtedy postanowiłam zmienić nazwisko na Facebooku. Tego było już za dużo. Dziewczyny prosiły o indywidualny plan treningowy i dietę, pytały o jej ciuchy, a faceci próbowali umówić się z nią na randkę. Przez chwilę myślałam, że żyję cudzym życiem. To może wydawać się zabawne, ale nie na dłuższą metę.

Odpisywałaś im?

Na początku tak, ale nigdy nie podszywałam się pod Anię. Uprzejmie informowałam, że to pomyłka. Później ignorowałam, bo nie nadążałam z odpowiedziami. Na szczęście po zmianie danych osobowych ten problem już zniknął.

Zmieniłaś je w portalu społecznościowym. A nie myślałaś, żeby zrobić to też oficjalnie?

Absolutnie nie. Lubię swoje imię, a nazwisko to część mojego dziedzictwa. Sprawa rozwiąże się, kiedy wyjdę za mąż.

Zobacz również: Lewandowska w pierwszej trójce najbardziej wpływowych kobiet

Anna Lewandowska

fot. Thinkstock

Czy problemy z tym związane występują też w realu?

Tak, ale nie jest to aż tak męczące, jak w świecie wirtualnym. Zazwyczaj u lekarza czy w urzędzie ktoś wyczytuje mnie po nazwisku, podekscytowany za mną wygląda, a potem widzę na jego twarzy rozczarowanie. To jednak nie ta Anna Lewandowska. Często mam też wrażenie, że podejrzenia wzbudza mój dowód osobisty. Niektórzy myślą, że jest podrobiony. Ostatnio dzwoniłam coś załatwić, przedstawiłam się, a pani odpowiedziała, żebym „nie robiła sobie jaj”. Potem przeprosiła.

Cieszysz się, że dzielisz dane osobowe akurat z nią?

Pomijając tego typu nieporozumienia - raczej tak. Mogłam trafić zdecydowanie gorzej i nazywać się np. jak jakaś polityczka. Lubię Anię, ale znam ją oczywiście tylko z mediów. To fajna, mądra i widać, że wartościowa osoba. Czy czegoś jej zazdroszczę? Pewnie figury. Nazwisko zobowiązuje i chyba czas wziąć się za siebie.

Czy gdybyś urodziła córkę…

To nadałabym jej imię Klara? Nie wiem, pewnie nie, bo inne bardziej mi się podobają. Poza tym, planuję dzieci dopiero po ślubie, a wtedy będę nazywała się już inaczej. Kolejnej Klary Lewandowskiej na pewno nie będzie.

Znasz jeszcze kogoś, kto nazywa się tak samo, jak bardzo popularna osoba?

Mój kuzyn Robert Lewandowski. Chyba nikt nie rozumie mnie tak, jak on.

Komentarze (4)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 14.05.2017 11:01
przecież ludzi o takim imieniu i nazwisku są tysiące w Polsce, sama 1/3 rodziny mam Lewandowskich i
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 14.05.2017 02:03
oooo ja tragedia. Ja znam człowieka nazywającego się Harry Potter. Ten to ma ciężko,
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 13.05.2017 08:05
cóż, popularne nazwisko (sama znam w gronie znajomych 3 Lewandowskie), popularne imię. Ań Lewandowskich jest pewnie na pęczki.
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo