Exclusive: Spóźniłam się na maturę

Zabrakło kilku minut, by Karolina mogła zdawać egzamin w terminie. Jak to się skończyło?
Exclusive: Spóźniłam się na maturę
09.05.2015

Takich historii co roku w skali całego kraju jest nawet kilkaset. Maturzyści z różnych przyczyn nie docierają na czas na jeden z najważniejszych egzaminów w życiu. Niektórzy spóźniają się zaledwie kilka minut. Usprawiedliwiają się w bardzo różny sposób, ale w efekcie do matury z danego przedmiotu podejść nie mogą. Jedyna szansa to usprawiedliwienie w Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej i prośba o przydzielenie dodatkowego terminu w czerwcu.

A co, jeśli się nie uda? Maturzyście pozostaje jeszcze jeden termin. Wcale nie w sierpniu, w sesji poprawkowej, jak wielu się wydaje. Egzamin może powtórzyć dopiero w kolejnym roku szkolnym. W efekcie na świadectwo dojrzałości czeka kolejnych 12 miesięcy, a w międzyczasie nie za bardzo ma co ze sobą zrobić. Coś takiego przydarzyło się Karolinie, która 2 lata temu przyszła na egzamin z języka polskiego spóźniona. Pomimo wielu miesięcy żmudnej nauki, nie mogła wejść do środka.

Dlaczego w ogóle do tego doszło? Jak zareagowała komisja? Czy dzisiaj jest już studentką? Oto jej historia, która dla wielu powinna być przestrogą.

uczennica

Papilot.pl: Maj 2013 roku – chyba długo go nie zapomnisz?

Karolina: To był zdecydowanie najgorszy miesiąc w moim życiu. Miałam 19 lat, byłam przygotowana do egzaminów, marzyłam o studiach. Zanim matura tak naprawdę się rozpoczęła, ja już miałam przechlapane. Byłam przerażona, że to oznacza rok w plecy. Z drugiej strony byłam przekonana, że jakoś uda się to odkręcić, zakończę edukację w szkole średniej i w październiku rozpocznę życie studenckie.

O której miał się rozpocząć egzamin z języka polskiego?

Tak jak wszystkie egzaminy pisemne, o 9 rano. Wiedziałam o tym doskonale. Do szkoły dotarłam kilka minut po czasie. Jeszcze nikt niczego nie pisał, ale komisja i tak stwierdziła, że nie może mnie wpuścić do środka. Takie są przepisy. Wpadłam w taki straszny płacz, że wychowawczyni musiała wezwać moją mamę. Sama nie potrafiłabym wrócić do domu.

Nie tak miał wyglądać ten dzień...

To były najgorsze godziny w moim życiu. Miałam świadomość, że wszyscy znajomi w tym czasie piszą, a ja siedziałam w domu i patrzyłam się w sufit. Straciłam już nadzieję na cokolwiek.

uczennica

Co było dalej?

Moja mama zadzwoniła do Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w moim mieście. Nie za bardzo było z kim tam porozmawiać, więc wreszcie pojechałyśmy tam osobiście. Spotkaliśmy kilka osób w mojej sytuacji, atmosfera była naprawdę napięta. Wszyscy siedzieli ze skwaszonymi minami i modlili się o przydzielenie nowego terminu. Wreszcie weszłyśmy do środka.

Jak wyglądała rozmowa z urzędnikami?

Dostałam do wypełnienia jakieś papiery, ale najpierw musiałam się wytłumaczyć. Powód musi być obiektywny – nieszczęśliwy zbieg okoliczności albo moja ciężka choroba. Gdyby np. umarł ktoś z mojej rodziny, to nie byłoby żadne wytłumaczenie. Liczą się tylko sprawy, które dotyczą bezpośrednio mnie i tego, że nie mogłam dotrzeć na czas.

A dlaczego się spóźniłaś?

Wyszłam za późno z domu. Zagadałam się przez telefon i nie zdążyłam na autobus.

uczennica

Co na to komisja?

Od razu zaczęli kręcić nosem, że trudno to nazwać sytuacją nadzwyczajną. Dali mi do zrozumienia, że stało się to przez moją własną głupotę. Powinnam wyjechać nawet godzinę wcześniej, żeby mieć pewność. W głębi duszy przyznawałam ich rację, ale broniłam się jak tylko mogłam. Gdybym wyszła o czasie i np. autobus by się spóźnił nie z mojej winy, to byłabym uratowana. Termin w czerwcu i jakoś to będzie. Oni potraktowali to zupełnie inaczej.

Opuściłaś budynek komisji i...

Nie mogłam się opanować. Wrzeszczałam na własną mamę, chciałam gdzieś uciekać. Typowy atak paniki. Nigdy w życiu nie byłam w tak stresującej sytuacji. Powinnam zacząć myśleć o jutrzejszym egzaminie, ale ja już sobie wtedy odpuściłam. Przecież to nie ma sensu, bo i tak matury w tym roku nie zdam. Nie wierzyłam w czerwcowy termin, bo widziałam miny urzędników z komisji.

Wiedziałaś, że nie masz przekonującego wytłumaczenia?

Dokładnie tak. Czułam, że sama zawaliłam sprawę i powinnam mieć pretensje tylko do siebie.

uczennica

Co było potem?

Po zakończeniu egzaminu znalazłam w Internecie tematy. Były dla mnie idealne. Akurat te lektury, które mam w małym palcu. Czytałam je od deski do deski. To mnie jeszcze bardziej dobiło. A potem telefony od koleżanek. Martwiły się o mnie, ale i tak opowiadały mi o tym, jak dobrze im poszło. Kolejnego dnia poszłam na następny egzamin, następnego też. Nie wiedziałam gdzie jestem i co robię. Zepsułam to zupełnie, więc nadzieja już na dobre zgasła. W takim stanie psychicznym nie da się zdawać.

Co z czerwcowym terminem matury z języka polskiego?

Moja prośba została odrzucona. Nie uznano mojego tłumaczenia i szczerze mówiąc, wcale się nie dziwię. Nie odebrałam świadectwa dojrzałości, bo po prostu mi nie przysługiwało. Nie bez najważniejszego przedmiotu. Sprawdziłam tylko wyniki w Internecie i wyszło na to, że prawie wszystko zawaliłam. Na próbnych maturach radziłam sobie świetnie, a teraz minimum. Zaliczyłam je, ale z taką punktacją, że o studiach dziennych mogłam zapomnieć.

Jaki był plan na przyszłość?

Podejść do polskiego w przyszłym roku i poprawić matematykę.

uczennica

A co z tego wyszło?

Dla niektórych to może być banalne wytłumaczenie, ale ja naprawdę wpadłam w depresję. Nie mogłam znieść tego, że moi znajomi dostają się na studia i są już dorośli, a ja dalej tkwię w liceum. Niby je skończyłam, ale bez tego papierka się nie liczy. Żeby nie oszaleć, poszłam od września do szkoły policealnej, która matury nie wymaga. Podoba mi się tam, znalazłam swoją pasję.

Czyli jednak nie ma tego złego?

Tak sobie wmawiam, chociaż wolałabym mieć maturę i pójść na studia. Do egzaminu z polskiego podeszłam rok później, bo kiedyś trzeba, ale nie miałam już siły na poprawkę matematyki. Wszystkie moje plany trafił szlag i dalej nie wiem co ze mną będzie.

Nie spróbujesz sił w tegorocznej rekrutacji?

Z takimi wynikami? Nie ma sensu. Chyba, że na zaoczne, ale tak naprawdę straciłam już cały zapał. Przez tych kilka minut spóźnienia.

Polecane wideo

Komentarze (54)

Ocena: 4.41 / 5
Gość (Ocena: 5) 13.05.2015 15:49
Dziewczyno, ty nie powinnaś do egzaminu w podstawówce przystępować, bo się nie nadajesz. jak można się spoznić na maturę, bo się zagadało przez telefon? Ludzie!Twoje tłumaczenie było tak żałosne, ze się nie dziwię, że ta komisja Cię odrzuciła. A potem jeszcze ryczysz jak małe dziecko i wpadasz w depresję. zachowanie 5 latka w przedszkolu.Na studia lepiej nie idz, bo i tam się spoznisz na egzamin i też się popłaczesz.
zobacz odpowiedzi (1)
katarzyna (Ocena: 4) 13.05.2015 15:25
no prosze was... spoznic sieok, zdarza sie, urzednicy odrzucili, tez sie zdarza ale co do tegoma reszta? jak by umiala i chciala toby zdala, apozniejmozna sie uzalac nad soba... caly rok by miala,.
odpowiedz
Klara (Ocena: 5) 12.05.2015 15:31
Ja się nie spóźniłam, ale w ogóle mnie nie dopuścili. Maturę zdałam w zeszłym roku w liceum dla dorosłych w Progresie. Studiuję i jestem bardzo szczęśliwa. Maturę zawsze można zdać, trzeba tylko chcieć.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 11.05.2015 23:23
Chcecie wolnej Polski? Potrafisz Polsko! ruchjow.pl/?url=%2Faction%2Freferral%3A9hiksxWZOfAObw
odpowiedz
jakrol (Ocena: 5) 11.05.2015 00:01
Jesli ktoś spóźnia się na maturę, bo zagadał sie przez telefon to niech nie idzie na studia, tylko traci czas...
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie