„Mam 26 lat i bardzo dobrze zarabiam. Nie wszyscy cieszą się moim szczęściem”

„Czy naprawdę zarabiam aż tak dużo, żeby wzbudzać tak niezdrowe emocje?” – zastanawia się Marta.
„Mam 26 lat i bardzo dobrze zarabiam. Nie wszyscy cieszą się moim szczęściem”
Fot. Unsplash
19.03.2020

Tematy, które najczęściej kończą się awanturą? Polityka i pieniądze. Wystarczy, że na spotkaniu rodzinnym lub w gronie przyjaciół zostanie poruszona któraś z tych kwestii i spór jest niemal gwarantowany. Boleśnie przekonała się o tym kilka tygodni temu Marta (imię zmienione przez redakcję), która mimo młodego wieku świetnie radzi sobie na rynku pracy. Mając 26 lat, zdążyła już awansować w jednej firmie i dostać pracę w kolejnym, bardzo prestiżowym miejscu. Reakcja jej bliskich na ten fakt okazała się – delikatnie mówiąc – nieprzyjemna.

Zobacz także: LIST: „Rodzice spłacają mój kredyt mieszkaniowy. Sami to zaproponowali, więc żal nie skorzystać”

„Czy naprawdę zarabiam aż tak dużo, żeby wzbudzać tak niezdrowe emocje?” – zastanawia się w swoim liście Marta.

Publikujemy go w całości.

Już na początku chciałam zaznaczyć, że nie piszę tego listu, aby kogokolwiek sprowokować. Ograniczmy hejt w komentarzach i skupmy się na konstruktywnej krytyce. Potrzebuję opinii osób z boku, bo od jakiegoś czasu mam wrażenie, że albo ze mną jest coś nie tak, albo bliscy mi ludzie stali się wilkami. A sama już nie wiem, jak mówić o tej sytuacji, gdy w rozmowach
wybrzmiewa ten temat.

Ale po kolei - mam 26 lat, mieszkam w dużym mieście, skończyłam ciekawe ekonomiczne studia, w trakcie których bardzo się angażowałam i wykorzystywałam możliwości: koła naukowe, konferencje, wyjazdy zagraniczne itd. Znam też 3 języki obce, co zawsze jest dużym plusem na rynku pracy. Już od 2 roku zaczęłam pracować, początkowo były to dorywcze prace, ale zdobywałam pierwsze doświadczenie, a później stopniowo odbywałam różne staże. Na 5 roku dostałam pracę na część etatu w świetnej korporacji i na ostatnim semestrze podpisałam umowę na pełen etat i czas nieokreślony.

Cały czas obserwowałam moich znajomych, ludzi którzy mieli 23-24 lata i żadnego doświadczenia, ale żyli z wyobrażeniem, że po ukończeniu magisterki ze średnią 5.0 firmy będą się o nich bić i dawać 5.000 na rękę oraz oczywiście wszystkie benefity. Ups, ja już wcześniej wiedziałam, że tak nie jest, oni obudzili się z ręką w nocniku. Część z nich wróciła do rodzinnych domów, część obniżyła wymagania i zaczęła od zera z najniższą krajową lub umową-zleceniem.

Dzisiaj, 2 lata później mówię, że mi się udało. We wspomnianej pracy szybko doceniono moje zaangażowanie, pracowitość, po roku dostałam awans i…odeszłam. Nadarzyła się świetna oferta i bez wahania złożyłam wypowiedzenie. Od tego czasu minęło kilka miesięcy i teraz wiem, że była to najlepsza decyzja w mojej karierze. Szybko dostałam kredyt na mieszkanie, miałam odłożone na wkład własny i wyposażenie i już myślę o kolejnej inwestycji. Jednak nie wszyscy cieszą się moim szczęściem….

Polska jest krajem, gdzie mówienie o zarobkach sprawia duży problem. To temat tabu… Od jakiegoś czasu zauważam to bardzo często. Przy okazji wizyty u rodziny pochwaliłam się zmianą pracy i przypadkowo padła kwota jaką zarabiałam na start w poprzedniej firmie. Było to 5.000 brutto, wywołałam burzę… Ciocie i wujkowie szybko przeliczyli, że teraz muszę zarabiać tak dużo, że za moimi plecami ciągle mnie obgadują. Zaczęły się uszczypliwości w stylu „taka gówniara a już nie wie, co z pieniędzmi zrobić”, „biznesmenka od siedmiu boleści”, „ja po 30 latach pracy nie zarabiam nawet połowy z tego”.

Podobnie ze znajomymi. Zaprosiłam kilkanaście osób na domówkę i przy okazji chciałam poinformować o zmianie. Poprzednia firma ma na rynku bardzo dobrą opinię, więc najpierw byli w szoku i pierwsze reakcje nie były przyjemne. „Wrócisz z podkulonym ogonem, bo nigdzie Ci nie będzie tak dobrze jak tam” to słyszałam najczęściej. Tylko najlepsza przyjaciółka mi szczerze pogratulowała…. Potem padła nazwa nowej firmy i wtedy stało się coś, w co do dzisiaj nie dowierzam… Chcę wyjaśnić, że firma, w której teraz pracuję jest pewnego rodzaju wisienką na torcie na rynku pracy. Wysokie zarobki, nowoczesne biuro, ogromny pakiet benefitów i mnóstwo podróży służbowych po całym świecie.

Kiedy znajomi usłyszeli nazwę firmy myśleli, że żartuję, mówili, że to niemożliwe, bo (podobno wg nich) tam trzeba mieć co najmniej 4 lata doświadczenia. Potem zaczął się temat finansów i to był mój gwóźdź do trumny, bo każdy wie, że już na samym początku zarobki są wysokie w porównaniu z innymi korporacjami na rynku.

Do teraz codziennością są komentarze, że Marta sponsoruje imprezę, bo przecież zarabia miliony w XYZ. Zarabiam ok 7.500 – 8.000 brutto z nadgodzinami. Czy to naprawdę tak dużo i może wzbudzać takie kontrowersje w każdym towarzystwie do jakiego trafiam? Stałam się na tym punkcie bardzo czuła, bo ja nigdy nikomu nie liczyłam ile zarabia, wydaje, na co go stać. Nikomu nic nie ukradłam, jestem tą samą dziewczyną, którą poznali lata temu i zawsze szczerze gratuluje innym sukcesów. Zawsze staram się dopasować do otoczenia w którym przebywam. Podróżuję jak każdy człowiek, latam zwykłymi liniami lotniczymi, bukujemy normalne hotele, ale sensację wzbudza lot służbowy w 1 pierwszej klasie czy nocleg w 5 gwiazdkowym hotelu za pieniądze firmy….

Rodzice wychowywali mnie dość surowo, ale dzisiaj jestem im za to wdzięczna, bo dzięki nim jestem w tym miejscu. Kocham swoje życie, pracę, ciągle się rozwijam, ale nie wiem dlaczego nagle wszyscy wmawiają mi „sodówkę”, bo zmieniłam pracę, gdzie dobrze mnie traktują, spełniam się i rozwijam, a do tego stać mnie na wiele fajnych rzeczy i teraz ja mogę pomagać rodzicom. Od managera wiem, że niedługo chce mnie awansować i dać własny zespół. Bardzo mnie cieszy że tak się odnalazłam w tej firmie, ale już dzisiaj odczuwam ucisk w żołądku, bo chyba nie powiem o tym nikomu, tylko najbliższym przyjaciołom.

Boli mnie to, ale z drugiej strony, wiem, że zasłużyłam na wszystko ciężką pracą przez ostatnie lata. Cieszę się ze swoich zarobków, ale ci, którzy „zazdroszczą”, nie widzą jakie ponoszę koszta: ciężko mi kogoś poznać (jestem singielką), duża liczba nadgodzin, częsta praca w weekendy, wielodniowe delegacje. Jest mi przykro, że komuś z zazdrości może przeszkadzać mój status materialny oraz to, że nie narzekam, jak to w Polsce powszechne.

Musiałam się wygadać komuś obcemu i usłyszeć opinie na ten temat, czy naprawdę zarabiam aż tak dużo, żeby wzbudzać tak niezdrowe emocje?

Pozdrawiam
Marta

Zobacz także: LIST: „Mam 30 lat i kupiłam już 2 mieszkania. Jak się chce, to naprawdę można

Polecane wideo

Najbardziej instagramowy dom na świecie. Jest tak idealny, że wygląda nierealnie
Najbardziej instagramowy dom na świecie. Jest tak idealny, że wygląda nierealnie - zdjęcie 1

Komentarze (114)

Ocena: 4.84 / 5
Ewa (Ocena: 5) 21.06.2020 23:14
Głowa do góry, dzielna dziewczyno! Rób swoje i szukaj życzliwych ludzi, którzy będą cieszyć się z Twoich sukcesów lub czerpać z nich inspirację. I czasem odpoczywaj :-) Serdecznie Ci gratuluję. Reakcje ludzi świadczą o nich, nie o Tobie.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 14.06.2020 14:45
Gratuluję Ci z całego serca :). Ludzie byli, są i będą podli i zawistni. Ja zarabiam 5000 netto, mój narzeczony 10 000 netto, ale nie pokazujemy tego, nie obnosimy się "metkami", nie chwalimy się znajomym czy rodzinie. Tu mogę napisać- bo jestem anonimowa :D.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 01.05.2020 14:22
Mój mąż dostaje te 5000 do 6500 na rękę zależnie od miesiaca. Ja do domowego budżetu dodaje swoje 4, z kwartalna premią 1000 zł na rękę. Mamy po 27 lat, nie mamy dzieci. Nie powiedziałabym, że to duże zarobki. Duże zarobki byłyby gdyby jedno z nas zarabiało tyle co my oboje. Dopóki nie ma dzieci, co prawda stać nas na wakacje egzotyczne, nawet dwa razy w roku czy fajne sprzęty do domu. Ale już wzięcie samochodu z salonu wiąże się z wzięciem kredytu, nie mówiąc już o kupnie własnego mieszkania. Uważam, że autorka tekstu nie zarabia Bóg wie jakiej kwoty, tym bardziej, że jest to okupione ciężka pracą i brakiem czasu. Ja mam wypłatę mniejsza, ale pracuje dyżurowo, czyli wychodzi mi 3 dni w tygodniu kiedy muszę iść do pracy. Spokojna praca, mam kilka przerw w ciągu dnia. Gdybym chciała mogłabym chodzić jeszcze gdzieś dorabiać, ale czas spędzony z rodziną ma dla mnie większe znaczenie. Zazdroszczę autorce tekstu jedynie znajomości trzech języków. Ja znam tylko podstawy niemieckiego i teraz jestem w trakcie kursu nauki angielskiego, co niestety zostało przerwane przez koronawirusa.
zobacz odpowiedzi (1)
33latek (Ocena: 5) 26.03.2020 16:22
Moja rada, zmień otoczenie. Jak na Twój wiek, radzisz sobie dobrze, w Twoim wieku miałem bardzo podobne zarobki i wtedy jeszcze nie miałem problemów takich jak Twój. Jako 30latek byłem już na stanowisku kierowniczym w sporej firmie notowanej na giełdzie. Zarabiałem średnio 15 000 netto miesięcznie i dopiero wtedy zacząłem się spotykać z jakąś zawiścią otoczenia. Dzisiaj, trzy lata później mam własną firmę, zarabiam od 20 do 80 tys. netto na miesiąc i uważam, że to dopiero początek. Moja rada - rób swoje, nie oglądaj się na innych, a jak już to na tych co w młodym wieku odnoszą sukces. Sam po studiach licencjackich rzuciłem magisterkę i zaczynałem od pracy na stażu za 1600 pln netto na miesiąc. Teraz firma w której zaczynałem pracę jest moim dużym partnerem biznesowym. Tu też rada, żeby nie palić za sobą mostów.
odpowiedz
gość (Ocena: 4) 25.03.2020 18:11
Autorko, nie przejmuj się. Zarabiasz bardzo dobrze to fakt, ale pracowałaś na to całe życie. Podziwiam cię i przesyłam gratulacje. Innych może oburzać ten fakt, bo zarabiają mniej i w dodatku nienawidzą swojej pracy, a ty ją kochasz. Poza tym wszystko ma swoje wady i zalety. Ty doszłaś do tego ciężką pracą i wiele poświęciłaś. Nie ma w życiu nic za darmo, a ludzka zazdrość nie zna granic.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie