„Okaleczam się kilka razy w miesiącu. To mnie uspokaja…”

Statystyki napawają przerażeniem! Według niektórych danych nawet co trzeci nastoletni Polak wykazuje przejawy autoagresji.
„Okaleczam się kilka razy w miesiącu. To mnie uspokaja…”
Fot. iStock
14.02.2017

„Jest wczesny poranek. Budzi cię znów ten okropny budzik. Znów będziesz musiała iść do szkoły, do ludzi, malować na swej twarzy sztuczny uśmiech, udawać, że cieszysz się życiem. A naprawdę tak nie jest. Idziesz do łazienki i bierzesz do ręki swoje lekarstwo, kilka mocnych cięć, krew kapiąca po umywalce. Odczekasz kilka minut, aż krew przestanie kapać. Lekarstwo było skuteczne, jest ci lepiej, już nie czujesz bólu” – pisze młoda dziewczyna na jednym z forów dla nastolatków.

Jej wpis wywołał gorącą dyskusję. „Tniecie się, bo taka jest moda. Chcecie na zewnątrz pokazać, jakich to problemów nie macie i jacy jesteście zbuntowani. Śmieszne, a wręcz żałosne” – komentuje Diana.

„To nie moda, nie chodzi o to, żeby się pokazać. Myślisz, że nie chciałabym z tym skończyć? Tak chciałabym, ale nie mogę, nie potrafię... Zakrywam swoje ręce nawet w gorące dni. Czy to jest pokazywanie się? Zwracanie na siebie uwagi? Jestem słaba psychicznie i to jest mój własny sposób na uspokojenie emocji, nad którymi nie umiem panować” – twierdzi Dzidzia.

Zobacz także: Chyba jestem opętana... (Potworna opowieść Ani)

Maja pisze natomiast: „Możecie powiedzieć, że jestem głupia czy chora psychicznie, ale właśnie przed chwilą się pocięłam. I nie informuję o tym, żeby oznajmić całemu światu, że to zrobiłam. To przynosi ulgę, ale tylko na jakiś czas, potem wraca ze zdwojoną siłą. Wtedy nie używa się już tępego cyrkla, żeby zrobić parę szram. Bierzesz ostre nożyczki lub po prostu żyletkę. A jeśli zaczniesz, to nie możesz już przestać...”.

Kaleczę się kilka razy w miesiącu: gdy mam kiepski nastrój, dostanę złą ocenę albo pokłócę z przyjaciółką. Wbijam wtedy agrafkę w rękę i obserwuję, jak powoli wycieka krew. To mnie uspokaja” – tłumaczy Biedronka.

„Mam w klasie koleżankę, która się tnie. Jej ręce pokryte są głęboko wyrytymi przez zaostrzoną zapałkę ranami i bliznami. Przez nią jeszcze kilka innych dziewczyn zaczęło to robić. To jest głupota , która siedzi w psychice człowieka. Moim zdaniem taki osoby powinny chodzić do psychologa, bo inaczej trudno będzie im z tego wyjść” – przekonuje Kasjopeja.

okaleczanie się

Fot. iStock

Problem samookaleczania staje się coraz powszechniejszy wśród polskich nastolatków, zwłaszcza dziewczyn, które – jak wykazują badania – znacznie częściej przejawiają takie skłonności niż rówieśnicy. Według niektórych statystyk dotyczy 10 proc. młodych Polaków, ale nie brakuje danych świadczących, że może być ich 30, a w niektórych szkołach nawet 50 proc. Oficjalnych danych nie ma, ponieważ nastolatki potrafią świetnie ukrywać rany, przez co rzadko trafiają na specjalistyczne leczenie. Nie odnotowują tego także oddziały psychiatryczne, gdzie trafiają tylko młodzi ludzie po próbach samobójczych, a nie samookaleczeniu.

O skali zjawiska przekonała się Beata Andrzejczuk, pisarka książek dla młodzieży i autorka bestsellerowej serii „Pamiętnik nastolatki”, która postanowiła założyć dla swoich fanek tajną grupę na Facebooku. Liczyła, że dziewczyny będą się pisały głównie na tematy kojarzące się z nastolatkami, czyli dotyczące chłopaków, miłości, ciuchów czy kosmetyków. Ewentualnie buntu przeciwko starszemu pokoleniu.

„Tymczasem dziewczyny, które do mnie piszą nie buntują się, tylko skarżą się na życie jak zbite psiaki. Nastolatka pisze, że dostała od matki w twarz za to że poszła sama do ginekologa. No i teraz się tnie. O tym właśnie piszą – że gdy jest im źle, zadają sobie rany żyletkami” – mówi Andrzejczuk w „Newsweeku”.

okaleczanie się

Fot. iStock

Młode dziewczyny najczęściej nacinają skórę na przedramieniu, udach, goleniach czy okolicach żeber. Używają do tego żyletki, nożyczek, kawałka szkła, noża lub nawet spinek do włosów albo zaostrzonych zapałek. Niektóre drapią się, gryzą, wyrywają włosy i rzęsy lub intensywnie szorują skórę, doprowadzając do zdarcia naskórka.

Skąd bierze się taka autoagresja? Często jest efekt wpływu otoczenia i rówieśników. Gdy w gronie znajomych pojawiają się dziewczyny, które praktykują „cięcie”, rodzi to presję na ich koleżankach, by również tego spróbować. Samookaleczanie może też wynikać z niskiej samooceny i problemów z akceptacją samej siebie, dlatego niejednokrotnie dotyka wrażliwych i nieśmiałych osób, mających problem w kontaktach z rówieśnikami.

Autoagresja u nastolatków jest wołaniem o pomoc oraz sygnałem o trapiących je problemach, np. rodzinnych. Takie drastyczne metody stosują dziewczynki, które nie mogą porozumieć się z rodzicami. W ich domach często istnieją problemy z alkoholem lub przemocą. Samookaleczenie bywa też konsekwencją innych niewłaściwych postaw rodzicielskich: odrzucenia, zaniedbania, nadopiekuńczości, nadmiernych wymagań, czemu  towarzyszy poczucie bezradności, lęk przed oceną, złość na siebie i innych, nieśmiałość.

okaleczanie się

Fot. iStock

Za najczęstszą przyczyną autoagresji u dziecka uznaje się psychiczny uraz spowodowany, np. biciem czy ignorowaniem jego potrzeb, co prowadzi do zaburzeń w sferze emocjonalnej. Powodem destrukcyjnych działań staje się również brak rodziców, pobyt w domu dziecka czy szpitalu.

Zachowania autoagresywne często mają źródło w chorobach genetycznych. Wśród nich są zaburzenia autystyczne, m.in. zespół Retta, z którym rodzi się jedno dziecko na 10 tysięcy (problem dotyczy najczęściej dziewczynek). Samouszkodzenia ciała zdarzają się również osobom cierpiącym na przewlekłe zapalenie mózgu. Dochodzi do niego zwykle w wyniku zakażenia wirusowego, ale przyczyną może być również infekcja bakteryjna lub pasożytnicza.

Przeczytaj także: 12 rzeczy, które sprawiają, że jesteś nieszczęśliwa

okaleczanie się

Fot. iStock

Jak pomóc samookaleczającemu się nastolatkowi? Na pewno warto przeprowadzić z nim spokojną i szczerą rozmowę na temat trapiących go problemów. Jednak bardzo często niezbędna okazuje się wizyta u psychologa lub psychoterapeuty. Oczywiście przekonanie młodego człowieka do takiej konsultacji nie jest łatwym zadaniem, ale trzeba dołożyć wszelkich starań, by skłonić go do odwiedzin u specjalisty.

W większości przypadków bardzo ważną rolę odgrywa terapia psychologiczna, oparta na psychoanalizie i pomagająca zrozumieć psychiczne konflikty i ich powiązanie z historią życia pacjenta. Skuteczność kuracji wzmacnia uczestnictwo rodziny, gdyż źródłem problemów najczęściej są relacje z bliskimi.

Innym rodzajem pomocy jest terapia skierowana na ciało. W jej trakcie pacjent od nowa poznaje własne ciało, uczy się je akceptować, kochać, dbać o jego potrzeby, uczy się kontaktować z innymi ludźmi.

RAF

Komentarze (11)

Ocena: 4.73 / 5
gość (Ocena: 5) 07.03.2017 18:23
Ja nigdy sie nie cielam, ale za to sie drapie po dloniach, az do krwi. Jednak cos w tym jest, ze bol fizyczny pozwala sie rozladowac.
odpowiedz
prawda (Ocena: 3) 21.02.2017 11:39
Dlaczego? Bo najzwyczajniej na swiecie podczas burzy hormonow nie uzupelniaja niedoborow witaminy D odowiedzialne za stany depresyjne i obciazaja watrobe smieciowym zarciem !!!!
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 14.02.2017 22:04
Tylko wizyta u porządnego psychoterapeuty który umiejętnie poprowadzi terapię.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 14.02.2017 15:32
Jeszcze bardziej dobija, jak rodzic mówi Ci, że jesteś chora na głowe i nic już Ci nie pomoże, i że jak będzie trzeba to odda Cie do poprawczaka za takie zachowanie. Po co pomóc jak można jeszcze bardziej zeszmacić.
odpowiedz
Anapolis (Ocena: 4) 14.02.2017 14:58
Ten problem istnieje od wielu, wielu lat. Robią to dwa typy nastolatek (mi nie tylko nastolatek): 1 - ktoś, kto w ten sposób chce na siebie zwrócić uwagę; taka osoba ostentacyjnie pokazuje swoje blizny nawet na fb i insta 2 - osoby, które w ten sposób odreagowują stres i nacisk, jakie na nie kładzie środowisko; takie osoby ukrywają blizny i rany całym rokiem pod ubraniem.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo