EXCLUSIVE: Jestem tą drugą

Justyna związała się z żonatym mężczyzną. Czy ma z tego powody wyrzuty sumienia? Czy liczy na coś więcej?
EXCLUSIVE: Jestem tą drugą
12.09.2015

Prawdopodobnie są ich tysiące. Decydują się na znajomość z żonatym mężczyzną. Z wygody, aby coś sobie udowodnić, czasami z miłości. Nigdy nie mają pewności, że zajęty obiekt westchnień kiedykolwiek będzie tylko dla nich. Niektórym wcale na tym nie zależy i akceptują sytuację, że są tymi drugimi. Tymi, do których kochanek przychodzi wtedy, kiedy żonę boli głowa, albo żeby od niej zwyczajnie odpocząć. Trwają w związku, o którym nikt oficjalnie nie może się dowiedzieć.

Balansują na granicy. Jeden ich nieostrożny ruch i prawda się wyda. Mają na koncie rozbitą rodzinę, ale nie czują się z tego powodu winne. Przecież to nie tylko ich sprawa. Taka relacja wymagała także zgody i chęci drugiej strony. Niewierny mąż ponosi przynajmniej taką samą, jeśli nie największą odpowiedzialność. Poświęcił swoje ustabilizowane życie dla znajomości z młodszą, ładniejszą i chętniejszą. Wiedział, czym może się to skończyć.

Justyna jest tą drugą. Od ponad roku spotyka się mężem innej kobiety. Czy ma z tego powodu wyrzuty sumienia?

romans z żonatym

Odniosłaś z tego powodu jakąś korzyść?

W pracy? Wręcz przeciwnie. Najpierw musiałam udawać, że go nie znam, więc nie mogłam się wykazać. Jak się przeniósł, to już nie miał większego wpływu na to, co się ze mną dzieje. W jakimś sensie łączy nas firma, ale nic z tego nie mam. Zawodowo nawet na tym straciłam, bo nie sądzę, żeby on miał jakikolwiek interes w tym, abym zaszła wyżej. Ja to rozumiem. Jestem prostą dziewczyną na niskim stanowisku, więc znam swoje miejsce.

Odwdzięczył się w jakiś inny sposób?

Czy mi płaci? Nie, nie jestem prostytutką. Łączy nas coś więcej, niż tylko łóżko i ukrywanie się przed jego żoną. Jedyna korzyść materialna, jaką z tego mam, to fajne wyjazdy i czasami drobne prezenty. Nie jest moim sponsorem, ale przyjacielem, kochankiem, bratnią duszą.

Mówisz o nim bardzo pozytywnie. Zupełnie tak, jakbyś nie brała pod uwagę, że zdradza żonę. I chyba nie tylko ją?

To jest dorosły człowiek, który dobrze wie, na co sobie może pozwolić. Czy podoba mi się, że nie jest wierny? Nie jestem osobą, która chciałaby to oceniać. Podoba mi się to, że poświęca mi swój czas i spędzamy go w bardzo przyjemny sposób. On zawsze ma do kogo wrócić, a jednak cały czas zabiega o kontakt ze mną. Ja mimo wszystko jestem mu wierna. I tak, zdaję sobie sprawę, że ma też dziecko.

romans z żonatym

I nie widzisz w tym nic złego? Możesz zniszczyć tę rodzinę...

Jak nie ja, to inna. To taki typ człowieka, że w domu nie wysiedzi i zawsze znajdzie sobie jakieś towarzystwo. Nie wiem, jak to wyglądało kiedyś, ale musiał mieć kogoś na boku. Ma ogromny temperament, a żona nie jest mu w stanie wszystkiego dać. Ona też pracuje, zajmuje się dzieckiem i domem. Nawet ją rozumiem, że zamiast się z nim kochać, woli się chociaż chwilę przespać. Ale zdrowy facet długo tak nie pociągnie.

Może jeszcze raz – nie jest ci żal tego dziecka, które może stracić rodzinę?

Na pewno ja do tego ręki nie przyłożę, a i on raczej nie ma takiego zamiaru. Osiągnęliśmy mistrzostwo w ukrywaniu się. Mój kochanek, jak to się zwykło mawiać, nie daje mi większych nadziei. Mówi o dziecku z taką czułością, że wiem, co jest grane. On chce być częścią tej rodziny i nie interesuje go normalny związek z inną kobietą. Ja jestem tylko dodatkiem.

A ty się na to godzisz i nie oczekujesz niczego więcej...

Tego nie powiedziałam. Gdyby doszedł do wniosku, że tego chce, moglibyśmy być razem. Już oficjalnie.

romans z żonatym

A chce?

Na razie na pewno nie. Układ między nami jest prosty i szczery. Spotykamy się, bo oboje lubimy swoje towarzystwo. Ja nikogo nie mam i jestem fair. On kogoś ma i może fair do końca nie jest, ale nie wydaje mi się, żeby sprawiał tym komuś krzywdę.

Zdrada jest OK?

Gdyby to się wszystko wydało, żona by od niego odeszła, zabrała dziecko i utrudniała im kontakt, to nie byłoby OK. Ale jestem niemal pewna, że do tego nie dojdzie. Nawet jeśli ktoś o nas wie, to jej nie doniesie. To nie jest środowisko prostych ludzi, którzy walczą o przeżycie, ale osoby na stanowiskach, wzajemnie powiązane, znające swoje tajemnice. Niemal każdy jego kolega, który mnie poznał, żyje w ten sam sposób. Nie jestem jedyną kochanką.

Mówisz tak, jakby ci taki układ pasował i nie chciałabyś niczego więcej. Czyli to nie miłość, ale chwilowa fascynacja?

To raczej przyjęcie z otwartymi ramionami sytuacji, jaka mi się zdarzyła. Nie dążyłam do romansu, nie chciałam rozbijać żadnej rodziny i nie myślałam o związku z zajętym facetem. Stało się, a ja zrozumiałam, że na razie mi to pasuje.

romans z żonatym

Nie boisz się, że kiedyś będziesz chciała czegoś więcej i wtedy nie będzie już tak fajnie?

Był taki moment, kiedy uwierzyłam w coś, co nie jest do końca realne. Że on od niej odejdzie, podzielą się opieką nad dzieckiem, a ja zajmę jej miejsce. Próbowałam go nawet do tego przekonać, ale zalecił mi trochę cierpliwości. Niczego nie deklarował, ale prosił, abym zaczekała. Czekam do dzisiaj, ale już bez takiego ciśnienia. Czy wyobrażam sobie bez niego życie? Już chyba tak. Ale sama nie podejmę takiej decyzji, bo jest mi w tym układzie dobrze.

Nie wolałabyś być tą pierwszą i jedyną?

Czasami się zastanawiam, co on robi po spotkaniu ze mną. Możliwe, że idzie do żony i robi z nią dokładnie to samo, co ze mną. Ale czy mnie to boli? Nie, nawet go podziwiam, że ma na to wszystko siłę. Taka gra wymaga ogromnej czujności i zaangażowania.

Justyna za 10 lat. Wyobrażasz to sobie?

Wszystko może się wydarzyć. Może będę z nim? A może wcześniej podziękuję mu za znajomość i stworzę normalny związek? To zależy tylko od niego.

romans z żonatym

Papilot.pl: Jak się poznaliście?

Justyna: To zupełnie nie moja liga, więc to musiał być przypadek. Ponad rok temu trafiłam do biura. Byłam przez jakiś czas jego pracownicą. Powiedzmy, że niższego szczebla. Od słowa do słowa i coś zaiskrzyło. Kiedy zostawałam po godzinach, on często mnie odwiedzał, później ustalał wyjazdy tak, żeby móc mnie ze sobą zabrać. Oczywiście wszystko służbowo, ale to skończyło się w momencie, kiedy pierwszy raz trafiliśmy razem do łóżka.

Romansujesz ze swoim szefem i liczysz na to, że się nie wyda?

On już nie pracuje w tym samym miejscu, co ja. Poszedł wyżej, zmienił oddział, więc jesteśmy zupełnie bezpieczni. Może to i lepiej, bo przynajmniej nikt nas razem nie widuje w godzinach pracy, a wiem, że wcześniej szeptano na nasz temat. Wyjeżdża w delegacje, zostaje dłużej w pracy, a tak naprawdę jest ze mną.

Dlaczego w ogóle do tego doszło? Chyba nie chodziło o awans przez łóżko?

Pociągało mnie to, że jest kimś ważniejszym. Do tego mąż i ojciec, a jednak bardzo zadbany. Wiedziałam od samego początku, że ma ustabilizowane życie rodzinne. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo gdyby tak było, to przecież nie wszedłby w ten układ.

Komentarze (92)

Ocena: 4.8 / 5
Anonim (Ocena: 5) 13.09.2015 23:48
No ja z jednej strony rozumiem, że bardziej się martwicie o samych siebie i swoje potrzeby, ale z drugiej jeśli Wasi partnerzy nie mają o tym pojęcia, to w życiu nie powiedziałabym, że Wasze związki są jakkolwiek udane w jakikolwiek sposób, bo nie może taki być, jeśli kompletnie nie szanujecie uczuć tych ludzi.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 1) 13.09.2015 20:41
Justyna to dla mnie pusta lala. Może i jestem uprzedzona, ponieważ pochodzę z rozbitej rodziny przez taką własnie wywłokę. Popieram niektóre z Pań, które wypowiadały się niżej. To nie jest tak, że winę ponosi tylko facet albo tylko kochanka, wina lezy po obu stronach. Facet zdradzający żonę to dla mnie dupek, ale kobieta, która tkwi w związku z zajętym facet, który w dodatku ma DZIECI, to @#%@#. Potrafię zrozumieć to, że ktoś się zakochał, dziewczyna się zakochała, miłość męża do żony się wypaliła to BIERZE SIĘ ROZWÓD, a nie zdradza żonę. Ale prawdziwym okrucieństwem jest wchodzenie z butami do innej rodziny. Dziewczyny, jeśli twój kochanek posiada dzieci - odpuść, błagam cię. Zmarnujesz życie tym dzieciom. Unieszczęśliwisz już nie tylko żonę, ale Bogu ducha winne istoty. Później będą borykały się z problemami. Poza tym tak jak ktoś niżej napisał "szczęścia nie zbudujesz na nieszczęściu drugiej osoby". Naprawdę odpuście sobie ojców. Ja do dzisiaj nie wybaczyłam ojcu ani jego kochance. Przez ponad 6 lat byłam pod opieką psychologa, bo się załamałam. Jedyna wartość w jaką wierzyłam - została mi brutalnie odebrana. I nie usprawiedliwiajcie "jak nie ja to inna", jeśli każda kobieta będzie miała za grosz godności i trochę sumienia, faceci nie będą mieli z kim zdradzać. AMEN.
zobacz odpowiedzi (6)
Anonim (Ocena: 5) 13.09.2015 16:35
no to jesteście zwykłymi świniami. ciekawe czy wasi partnerzy też myślą, że lepszy cichy romans niż zakończenie związku. porażka.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 13.09.2015 15:11
Denerwujące są dla ciebie, bo poniekąd sama jesteś tą drugą, dlatego ;)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 13.09.2015 09:58
Jestem młodą mężatką, ale temat zdrad traktuję hmm lekko dosyć. Uważam, że zdrada nie jest dobra, po to mamy rozum, żeby nie kierować się jedynie popędami, ale jednocześnie myślę, że jesteśmy tylko ludźmi i każdemu może powinąć się noga. Wybaczyłabym mężowi zdradę, jakiś jednorazowy skok w bok, bez znaczenia, ale nie wybaczyłabym romansu. Nie wybaczyłabym emocjonalnego zaangażowania w związek z inną kobietą. Mógłby prosić, przepraszać i tak dalej, ale jeśli nie miał odwagi zakończyć naszego związku, zanim wszedł w intymną relację z kimś innym, to już po prostu nie zasługuje na szacunek. Niechby sobie go kochanka brała :) Inna sprawa, że jej bym nie winiła. Mogła się zakochać, mogła uważać, że ma mu coś lepszego do zaoferowania, że byliby lepszą parą. Wierność, to zadanie męża, a nie kobiet naokoło. Z drugiej strony, sama może i mogłabym wejść w relację z zajętym, ale pod warunkiem, że nie miałby dzieci. Związki są z natury kruche, uczucia czasem się wypalają, czasem okazują niewłaściwymi, czasem trzeba zakończyć jeden związek, żeby wejść w inny, lepszy. Nie przedłożyłabym szczęścia żony nad własne i potencjalnego partnera. Może jestem zimna, trudno. Inna sprawa ma się z dziećmi. Dwoje ludzi plus dzieci, to już nie związek, to rodzina, a relacje rodzinne są nierozerwalne. Mężczyźni z dziećmi są dla mnie niewidzialni, zawsze byli, nawet w czasie, kiedy byłam sama. Dałabym szansę zajętemu, gdybym czuła, że jest we mnie zakochany i rzeczywiście zakończy związek. Jedynie z seksem czekałabym do oficjalnego statusu singla, ale nie odmówiłabym spotkań z pogranicza randek. Za to nie tkwiłabym w roli kochanki, bo to uwłaczające po prostu.
zobacz odpowiedzi (3)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo