LIST: „Wróciłam z zagranicy do Polski. Ciągle słyszę, że to nieodpowiedzialne”

Agnieszka studiuje w Hiszpanii, ale epidemię woli przetrwać w ojczyźnie.
LIST: „Wróciłam z zagranicy do Polski. Ciągle słyszę, że to nieodpowiedzialne”
Fot. Unsplash
01.04.2020

Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie wiadomość o zamknięciu polskich granic m.in. dla samolotów. Miałam zarezerwowany lot na początek kwietnia, żeby wrócić do kraju na Wielkanoc, ponieważ od 2 lat studiuję w Hiszpanii. Pomyślałam sobie wtedy, że święta spędzę sama, bo samochodem przecież się tu nie dostanę.

Zobacz również: „Pandemiczna grzywka”. Dziewczyny znudzone kwarantanną masowo sięgają po nożyczki

Wtedy sytuacja w obu krajach wydawała się w miarę opanowana i trudno powiedzieć, żeby ogarnął mnie jakiś wielki strach. Było mi po prostu przykro, że ominie mnie spotkanie z rodziną i ulubione jajka faszerowane autorstwa mojej mamy. Dni mijały i zaczęło się robić bardzo niebezpiecznie.

Pierwszy raz w życiu tak bardzo zapragnęłam powrotu do ojczyzny, gdzie mogłabym się poczuć po prostu bezpiecznie.

turystka

Hiszpania niestety idzie powoli śladem Włoch i tak naprawdę brakuje wszystkiego. Przypadków koronawirusa jest już ok. 90 tysięcy, a prawie co dziesiąty chory zmarł. Teoretyczne zagrożenie stało się naprawdę bardzo realne, dlatego nie chciałam tam już dłużej siedzieć z założonymi rękami. Tym bardziej, że wszystkie moje zajęcia zostały odwołane.

Próbowałam jakoś załatwić sobie transport, ale dopiero rządowa akcja „Lot do domu” okazała się dla mnie ratunkiem. Kilka dni temu wsiadłam na pokład samolotu i odetchnęłam z ulgą, kiedy wylądowałam na polskiej ziemi. To niezwykłe uczucie, bo człowiek dopiero w takich ciężkich czasach docenia swoje pochodzenie.

Już nie czuję, że jestem w centrum epidemii i trzymam kciuki, aby u nas sytuacja nie wymknęła się spod kontroli.

Zobacz również: Dzisiaj miałam wziąć ślub. Plany pokrzyżował koronawirus

podróż samolotem

Przebywam jeszcze na obowiązkowej kwarantannie, ale czuję się świetnie. Na razie kontaktuję się z rodziną i znajomymi przez telefon. Jak dobrze pójdzie, to wkrótce się spotkamy. Oni wszyscy są szczęśliwi, że udało mi się dotrzeć. Ale czytam też komentarze internautów i nie według wszystkich jestem mile widziana we własnej ojczyźnie.

Niemal każda wypowiedź na temat rządowej pomocy dla osób przebywających za granicą brzmi podobnie: skoro wyjechali, to niech tam siedzą. Zaczęli wracać i nagle wskaźnik zachorowań poszybował w górę. To oni roznoszą zarazę. Czuję się jak trędowata, a przecież niczego złego nie zrobiłam.

Chciałam tylko wrócić do domu. Siedzę grzecznie w domu, melduję się policji i nie stwarzam żadnego zagrożenia.

relaks w łóżku

Ludzie nie są w stanie zrozumieć, że liczba chorych rośnie w naturalny sposób. Wystarczy wspomnieć szpital, o którym słyszałam w telewizji. Zakażona pielęgniarka, później objawy pojawiły się u lekarzy, następnie u pacjentów. Nawet kierowca autobusu złapał koronawirusa. Całkiem możliwe, że jego rodzina też i tak to idzie. Nie da się zupełnie ograniczyć kontaktów międzyludzkich.

Nie sądzę, żeby prawdziwym zagrożeniem byli Polacy wracający z zagranicy. W większości przestrzegamy obowiązkowej kwarantanny. Niczym nie zarażamy. Wręcz przeciwnie - sami boimy się zagrożenia ze strony innych. Takie szczucie jednych na drugich jest po prostu bardzo przykre.

Ciekawe, co byście zrobili na moim miejscu. Wrócilibyście do kraju czy wolelibyście siedzieć na obczyźnie, gdzie zwłoki już nie mieszczą się w kostnicach i trzeba je przechowywać na lodowiskach?

Agnieszka

Zobacz również: LIST: „Wakacje muszą zostać odwołane. Chyba każdy rodzic przyzna mi rację”

Polecane wideo

Polskie imiona, które bawią obcokrajowców. Nie kryją zdziwienia, kiedy je słyszą
Polskie imiona, które bawią obcokrajowców. Nie kryją zdziwienia, kiedy je słyszą - zdjęcie 1

Komentarze (77)

Ocena: 4.73 / 5
gość (Ocena: 5) 04.04.2020 17:56
Właśnie że najwięcej tej zarazy przywożą Polacy wracający do domu.Gdybt nie oni zarażenia byłyby znacznie nizsze
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 03.04.2020 16:24
Mieszkam i pracuję w UK. Jestem pracownikiem kluczowym, co oznacza, że chodzę do pracy, spotykam ludzi, czasem setki dziennie. Żyje w strachu i obsesyjnie obserwuję swój organizm. Moja rodzina zaproponowała żebym przyjechała do Polski. Nie zdecydowałam się. Tutaj, w UK jest moje życie teraz. Świadomie podjęłam decyzję. Wiem, że w Polsce będzie lepiej i bezpieczniej, ale narażanie innych i siebie, które wiąże się z podróżami, dla mnie nie wchodzi w grę. Uważam, że każdy powinien siedzieć na tyłku w miejscu, w którym był kiedy to się zaczęło. Wirus sam się nie rozprzestrzenia. Ludzie go roznoszą na prawo i lewo. Trzy tygodnie całkowitego postoju dla świata nie zabiłoby gospodarki. Znacznie gorzej będzie teraz, kiedy niby nie można, ale trochę jednak można się przemieszczać. Zamiast miesiąca, będziemy mieć rok problemów, padnie gospodarka na świecie, a to właśnie dlatego, że ludzie są egoistyczni. Każdy nagle musi gdzieś jechac/lecieć... Zapewniam, że wolałabym być teraz w Polsce, ale nie o to chodzi w życiu, żeby robić zawsze to, co się chce. Odrobina odpowiedzialności zbiorowej by nam nie zaszkodziła.
zobacz odpowiedzi (1)
Quark (Ocena: 5) 02.04.2020 20:49
Ale szczucie jednych na drugich to nasz narodowy sport. Tacy po prostu są Polacy.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 02.04.2020 17:04
tez chialam wrocic ale nie mialaby gdzie spedzic kwarantanny , nie narazajac bliskich
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 02.04.2020 16:55
Od kilku lat nie byłam nigdzie za granicą, nie lubię długich podróży samochodem a samolotem zwyczajnie się boję. Ale nie mogę zrozumieć, jak można stwierdzić, ze państwo nie powinno ściągać do kraju swoich obywateli. A kto ma ich ściągać jak nie ich własne państwo?! Fakt że ludzie są nieodpowiedzialni z tym łamaniem kwarantanny, ale i tak powinni ją odbywać w miejscu zamieszkania a nie w hotelach czy kwaterach w innych krajach.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie