EXCLUSIVE: Poślubiłam Jezusa

Katarzyna jest w mistycznym związku z Chrystusem.
EXCLUSIVE: Poślubiłam Jezusa
09.11.2013

Kiedy kogoś kochasz, chcesz być z nim jak najbliżej. Związek przechodzi swoje kolejne etapy – początkową znajomość, odkrywanie łączącego dwie osoby uczucia, deklarację miłości i najczęściej ślub, który z założenia ma połączyć je na zawsze. Podobnie wygląda to w przypadku dziewic konsekrowanych. Z tą różnicą, że ich partnerem nie zostaje inny cielesny mężczyzna, ale sam Jezus Chrystus. Wchodzą w mistyczny związek ze Zbawicielem. To on staje się najbliższym przyjacielem, największą miłością i sensem życia. Dla Niego są w stanie zrezygnować ze wszystkiego i jemu przysięgają zachowanie czystości. W Polsce jest ich ich coraz więcej. Jeszcze do niedawna – kilkadziesiąt, dzisiaj już niemal 200.

Jaką rolę dziewic konsekrowanych widzi Kościół? Jak czytamy, „dziewice poświęcone Bogu z natchnienia Ducha Świętego składają zobowiązanie do życia w czystości, aby bardziej kochać Chrystusa i lepiej służyć bliźnim. Zgodnie ze swym stanem i otrzymanymi charyzmatami oddają się pokucie, dziełom miłosierdzia, apostolstwu i gorliwej modlitwie. Codziennie odmawiają Liturgię Godzin, zwłaszcza Jutrznię i Nieszpory. W ten sposób, łącząc swój głos z głosem Chrystusa, Najwyższego Kapłana, oraz Kościoła świętego, nieustannie wielbią Ojca Niebieskiego i wypraszać zbawienie świata”. Katarzyna jest jedną z nich.

- Nie wstydzę się przyznać, że moją jedyną namiętnością jest Jezus Chrystus. Czuję jego więź, widzę, jak pomaga mi w życiu. Jest jak dobry mąż. Zawsze ma czas, aby mnie wysłuchać, doradzić. W trudniejszych momentach poprawia mi humor. Wiem, że zawsze jest blisko i jeśli Mu zaufam, wtedy nic złego mnie nie spotka. Ta oblubieńcza więź każdego dnia dodaje mi skrzydeł i wiem, że nie mogłam lepiej wybrać. Z mężczyznami bywa różnie, a On nigdy się nie zmienia. My także miewamy miewamy sprzeczki. Czasami pytam, dlaczego moi wychowankowie muszą tak bardzo cierpieć, dlaczego nie każdy może się tak samo cieszyć życiem. Jego argumenty zawsze do mnie przemawiają. Każdy niesie swój krzyż, a nagroda to tylko kwestia czasu – twierdzi.

Moje życie wygląda całkiem zwyczajnie. Codziennie wychodzę do pracy i zostaję w niej, jak długo powinnam. Nigdy nie ma sytuacji, że nie mam czasu dla mojego wychowanka lub jego rodziny. Gdyby w domu czekał mąż i dzieci, pewnie wyglądałoby to zupełnie inaczej. Mam czas i chęci. Nigdzie mi się nie spieszy. To nie tylko kwestia mojej ambicji, ale rola, którą podjęłam. Mam służyć i świadczyć swoim życiem o Jego potędze. Staram się i widzę tego owoce – mówi nam.

Interesuje nas także jej życie prywatne, bardziej przyziemne. Czy nigdy nie chciała związać się z mężczyzną i zostać matką? Czy zachowanie czystości to wciąż dla niej wyzwanie? Czy ma kogoś, z kim może porozmawiać na każdy temat? - W moim życiu pojawił się kiedyś chłopak. Imponował mi swoim intelektem, taktem, otwartym umysłem. Dobrze czułam się w jego towarzystwie. Przez chwilę byliśmy nawet oficjalnie parą, ale wtedy właśnie zdarzył się ten moment, który tak bardzo mnie odmienił. Powiedziałam mu szczerze, że chyba mam inną rolę do spełnienia. Rozstaliśmy się w przyjaźni. Obiecałam, że będę się za niego modlić. Jeśli chcecie usłyszeć wprost – tak, jestem dziewicą i to już nigdy nie ulegnie zmianie – deklaruje Katarzyna.

- W głowie pojawiały się różne myśli, ale jestem już na takim etapie, że ten temat mnie nie dotyczy. Kilkuletnia formacja pozwoliła mi spojrzeć na to z zupełnie innej strony. Nigdy nie zdradzę mojego Pana. Czy mam przyjaciół? Powiem tak – mam wokół siebie bliskie osoby. Zawsze mogę liczyć na rodziców oraz inne dziewice konsekrowane, które mieszkają w diecezji. Tak się złożyło, że tuż obok mieszka wdowa konsekrowana. Wspieramy się w codziennych problemach i w wierze. Teraz moim priorytetem jest odnowienie więzi z siostrą, która mieszka daleko. Nie była obecna na uroczystości, od tamtego czasu tylko kilka razy rozmawiałyśmy przez telefon. Wciąż ma problem z moim wyborem – opowiada.

- Wiem, że jestem różnie postrzegana. Ani nie żona i matka, ani zakonnica. Ktoś taki pomiędzy. Stara panna, jak kiedyś usłyszałam. Ale to nie tak. Po prostu innym trudno zrozumieć, że znalazłam miłość swojego życia i jest nią Chrystus. To chyba całkiem dobra opcja, bo On nigdy mnie nie zdradzi. Codziennie odczuwam Jego bliskość i czuję się spełniona. Zachęcam wszystkie kobiety do rozeznania swojej drogi. Kościół i świat potrzebują dziewic konsekrowanych. Służymy i modlimy się nie dla siebie, ale dla Niego i nas wszystkich – twierdzi.

Katarzyna wybrała życie, które na pewno nie jest proste. Wymaga ogromnego zaparcia i prawdziwej ufności. A także przymknięcia oczu na to, co mogą myśleć i mówić o niej inni. Jest jednak dowodem na to, że miłość uskrzydla. Choćby było to uczucie tak niezwykłe.

religia

Nasza bohaterka jest trzydziestoletnią kobietą, która na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżnia. Nie maluje się mocno, ubrana jest bardzo skromnie, ale patrząc na nią, nikt nie przypuszcza, że jest w mistycznym związku z kimś, kto... nie żyje od 2 tysięcy lat. Choć dla wielu może to zabrzmieć co najmniej dziwnie, dla niej to jedyny sens życia. Chociaż postanowiła poświęcić całe swoje życie Bogu, nie wstąpiła do zakonu. Wciąż jest świecką osobą, nie zamknęła się w klasztorze, pracuje. Żyje tuż obok nas. Dlaczego wybrała akurat taką drogę i czy nie żałuje swojej decyzji? Oto jej niezwykła historia.

- Pochodzę z całkiem zwyczajnej rodziny. Duże miasto, małe mieszkanie, codzienne problemy i wyzwania. Rodzice byli nauczycielami, dzisiaj są już na zasłużonej emeryturze. Starsza siostra od wielu lat mieszka w Niemczech ze swoim mężem i dwójką dzieci. Każdy ma swoją drogę do wieczności. Kościół zawsze był obecny w naszym życiu, ale bez przesady. W mszach uczestniczyliśmy w niedziele, nie modliliśmy się wspólnie wieczorami, nie rozmawialiśmy o Zbawicielu. Religia była, ale nigdy na pierwszym planie. Z komunii pamiętam chyba głównie prezenty, jeszcze niewiele rozumiałam. Dopiero bierzmowanie zmieniło wszystko – opowiada nam Katarzyna.

religia

Nasza rozmówczyni przyznaje, że przeżyła coś, co trudno racjonalnie wyjaśnić. Twierdzi, że właśnie wtedy Bóg się o nią upomniał. Nie miała żadnych niestworzonych wizji, nie usłyszała głosu, ale przeżyła coś niezwykłego. - Wtedy naprawdę poczułam, że moje serce wypełnia się miłością. Duch Święty zadziałał z całą stanowczością. Byłam nieco zdezorientowana, ale już wtedy czułam, że staję się zupełnie inną osobą. Nagle zaczęłam lgnąć do Kościoła. Zaczęło się kółko różańcowe, spotkania modlitewne, pielgrzymki. Bóg postawił na mojej drodze ludzi, którzy przekonali mnie, że to jest właśnie to. Rodzice na szczęście też to zrozumieli. Wspierali mnie we wszystkim i nie podejrzewali o szaleństwo – Katarzyna nie skrywa uśmiechu.

- Wiem, jak to mogło wyglądać. Jeden moment i zmieniam się nie do poznania. Kiedyś wystarczała mi msza raz na tydzień i paciorek przed snem, a w tym momencie narodziło się pragnienie jeszcze silniejszej więzi z Bogiem. Nie zostałam dewotką, jak to niektórzy brzydko mówią. Wciąż byłam młodą, pełną energii i ciekawą świata dziewczyną. Tyle, że z bogatszym życiem duchowym. Oczywiście, później pojawiły się myśli, że chyba powinnam się całkowicie poświęcić. Zakon był jedyną sensowną opcją. Nie bałam się zamknięcia, posłuszeństwa i rezygnacji z własnych marzeń. Liczyła się Jego miłość. Najwyraźniej wybrał dla mnie inną drogę, bo wtedy stało się coś niezwykłego – wspomina.

Katarzyna zdała maturę i złożyła dokumenty na studia. Pedagogika specjalna. Jak twierdzi, to był impuls. Postanowiła mu jednak zaufać. Jeśli to nie będzie to, przerwie naukę i wstąpi do zakonu. Jeśli okaże się, że taki scenariusz wybrał dla niej Chrystus, podporządkuje się. Wciąż udzielała się w parafii, ale studia zaczęły ją pochłaniać bez reszty. - Szybko rozpoznałam, że taki był Jego plan. Studia stały się moją ogromną pasją. Uczyłam się pilnie, żeby móc później tę wiedzę wykorzystać w służbie bliźniemu. Kiedy zaczęliśmy odwiedzać ośrodki dzienne i stałe dla osób niepełnosprawnych, często upośledzonych umysłowo, wtedy byłam już pewna. To będzie moja służba. Skończyłam studia i zostałam przyjęta do pracy w takim miejscu. Kocham moich podopiecznych, jak własne dzieci, a za męża mam Jezusa. Czy można wyobrazić sobie coś piękniejszego? - z jej uśmiechu łatwo wyczytać, że nie.

- Ta misja bardzo mnie pochłonęła. Myśli o zakonie gdzieś odeszły, ale nie straciłam swojej gorliwej wiary. Zaczęłam się zastanawiać, czy to na pewno to. Czy dobrze odczytałam Jego wolę? Czy mam pozostać w świecie i świadczyć o Jego miłości w ten właśnie sposób? Wtedy zdarzył się kolejny zbieg okoliczności, jak pomyśli większość. A dla mnie to wyraźny znak. W parafii zorganizowano spotkanie z kobietą, która przysięgła czystość do końca życia. Na Jego chwałę. Żyje tuż obok nas, pracuje, ale nie ma męża i dzieci. Jest w związku ze Zbawicielem. Właśnie wtedy dowiedziałam się o dziewicach konsekrowanych. Wtedy już wiedziałam, że to jest droga dla mnie – wspomina.

- Zainteresowałam się tym tematem bardzo mocno. Na szczęście trafiłam na wspaniałego duchownego, który umożliwił mi gruntowną formację. Musiałam rozeznać, czy właśnie tego oczekuje ode mnie Chrystus, a jeśli tak, wejść z Nim w mistyczny związek. Taka formacja ma kilka etapów. W moim przypadku trwała 6 lat. Miałam swojego kierownika duchowego i spowiednika. Musiałam nabrać pewności, że nie zwątpię, nie zmienię zdania i nie zbłądzę. Myśl o tym, że nigdy nie założę rodziny nie spędzała mi snu z powiek, ale była dość mocnym przeżyciem. Do tej pory mogłam żyć własnym rytmem, ale tutaj nie ma żartów. Jeśli przysięgnę, to na zawsze. I zrobiłam to. Stanęłam przed ołtarzem w dniu uroczystości konsekracji i poślubiłam tego jedynego – mówi nam Katarzyna.

Nasz rozmówczyni pozostała osobą świecką, ale weszła w stan życia konsekrowanego. Jak twierdzi, było to dla niej ogromne przeżycie. Pamięta tylko wyrywki z tego szczególnego dnia. Ubrana w jasną suknię weszła do kościoła z zapaloną świecą trzymaną w dłoniach. W odpowiednim momencie padła na twarz i duchowo połączyła się z Jezusem. - Oczywiście nie wygląda to jak tradycyjny ślub, ale ma z nim wiele wspólnego. Jest kobieta przyrzekająca miłość i oddanie na zawsze, są słowa przysięgi, goście, obrączka. Od kilku lat obchodzę rocznicę ślubu i tylko upewniam się w przekonaniu, że naprawdę dobrze zrobiłam – twierdzi.

Komentarze (52)

Ocena: 5 / 5
wolkar (Ocena: 5) 16.11.2013 13:04
Po prostu ręce opadają. Czasami mam wątpliwości, czy żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku. Dziewczyno - facet, którego "poślubiłaś" najprawdopodobniej nigdy nie istniał. Czy znasz jakiś tekst napisany jego ręką? Wszystko, co o nim wiesz pochodzi o ewangelistów, których dobrze scharakteryzowała Doda. Tracisz życie, które jest skarbem bezcennym, bo masz je tylko jedno. No ale skoro wolisz żyć w świecie baśni - Twoja sprawa...
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 10.11.2013 14:18
wow podziwiam. Mam tylko nadzieję, że gdy będziesz miała 60 lat, nie bedziesz żałować tego że nie ma przy tobie realnego męzczyny do którego możesz się przytulić w zimną noc.
odpowiedz
Russkaja (Ocena: 5) 10.11.2013 13:58
Najdziwniejszą i najniebezpieczniejszą dewiacją jest wstrzemięźliwość seksualna. Ślub z Jezusem? To jest chore, a ciekawe co by te całe dziewice powiedziały na śluby z martwymi narzeczonymi, które przecież się zdarzają. Masakra jakaś.
zobacz odpowiedzi (1)
Senny (Ocena: 5) 10.11.2013 13:29
Coś mi się tu nie zgadza- taka osoba nie wchodziła by na taki portal, spójrzcie na tematykę artykułów na stronie, a poglądy życiowe autorki.
zobacz odpowiedzi (2)
eM (Ocena: 5) 10.11.2013 11:24
Zastanawiam się czemu ludzie nie chcą uwierzyć, że są tak samo zwykli jak każde inne stworzenie na Ziemi i wcale nie są gatunkiem wybranym przez jakiegoś boga i po śmierci nie czeka ich nic tak samo jak całą resztę. Czy nasz gatunek jest tak bardzo niedowartościowany, że pocieszenia szuka w takich bredniach?
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo