EXCLUSIVE: Mąż mnie stworzył

Alicja nie ma wykształcenia, ani doświadczenia zawodowego. Spełnia się jako żona. Ukochanemu zawdzięcza stabilizację i... wygląd.
EXCLUSIVE: Mąż mnie stworzył
01.11.2014

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu kobiety w Polsce nie miały zbyt wiele do gadania. Możliwość wyboru w naszym życiu była mocno ograniczona. Nikt nie wymagał od nas wykształcenia, a nawet było ono źle widziane. Jedynym przypisanym nam zadaniem było założenie rodziny i troszczenie się o nią. Nie było miejsca na własne ambicje i samorealizację. O naszym szczęściu miało świadczyć zadowolenie męża, dzieci oraz zadbany dom. Wiele się w tej kwestii zmieniło.

Dzisiaj kobieta to równoprawna jednostka, która podobnie jak płeć przeciwna, ma pełne prawo się rozwijać. Studiujemy, robimy karierę zawodową, podróżujemy, spełniamy marzenia i dbamy o siebie. Możemy dosłownie wszystko i chętnie z tego korzystamy. Jednak nie wszystkie. Wciąż wiele z nas uważa, że podstawowym zadaniem przedstawicielki płci przeciwnej jest otaczanie opieką partnera i bycie jego wizytówką.

Przykładów nie trzeba daleko szukać. Nawet w rodzimym showbiznesie nie brakuje młodych kobiet, które za swój główny cel uznają przypodobanie się ukochanemu. Dla niego są w stanie zrobić bardzo wiele – zmienić się mentalnie, zupełnie mu się podporządkowując, a także wizualnie, próbując dostosować się do jego rosnących wymagań. W takich związkach facet staje się panem i władcą.

Miles Aldridge

Alicja od 5 lat jest w związku z nieco starszym partnerem. Różnica wieku wynosi kilka lat, na jego niekorzyść. To wystarczy, by pełnił rolę autorytetu i mentora, z którego zdaniem trzeba się liczyć. Chociaż nasza bohaterka nie uważa, by specjalnie mu się podporządkowała, jej postępowanie nie pozostawia wątpliwości, kto tu rządzi.

- Nie ukrywam, że on jest całym moim światem. Ja go nie tylko kocham, ale podziwiam. Zasłużył na to, bo jest niesamowitym facetem. Zawsze opanowany, osiąga swoje cele, idzie przed siebie i o nic nie muszę się martwić. Jeśli coś postanowi, to tak zazwyczaj jest. Dobrze wiem, że gdyby nie on, to nie byłabym dzisiaj tu, gdzie jestem. On mnie w jakimś sensie stworzył i mogę być za to wyłącznie wdzięczna. Jeśli ktoś mi powie, że jestem od niego uzależniona, to się nie obrażę. Sama dobrze wiem, jak jest – twierdzi nasza rozmówczyni.

Jej partner to człowiek sukcesu. Z powodzeniem prowadzi własny biznes, któremu poświęca bardzo dużo czasu i energii. - Nie ma się co dziwić, że po ciężkim dniu chce wrócić do pięknego mieszkania i równie pięknej żony. Ma wystarczająco dużo stresów, żeby jeszcze musiał się denerwować z mojego powodu. Codziennie na niego czekam i kiedy słyszę, że jestem jego nagrodą, to wynagradza wszelkie trudy – mówi nam młoda żona.

Miles Aldridge

Historia ich znajomości wydaje się oryginalna, ale nie do końca. Pochodzą z dwóch zupełnie różnych światów. On – uznany biznesmen i człowiek sukcesu obracający się wśród elity, ona – studentka, która próbuje związać koniec z końcem. Poznają się przypadkiem w jej mieście, gdzie on przybywa na rozmowy o interesach. Alicja pracuje wtedy w salonie z odzieżą, który jej przyszły mąż odwiedza, by kupić koszulę. Wkrótce później już nie musi dobierać garderoby swoim klientom.

- Na początku wydawał się trochę bezczelny, bo strasznie mnie poganiał. Nie było jego rozmiaru, on coś mówił, że wieczorem ma ważne spotkanie i nie wystąpi znowu w tej samej. Coś we mnie wstąpiło i postanowiłam mu pomóc. Zamknęłam salon i zaprowadziłam go na drugi koniec centrum handlowego, gdzie udało mu się dostać to, czego szukał. Wylądowaliśmy razem w kawiarni, co mogłam przypłacić utratą pracy, ale to nie miało wtedy znaczenia. Zafascynował mnie sobą. I tak mnie fascynuje od 5 lat, bo przy nim naprawdę nie da się nudzić – opowiada nasza bohaterka.

Dzwonił do niej, zapraszał do siebie, wykazywał ogromne zainteresowanie. Alicja twierdzi, że takim ludziom długo się nie odmawia. Spakowała walizkę i pojechała do niego na weekend. Niedługo później wiedziała już, że czas pozamykać stare sprawy i spróbować szczęścia gdzie indziej. Zrezygnowała ze studiów, złożyła wypowiedzenie z pracy i była już całkowicie wolna. Nie licząc rosnącego uczucia.

Miles Aldridge

- Na początku bardzo mnie onieśmielał, bo gdzie ja, taka prosta dziewczyna, na takie salony. Miał mieszkanie większe ze 3 razy od moich rodziców. Jak się czegoś szuka, to można się pogubić. Ale przy tym był bardzo czarujący. Nie dawał mi odczuć, że jakoś się różnimy. Rodzicom powiedziałam, że jadę robić karierę, a tak naprawdę zrezygnowałam ze wszystkiego tylko dla niego. W nowym mieście nie znałam nikogo innego i nawet nie wiedziałam, co ja mam tam robić. On mówił, że wystarczy, że będę obok. Proste? Nie dla mnie, bo ja zawsze byłam bardzo samodzielna – opowiada Alicja.

Nasza bohaterka musiała nieco utemperować swój charakter. Zdała sobie sprawę, że to on jest panem sytuacji i bez niego nic nie może. Na początku odczuwała przerażenie, ale wkrótce zaczęła czerpać z tego radość. Całe życie musiała o coś walczyć, a teraz to ktoś inny musi się starać. Niepozorna znajomość zawarta w centrum handlowym po kilku miesiącach była już tak zaawansowana, że jedynym logicznym rozwiązaniem wydawał się ślub.

- Wtedy rodzice już wiedzieli, co tak naprawdę się dzieje. Martwili się, bo nie wiedzieli, dla kogo straciłam głowę. Kiedy mu o tym powiedziałam, następnego dnia pojechaliśmy do nich z wizytą. Oczarował moją mamę, zaimponował tacie i byli już kupieni. Przestali się bać, bo wiedzieli, że jestem w dobrych rękach – twierdzi.

Miles Aldridge

Ceremonia odbyła się po 10 miesiącach znajomości w jej rodzinnych stronach. Niedawno obchodzili 4. rocznicę ślubu. Jak twierdzi Alicja, ich małżeństwo nie przeżyło ani jednego poważnego kryzysu. Każdy zna swoją rolę i miejsce, dlatego udaje się unikać nerwowych sytuacji. Jaka jest jej rola?

- Wyzwolonym kobietom to może się nie spodobać, ale ja się tego nie wstydzę. Jestem panią domu, która czeka na swojego męża. Największą radość sprawia mi to, kiedy mnie szczerze komplementuje i widzę błysk w jego oku. Muszę się starać, bo ktoś taki nie przełknie byle czego. Mogę powiedzieć, że on mnie stworzył i to w każdym sensie. Dzięki niemu jestem żoną, nie muszę się o nic martwić, żyję tak, jak żyję i to raczej normalne, że chcę mu za to podziękować. Zmienił mnie też wizualnie, bo pokazał, że dbanie o siebie to nie jest próżność, ale normalna sprawa. Dokładnie wiem, co lubi i staram mu się to dać. Nie musi mnie do niczego zmuszać – twierdzi.

Alicja przeszła gruntowną transformację. Zaczęło się od zrzucenia 10 kilogramów przed ślubem. Zrobiła to z własnej woli, bo nie chciała mu robić wstydu. Wkrótce zaczęła odwiedzać gabinet medycyny estetycznej, gdzie jak sama twierdzi, umożliwiono jej dostosowanie się do poziomu męża. Widziała ukochane kobiety jego partnerów biznesowych i chciała wreszcie przestać czuć się jak brzydkie kaczątko.

Miles Aldridge

- Najpierw powiększyłam sobie delikatnie usta, co naprawdę zmieniło moją twarz. Wreszcie nabrałam wyrazu. On mi to delikatnie zasugerował, bo zna się na tych rzeczach. Zaufałam i tego nie żałuję. Co pół roku odświeżam ich kształt i jestem bardzo zadowolona. Razem zrobiliśmy sobie też nieinwazyjny lifting twarzy specjalnymi nićmi. Z poważniejszych rzeczy, to zdecydowałam się wreszcie na korektę nosa. Zawsze chodziło mi to po głowie, ale nie miałam pieniędzy i odwagi. On mi to ułatwił. Powiększyłam też trochę piersi. Ja poczułam się lepiej, on to docenił i czego tu się wstydzić – wylicza nasza bohaterka.

Alicja nie pracuje zawodowo, bo jak twierdzi, nie da się tego pogodzić z obowiązkami męża. Nie chce, by wracał po ciężkim dniu do pustego domu. Poza tym, nie ma takiej potrzeby, bo biznes kwitnie i byłoby to raczej zbędne. Nie czuje się z tego powodu pokrzywdzona, bo jak mówi, złapała Boga za nogi. Doskonale sprawdza się jako nowoczesna gospodyni, która dba nie tylko o swoje otoczenie, ale także o siebie. Niemal codziennie odwiedza siłownię, nie stroni od kosmetyczki, kompletuje garderobę dla męża, organizuje wieczorne wyjścia.

- Czy on ma na mnie wpływ? Tak, i to całkiem spory, ale chyba nie mam się o co martwić – kwituje.

Miles Aldridge

Nasza bohaterka wyrwała się z rodzinnego miasta, by pielęgnować swoje uczucie. Zrezygnowała z własnych ambicji i szybko odnalazła się w nowych okolicznościach. Nie tęskni za starym życiem i pogonią za każdym groszem. Jest wdzięczna losowi za to, co ją spotkało.

- Nie mam zbyt dużego doświadczenia zawodowego i nie skończyłam studiów, ale to nie znaczy, że nie czuję się spełniona. Wymagania wobec siebie trzeba dostosowywać do okoliczności. Jeśli przez tych kilka lat obyło się bez tego wszystkiego, to znaczy, że potrafię sobie radzić. Jestem dumna z mojego męża, ale z siebie też. On dla mnie pracuje, ja dla niego staram się trzymać w dobrej formie i nie ma w tym nic złego. Jeśli ktoś mnie z tego powodu obraża, to chyba tylko dlatego, że zwyczajnie zazdrości. Nie oszukujmy się, każda kobieta wolałaby leżeć i pachnieć, ale tylko nieliczne mają taką możliwość. To też sztuka – wyznaje Alicja.

Polecane wideo

Komentarze (36)

Ocena: 4.89 / 5
Anonim (Ocena: 5) 18.04.2015 21:44
Prawdziwa miłość.
zobacz odpowiedzi (2)
Anonim (Ocena: 5) 06.11.2014 17:30
Ja bym chciała miec jeden etat tylko np. Pani domu, ale musze tyrac na rano, popoludniu i wieczorem wcielac sie w role Pani domu, a na dziecko i tak brak pieniedzy:( i czasu:(
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 02.11.2014 20:08
Jesteś jego nagrodą, tak? Uważaj, bo za 20 lat znajdzie sobie nową "nagrodę". :P Ja bym nie mogła tak żyć. Ja muszę coś robić. Studiuję, dodatkowo chodzę do szkoły językowej i na basen. Aktualnie jestem w trakcie zmieniania pracy i mam sporo wolnego czasu i trafia mnie szlag. Ja muszę istnieć jako ja, mieć swoją tożsamość, zainteresowania i znajomych. Jestem niezależną jednostką i nie potrafiłabym być tylko tłem do czyjegoś życia. Muszę mieć swoje sukcesy i osiągnięcia, inaczej zżerałby mnie zazdrość o cudze. Muszę mieć przyjaciół, takich prawdziwych, a nie towarzystwo partnerek znajomych męża równie bezbarwnych, ładnych manekinów w drogich ciuszkach. Nigdy nie zamierzam udawać, że jestem idealną żoną, matką i panią domu, bo ja przede wszystkim jestem CZŁOWIEKIEM.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 02.11.2014 17:57
opisana tutaj historia jest raczej skrajna. ja tez od lat już nie pracuje, mąz prowadzi firmę w której mu czasami pomagam. mam swoje hobby, skonczylam studia i dorabiam sobie prowadząc prywatne lekcje. absolutnie nigdy się nie nudzę. pomimo tego, ze nie chodzę codziennie do pracy na pełny etat, mam swoje zdanie i silną osobowość a mąż liczy sie z moim zdaniem. nie wyobrażam sobie bycia tylko dodatkiem stworzonym przez faceta.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 02.11.2014 13:45
Oj, z tym się zdecydowanie zgadzam.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie