Exclusive: Spowiedź żywej lalki

Joanna nie chce wyglądać naturalnie. Im gorzej o niej mówią, tym silniejsza się czuje.
Exclusive: Spowiedź żywej lalki
26.09.2015

Im sztuczniejsze twory oglądamy w kolorowych magazynach i telewizji, tym bardziej doceniamy naturalność. Kiedy jednak zmarszczki, niedoskonałości i brak retuszu stały się modne, wiele z nas postanowiło pójść w drugą stronę. Niektórzy nazywają je „żywymi lalkami Barbie”, inni stosują bardziej dosadne określenia i obelgi. Wydają nam się fałszywe i sztuczne, ale właśnie o to im chodzi.

Potwierdza to Joanna (imię zmienione na prośbę bohaterki), która od mniej więcej dwóch lat stara się wejść do towarzyskiej i internetowej elity. Jak mówi, ma od 20 do 25 lat, kilka operacji plastycznych na koncie, wierne grono fanów jej urody, a imprezy to dla niej nie tylko przyjemność, ale także obowiązek służbowy. Wielokrotnie nazywano ją pustakiem, ale dla niej „hejt” jest paliwem do dalszego działania.

Po co to wszystko i dlaczego postanowiła tak radykalnie zmienić swój wizerunek? Na zdjęciach sprzed zaledwie kilku lat zupełnie nie przypomina siebie. I z tej przemiany jest najbardziej dumna...

valeria lukyanova

Papilot.pl: Skąd pomysł na zostanie polską „żywą lalką Barbie”?

Wcale tego nie planowałam. Słyszałam o kilku dziewczynach, które świadomie chcą wyglądać jak plastikowe zabawki, ale to nie było tak, że pewnego dnia powiedziałam sobie „będę jedną z nich”. To działo się stopniowo, a dopiero finalny efekt wyszedł podobny. Tak naprawdę chodzi o to, że postanowiłam zerwać z wizerunkiem szarej myszki. Skoro inne dziewczyny poprawiają sobie urodę i wszyscy do nich wzdychają, to jak się postaram, też mogę wyglądać inaczej.

Coś się w twoim życiu wydarzyło, że pomyślałaś o radykalnej metamorfozie?

Chwilę wcześniej zakończyłam dość długi związek. Szczerze mówiąc, to on zakończył, bo po prostu mnie zdradził. Później ją zobaczyłam i zrozumiałam, co jest grane. Laska wyglądała jak chodząca reklama chirurgii plastycznej i zabiegów kosmetycznych. Ideał w każdym calu. Żadnej plamki na cerze, długie rzęsy, duże usta, figura za którą dałabym się pokroić.

Chciałaś dać mu nauczkę i pokazać, że też możesz taka być?

Już nawet nie chodziło o niego, bo aż mnie brało na wymioty, jak o nim myślałam. Zmieniłam się dla siebie!

valeria lukyanova

Od czego zaczęłaś?

Zaczęłam się malować, ale tak wyraźnie. Wcześniej tylko pudrowałam nos i tuszowałam rzęsy. Teraz rzęsy były sztuczne, twarz wygładzona wszystkimi możliwymi specyfikami, wyregulowałam brwi. Niby nic, a kiedyś nawet o tym nie myślałam. Potem tak się jakoś złożyło, że jedna z koleżanek postanowiła zrobić sobie usta. Poszłam z nią na zabieg i zobaczyłam jak niesamowity i szybki jest efekt. Zarezerwowałam wizytę.

To nie był jedyny zabieg medycyny estetycznej, któremu się poddałaś. Było cię na to stać?

Na początku było faktycznie ciężko, bo za usta zapłaciłam tyle, że już zupełnie się spłukałam. Potem marudziłam mamie i sfinansowała mi korektę nosa. Wtedy nie myślałam o żadnych wielkich operacjach. Wstrzyknięto mi specjalny wypełniacz i nos stał się optycznie węższy. Większe rzeczy robiłam już na rachunek chłopaka, który uwielbia mnie rozpieszczać.

On cię do tego namawia?

Nie! Gdyby go nie było, to nie wiem jakbym to zrobiła, ale i tak bym nie zrezygnowała. Mogłabym pracować od rana do wieczora, nawet się zadłużyć, żeby spełnić swoje marzenia. Bo zobaczyłam, że to naprawdę działa.

valeria lukyanova

Odłóżmy zabiegi medycyny estetycznej na bok. Co z chirurgią plastyczną?

Mam za sobą dwie operacje, które bardzo poprawiły mój wygląd i komfort życia. Pierwsza to były implanty piersi. Jakiś tam biust miałam, ale był naprawdę niewielki. Lekarz to nawet przyznał i z miejsca się na to zgodził. Można powiedzieć, że to był pewnego rodzaju prezent od narzeczonego. Właśnie z okazji zaręczyn. Nie będę twierdziła, że to nic takiego i wszystko było super. Blizny schodzą do dzisiaj, na początku umierałam z bólu. Paskudna sprawa, ale efekty są. Z większym biustem cała moja sylwetka wygląda inaczej.

A druga operacja?

Nie była aż tak inwazyjna, bo chodziło o odessanie tłuszczu z ud. Co bym nie robiła, to byłam w tym miejscu opuchnięta i wyglądało to naprawdę głupio w połączeniu z wąską talią i gładkim brzuchem. Przy okazji tego zabiegu wszczepiono mi odrobinę tego tłuszczu w twarz. Uwydatniły się moje policzki i broda.

Można powiedzieć, że „zrobiłaś się” od stóp do głów. Coś jeszcze planujesz?

Jak tylko będzie taka okazja i będę mogła sobie zrobić chwilę wolnego, to nie wykluczam powiększenia pośladków. Tylko, że lekarz proponuje implanty, a tego się trochę boję. Nie chcę być zniekształcona, jak coś pójdzie nie tak.

valeria lukyanova

„Chwilę wolnego”? A czym na co dzień się zajmujesz?

Ja wiem, że „normalni ludzie” uznają to za nieróbstwo, ale ja pracuję swoim wizerunkiem. Mam konto na Instagramie, myślę o kanale na YouTube, bywam w różnych fajnych miejscach, zrobiłam sesje do kilku katalogów. Nie twierdzę, że jestem modelką, ale raczej osobowością. Czasami żartuję, że pracuję swoim ciałem, ale taka jest prawda. Inwestuję w swój wygląd i powoli zaczyna mi się to zwracać.

Na tym naprawdę można zarobić?

Początki są trudne, bo więcej wydajesz, niż zyskujesz, ale trzeba być upartym. Jak zaangażujesz ludzi w Internecie, to potem reklamodawcy sami się zgłaszają. Można powiedzieć, że jestem osobowością do wynajęcia i wcale się tego nie wstydzę. Nie każda dziewczyna ma warunki, żeby zarabiać w ten sposób.

Lubisz luksus?

Lubię czuć, że coś mi się w życiu udało, a ubrania i gadżety mi to dają. W byle łachmanach i z telefonem za 300 zł wyglądałabym niewiarygodnie, dlatego dbam o takie szczegóły. To też jest część mojej kariery.

valeria lukyanova

Jesteś zadowolona ze swojego wizerunku? Czy to koniec zmian?

Powiem wprost – jak zacznę się sypać, to wiem gdzie szukać pomocy. Nie ma sensu żyć z kompleksami. Medycyna znalazła sposób na większość z nich i trzeba z tego korzystać. Na razie jest dobrze. Mimo wszystko chcę przypominać człowieka, a nie manekin. Chociaż niektórzy twierdzą, że do tego ostatniego jest mi blisko. Niech gadają, ja robię swoje.

Co na to wszystko narzeczony i rodzina?

To jemu zawdzięczam większość „poprawek” i za każdym razem mówi, że piękniejsza już być nie mogę. Jest ze mnie dumny i to nie jest tak, że namawia mnie do czegoś. Po prostu spełnia zachcianki. Najbardziej sceptyczny jest tata, który kiedyś nie widział mnie przez kilka miesięcy, a potem jak się spotkaliśmy, to z wyrzutami zapytał „coś ty ze sobą zrobiła?!”. Ale to tylko taka zgrywa. Kocha swoją córeczkę i może się nią chwalić.

Komentarze (7)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 28.09.2015 10:08
jest popyt jest podaz, jesli ma "fanow", ktorzy nabijaja jej ogladalnosc to co sie dziwic ze chce byc celebrytka, dla mnie to ci fani pustaki sa winni temu ze takie laski powstaja, bo wchodza na ich konta ogladaja komentuja itp,
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 27.09.2015 00:33
Jeśli to ta jakaś Dybowska, to szczerze mówiąc jest obleśna.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 26.09.2015 23:32
sama sie zastanawiam nad operacja plastyczna ust ale dlategom, ze od dziecka mam z tego powodu kompleksy i ludzie sie ze mnie smieja. Nie planuje zostac manekinem, zwyczajnie marze zeby wreszcie ladnie sie usmiechac
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 26.09.2015 20:24
Jeżeli jej marzeniem jest zostać manekinem ,to posze bardzo .Co trzeba mieć w glowie ,żeby mieć takie cele w zyciu .
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 26.09.2015 18:19
Dybowska? :-D
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo