LIST: „Od 4 lat mieszkam za granicą i nie nauczyłam się języka. Daję sobie radę”

Aneta odnalazła się na emigracji lepiej, niż myślała.
LIST: „Od 4 lat mieszkam za granicą i nie nauczyłam się języka. Daję sobie radę”
Fot. Unsplash
12.02.2020

Wielu moich znajomych od zawsze marzyło o wyprowadzce do innego kraju. Liczyli na lepsze zarobki i spokojniejsze życie, a ja nawet o tym nie pomyślałam. Chciałam zostać w Polsce, bo to jest moje miejsce na ziemi. Życie jednak pisze różne scenariusze i oni w większości zostali u siebie, a mnie wywiało kawał drogi od domu.

Zobacz również: LIST: „Nie mogłam się dogadać w hotelu za granicą. Nikt nie mówił po polsku”

Sama nigdy nie podjęłabym takiej decyzji, ale ledwo poznałam fajnego faceta i on wyszedł z propozycją. Postanowiłam zaryzykować i muszę przyznać, że całkiem dobrze na tym wyszłam. Już od 4 lat jesteśmy na zachodzie Francji. Związek przetrwał, a wszystko inne też się poukładało.

W mojej sytuacji to naprawdę cud, bo wyjechałam tam nie znając zupełnie języka.

Miałam opanowane tylko podstawy angielskiego, ale szybko okazało się, że do niczego mi się to nie przyda. We Francji raczej wychodzą z prostego założenia: jak chcesz się dogadać, to mów po naszemu. Przynajmniej w tym regionie ludzie niechętnie używają innych języków. Nawet nie za bardzo je znają.

Kiedy to zauważyłam, chciałam wręcz uciekać. Przepłakałam kilka nocy, bo bardzo się bałam. Francuski jest trudny i nie opanuję go perfekcyjnie nawet za kilka lat. A do tego czasu trzeba jakoś funkcjonować. Teraz czuję dumę, że się wtedy nie poddałam. Wszystko się jakoś poukładało.

To nie oznacza, że nagle stałam się poliglotką. Nadal mało co rozumiem, ale nie jest mi to potrzebne do szczęścia.

Zobacz również: Polskie słowa, które weszły do języka angielskiego. Za granicą każdy je zrozumie

Wiadomo, czasami w sklepie człowiek chciałby móc przeczytać, co dokładnie kupuje, ale tak na co dzień jest mi to zbędne. Pracuję w firmie prowadzonej przez znajomych mojego chłopaka i dogadujemy się normalnie po polsku. On już zdążył liznąć francuskiego, więc jak trzeba coś załatwić, to po prostu mi pomaga.

Jestem najlepszym dowodem na to, że tak się da. Mam wokół siebie ludzi, którzy znają język i w razie czego są dla mnie wparciem. Na co dzień to mi się w ogóle nie przydaje. Chodzę do sklepów samoobsługowych, oglądam polską telewizję przez internet, mam kontakt z Polonią i niczego mi w życiu nie brakuje.

Kiedy wracam do ojczyzny, to coś tam szeleszczę pod nosem, żeby zrobić wrażenie na znajomych. Dla nich to oczywiste, że po latach jestem w tym świetna.

Pewnie zaraz ktoś mi zarzuci, że chwalę się swoją głupotą. Chyba raczej sprytem. Nie jest powiedziane, że mieszkając w jakimś kraju trzeba znać jego język. W Polsce też jest np. wielu zagranicznych studentów i jakoś dają sobie radę, a słowa po naszemu nie potrafią. Jeśli zdecydujemy się spędzić tam resztę życia, wtedy może zacznę naukę. Na razie to sytuacja tymczasowa.

Do tej pory po prostu nie było okazji. Obracam się wśród swoich, a profesjonalny kurs to spory koszt. Nie jest jednak tak, że siedzę tutaj zahukana i boję się wyjść z domu. Funkcjonuję całkowicie normalnie. Jak już trzeba się odezwać, to próbuję po angielsku i zawsze coś tam powiem.

Swoją historią chciałam udowodnić, że warto robić swoje. Jeśli chcesz szukać szczęścia gdzie indziej, to po prostu to zrób. Ja sobie poradziłam, więc ty też dasz radę.

Aneta

Zobacz również: LIST: „3 lata mieszkałam w UK. Mam angielski akcent i zapomniałam wielu polskich słów”

Polecane wideo

Prawdziwe znaczenie zagranicznych marek. Spolszczone nazwy brzmią absurdalnie
Prawdziwe znaczenie zagranicznych marek. Spolszczone nazwy brzmią absurdalnie - zdjęcie 1

Komentarze (35)

Ocena: 3.86 / 5
gosc (Ocena: 5) 18.02.2020 11:35
*zalezna
odpowiedz
gosc (Ocena: 5) 18.02.2020 11:34
O tak juz wiem o jaki typ chodzi. Sama mieszkam za granica i nie powiem zebym mowila gramatycznie w 100% poprawnie, ale na tyle ze udalo mi sie tu skonczyc nawet szkole, a jezyka uczylam sie bo jak inaczej zyc w obcym kraju? Ta Pani to idealny przyklad z FB: -gdzie polski lekarz?, -czy znacie Polaka pracujacego w banku?, -czy pomoze mi ktos zapisac dziecko do szkoly? Tobie sie wydaje ze sobie radzisz a tak na prawde jestes calkowicie niezalezna. Wstyd mi za takich ludzi.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 16.02.2020 20:22
Możesz przybić "piątkę" z Anną Lewandowską. ;]
odpowiedz
gość (Ocena: 1) 16.02.2020 16:12
Zaraz, skoro "redaktorzy" wmyślili taką idiotkę to gdzie ona niby ma pracować? Pojechała, by być utrzymanką? Ale kogo, skoro koleś zaledwie "liznął" język? Znam Francję i coś mi tu mocno nie pasuje. Ale ok, pojechała, jest utrzymanką i chwali się swoją głupotą... a nie, sprytem.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 14.02.2020 17:16
Jak można być tak głupim ? Nie dziwię się że niektórzy mają Polaków za granicą za idiotow... Z własnego lenistwa ci się nie chce. A jakby sie coś tobie stało lub twojemu facetowi ? Jak powiesz w szpitalu czy jak zadzwonisz na pogotowie ? Żałosne ... Podstawy łatwo się nauczyć w obcym kraju. Ale jak wolisz siedzieć zamknięta w Polonii no to przykro mi. Tacy ludzie nic nie osiągną. Ja na miejscu twoich znajomych szybko bym sprawdziła twoją wiedzę języka i wyśmiała Cię. Może to by dało ci motywację do nauki.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie