Exclusive: „Nie zamierzam ochrzcić mojego dziecka”

Beata i Grażyna postanowiły żyć zgodnie z własnym sumieniem, a nie tradycją i społeczną presją.
Exclusive: „Nie zamierzam ochrzcić mojego dziecka”
Fot. iStock
12.09.2020

Polska religijność z roku na rok traci na intensywności. Coraz więcej z nas jest katolikami tylko z nazwy. Jesteśmy ochrzczeni, przyjęliśmy pierwszą komunię, a nawet bierzmowanie, ale na tym kończy się nasza aktywność. Wiarę traktujemy jako element naszej tożsamości kulturowej i nic więcej. Zazwyczaj, „bo tak wypada” i taka jest tradycja. Spośród wszystkich polskich wiernych praktykuje mniej niż połowa, a wskaźnik ten cały czas spada.

Nasze bohaterki mogły zachować się podobnie – udawać, że wiara jest dla nich ważna i ochrzcić swoje dzieci. Postanowiły jednak tego nie robić i chociaż raz postąpić zgodnie z własnym sumieniem. Miały dosyć rozdwojenia jaźni, które objawia się krytycznym stosunkiem do Kościoła, przy równoczesnym uczestnictwie w katolickich obrzędach i sakramentach.

Pomimo presji niektórych członków rodziny i narodowej tradycji – nie ochrzciły swojego potomstwa. Czy łatwo było postawić na swoim? Dlaczego tak postąpiły? Czy wciąż uważają, że było to najlepsze wyjście? Oto ich historia.

Zobacz także: LIST: „Dostałam okropne mieszkanie socjalne. Nie wychowam dzieci w takich warunkach”

Papilot.pl: Jesteście wrogami Kościoła? Niektórzy mogą tak pomyśleć...

Beata: Ja absolutnie nie jestem. Doceniam wiele działań Kościoła, np. w kwestii pomocy potrzebującym. Traktuję go bardziej jako instytucję dobroczynną, bo z wiarą tak naprawdę nigdy nie miałam nic wspólnego. Nie mam nic do księży, ani ludzi głęboko wierzących. Robią co chcą i dopóki nie krzywdzą innych, nie mam nic przeciwko.

Grażyna: Wrogiem Kościoła nie jestem, ale sama określam się jako osobę antyklerykalną. Podobają mi się niektóre idee i zwyczaje, ale za dużo złego wiem o klerze, żeby przymykać oczy na działania księży. Wypisałam się z tego towarzystwa. Może nie formalnie, ale realnie nic mnie już z religią nie łączy.

Czy same jesteście ochrzczone?

B: Tak, jak prawie każdy Polak. Nie miałam na to wpływu i jakoś mi to nie ciąży. Co nie zmienia faktu, że moje dzieci tego nie doświadczyły i nie uważam, żeby stała im się z tego powodu krzywda.

G: Jestem ochrzczona i do dzisiaj nie wiem dlaczego. Moi rodzice nie mieli i nie mają nadal nic wspólnego z Kościołem.

Skąd decyzja o rezygnacji z tego sakramentu? Większość Polaków chrzci dzieci niemal z automatu, bo tak nakazuje tradycja...

B: Właśnie stąd. Postanowiłam, że moja rodzina nie wpisze się w ten zwyczaj, bo to działanie wyjątkowo dwulicowe. Chcę być fair w stosunku do siebie. Dlaczego mam wprowadzać swoje dzieci do tzw. wspólnoty Kościoła, skoro nie mam zamiaru w niej uczestniczyć? Niech wierzący chrzczą dzieci. Przynajmniej będzie wiadomo, ile takich rodzin jest naprawdę. Dzisiejsze statystyki nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

G: Najbardziej denerwuje mnie to, że katolickie sakramenty to jeden wielki biznes. Musisz zapłacić księdzu, potem koniecznie wystawne przyjęcie Tak samo jest z komunią, ślubem, pogrzebem. Odważyłam się powiedzieć stop.

Co na to ojcowie waszych dzieci?

B: Mąż nie był zachwycony, bo jego rodzina bardzo naciskała na chrzciny. Jakoś go wreszcie przekonałam. Co nie oznacza, że gdyby mógł sam podjąć decyzję, to zrobiłby to samo. Pewnie pierwszy poleciałby do kościoła rezerwować termin.

G: Mam jego wsparcie. Gorzej z moją własną rodziną.

No właśnie, jak zareagowali najbliżsi, którzy uważają się za wierzących? Czy musiałyście się im tłumaczyć?

B: Z moimi rodzicami nie miałam żadnego problemu. Poinformowałam ich o naszej decyzji i po temacie. Dobrze, róbcie jak chcecie. Jego mama zareagowała bardzo nerwowo, bo bardzo liczyła na taką imprezę. Chciała się pokazać. Wątpię, żeby przykładała wagę do spraw wiary. Bardziej chodziło o to, co ludzie powiedzą. Wszystkie sąsiadki wypytywały ją, kiedy chrzciny i tak dalej. Nie chciała się tłumaczyć, więc dla świętego spokoju domagała się takiej uroczystości. W końcu nic złego się nie stanie, dziecku jest wszystko jedno, a przynajmniej nikt nie będzie nas nas krzywo patrzył. Oczywiście, rozumiem to, bo większość Polaków działa w ten sposób. Tylko dlaczego ja mam się wpisywać w tę obłudę? Nie wierzę, nie chrzczę i po sprawie. Do dzisiaj ma do nas żal, ale już mnie to nie rusza.

G: Mogę powiedzieć, że doświadczyłam katolickiej presji i to ze strony osób, które powinny mnie wspierać. Mama, tata, siostra, jej mąż – wszyscy wiercili mi dziurę w brzuchu. Bo tak nie można, nie wypada, to złe. Próbowali nawet zorganizować chrzciny za moimi plecami, ale na szczęście o wszystkim się dowiedziałam. Zakazałam im działać w imieniu mojego dziecka. Jestem matką i razem z ojcem syna podejmujemy własne decyzje. Obrazili się, ale nic na to nie poradzę. Spodziewam się podobnej bitwy przy okazji komunii.

Czy wasze dzieci będą w jakikolwiek sposób uczestniczyć w życiu Kościoła? Co z religią w szkole?

B: Nie widzę żadnego problemu żeby moje dzieci chodziły na religię. Pod warunkiem, że same będą czuły taką potrzebę. Na razie w to wątpię, bo chociaż są jeszcze małe, nie widzę w nich żadnego zainteresowania tymi tematami. Nie dopytują, dlaczego nie chodzimy do kościoła, o co w tym wszystkim chodzi i tak dalej. Nie mamy nic wspólnego z tą instytucją i dopóki same się nie zainteresują, ja tego zmieniać nie będę.

G: Dziecka na religię na pewno nie wyślę, bo nie uważam, żeby potrzebował tego typu wiedzy. Religioznawstwo, etyka – w porządku. Przynajmniej czegoś pożytecznego by się dowiedział. Tymczasem katecheza to zwykła indoktrynacja, klepanie modlitw, kontrola dzieci, czy były w kościele. Trudno to nawet nazwać przedmiotem szkolnym. Jestem przeciwna zajęciom w takiej formie i ocenianiu religijnego zaangażowania.

Znacie innych rodziców, którzy postąpili podobnie?

B: Nie, jestem chyba pierwsza w rodzinie i wśród znajomych. Para moich przyjaciół zastanawia się nad tym samym, ale nie wiem co z tego wyniknie.

G: Tak naprawdę, to nie znam prawie żadnych rodziców, którzy chrzciliby dzisiaj dzieci.

Nie obawiacie się, że dzieci mogą mieć kiedyś pretensje? Mogą czuć się dziwnie z piętnem ateistów, odstawać od grupy rówieśników.

B: Nikt nie mówi, że moje dzieci są ateistami. Nie mają czegoś takiego jak świadomość religijna, bo na to jest za wcześnie. Ewentualnie możemy mówić o przynależności wyznaniowej, ale nie sądzę, aby to był problem. Takich rodzin jest coraz więcej.

G: Będę przekonywała mojego syna, że nie powinien czuć się źle. Powinien czuć się wyjątkowo, bo pochodzi z rodziny, gdzie liczy się racjonalne myślenie i rozum. Powiem mu wprost, że według mnie religia utrudnia życie. Lepiej być wolnym i wierzyć w miłość, rodzinę, naukę.

Zobacz także: LIST: „Partner nie pomaga mi finansowo przy wychowaniu dziecka z poprzedniego związku”

Polecane wideo

Najbardziej zaskakujące cechy znaków zodiaku. Tego nikt się po nich nie spodziewał
Najbardziej zaskakujące cechy znaków zodiaku. Tego nikt się po nich nie spodziewał - zdjęcie 1
Komentarze (45)
Ocena: 4.91 / 5
PePe (Ocena: 5) 15.09.2020 20:32
Kurfa jutro znowu do tej szkoły :(
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 13.09.2020 17:25
ja jestem wierząca, mój mąż niewierzący i nie miał nic przeciwko temu, że ochrzciłam nasze dzieci. Sam też wybrał dwie osoby ze swojej rodziny, które mogły i chciały zostać rodzicami chrzestnymi, był w kościele i wcale nie przeszkadzają mu moje obrządki, chociaż zawsze powtarza, że nie rozumie po co mi to potrzebne
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 13.09.2020 09:41
Nie rozumiem dyskusji, każdy robi co chce. Ja dzieci daje do chrztu ale ja jestem głęboko wierzącą osobą i to jest oczywiste. Niewierzący nie dają i to też jest oczywiste.
odpowiedz
gość (Ocena: 1) 12.09.2020 21:50
Niech każdy robi co chce
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 12.09.2020 16:08
Moi rodzice też mnie nie ochrzcili jak i mojego rodzeństwa , chcieli dać nam wybór czy chcemy być chrześcijanami . Sami nigdy nie przywiązywali uwagi do religii. Fakt miałam problemy w szkole przez to byłam wyzywana od Jehowych oraz Szatanistów ale to głównie przez dzieci z patologicznych rodzin . Zachowywały się paskudnie a niby religia powinna uczyć szcunku oraz akceptacjii innych. Natomiast moje rodzeństwo nie miało takich problemów. Księża na lekcjach zamiast uczyć oraz prowadzić poważne rozmowy na temat religii , czesto prawił kazania o tym jak ksiazka Harry Potter jest zła oraz włączał egzorcyzmy. Sam święty nie był bo miał kochankę z dzieckiem na boku oraz Mercedesa. A niby księża to przykładem powinni świecić? W Boga wierze ale nie w kościół dlatego też nie muszę tam chodzić.
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie