LIST: „Po ślubie nadal jestem na utrzymaniu rodziców. Oboje z mężem nie pracujemy”

Agata nie widzi w tym niczego wstydliwego.
LIST: „Po ślubie nadal jestem na utrzymaniu rodziców. Oboje z mężem nie pracujemy”
Fot. Unsplash (Alvin Mahmudov)
29.11.2020

Nie tak to miało wyglądać, ale co zrobić? Czasami życie nie układa się po naszej myśli i właśnie wtedy powinniśmy móc liczyć na najbliższych. Ja się nie zawiodłam. Moi rodzice stanęli na wysokości zadania, dlatego już zawsze będę im wdzięczna. Bez względu na to, ile ta sytuacja jeszcze potrwa.

Zobacz również: LIST: „Nie opłaca mi się pracować. Zostając w domu, sporo oszczędzam”

Kiedyś było zupełnie inaczej. Pobraliśmy się, kiedy byłam w ciąży z pierwszym synem. Rok po ślubie urodziłam kolejnego. Mąż dwoił się i troił, aby zapewnić nam godny byt. Ja wtedy nie byłam nigdzie zatrudniona, bo straciłam zatrudnienie jeszcze w ciąży. Taki urok umowy zlecenie, którą można w każdej chwili zerwać.

Mnie jej nie przedłużono, bo z brzuchem nie dałabym sobie rady.

łazienka

Poszłam na bezrobocie, aby tylko dostać ubezpieczenie zdrowotne i móc rodzić w szpitalu. Żeby nie przedłużać tej opowieści - w tej kwestii nic się nie zmieniło. Może poza tym, że już mnie zdążyli wyrejestrować i jestem podpięta pod męża. Tyle że on chwilowo też nigdzie nie zarabia, bo w naszym regionie naprawdę ciężko z robotą.

Gdyby nie rodzice, to byłoby naprawdę krucho. Ale na szczęście są i cały czas wyciągają pomocną dłoń. Z 500+ i dodatków mamy niecały tysiąc na przeżycie. Oni opłacają nam mieszkanie i rachunki, dają też coś na zakupy. Trwa to od kilku miesięcy i jakoś się kręci. Głodni nie chodzimy, spać gdzie mamy.

Wstyd powinno być tym, którzy kradną, a nie tym, którym ktoś pomaga.

Zobacz również: 7 prawdziwych powodów, dlaczego dorośli Polacy nadal mieszkają z rodzicami

rodzice

Chciałabym, żeby sytuacja wyglądała inaczej. Powinniśmy oboje pracować dla naszych dzieci, ale na razie widocznie nie jest to możliwe. Jeszcze wierzę, że kiedyś się odbijemy. Zaczniemy normalnie zarabiać, może nawet pomyślimy o kupnie mieszkania i kolejnym potomku. Teraz trzeba tylko jakoś przetrwać.

Nie jest to oczywiście proste, bo niezbyt fajnie wyciąga się ręce po cudze pieniądze. Wolelibyśmy być w pełni niezależni. Swoje robią też krzywe spojrzenia ludzi. Nawet bliscy znajomi mają z tym jakiś problem, że siedzimy na garnuszku rodziców. I to jest w tym wszystkim najbardziej przykre.

Przecież nikomu nie zabieramy.

kalkulator

Ja muszę odchować małe dzieci, a mąż poszedłby do roboty choćby jutro, ale nie ma gdzie. Widzę jak gorączkowo szuka. Ciągle cisza albo proponują jakieś chore warunki. W tym wszystkim trzeba mieć także swoją godność. Aktualnie wolimy żyć skromnie, ale nie być niczyim popychadłem za marne grosze.

Zazdroszczę koleżankom, u których wygląda to zupełnie inaczej. One funkcjonują normalnie i same są wsparciem dla rodziców. Ja wierzę, że sytuacja się jeszcze kiedyś odwróci. Trzeba jakoś przetrwać gorszy moment. Tyle.

Dlaczego inni próbują nas wpędzić w poczucie winy i koniecznie zawstydzić? Skoro rodzice się nie żalą, to obcy tym bardziej nie powinni. Żeby im się noga nie powinęła.

Agata

Zobacz również: LIST: „Od pół roku siedzę na bezrobociu. Już nie chcę wracać do pracy”

Polecane wideo

Ma 30 lat i aż 9 dzieci. Pierwsze urodziła zaledwie… 2 lata temu
Ma 30 lat i aż 9 dzieci. Pierwsze urodziła zaledwie… 2 lata temu - zdjęcie 1
Komentarze (61)
Ocena: 4.74 / 5
gość (Ocena: 5) 06.12.2020 22:34
Macie coście chcieli, plujecie na Ślązaków i górniczy stan. Jak zlikwidują kopalnie to w Polsce już wszyscy będą żebrakami... Powiemy tylko tyle, że mój mąż tylko pracuje, ja czasem dorywczo, mamy spore mieszkanie, dzieci i naprawdę przyzwoity poziom życia. Dobrze się żyje, pracując w państwowych zakładach, szkoda tylko że przez chore warunki UE zaniedlugo to będzie niemożliwe. Jak padnie Śląsk to i cała gospodarka Polski, w liście od tej pani macie przestrogę.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 30.11.2020 18:33
"Czasami zycie nie układa się po naszej myśli... " wyjaśnia wszystko. Sieroty życiowe ZAWSZE zwalają przyczyny swojego nieudacznictwa na zly "los". Brak zdolności przewidywania jest przerażający. Jak mi się po skończeniu magisterki życie nie układało "po mojej myśli", co oznacza, że nie miałam pracy, jaką chciałam mieć to wyjechałam za granicę by to zmienić, a nie czekałam aż "los" mi da. Jak poznałam męża i chcieliśmy mieć razem dziecko, to nie robiliśmy go, bo chcemy i "jakoś to będzie", tylko kupiliśmy najpierw dom, uzbieraliśmy oszczędności, upewniliśmy się, że oboje mamy dobre, stabilne prace, a nie jakieś umowy śmieciowe i dopiero wtedy zaszlam w ciążę. Owszem, mogłabym zajść wcześniej i potem narzekać, że czasem nie układa się tak jak chcemy, ale nie jestem debilem i mam zdolność przewidywania. Smieciowka= raczej nikt na mnie nie będzie czekał po macierzyńskim. Brak pracy=nie robię drugiego dziecka od razu, ja i mąż nie mamy pracy=nawet przez myśl mi nie przechodzi opcja posiadania trzeciego dziecka itp itd. Głupi nie zrozumie i głupiego nie szkoda. Szkoda tylko dzieci skazanych na biedę. Z brak wzorców prawdopodobnie przejmą też biedę umysłową od rodziców.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 30.11.2020 16:37
To niech maz sie dziecmi zajmke, a ty do pracy. Zadna praca nie hanbi.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 30.11.2020 15:10
Zrób sobie jeszcze więcej dzieci! To na pewno pomoże.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 30.11.2020 12:05
Dramat. Żyć jak żebracy i gadac o godności 😕 masz tupet kobieto. Gdybym miała dwójkę dzieci na utrzymaniu to wolalabym zawodowo myć cudze kible żeby zarobić cokolwiek a nie stekac, ze nie będziesz tyrac za marne grosze. Wstyd by mi było sobie samej spojrzeć w oczy gdybym z własnego wyboru oczekiwała, ze MOJE dzieci będzie ktoś utrzymywał.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie