LIST: „Przez 5 lat pracy nie odłożyłam ani grosza. Zwolnili mnie i nie mam za co żyć”

Patrycja wcale nie uważa się za rozrzutną.
LIST: „Przez 5 lat pracy nie odłożyłam ani grosza. Zwolnili mnie i nie mam za co żyć”
Fot. iStock
19.07.2020

Uważam się za całkiem rozsądną osobę. Nigdy nie podejmuję lekkomyślnych decyzji, dlatego niektórzy mają mnie nawet za sztywniaka Znajomi szaleją, a ja zawsze stoję z boku i nie podejmuję niepotrzebnego ryzyka. Mimo to wyszłam teraz na jakąś ofiarę losu, bo przecież powinnam się przygotować na najgorsze.

Zobacz również: LIST: „Przyciągam niezaradnych facetów. Bez auta, mieszkania i fajnej pracy”

Wierzcie mi, że taki był mój plan, ale po prostu nie wyszło. Kiedy wyprowadzałam się z domu, wtedy podjęłam jasne postanowienie - koniec żerowania na rodzicach. Oni już mi sporo pomogli, więc teraz to ja będę mogła być dla nich wsparciem. I tak rzeczywiście było, chociaż trochę zapomniałam o samej sobie.

Mój stan konta w tym momencie jest na to najlepszym dowodem. O ile można tak nazwać okrągłe zero.

kariera zawodowa

Tak na poważnie pracowałam od pięciu lat, kiedy ukończyłam studia i dostałam wreszcie etat z prawdziwego zdarzenia. Nie było to najwyższe stanowisko oraz pensja pozwalająca na rozrzutne życie, ale jakoś dawałam sobie radę. Mogłam zapłacić za mieszkanie, raz do roku nawet wyjechać na wakacje i żyć raczej spokojnie.

Oszczędzałam tyle, na ile było to możliwe. Czasami jednak trzeba było sięgnąć po zaskórniaki, kiedy np. zepsuł mi się komputer i potrzebowałam nowego albo musiałam wstawić sobie aparat ortodontyczny. To wszystko robiłam za swoje, więc czułam się bardzo niezależna. Normalne życie jednak kosztuje.

W przypadku singielki, która wyprowadziła się na drugi koniec kraju - zwłaszcza.

Zobacz również: LIST: „Chłopak nie chce mi powiedzieć, ile zarabia. Robi z tego straszną tajemnicę”

kalkulator

Kiedy już coś odłożyłam i jednak trzeba było wykorzystać, wtedy starałam się to szybko zwrócić. Tak żeby konto oszczędnościowe miało przynajmniej minimalne saldo. Tym razem jednak nie zdążyłam, bo wcześniej wydarzyła się największa tragedia w moim życiu. Nie przesadzam. Praca była dla mnie najważniejsza, bo dawała mi wolność.

Całkiem normalna sprawa w dzisiejszych czasach. Firma sporo straciła na trwającym kryzysie i musiała pozbyć się części kadry. Padło także na mnie. Na pocieszenie usłyszałam, że przecież należy mi się zasiłek. Chyba mieli na myśli tych kilka stówek z urzędu, które nie starczą na nic. Wiem, bo próbuję się za to utrzymać.

Nie mam nic, a perspektywy nie są zbyt obiecujące. Bo kto teraz szuka pracowników?

bagaż

Zostałam z zupełnie niczym. Ale wiecie co jest najgorsze? Że podobno sama jestem sobie winna. Po tylu latach „kariery” powinnam mieć odłożone tyle kasy, żeby przeżyć przynajmniej kilka miesięcy. Świetny pomysł, choć zdecydowanie gorzej z realizacją. Nie wiem, ile musiałabym zarabiać, żeby móc tyle zaoszczędzić.

Jestem teraz w dość niezręcznej sytuacji, bo jak czegoś szybko nie znajdę za podobną kasę, to trzeba będzie wrócić do punktu wyjścia. Czytaj: do rodziców i liczyć na ich pomoc. Dla mnie byłaby to straszna porażka, bo należę do osób ambitnych i dumnych. Trudno tak się czuć z zerowym saldem na koncie. Zwolnienie zaskoczyło mnie w najgorszym momencie. Akurat wtedy, kiedy miałam sporo wydatków i musiałam opróżnić skarbonkę.

Wychodzi na to, że przez 5 lat nie odłożyłam ani grosza i jestem nieodpowiedzialna. Ale przecież to nieprawda… Tylko kto mi uwierzy? Na pomoc państwa nawet nie liczę.

Patrycja

Zobacz również: LIST: „W Polsce trudno być bezdzietną singielką. Nikt się z nami nie liczy”

Polecane wideo

Znaki zodiaku, którym ciągle brakuje pieniędzy
Znaki zodiaku, którym ciągle brakuje pieniędzy - zdjęcie 1
Komentarze (47)
Ocena: 4.53 / 5
gość (Ocena: 5) 19.07.2020 20:54
https://pompejanska.rosemaria.pl/category/swiadectwa-nowenna-pompejanska/
odpowiedz
gość (Ocena: 1) 19.07.2020 16:43
Macie przecież 3 dziooory....więc...w czym problem?
zobacz odpowiedzi (3)
gość (Ocena: 5) 19.07.2020 16:39
Pracuję od około 3 lat. Zaczęłam tak naprawdę oszczędzać dopiero, kiedy zaczęłam pracować w mojej obecnej robocie (tj. od stycznia 2019 r). Nie są to może kokosy, ale o wiele lepiej zarabiam niż w poprzedniej pracy, dlatego też odeszłam. Mieszkam w jednym z największych miast w Polsce, gdzie wiadomo najem trochę kosztuje, ale na szczęście wynajmuje razem z partnerem. Tak samo dzielimy koszty wyżywienia oraz chemii domowej. Przeprowadziłam się blisko miejsca, w którym pracuję więc nie płacę za komunikację miejską (z czego bardzo się cieszę, bo bodajże te miasto ma najdroższe bilety w Polsce). Każdą moją premię, nagrodę, czy inny dodatek od razu wpłacam na konto, na którym odkładam pieniądze. Z wypłaty najpierw odkładałam po 500 zł, a od ponad roku po 800 zł minimum plus to co zostanie niewydane z jednej wypłaty, a przychodzi kolejna wypłata to również to odkładam na konto. Obecnie a moim koncie jest już ponad 14.000 zł. I to daje mi przeogromny komfort psychiczny, iż w razie jakiegoś wypadku śmiało mogę korzystać z tych pieniędzy. Zbieram te pieniądze oczywiście na dom lub wkład własny na mieszkanie, ale to jest baaaardzo dalekaa perspektywa. Patrzę na to realnie, ale nie będę się poddawać.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 19.07.2020 12:45
Ja rozumiem autorkę. Starałam się z partnerem oszczędzać od samego początku, czyli jakiś 2 lat jak mieszkamy razem, ale nie było to łatwe. Po pół roku z wynajętego mieszkania wyrzucił nas komornik (właściciel miał długi, a jedynym, co posiadał w kraju było jego mieszkanie). Na przeprowadzkę mieliśmy niecały tydzień, bo o licytacji dowiedzieliśmy się od człowieka, który chciał zobaczyć mieszkanie przed nią. Kto w końcu sprawdza listę licytywonach nieruchomości, aby się upewnić, że tam nie ma mieszkania, które się wynajmuje? Nie udało nam się więc znaleźć równie atrakcyjnej oferty, więc teraz płacimy kilka stówek więcej. Sama przeprowadzka, dołożenie z poprzedniej do wyższej kaucji, samochód do przeprowadzki, doposażenie nowego mieszkania np w pralkę, której nie było i kilka innych rzeczy kosztowało sporo pieniędzy, więc oszczędności zaczęły topnieć, a my ze względu na większe rachunki później odkładaliśmy mniej. Później firma chłopaka miała kryzys, stracił pracę, więc żyliśmy z 1 pensji i oszczędności przez jakiś czas. W końcu za mieszkanie i stałe zobowiązania trzeba płacić niezależnie od tego czy ma się mniej pieniędzy czy nie. Partner znalazł pracę, znowu zaczęliśmy coś odkładać, to przyszła pandemia i straciliśmy część dochodów (dobrze, że nie pracę). Znowu przestaliśmy oszczędzać, na koncie do tego przeznaczonym ledwo była równowartość 1 pensji po różnych sytuacjach, które zmusiły nas wcześniej do wykorzystania oszczędności. Pandemia się skończyła, nim zdążyłam zrobić 1 przelew na konto oszczędnościowe chłopak zachorował. Do lekarza póki ciężko się dostać, albo wizyty tylko przez telefon, a zdrowie jest najważniejsze, więc wizyty prywatne plus leki i znowu przelew na oszczędności nie poszedł za to trzeba było z nich skorzystać. Najważniejsze dla mnie teraz jest, że mój partner jest zdrowy, a nie to, że znowu konto jest puste. Gdyby teraz któreś z nas straciło pracę nie byłoby za co żyć. Nie zawsze brak oszczędności w takich momentach to wina braku zaradności. Mnie od autorki różni tylko to, że ja tych pieniędzy nie wydaje na wakacje. Jeśli chce pojechać gdzieś, to z innych pieniędzy. Jeśli mam wybór, albo odłożyć na wyjazd, albo wpłacić comiesięczną kwotę na oszczędności wybieram to 2. Sytuacje w życiu są jednak różne i nie na wszystkie mamy wpływ, a pieniądze są potrzebne. Wolałam korzystać z oszczędności, niż się zadłużać, więc teraz ich nie mam. Teraz niech mi ktoś powie, że długi właściciela, bankrutująca firma chłopaka, pandemia czy choroba to rzeczy na które miałam wpływ i to moja wina, że moje konto świeci pustkami.
odpowiedz
Trzydziestoletni singiel (Ocena: 3) 19.07.2020 12:32
Czasem trzeba przestać unosić się ambicją i przynajmniej tymczasowo postarać się o inną pracę, nawet gorzej płatną i poniżej kwalifikacji. Poza tym przy zarobkach rzędu 4000-45000 złotych i odjęciu 1500-1700 zł za wynajem mieszkania, przy rozsądnym gospodarowaniu naprawdę odłożenie 200-300 złotych miesięcznie jest możliwe. Aparat stały nie był pilnym wydatkiem i naprawdę mogłaś zaczekać z jego założeniem ze 2-3 lata dłużej, bo skoro nie zdecydowałaś się na niego w czasie, gdy byłaś jeszcze na utrzymaniu rodziców, to Twoja wada zgryzu nie jest na tyle istotna, żeby trzeba ją było koniecznie korygować (przerabiałem to, wiem o czym piszę). Poza tym utrata pracy w czasie kryzysu to nie powód do wstydu, tak samo jak tymczasowy powrót do rodzinnego domu.
zobacz odpowiedzi (7)

Polecane dla Ciebie