Exclusive: Spowiedź 24-letniej wdowy

Wydawało się, że ta tragedia to także wyrok śmierci dla niej. Dziś już tak nie myśli.
Exclusive: Spowiedź 24-letniej wdowy
08.02.2014

Choć rzadko zastanawiamy się na ten temat, większość kobiet jest skazana w pewnym momencie życia na samotność. Statystyki są nieubłagane – żyjemy przynajmniej kilka lat dłużej od mężczyzn. Wszystko ze względu na uwarunkowania genetyczne i styl życia. Nie powinno więc dziwić, że wdów są w naszym kraju dziesiątki tysięcy, a wdowców – znacznie mniej. Wydaje się, że to naturalna kolej rzeczy, ale czasami los bywa nieubłagany. Historia naszej bohaterki jest tego najlepszym przykładem. Ona także musiała pogodzić się z utratą ukochanego męża. Z tą jednak różnicą, że stało się to wyjątkowo wcześnie. Za wcześnie.

Agnieszka była przekonana, że sakramentalne „tak”, które powiedziała swojemu ukochanemu 4 lata tamu, to dopiero początek wspaniałej wspólnej przyszłości. Widziała przed nimi długie lata w miłości, zaufaniu, z gromadką dzieci, ciepłym domem. Mieli stworzyć rodzinę, która jest ze sobą na dobre i na złe. Udało im się zrobić zaledwie kilka drobnych kroków na drodze do szczęścia. Tych pierwszych, najważniejszych, będących fundamentem dalszego wspólnego życia. Ale każdy na ich miejscu liczyłby na coś więcej. Oni nie zdążyli. Nikt nie przypuszczał, że za 2 lata panna młoda zostanie młodą wdową.

Łukasz był o 2 lata starszy od swojej wybranki. W momencie ślubu ona miała 22 lata, on – 24. Niewiele, jak na współczesne polskie standardy, ale metryka nie miała dla nich większego znaczenia. Spotykali się od początku liceum i byli pewni, że przyszłość chcą spędzić tylko ze sobą. Agnieszka kontynuowała studia, Łukasz już je kończył. Nie musieli obawiać się o przyszłość, bo dzięki rodzinnym interesom mieli zapewniony godny start. Meta okazała się być tuż za zakrętem.

wdowaa

- Pamiętam, jak zaczął się ten dzień. Nie miałam zajęć, więc wstałam trochę później, niż zwykle. Łukasz był już w pracy, ale zadzwonił, że po 11 przyjedzie po teczkę z papierami. Prosił, żebym jej poszukała, bo ma strasznie napięty plan i nie ma czasu na takie rzeczy. Przyszedł, wziął i wychodząc z mieszkania zawahał się. Już był prawie za drzwiami, ale wrócił i pocałował mnie w czoło. Życzył miłego dnia. Nie wiem, czy można wierzyć w przeznaczenie, ale ta sytuacja chyba ułatwiła mi przeżycie tego koszmaru. Wiedziałam, że nade mną czuwał i zawsze będzie. Próbowałam wiele razy odtworzyć sobie kolejne godziny, ale wszystko mi się miesza. Cały kolejny tydzień praktycznie zlewa się w jedno. Na pewno po południu zadzwonił jego tata i powiedział, żebym nie ruszała się z domu, bo za chwilę u mnie będzie. Powiedziałam, że Łukasza jeszcze nie ma. Odparł, że wie – opowiada nasza rozmówczyni.

- Dalej czarna plama. Łukasz miał wypadek. Jaki znowu wypadek? To gdzie on jest? Niech mnie ktoś zabierze do szpitala, do niego! Łukasz nie jest w szpitalu. No to gdzie? Zupełnie nic mu się nie stało? Jak zwykle miał więcej szczęścia, niż ktokolwiek inny. Nie. Zginął na miejscu. Poślizg, uderzenie w jakąś cholerną ścianę. Kolejne dni spędziłam w mieszkaniu z mamą i teściową. Opiekowały się mną, zmuszały do jedzenia, podawały leki uspokajające. Tata i teść zajęli się resztą. Identyfikacja, pogrzeb, formalności. Pogrzebu nie chcę pamiętać. Wiem tylko, że nie płakałam. Wyłam z bólu i gdyby nikt mnie nie powstrzymał, to chyba skoczyłabym razem z nim do tego dołu – wspomina.

wdowa

Agnieszka była zmuszona wziąć urlop dziekański na uczelni. Powróciła tam dopiero w kolejnym roku. Dzisiaj planuje doktorat, chociaż otrzymała od rodziców Łukasza propozycję pracy. Wyprowadziła się także z ich wspólnego mieszkania, które rodzice obiecali opłacać tak długo, jak będzie tego potrzebowała. - Nie chodzi o to, że chcę zapomnieć o przeszłości i do niej nie wracać. Na razie potrzebuję spokoju i siły, żeby wreszcie ruszyć z miejsca. Jedyna różnica pomiędzy mną, jako 24-letnią, a 26-letnią wdową, którą jestem dzisiaj, to powolne godzenie się ze światem. Ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem szczęśliwa. Wiecie co mnie tak cieszy? To, że zdążyliśmy być razem, snuć plany, wziąć ślub, rozmawiać o dziecku, poważnie do wszystkiego podchodzić. Nie wiem, czy to się jeszcze kiedyś uda, na razie w to wątpię, ale dobrze, że miałam taką szansę. Nie potrzebuję już poklepywania po ramieniu, bo wtedy czuję się jak ofiara losu. A tego nie chcę, bo przy Łukaszu nigdy taka nie byłam – twierdzi.

 

wdowa

- Nie odcinam się od tego, co było, ale powoli przestaję o sobie myśleć, jak o żonie Łukasza. Że nic mi nie wypada, że powinnam tylko płakać i codziennie biegać na cmentarz. Jeszcze kilka miesięcy temu miałam wyrzuty sumienia, że potrafiłam obejrzeć komedię ze znajomymi i się uśmiechnąć, że przez tydzień nie byłam na jego grobie, że byłam w stanie oderwać się od tego, poświęcić się nauce, zadzwonić do koleżanki. Wcześniej to wszystko wydawało mi się nie na miejscu. Myślałam, że w ten sposób staram się o nim zapomnieć, a nie powinnam. To nie tak. Pamiętam o nim, zawsze będzie w moim sercu, ale jego nie ma. Ja jestem i albo oszaleję, albo jeszcze coś ze mnie będzie – mówi Agnieszka.

wdowa

- Spotykaliśmy się po lekcjach, żeby przygotować całą galę. Mnóstwo pierwszaków i tylko kilka starszych osób. Nie wiem, jak to się stało, ale on mnie uważał za najsensowniejszą osobę w całym tym towarzystwie. Zaczął ze mną rozmawiać i tak jakoś wyszło, że widywaliśmy się także po wszystkim. Nigdy nie doszło do sytuacji, że on poprosił mnie o chodzenie, czy coś w tym stylu. Z czasem staliśmy się nierozłączni i tak już zostało. Przełomem był chyba moment, kiedy przyprowadziłam go do swojego domu. Dla mnie to było jakieś szaleństwo spotykać się z tak starym człowiekiem! 2 lata dla kilkunastolatki to naprawdę może być sporo. Nabrałam pewności siebie, kiedy mama zapytała mnie, czy on chodzi razem ze mną do klasy, czy może jest z przeciwnej. Czyli jednak to nie ma aż takiego znaczenia – uśmiecha się.

- Często rozmawialiśmy o przyszłości. On bał się tego, że kiedy skończy liceum i zajmie się studiami, to ja o nim zapomnę. Wtedy coś mnie tknęło i raczej nieświadomie powiedziałam coś w stylu „nigdy cię nie opuszczę”. Wspominaliśmy to często, bo jednak wykrakałam. Jego studia w niczym nie przeszkodziły, a nawet pomogły. Czuliśmy się bardziej niezależni, bo to jednak zupełnie inna sytuacja. Wcześniej widywaliśmy się w szkole, po szkole i trudno było to wszystko rozdzielić. Pamiętam pierwsze wspólne spotkanie w szerszym gronie. Jego rodzice zaprosili mnie i moich rodziców do swojego domu pod miastem. Myślałam, że będzie strasznie sztywno, zjemy obiad i za 2 godziny wrócimy. Skończyło się tak, że lepiej być nie mogło. Impreza tak się rozkręciła, że zostaliśmy do następnego wieczoru. Wtedy Łukasz zażartował, że to dobrze wróży. W końcu za chwilę będą musieli nam wspólnie zorganizować wesele. Jednak nie żartował – wspomina.

wdowa

W dniu 21. urodzin Agnieszki, Łukasz wręczył jej nie tylko kwiaty, ale także pierścionek. Z pełnym przekonaniem przyjęła oświadczyny. Nie przypuszczała jednak, że sytuacja rozwinie się tak szybko. Myślała, że to tylko gest, a na czyny przyjdzie czas za kilka lat. Narzeczony pozytywnie ją zaskoczył. Stwierdził, że nie ma na co czekać. Inni zwlekają ze ślubem nawet do trzydziestki, to dlaczego oni nie mieliby zrobić tego wcześniej? Ceremonia odbyła się dokładnie 13 miesięcy później. - Nie mogę powiedzieć, żeby przygotowania były dla mnie jakoś strasznie traumatyczne. Ja byłam zajęta studiami, on miał więcej luzu, a do tego rodzice, którzy bardzo się zaangażowali. Moi lubili nie tylko Łukasza, ale i jego rodziców. Odwrotnie działało to w ten sam sposób. Wiedzieli, że można nam zaufać i nie traktujemy tego jako zabawy. Jestem wdzięczna rodzinie, że nikt nie miał wątpliwości, że robimy dobrze. Jest miłość, są możliwości, trzeba z tego skorzystać – twierdzi.

- Może to trochę wcześnie, ale dla nas na pewno nie za wcześnie. Łukasz był do bólu odpowiedzialny i przewidywalny. To dawało mi poczucie bezpieczeństwa i wiedziałam, że nie będę żałowała decyzji. Ślub i wesele wspominam bardzo dobrze. Wymarzony dzień, po prostu bajka. Wiedząc dzisiaj, co wydarzy się później, tym bardziej nie mogę niczego żałować. Gdybyśmy z tym zwlekali, moglibyśmy nie zdążyć. Przez 2 lata żyliśmy sobie spokojnie jako młode małżeństwo. Powoli kończyłam studia, Łukasz był już po i zaczynał pracę w firmie taty. Od początku mieliśmy mieszkanie, które dostaliśmy w prezencie ślubnym. O takim starcie większość może tylko marzyć. Najgorsze jest to, że nic więcej już razem nie przeżyjemy. 19 stycznia 2012 roku nawet nie muszę starać się zapomnieć. I tak niewiele pamiętam – wspomina Agnieszka.

wdowa

- Trudno powiedzieć, że mam plany na przyszłość. Chcę się zaczepić na uczelni, móc się samodzielnie utrzymać, wynająć nowe mieszkanie i przestać unikać ludzi. To dla mnie bardzo dużo. Wcześniej ta tragedia brzmiała jak wyrok śmierci także dla mnie, ale tak nie można. Bardzo pomogła mi w tym rodzina i psycholog, o którym nawet nie chciałam myśleć. A jednak, czasami warto się wygadać. Nie chcę być traktowana jako młoda wdowa, której życie zakończyło się w dniu, kiedy odszedł Łukasz. Wiem, to jest fakt, że jego nie ma i zostałam z pustką po nim. Ale wiem jaki był i czego dla mnie chciał. Na pewno nie chciałby, żebym pogrzebała razem z nim wszystkie swoje szanse i marzenia. I nie mówię tak dlatego, że już sobie kogoś znalazłam i próbuję uciszyć wyrzuty sumienia. Nikogo nie spotkałam i pewnie długo jeszcze nie spotkam – twierdzi.

- Jeszcze nie jestem w stanie patrzeć na innych mężczyzn w taki sposób. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę mogła. Ale jeśli coś takiego mi się przydarzy, to mam jedno życzenie. Chcę móc spojrzeć w lustro i nie być oceniana przez innych. Tylko i aż tyle – mówi Agnieszka.

wdowa

Od tragicznego momentu, który pozbawił Agnieszkę wszelkiej nadziei minęły już 2 lata. Dokładnie tyle, ile udało im się być mężem i żoną. Czy w tym przypadku czas naprawdę leczy rany? Czy można się pozbierać, kiedy miłość w brutalny sposób gaśnie w najmniej oczekiwanym momencie? - Nie przypuszczałam, że kiedyś będę w stanie na ten temat rozmawiać. Jak łatwo się domyślić, kiedy pierwsze emocje opadły, nie widziałam już żadnego sensu. W nikim i niczym. Żałowałam, że nie odeszliśmy razem, w tym samym momencie. Dzisiaj dostrzegam w tym coś więcej. Cieszę się z tego, że żyję, choć naprawdę trudno jest mi cieszyć się życiem. Najważniejsze, co mogę zrobić, to wspominać Łukasza, bo naprawdę był i jest tego wart. Nie wiem, czy czas leczy rany, ale na pewno uspokaja. Kiedyś reagowałam na ten temat histerycznie, dzisiaj najwyżej popłaczę sobie po wszystkim do poduszki – tłumaczy nasza rozmówczyni.

- Poznaliśmy się w liceum. Ja dopiero do niego przyszłam, on był już bliżej końca. Nie za bardzo lubiłam tę szkołę, ale dzięki niemu i tak mam wspaniałe wspomnienia. Normalnie pewnie nigdy byśmy się nie spotkali. Dla mnie różnica wieku, nawet tak niewielka, to było coś nie do przeskoczenia. On już prawie dorosły, ja jeszcze nie za bardzo. Nie widziałam żadnego uzasadnienia, żeby ktoś taki chciał utrzymywać ze mną kontakt. Co szczególnie mnie w tym wszystkim bawi, to fakt, że za matkę chrzestną naszego związku uznawaliśmy naszą polonistkę. Kobietę strasznie trudną i nielubianą praktycznie przez nikogo. My byliśmy, a ja będę jej zawsze wdzięczna. Zgłosiłam się do organizacji jakiegoś okolicznościowego apelu, a on został przez nią zmuszony. Tak się poznaliśmy – wspomina.

Komentarze (58)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 02.01.2015 00:06
znam kobiete ktorej maz zginal 5 lat po slubie kiedy starsze dziecko mialo niecale 2 latka a mlodsze niecaly rok i sama bez niczyjej pomocy musiala sobie dac rade ze wszystkim
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 09.02.2014 22:56
moj kumpel stracil zonę 30 dni po slubie... tragedie się zdarzają. ale darujcie sobie pisac o tym na papilocie.
odpowiedz
jaaaaaa (Ocena: 5) 09.02.2014 19:01
nie mogłam tego doczytać do końca.... straszna historia
odpowiedz
em (Ocena: 5) 09.02.2014 11:21
do mati : miala 24 lata gdy zostala wdowa, dzis ma 26 , wiec minely 4 lata od slubu :-).
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 09.02.2014 08:54
Mojej koleżanki brat zmarł z powodu nagłej choroby 2 miesiące temu.. Opuścił zonę i dwójke dzieci: 2 i 4 letnie dziewczynki. We wrześniu wzięli ślub, a niedługo urodzi się jego 3 córeczka. To nie jest żadna wymyślona choroba tylko prawda. To jest dopiero tragedia
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo