LIST: „Moja jedyna córka wychodzi za mąż. Wstyd mi, że nie zapewniłam jej posagu”

Sylwia oddałaby jej wszystko, ale sama niewiele posiada.
LIST: „Moja jedyna córka wychodzi za mąż. Wstyd mi, że nie zapewniłam jej posagu”
fot. Unsplash
19.08.2020

Kiedy poruszyłam ten temat w rozmowie z koleżankami, wtedy usłyszałam, że średniowiecze już dawno minęło. W dzisiejszych czasach młodzi muszą radzić sobie sami i nie powinni liczyć na ciągłą pomoc rodziców. Przyznam, że to byłoby nawet pocieszające, gdyby nie jeden szczegół. Te słowa padły z ust kobiet, które mogły sobie na znacznie więcej pozwolić.

Zobacz również: LIST: „Moi rodzice mają dziewięcioro dzieci. Ludzie wytykają ich palcami”

Niektóre z nich też mają córki i to już nawet zamężne. Każda z tych dziewczyn dostała od rodziców coś na nową drogę życia. Być może nie była to ziemia, zwierzęta hodowlane czy nawet pierzyna, jak w dawnych czasach, ale i tak się obłowiły. Z tego wynika, że jednak wypadałoby wspomóc dziecko, a już zwłaszcza jedyną córkę.

Ja nie bardzo mam taką możliwość.

matka i córka

Córki koleżanek nie musiały nawet płacić za swoje wesela, bo mama z tatą na spółkę z teściami finansowali całą imprezę. Do tego często samochód, mieszkanie, konkretna kwota na start. Zdarzały się udziały w firmach, akcje, jakieś wartościowe rodzinne pamiątki. Nie mówię o wyjątkowych sytuacjach. Może nie nazywało się tego posagiem, ale zawsze młodzi coś dostawali.

Ja nie mogę sobie na to pozwolić z kilku powodów. Przede wszystkim - od wielu lat jestem rozwiedziona z mężem i mam na niego ograniczony wpływ. Sam do tej pory nie wpadł na taki pomysł, więc nie wypada mi niczego sugerować. Zdążył założyć nową rodzinę, więc pewnie jego możliwości i tak są ograniczone.

Mnie tym bardziej się nie przelewa.

Zobacz również: LIST: „Jesteśmy razem od 3 lat, a ja nie mam dostępu do jego konta. Trochę to dziwne”

panna młoda

Moja córka jest bardzo mądrą kobietą, która doskonale rozumie sytuację. Razem z narzeczonym dobrze sobie radzą i chcą sami sfinansować uroczystość. Ode mnie oczekują tylko jednego - żebym przyszła i dobrze się bawiła. To naprawdę urocze, ale moje obawy wcale nie zniknęły. Mam poczucie, że zawiodłam jako matka.

Chciałabym im dać cokolwiek. Już nawet kilka tysięcy złotych by mnie i ich urządzało. Żadnych nieruchomości na zbyciu nie posiadam, a autem sama jeżdżę starym. Tylko skąd to wziąć? Wolałabym się nigdzie nie zapożyczać, bo nie mam już 20 lat. Nie wiem czy gdziekolwiek dostanę kredyt, a nawet jeśli, to jak zdołam go spłacić.

Do wielkiego dnia został nieco ponad miesiąc.

koperta

Pod koniec września moje jedyne dziecko stanie na ślubnym kobiercu, a ja mogę mu dać tylko swoją miłość. Trochę to żenujące i pewnie jeszcze nie raz będę musiała się z tego tłumaczyć. Nie mojej córce, bo ona taka nie jest, ale wszystkim postronnym osobom. Już kilka razy musiałam zmyślać, czego ja jej z tej okazji nie dam.

Posag to może średniowieczny termin, ale jego znaczenie pozostaje nadal aktualne. Dorosłe potomstwo zazwyczaj coś dostaje. I jak ma mi nie być wstyd? Kocham córkę i oddałabym jej wszystko, ale sama niewiele posiadam. Tylko mieszkanie mogę zapisać, jednak planuję jeszcze chwilę pożyć.

Z jednej strony ten ślub będzie najszczęśliwszym dniem w moim życiu. Z drugiej - chyba najbardziej upokarzającym.

Sylwia

Zobacz również: LIST: „Przyciągam niezaradnych facetów. Bez auta, mieszkania i fajnej pracy”

Polecane wideo

Chciały zaoszczędzić na sukni ślubnej. Oto kreacje, które kupiły za grosze
Chciały zaoszczędzić na sukni ślubnej. Oto kreacje, które kupiły za grosze - zdjęcie 1
Komentarze (40)
Ocena: 4.9 / 5
gość (Ocena: 5) 23.08.2020 01:38
Ja pied...!Jak czytam niektóre komentarze odnośnie odkładania kasy na ślub dzieci to mnie mdli. Ludzie, czy Wy na prawdę o niczym innym w życiu nie myślicie, tylko o kasie, którą dostaniecie od rodziców? Wziąć się qrwa do roboty, a nie liczyć, że ktoś ma obowiązek wam coś dawać. My z mężem robiliśmy przyjęcie sami i nic od rodziców ani jednych ani drugich nie dostaliśmy. Szczerze, to nawet o tym nie pomyśleliśmy, że mieliby nam coś dawać. Oboje byliśmy samodzielni od "zawsze", mąż zapieprzał w gospodarstwie teściów od dzieciaka, ja już w podstawówce, w wakacje dorabiałam np. przy zbiorach owoców czy warzyw, bo uważałam, że na swoje wydatki trzeba zapracować. Na koloniach byłam 2 razy w życiu i raz z rodzicami na wczasach nad morzem. I to by było na tyle. Rodzice zapewnili mi wikt, opierunek w dzieciństwie i wykształcenie na poziomie szkoły policealnej (w tym czasie też dorabiałam na swoje wydatki), miałam jeszcze założoną w dzieciństwie tzw. polisę posągową, o wypłatę której musiałam walczyć przed sądem, bo firma ubezpieczeniowa chciała mi dać jakieś ochłapy. Po skończeniu studium od razu podjęłam pracę na etacie i poszłam na studia. Dla mnie było to normalne, że dorosły człowiek na siebie pracuje mimo, że rodzice nie byli tym zachwyceni, bo twierdzili, że oni dadzą radę, a ja mam się tylko skupić na nauce. Dla mnie podejście zupełnie nie do przyjęcia. Tymbardziej, że tata uległ poważnemu wypadkowi i przez 2 lata nie pracował, renta - porażka. Nie miałabym sumienia siedzieć na dupie i czekać, żeby mnie i jeszcze siostrę w liceum utrzymywali z jednej pensji i renty🤦‍♀️ Choć minęło od tego czasu sporo lat, do dziś pamiętam sprzeczki z rodzicami, kiedy to z własnych pieniędzy robiłam w domu opłaty za prąd czy wodę, bo rodzice uważali, że to niemoralne, żeby dziecko dokładało się do życia w domu, a ja wręcz przeciwnie...uważałam, że skoro z nimi mieszkam i na siebie pracuję to nie mogę pasożytować i koniec. I nadal nie rozumiem oczekiwań młodych, dorosłych ludzi wobec rodziców...to jest jakiś dramat. Może ja jestem jakaś inna, ale podejście do życia niektórych młodych ludzi mnie przeraża... uff, uniosłam się z lekka. A wracając do artykułu, nic Pani nie jest winna swojej córce i nic nie musi jej Pani dawać, wychowała ją Pani, zapewniła "życie" w dzieciństwie i to w zupełności wystarczy. Tymbardziej, że chce jej Pani podarować mieszkanie w przyszłości...Bardzo mądrą ma Pani córkę...
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 22.08.2020 13:46
Nie załamuj się tak. Ja bym wiele dała za to, żeby moi rodzice chociaż pojawili się na moim ślubie. I to nie to, że nie żyją oni po prostu odmówili. Twoja obecność w takim dniu znaczy bardzo wiele, a jak sama mówisz córkę masz mądrą i rozumie sytuację, nikt inny nie musi.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 20.08.2020 11:14
Posagu ? Co my w średniowieczu żyjemy ?
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 19.08.2020 18:52
Chęć zabezpieczenia dzieci, podarowania im czegoś na nową drogę życia to naturalny odruch u każdego normalnego, kochającego rodzica. I żeby nie było, ja sama nie wymagam od swoich rodziców np. zorganizowania mi hucznego wesela (planuję skromne przyjęcie, za które zapłacimy wspólnie z narzeczonym) czy drogiego auta itp. Sama na siebie zarabiam i staram się być jak najbardziej niezależna finansowo, ale jeśli będę miała dzieci, to chciałabym im dać wszystko, co najlepsze.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 19.08.2020 17:08
powiedziała co wiedziała. Pożyjesz gówniaro to zobaczysz
odpowiedz

Polecane dla Ciebie