LIST: „Przez synową nie będę miała wnuków. Nie wierzę, że to ich wspólna decyzja”

Małgorzata uważa, że jej syn nie miał w tej kwestii nic do gadania.
LIST: „Przez synową nie będę miała wnuków. Nie wierzę, że to ich wspólna decyzja”
Fot. Unsplash
21.08.2019

Kiedy 4 lata temu syn przedstawił mi swoją nową dziewczynę, w głębi serca poczułam, że być może to ta jedyna. Nie pomyliłam się - w 2017 roku poinformowali o swoich zaręczynach, a rok później bawiłam się na ich weselu. Byłam najszczęśliwszą matką na świecie, bo naprawdę do siebie pasowali. Synową pokochałam jak własną córkę, ale powoli mi to przechodzi.

Zobacz również: LIST: „Córka w tajemnicy złożyła papiery do technikum, a nie LO. Niczego nie osiągnie”

Zaczęło do mnie dochodzić, że ona jednak nie jest bez skazy, jak wcześniej myślałam. Wykształcona, zaradna, konkretna, ale jednak trochę oderwana od rzeczywistości. Dopiero niedawno zrozumiałam, że w życiu kieruje się zupełnie innymi wartościami, niż moje dziecko. A najgorsze jest to, że ma na niego ogromny wypływ.

Jeszcze niedawno syn mówił żebym się szykowała do roli babci, bo on nie chce za długo czekać. Dziś tego tematu w ogóle nie ma. Z czyjej winy?

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że to synowa stała się głównym ośrodkiem decyzyjnym w ich wspólnym domu. Co powie, to on zrobi. Nawet tego nie ukrywa, bo kiedy nieśmiało poruszyłam wątek powiększenia rodziny, wtedy tylko przewróciła oczami. Stwierdziła, że teraz są inne czasy. Lepiej opierać związek na prawdziwym uczuciu, a nie tylko wspólnej odpowiedzialności za dziecko.

Wierzę, że naprawdę się kochają, ale potomstwo byłoby wspaniałym dopełnieniem. Chociaż jedno, jeśli nie chcą więcej. Ale nawet na to się nie zapowiada, bo kilka dni temu usłyszałam od nich wprost: mają inne priorytety i do pieluch wcale im się nie spieszy. Wszystko wskazuje na to, że nie chodzi wyłącznie o tu i teraz. Mówili ogólnie.

Moje największe marzenie runęło. Nie mają litości dla matki, a raczej ona nie ma. Przecież wiadomo, kto tak naprawdę za tym stoi.

Zobacz również: Napisała nienawistny post pod adresem bezdzietnych kobiet. Powód jest tak samo szokujący, co absurdalny

Synowa zaczęła robić coraz większą karierę i tego nie mogę jej odebrać. Awansuje, zmienia firmy, stanowiska, jeździ po świecie. Wpłacili już na wspólne mieszkanie, które tylko w połowie sfinansują z kredytu. Widzę, ze dobrze im się wiedzie. I tym bardziej nie mogę się pogodzić, że chociaż mają idealne warunki, to o dzieciach praktycznie już nie rozmawiają. Decyzja zapadła.

Pytam mojego syna, o co tak naprawdę chodzi. On uparcie twierdzi, że jest to ich wspólna decyzja. W takie cuda to ja nie wierzę, bo zawsze mówił, jak bardzo chce mieć dużą rodzinę. Nagle mu przeszło. Jest pod ogromnym wpływem żony i ona mu tak namieszała w głowie. W głębi dusza na pewno marzy o dzieciątku, ale równocześnie nie chce jej stracić.

Z jego ust padło nawet stwierdzenie, że dzieci to jeden wielki problem i ograniczenie. A oni chcą korzystać z życia.

To nie są jego słowa, ale jakiegoś obcego, bezdusznego człowieka. Niewiarygodne, że w zaledwie kilka miesięcy można tak zmienić poglądy. Coś mi się wydaje, że przejął je od niej. I to zupełnie bezrefleksyjnie, bo prędzej czy później pożałuje. Jako matka niewiele mam w tym momencie do gadania. Próbuję mu tylko przypomnieć, jak wcześniej brzmiały jego plany. Przecież ona miała być matką jego dzieci.

Nie mogę ingerować i zmuszać, ale zrozumcie w jakiej sytuacji się znalazłam. To jedynak i jeśli on nie da mi wnuków, to po prostu nie będę ich miała. A naprawdę bardzo mi zależy. Tym bardziej po śmierci męża i wyprowadzce syna, bo zostanę już na zawsze sama. Z zazdrością patrzę na koleżanki, które bawią się z uroczymi szkrabami i je rozpieszczają. Boję się, że nigdy nie będę na ich miejscu.

Aż strach pomyśleć, że to kobieta ma takie poglądy. Przerobiła mojego syna po swojemu i widzę satysfakcję w jej oczach. Ciągle słyszę tylko: mamusia niech się tak nie przejmuje, bo każdy żyje po swojemu. Tylko dlaczego robiąc mi na złość?

Małgorzata

Zobacz również: Namawia kobiety, by szybko zachodziły w ciążę. Powód rozwścieczył internautki

Polecane wideo

Pokazała, w jakich warunkach mieszkają jej wnuki. Chce odebrać córce dzieci
Pokazała, w jakich warunkach mieszkają jej wnuki. Chce odebrać córce dzieci - zdjęcie 1
Komentarze (57)
Ocena: 3.47 / 5
gość (Ocena: 2) 03.06.2021 20:27
smelly flax
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 06.01.2021 07:58
Jezu ludzie pomóżcie mi bo pójdę do psychiatry! Zaręczyłam się miesiąc temu i od tamtej pory moim rodzicom i teściom pojebało się dosłownie w baniach. Tak strasznie zaczęli napierać na dziecko że to jest jakaś masakra. Z tego co widzę to zaręczyny im wystarczą bo o ślubie nie poruszają żadnego tematu, może go nie być, tylko dziecko, dzieci a najlepiej to piecioraczki tak sobie zażyczył mój tatuś. Najlepsze jest to że z każdej strony po rodzinie ktoś jest z bliźniaków i u nas mogła by być jakaś rewolucja. W nowy rok rodzice zaprosili teściów, przyjechaliśmy również z narzeczonym. Myślałam że miło przywitamy nowy rok, tymczasem zaczęły się te wkurwiajace tematy i skończyło się na kłótni. Mój ojciec tak się nakręcił że mojemu dał do zrozumienia że ma mnie w łóżku przycisnąć i zrobić mi dziecko na siłę bo mam gówno do gadania. A narzeczony póki co tak jak ja nie planuje dzieci. Może to się zmieni, może nie. Narazie jest nam dobrze we dwójkę. Zaznaczam że on ma prawie 31 lat a ja 28. Błagam powiedzcie co robic bo ja żyję ciągle pod presją, koleżanki w pracy też mają mnie na dziwadło. Nie chce mi się już żyć.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 12.10.2020 12:28
Ja też dzieci nie chcę w ogóle a mam 33 lata. Suma sumaru to ja bym grzęzła w śmierdzących pampersach a nie teściowa. Nie dzięki !
odpowiedz
gość (Ocena: 1) 15.04.2020 11:27
Gość może nie chciał nigdy dzieci albo nie był pewny, ale mamusia wciskała, że pieluchy najważniejsze. A tu nagle przyszła wartościowa kobieta, która wie, czego chce, jest wykształcona, ambitna i wytłumaczyła mężowi, że posiadanie dzieci to nie żadne następstwo czy obowiązek tylko wybór, na który nie trzeba się decydować. Mam 23 lata. Nigdy dzieci nie lubiłam, ani za nimi nie przepadałam. Jak byłam młodsza musiałam bawić się albo z młodszymi dziećmi w rodzinie albo dziećmi znajomych rodziców, kiedy oni chcieli pogadać (zmuszali mnie, "bo tak wypada"). Jednak mimo tego miałam gdzieś tam za uszami, że będę mieć dzieci w przyszłości, bo to naturalna kolej rzeczy (haha). Potem jakiś czas pracowałam z dziećmi. Uświadomiłam sobie, że serio ich nie znoszę. Nie mam pojęcia, po co ludzie się na to decydują. To nie tak, że jestem bezduszną istotą. Kocham zwierzęta całym sercem. Nie znoszę, gdy dzieje im się krzywda. Płaczę, gdy słysz o krzywdzie zwierząt. Natomiast nie mam tego samego do dzieci. Moja mama nawet mówiła, że "swoje się kocha inaczej, spójrz na ciocię Adelę, która nie znosi dzieci a za swoim synem stanie murem", ale to co innego. Moim rodzicom się wydaje, że żartuję, że zmienię zdanie, ale no niestety jestem pełnoletnia i ludzie w tym wieku mniej więcej już wiedzą, czego oczekują od siebie czy życia (nie mówię, że w pełni, ale chociaż trochę). Większość koleżanek w moim wieku mówi, że w przyszłości chcą mieć dzieci. Ja nie. Mnie to brzydzi. Ciąża i poród...o nie, nie dam się w to wrobić. Już bym prędzej faceta rzuciła, jakby zaczął naciskać. Także ja podziwiam kobiety, które nie dają się wrobić w dziecko mimo swojej woli. Jak ktoś chce dzieci- proszę bardzo, ale wiele osób nie chce, a robi dzieci, "bo tak wypada". Jak ja sobie pomyślę, że miałabym wstawać w nocy do dzieciaka i chodzić jak trup następnego rana, mieć wszystko ubrudzone różnymi wydzielinami, zmieniać pieluchy, nie wspomnę już o destrukcyjnym wpływie ciąży i porodu na organizm kobiety..... aż mi słabo, gdy o tym myślę
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 04.09.2019 12:04
Współczuję tej dziewczynie teściowej a synowi matki. Mamusia chce być babcia i mają zrobić tak jak ona chce. Brawo kobieto.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie