Jestem po studiach, pracuję na kasie!

Są młodzi, wykształceni, skończyli wiele kursów. Wymarzyli sobie dochodowe prace, a pracują za kilkaset złotych miesięcznie. Jako kasjerzy, akwizytorzy albo stażyści.
Jestem po studiach, pracuję na kasie!
06.09.2010

Podobno żadna praca nie hańbi. Właśnie: podobno. O tym, że tak nie jest, przekonani są Magda, Agnieszka i Hubert oraz Karolina, nasza czytelniczka, której historię przeczytasz w osobnym tekście. Choć się nie znają, łączy ich jedno – wstydzą się tego, czym się zajmują. Jakiś czas temu skończyli dobre studia. Wierzyli, że prędzej czy później znajdą satysfakcjonującą pracę, w której nie tylko będą mogli się realizować, ale która – przede wszystkim – pozwoli im zarabiać przyzwoite pieniądze. Dziś wiedzą już, że marzenia w starciu z rzeczywistością nie mają szans. I przestali wierzyć, że osiągną to, na co ich zdaniem naprawdę zasługują.

Trochę się załamałam

– Nie tak miało być – twierdzi 24-letnia Magda G. Ładna, wysoka szatynka. Na studiach miała niezłe stopnie, choć nie była prymuską. Zawsze lubiła imprezować i na dobrą sprawę nigdy nie przejmowała się pieniędzmi. Liczyła na to, że dobrą pracę po prostu dostanie. Bez żadnego „ale”. Studiowała filologię polską w systemie 3+2; najpierw trzy lata dziennie, a potem dwa lata zaocznie. Od niedawna jest magistrem. Ale do pracy poszła zaraz po tym, jak obroniła licencjat. – Nierealne było dostać etat w szkole. Ciągle słyszałam tylko, że nie ma wolnych miejsc albo że muszę być magistrem. No to uczyłam się dalej, a dorabiałam sobie sprzedając ubezpieczenia albo pracując w kiosku. Mijały miesiące, jednak lepszej pracy wciąż nie mogłam znaleźć. Trochę się chyba nawet załamałam. Brałam to, co było – opowiada Magda.

Co zatem wzięła? Od blisko roku pracuje w supermarkecie jako kasjerka. Zarabia niewiele, niecały tysiąc. Nie ma na nic czasu, bo pracuje na różne zmiany. I bardzo często w weekendy. Jak opowiada w rozmowie z nami, najbardziej wstydzi się, gdy do kasy podchodzi jej znajomy. – Rozmawiamy wtedy w najlepsze, ale tak naprawdę jest mi potwornie głupio. Czasem odnoszę wrażenie, że tylko ja tak skończyłam. Nie wiem, na co były mi te studia. Mogłam zostać fryzjerką czy kosmetyczką i lepiej bym na tym wyszła – twierdzi dziewczyna. Dyplom magistra obroniła na ocenę bardzo dobrą. Ostatnio dowiedziała się, że w jednym z gimnazjów szukają nauczycielki polskiego. Tylko, że w innym mieście, oddalonym o 100 km od miejsca jej zamieszkania. Czy spróbuje?– Spróbuję. Chociaż trudno jest wyprowadzać się tak daleko...

zycie

Jest nędznie

Agnieszka P. ma 26 lat. Skończyła socjologię na jednym z lubelskich uniwersytetów. Pracuje jako akwizytorka. To znaczy, sama nie jest pewna, czy tak właśnie nazywa się jej zawód. Oto co robi: zaczepia ludzi na deptaku i próbuje sprzedać im perfumy albo inne kosmetyki. Sprzedawała już m.in. „nowoczesną” pastę do zębów, a potem cudotwórcze kremy do twarzy. Teraz oferuje przechodniom perfumy. Jaki to ma związek z socjologią? – Żaden – odpowiada krótko. Na opowiadanie o swoich studiach; o tym, jak zakuwała do egzaminów i dojeżdżała co dwa tygodnie do Lublina, nie ma ochoty. Męczyła się tak przez pięć lat. I męczy się dalej.

– Ciągle jakieś prace przez agencje, umowy o dzieło, zlecenie, robota na akord... Nic konkretnego, ciekawego. Pracy dla osoby z moim wykształceniem po prostu nie ma. Jak mogę w ogóle planować założenie rodziny czy wzięcie kredytu? Jest nędznie – mówi bez ogródek Agnieszka. Dziewczyna nie chce się nad sobą użalać. Jest wściekła, owszem, ale uważa, że zamartwianie się jeszcze nikomu nie wyszło na dobre. Za to złości ją zupełni co innego. – Skończyłam masę różnych kursów. Szybkiego pisania, czytania, reklamy, asertywności, podstaw grafiki komputerowej, teorii komunikacji, zarządzania ludźmi... Na studiach i tuż po nich zapisywałam się praktycznie na wszystko. Już nawet nie wspomnę, ile na to wydałam pieniędzy. Tylko, że teraz to się nie liczy. Wysyłam CV i nic. Dzwonię i nic. Mam pracę poniżej swoich umiejętności, oczekiwań, marzeń.

Byle umysłowa

Hubert. Trzydziestolatek. Skończył turystykę na prywatnej uczelni, był aktywny, szybko dostał pracę w muzeum. Jako fotograf. Przepracował w nim trzy lata. – Kasa nie była duża, ale była. Poza tym etat, dużo bonusów i zgrana ekipa. Było miło – twierdzi Hubert. Ale potem nastąpiła redukcja etatów i otrzymał wypowiedzenie. Od tego czasu, czyli od około trzech lat, nie ma stałej pracy. Ostatnio pracował na kasie w markecie, ale się zwolnił, bo nie wytrzymywał psychicznie. Czasem jeździ pod Warszawę na nocne zmiany i wykłada towar w supermarkecie albo wkłada płyty do pudełek. Jednak jak mówi, takie zajęcia go wykańczają. – Nie po to kończyłem studia, żeby teraz żyć na garnuszku rodziców. Albo harować po nocach w jakiejś fabryce – mówi Hubert. I zapewnia, że cały czas szuka pracy. Nie chce dużo – etat, może być najniższa krajowa. Pod warunkiem, że byłaby to praca umysłowa. Taka dla osoby z wyższym wykształceniem.

nie mam pracy

Fach u zawodowców

Liczba osób, które mogą się pochwalić dyplomem dobrej uczelni, ale które pracują poniżej kwalifikacji, stale rośnie. Według ankiety przeprowadzonej przez portal Praca.wp.pl, aż 56 proc. osób wykonuje zajęcie, które nie odpowiada ich kwalifikacjom. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta: nie mogą znaleźć pracy. O tej zgodnej z ich kierunkiem studiów w ogóle nie ma mowy. W największych tarapatach są ci, którzy wybierają studia, po których znalezienie pracy graniczy z cudem. Są to przede wszystkim kierunki humanistyczne. Zazwyczaj kończą jako przedstawiciele handlowi. Albo odbywają staż w swojej branży, z nadzieją załapania się na etat. Etatu jednak zwykle nie dostają. Dlatego pracują jako kelnerzy, kasjerzy, akwizytorzy, przeprowadzają ankiety albo lądują na bezrobociu.

Częścią winy za taki stan rzeczy można obarczyć polskie uczelnie. Wiele osób uważa, że studia dają jedynie wiedzę. Ale z umiejętnościami jest już znacznie gorzej. – Studia to tylko połowa wykształcenia. Dają niezbędną podbudowę, ale nie są w stanie stworzyć od razu fachowców – zauważa pewien internauta. Jego rada jest taka: – Studenci już od pierwszego roku powinni jak najwięcej czasu spędzać w firmach odpowiadających kierunkowi ich studiów. Potrzebne są solidne programy partnerskie między uczelniami a przedsiębiorcami, w ramach których studenci mogliby przyuczać się fachu u zawodowców – dodaje.

Mają wymagania

Młodzi Polacy mają bardzo wygórowane wymagania. Badania przeprowadzone przez organizację studencką AIESEC są zaskakujące. Okazuje się, że studenci zaraz po uzyskaniu dyplomu chcą zarabiać nawet kilka tysięcy złotych! Żacy Politechniki Gdańskiej już w pierwszej pracy chcieliby dostać blisko... 4 tys. zł. Z kolei studenci Uniwersytetu Zielonogórskiego byliby zadowoleni, gdyby na starcie otrzymali „zaledwie” niecałe 2 tys. zł. Jednym głosem mówią młodzi ludzie kształcący się na stołecznych uczelniach – uważają, że w pierwszej pracy nie powinni zarabiać mniej niż 3 tys. zł. Jednak, co ciekawe, im wyższy rok studiów, tym mniejsze żądania. Być może wpływ na to ma większa orientacja na rynku pracy.

Czy jest szansa na to, że polskie uczelnie przestaną produkować „wykształciuchów”, a młodzi będą mieli szansę na przyzwoitą pracę zgodną z ich wykształceniem? Kraj stara się pomóc młodym osobom. Zachęca ich do studiowania na tzw. kierunkach zamawianych (głównie technicznych), oferując kandydatom wysokie stypendia i inne profity. Stale wzrasta wynagrodzenie za staż, dzięki którym rośnie szansa na otrzymanie etatu w wymarzonej firmie. Z pewnością jednak potrzeba jeszcze wielu zmian i przede wszystkim nowych stanowisk, żeby młody Polak po studiach prawniczych nie musiał pracować jako kasjer za kilkaset złotych miesięcznie.

Ewa Podsiadły

Zobacz także:

Pierwsza praca? Nie bój się wyzwań!

Idziesz do swojej pierwszej pracy? Sprawdź, jak śpiewająco wywiązać się z tego zadania.

Czy warto iść na studia?

Jeśli nie wiesz, czy warto studiować oraz na jakim kierunku, koniecznie przeczytaj ten tekst.

Komentarze (302)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 21.03.2011 08:52
Zauważył ktoś,że kazdy z nich,co się wypowiadał w tym artykule studiował kierunek bez przyszłości?To potem nie dziwota,że nie mają roboty
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 18.11.2010 22:01
Młodzi, wykształceni, tylko odwagi i ambicji brak! Trudno się wyprowadzić 100 km, żeby pracować? Uważam, że to niewielkie wyrzeczenie. Ja wyprowadziłam się 250 km, żeby studiować, teraz do pracy wyprowadzam się 400 km i nie jest to dla mnie problem. Trzeba tylko odwagi.
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 29.10.2010 20:53
ja rzuciłam studia i zostałam TAP MADL!
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 23.09.2010 13:08
a ja olałam studia i zostałam ninja
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 16.09.2010 20:43
dla mnie student to tylko kolejny synonim słowa bezrobotny:)
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo