Exclusive: Facet do towarzystwa

Maciej oferuje samotnym kobietom swoje towarzystwo, a nie ciało.
Exclusive: Facet do towarzystwa
29.03.2014

W Polsce działa nawet kilkadziesiąt tysięcy pań do towarzystwa, które umilają czas swoim klientom. Zazwyczaj ich rola ogranicza się do świadczenia usług seksualnych, więc mamy do czynienia z niczym innym, ale prostytucją. Ilu panów trudni się tym samym? W tym przypadku statystyki są bardzo szczątkowe, chociażby ze względu na to, że mężczyźni działają raczej indywidualnie, niż w zorganizowanych agencjach towarzyskich. Na pewno jest ich znacznie mniej. Z czego to wynika? Raczej nie chodzi o to, że mamy tak różne potrzeby. Przyjęło się jednak, że kobieta sprzedająca swoje ciało i intymność to nic niezwykłego. Mężczyzna w podobnej sytuacji to już zupełnie co innego.

Rozmawiając z Maciejem, trudno nie odnieść wrażenia, że damski i męski biznes towarzyski jednak nieco się różni. On wcale nie handluje swoją cielesnością. Na pewno nie w takim sensie, jak większość pań w jego branży. Fundamentem działalności naszego rozmówcy nie jest bliskość fizyczna z przypadkowymi klientkami, ale umilanie im czasu samą swoją obecnością. Oferuje im swój czas, zainteresowanie, rozmowę. Pełni rolę osoby towarzyszącej na ważnych spotkaniach. Czasami jest jedyną osobą, do której mogą swobodnie zadzwonić w każdej sprawie.

Seks? Tylko po godzinach pracy i raczej nie ze swoimi klientkami. Jak podkreśla, jego zajęcie nie ma nic wspólnego z prostytucją. Nie jest kochankiem, ale przyjacielem na godziny. W szczerej rozmowie opowiada nam o swoich klientkach i tajnikach tego niezwykłego zawodu.

jon kortajarena

Pytamy o ostatnie spotkanie za pieniądze. Maciej nie musi daleko sięgać pamięcią, bo ostatnia sponsorowana randka miała miejsce w ubiegły piątek. - Wiem, że to zabrzmi dziwacznie, ale takie sytuacje są niemal na porządku dziennym. Zaprosiła mnie do siebie 35-latka. Miała naprawdę interesującą twarz, dobrze się z nią rozmawiało, ale była bardzo otyła. Jak przyznała, przez to niemal nie wychodzi z domu, wszystkie związki się rozlatują. Kolację zrobiła sama. Widać po niej, że na gotowaniu zna się, jak mało kto. Najpierw pogadaliśmy, potem zjedliśmy. Na normalnej randce to może się różnie skończyć, ale ja nie oferuję aż tak szerokiego wachlarza usług. Wiedziała o tym, więc zaproponowała coś innego. Poprosiła, abym usiadł na sofie i po prostu sobie siedział. Włączyła telewizor i sama poszła do kuchni. Zerkała na mnie przez okienko – wspomina.

- Nie wiem, może rozbierała mnie wzrokiem, ale nie chodziło tylko o to, że jej się fizycznie podobam. Na koniec przyznała, że brakowało jej obecności faceta w mieszkaniu. Teraz będzie miała świadomość, że przed chwilą mężczyzna siedział na jej sofie, może zostanie tam mój zapach. Umówiliśmy się na kolejne „siedzenie” za 2 tygodnie. Ja będę odpoczywał, ona coś ugotuje, posprząta mieszkanie. Poprosi, żebym się przesiadł, podniósł nogi, kiedy będzie odkurzała, pomógł przestawić stół. Nie mam zamiaru śmiać się z jej upodobań. Najwyraźniej brakuje jej samej obecności płci przeciwnej w domu. Nawet mnie to rozczula. Ostatnio zadzwoniłem do niej do pracy i też bardzo się ucieszyła. Dawno żaden facet tego nie robił – opowiada nasz bohater.

jon kortajarena

Zdecydowana większość klientek naszego rozmówcy to kobiety dojrzałe. Zazwyczaj około czterdziestki. Nie wszystkie zadowalają się spotkaniami w czterech ścianach. Niektóre wynajmują młodego chłopaka, żeby wzbudzić zazdrość innych. - Najdziwniejsza usługa w mojej karierze to towarzyszenie na weselu pewnej bardzo dorosłej pani. Na pewno była po czterdziestce, wspominała o przynajmniej dwóch byłych mężach. Chciała się pokazać na ślubie znajomej z jak najlepszej strony. Cały czas trzymała mnie za rękę, kazała się obejmować. Robiłem to niechętnie, ale nie chciałem stracić tego zlecenia. Wszystkim rozpowiadała, że jesteśmy w szczęśliwym związku. Byliśmy największą atrakcją wieczoru. Chyba nikogo nie interesowała para młoda i raczej mnie to nie dziwi. Kobieta w jej wieku karmiąca tortem 20-kilkulatka to dość niecodzienny widok – uśmiecha się.

- Może uściślę, karmiła mnie dłonią. Nakładała na palec bitą śmietanę i wkładała prosto do buzi. A jak nie trafiła, to potem zgarniała to z moich ust. To musiało kretyńsko wyglądać, ale to już najmniejszy problem. Kolejnego spotkania już nie było, więc chyba musiała udawać, że się rozstaliśmy. Inne panie w jej wieku są zdecydowanie bardziej powściągliwe. Jeśli gdzieś wychodzimy, to do restauracji, gdzie nikt ich nie zna. Chyba najbardziej kręci je to, że obcy muszą się domyślać – przyszła z synem czy może to jej młodziutki kochanek? W ten sposób się dowartościowują i nie widzę w tym nic złego. Może dzięki temu znajdą więcej śmiałości w kontaktach z facetami i nie będą już musiały płacić za towarzystwo – zastanawia się nasz rozmówca.

jon kortajarena

Maciej udowadnia, że nie każdy facet do towarzystwa to męska prostytutka. Bliski kontakt fizyczny z klientką jest wykluczony, bo taką zasadę przyjął na samym początku. Czy zdarzają się wyjątki? - To już intymna kwestia, ale powiem może tak... Nigdy nie zgodziłem się na nic więcej w czasie wykonywania zlecenia. Klientki to rozumieją i nie naciskają. Zupełnie inaczej byłoby wtedy, gdyby któraś z nich wpadła mi w oko i szukałbym z nią kontaktu poza opłaconym spotkaniem – twierdzi. Czy podobna sytuacja miała już miejsce? Na ten temat nie chce się wypowiedzieć.

Niezależnie od tego, jak potraktujemy jego „zawód”, Maciej podchodzi do tematu bardzo serio. Nie ocenia swoich partnerek, zawsze wywiązuje się z umówionych terminów, przynosi kwiaty, całuje w rękę na powitanie. Nie zrywa kontaktu po opłaconej godzinie. Cieszy się dobrą opinią, ale raczej nie jest polecany na zasadzie „koleżanka wspomniała koleżance”. Kobiety korzystające z jego usług nie chwalą się tym, że płacą za rozmowę i obecność faceta.

Czy jesteście w stanie zrozumieć nie tylko pana do towarzystwa, ale także jego klientki?

jon kortajarena

Maciej dociera do swoich klientek przede wszystkim przez Internet. Jego ogłoszenie odnaleźć można pomiędzy innymi anonsami, z których zdecydowana większość to oferty czysto seksualne. Panowie podają stawki godzinowe i zapewniają o swoich niezwykłych umiejętnościach w łóżku. On już w pierwszym zdaniu podkreśla, że „Ta oferta nie ma charakteru seksualnego. Jeśli szukasz kochanka - źle trafiłaś”. Nie oznacza to jednak, że narzeka na brak zleceń.

Karierę w tym fachu rozpoczynał od ogłoszenia w serwisie aukcyjnym. Zrobił to raczej dla żartu, ale odzew przerósł jego najśmielsze oczekiwania. - To był początek stycznia ubiegłego roku. Okres studniówkowy. Pewnie bym o tym nie pamiętał, gdyby nie siostra znajomej, która podobno wpadła w ciężką depresję, bo nie miała z kim iść na imprezę. Najpierw stwierdziłem, że to idiotyzm, ale później przyszło mi do głowy, że skoro jest rynek, to czemu nie spróbować. Ogłoszenie na Allegro było z mojej strony raczej żartem, ale pomysł wypalił. Zostałem kupiony jako partner na studniówkę za dokładnie 1199 zł. Zapewniałem nienaganną prezencję, dobre maniery, odebranie zainteresowanej z domu i odprowadzenie jej na miejsce już po. Trochę się tego bałem, ale pieniądze pojawiły się na koncie, więc trzeba było się tego podjąć – wspomina.

Nasz rozmówca wziął udział w studniówce. To nie była jego ostatnia impreza, za którą otrzymał wynagrodzenie.

jon kortajarena

- Trudno mi było uwierzyć, że to 19-latka wyciąga z kieszeni tyle kasy. Nie myliłem się, bo później dostałem telefon od przejętej mamusi, która ufundowała córce partnera. Dziewczyna ładna, ale bardzo skromna i trochę niepewna. Mam z nią tańczyć i umilać czas rozmową. Nic więcej. A jeśli posunę się za daleko, to tatuś już mnie znajdzie. Oczywiście, dziewczyna nie wiedziała w jaki sposób pojawiłem się w jej życiu. Miałem udawać syna koleżanki innej koleżanki matki z pracy. Coś takiego. Najpierw rozmowa zapoznawcza, a później studniówka. Ona była zachwycona, ja dobrze zarobiłem, więc grzechem byłoby tego nie kontynuować. W tym samym miesiącu miałem jeszcze dwie takie imprezy. Już nie z aukcji. Zaoferowałem swoje usługi na forum dla nastolatek. Nie miały żadnych uwag do mojego zachowania i sposobu bycia. Cieszyły się, że nie muszą błagać sąsiadów czy dalszych kuzynów – opowiada Maciej.

- Te dwie kolejne licealistki dobrze wiedziały o co chodzi. Pokazałem się z nimi, potańczyłem, wystąpiłem na kilku wspólnych pamiątkowych zdjęciach, odstawiłem bezpiecznie do domu i tyle. Później ewentualnie SMS z podziękowaniami za wspaniały wieczór i tyle. Gorzej było z tą nieświadomą, której taką przyjemność sprezentowała mama. Dziewczyna się chyba zakochała, bo nie chciała mi dać spokoju. Musiałem wymyślić, że wyjeżdżam za granicę do pracy. Później takich problemów już nie miałem, bo zdecydowana większość klientek to kobiety znacznie bardziej dojrzałe – twierdzi.

jon kortajarena

Studniówki to jednak imprezy bardzo ograniczone czasowo, a nasz bohater postanowił utrzymywać się z oferowania swojego towarzystwa. Zlecenia ze stycznia i lutego na pewno nie będą wystarczające. Wykupił ogłoszenia sponsorowane w kilku portalach towarzyskich. Nie ujawnia tam swojej twarzy, bo wolałby nie być kojarzony z tego typu działalnością. - Wydawało mi się, że jest mi wszystko jedno. Jeśli kobieta płaci, to mniejsza o jej wygląd i wiek. Dlatego najpierw napisałem, że umilam czas paniom w wieku 18-40 lat, a później zupełnie wykasowałem ograniczenia wiekowe. Dobrze zrobiłem, bo starszych z miesiąca na miesiąc jest coraz więcej. Nie wszystkie chcą się ze mną pokazać. Niektórym zależy tylko na rozmowie w czterech ścianach. Najstarsza do tej pory miała pewnie około siedemdziesiątki. Nie patrzyłem w dowód, ale pisała, że od lat jest na emeryturze. Dobrze się trzymała, ale widziałem, że jest doświadczona przez życie – wspomina.

- Pierwsze spotkanie z nią odbyło się w restauracji. Miałem się ubrać elegancko i po prostu być sobą. Natychmiast przeszliśmy na „ty”. Ewa zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Stwierdziła, że ma dosyć ludzi w swoim wieku i chce zaczerpnąć trochę świeżego powietrza, nabrać energii. Rozmawiałem z nią jak z rówieśnicą. Nie sugerowała tematów. Chciała słuchać o moich studiach, znajomych, planach, wszystkim. Od tego czasu widujemy się regularnie. Czasami dzwoni, żeby „się pośmiać”, jak sama mówi. Tak odżyła, że znowu udziela się towarzysko i nie ma chwili na nudę. Można się śmiać, ale czasami działam jak terapeuta – twierdzi Maciej.

Komentarze (14)

Ocena: 5 / 5
Gość (Ocena: 5) 26.10.2016 22:52
Zapraszam, może Cię zainteresuje mezczyznadotowarzystwa . com
odpowiedz
autor (Ocena: 5) 16.11.2015 12:02
Zapraszamy Panie które łamią stereotypy - www.facetdowynajecia.pl
odpowiedz
Karol (Ocena: 5) 07.07.2014 17:49
Zapraszam Panie - www.escortman.biz
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 02.04.2014 02:44
Zajebistą ma pracę w sumie -odpoczywa sobie na sofie, idzie na imprezę a kasa spływa. Szkoda, że w przypadku kobiet byłoby inaczej -jakby kobieta chciała tak "pracować" to na pewno nie skończyłoby się na pogaduszkach przy herbatce.
odpowiedz
ewajewa (Ocena: 5) 30.03.2014 14:45
współczuje panią, które sie zakochaja co pewnie nie jest trudne, sama pewnie bym sie tez zakochała po kilku spotkaniach. Ale uważam, ze panowie swiądczący takie uslugi (niektóre kobiety są bardzo kruche psychicznie) dla swojego dobra powinni zapoznać sie ze sztuka psychologii, psychoterapii lub nawet manipulacji by w razie "kłopotów" umiejętnie sobie poradzić z klientka tak by jej nie urazic i nikomu nie stała sie krzywda
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo