LIST: „Komornik siedzi mi na głowie, a rodzina nie chce pomóc. Przecież ich stać”

Ewelina oczekuje od bliskich wsparcia finansowego.
LIST: „Komornik siedzi mi na głowie, a rodzina nie chce pomóc. Przecież ich stać”
Fot. iStock
07.08.2019

Kiedyś usłyszałam powiedzenie, że z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu i nie mieściło mi się to w głowie. My zawsze byliśmy ze sobą blisko i mogliśmy na siebie liczyć w każdej sytuacji. Nie było żadnych kłótni i chorych akcji. Jasne, zdarzały się drobne nieporozumienia, ale wskoczylibyśmy za sobą w ogień. Kiedy ktoś potrzebował pomocy, to mógł za nią liczyć.

Zobacz również: Tak się żyje za 500 zł miesięcznie. Patrycja przeanalizowała swój skromny budżet

Nie wiem, co się nagle zmieniło. Od dłuższego czasu jestem w takiej nieciekawej sytuacji, że potrzebowałabym ich wsparcia. Tylko jakoś nikt nie poczuwa się do obowiązku, by mi go udzielić. To nie tak, że nie mają możliwości - zwyczajnie nie chcą. Mam sama wypić piwo, które nawarzyłam. Widzą, że nie daję rady, a mimo to mnie odrzucają.

Zaczęło się niewinnie, bo od jednej pożyczki, a później ruszyła lawina. Mam kilkadziesiąt tysięcy złotych długu, który cały czas rośnie.

Nie mogę wdawać się w szczegóły, bo nie chcę zostać rozpoznana. Musicie uwierzyć mi na słowo, że zaczęłam się zadłużać z konieczności, a nie zachłanności. Na początku miałam z czego spłacać, ale później zostałam praktycznie bez środków do życia i jeszcze większymi wydatkami. Cały czas miałam jednak nadzieję, że wreszcie z tego wyjdę. Jeśli nie sama, to z pomocą rodziny.

Dziś już nawet nie chcę się karmić złudzeniami. Nad głową wisi mi komornik, a moi najbliżsi nic sobie z tego nie robią. Prowadzą normalne życie i śpią spokojnie w czasie, gdy ja zostanę za chwilę zlicytowana. Może nawet tafię za kratki, kiedy sytuacja wymknie się spod kontroli. Nie jestem oszustką i złodziejką, a tak mnie traktują.

Niby mamy normalne relacje, ale o pieniądzach nie rozmawiamy. Chociaż wiedzą, że nic innego nie zaprząta mi głowy.

Zobacz również: Mam 25 lat i pół miliona złotych długu

Zrozumiałabym, gdyby im też się nie wiodło, ale sytuacja jest zupełnie inna. Rodzice prowadzą dochodowy biznes i mają środki, żeby inwestować w kolejne rzeczy. W córkę najwyraźniej już nie chcą, bo spisali mnie na straty. Rodzeństwo też mogłoby mnie wyciągnąć z kłopotów, gdyby tylko chciało. Kupują mieszkania, samochody, rozbijają się po świecie, a mnie cały czas żałują.

Gdyby rodzina dostrzegła problem wcześniej i mi pomogła, to nie byłabym teraz w tak beznadziejnej sytuacji. Wtedy długi wynosiły kilkanaście tysięcy. Z palcem w nosie mogli mi to spłacić, a ja bym im oddawała przez kolejne lata. Wiadomo, że nie byłoby łatwo, ale przynajmniej byłabym spokojniejsza i mogłabym jakoś układać sobie życie. Dziś nie mam takiej możliwości.

29 lat, tytuły wykonawcze u komornika, zajęte wszystko, co miałam. W takiej sytuacji ani stworzyć związku, ani tym bardziej założyć rodzinę. Moje życie wisi na włosku. Płakałam, błagałam, ale najbliżsi pozostają nieugięci. Ich odpowiedź jest zawsze jedna: sama narobiłam kłopotów, a oni nie mieli w tym żadnego udziału. Jeśli jestem odpowiedzialna, to muszę ponieść konsekwencje.

Na co oni czekają? Za chwilę sytuacja już zupełnie wymknie się spod kontroli i już całkiem mi odbije. A wtedy będę zagrożeniem dla samej siebie.

Wpadłam w depresję, mam stany lękowe i czuję się jak uciekinierka. Nie odbieram już praktycznie telefonów, zaglądnięcie do skrzynki na listy to dla mnie koszmar, a na dźwięk dzwonka do drzwi staje mi serce. Cały czas żyję w lęku, że jeszcze coś wyjdzie i już zupełnie się nie pozbieram. To wszystko naprawdę nie wynika z mojej bezmyślności. Nie miałam innego wyjścia.

Może nie powinnam, ale szlag mnie trafia jak widzę, co robi moja rodzina. Ciągle coś sobie kupują i wyjeżdżają, a ja nie mam nic. To chyba nie jest do końca normalne. Gdyby ktoś z nich wpakował się w kłopoty, a ja miałabym możliwość pomóc, to nawet chwili bym się nie wahała. Oni zupełnie olali temat. Jeszcze mi mówią, żebym nie psuła im nerwów kolejnymi opowieściami.

Jestem ich kochaną córką i siostrą, ale tylko do momentu, kiedy nie mam kłopotów i niczego od nich nie chcę. Przecież to karykatura rodziny.

Ewelina

Zobacz również: LIST: „Biedna rodzina ma żal, że jej nie pomagam. Zarabiam 15 tys. zł, a oni głodują”

Polecane wideo

Znaki zodiaku, którym ciągle brakuje pieniędzy
Znaki zodiaku, którym ciągle brakuje pieniędzy - zdjęcie 1

Komentarze (24)

Ocena: 4.67 / 5
gość (Ocena: 1) 13.08.2019 07:54
Jasne, rodzice i rodzeństwo charują żeby mieć na drobne przyjemności takiej jak wakacje raz w roku i teraz mają wszystkiego sobie odmówić i dać kasę tobie. Z jakiej racji? Ty narobilaś długów a oni muszą cierpieć? Weź się lepiej za siebie, znajdź druga pracę, zobacz czy masz możliwość ogłosić upadłość itd, a nie wyciagaj rączek
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 08.08.2019 20:53
Mam dobry kontakt z rodziną. Dwie siostry, które kocham, ale tylko jednej z nich pomogłabym finansowo (pomijając kwestie zdrowotne, w tym wypadku zawsze i każdemu). Jedna z nich ciężko pracuje, spłaca dom, buduje rodzinę, stara się życie ogarnąć. Gdyby powineła jej się noga, to nie zawahałabym się pomóc, bo uznałabym to za wypadek przy pracy. Druga od lat nie pracuje, prawie nie wychodzi z domu. Jej nieszczęście jest wypadkową jej decyzji. Od lat tłumaczę jej, że ma dwie opcje: ogarnąć się, albo umrzeć w skrajnej biedzie i depresji. Nie reaguje, nie chce pomocy, chce żeby ją zawsze prowadzić za rączkę. Dlaczego ja, pracując ciężko, miałabym komukolwiek coś oddawać? Niestety nie jestem geniuszem, nie jestem pięknością ani nie jestem nadzwyczajna w żadnen sposób. Mam finansową stabilizację, bo ciężko na nią pracowałam. Mogłaby zrobić to samo. Nie chcę jej się.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 08.08.2019 15:25
A ja nie widzę sensu dla którego miała by pomagać rodzina ? Z jakiej racji ? Bo jesteś córka siostra? To żaden powód. Jesteś człowiekiem dorosłym odpowiedzialnym za swoje czyny. Trzeba było myśleć biorąc pożyczki jedną za druga. Uważam że skoro samemu się wlazło do bagna to trzba samemu z niego wyjść. A to że rodzina jeździ na wakacje i sobie coś kupuje. Stac ich zarobili na to i są to ich pieniądze i robią z tym co oni chcą. I nie myślcie ze jestem jakaś podła. Sama mam dziecko kredyt i żyjemy z wypłaty męża. Przed ciąża żyliśmy na średnim poziomie może nawet ciut powyżej średniego poziomu. Teraz po porodzie straciłam pracę synek ma problemy ze zdrowiem i z średniego poziomu życia zeszlismy na ledwo wiążący koniec z końcem. Ale szukamy rozwiązań by dorobić by małymi krokami wrócić na to co było niż zazdrościć komuś z rodziny czy znajomym ze mają wakacje nowy samochód czy coś. Najlepiej jest usiąść i płakać i mówić "mnie nie stać" to trzeba coś zrobić. Żyjemy w tak fajnych czasach ze mamy wiele możliwości dorobku
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 07.08.2019 20:56
Znam taką jedną. Puszczała się z jakimiś czarnuchami aż z jakimś w końcu zaciążyła. Rodzice konserwy, więc zdecydowała się usunąć. Wzięła na to hajs w providencie albo innym bocianie. Spodobało jej się, ze można mieć szybko hajs na bieżące wydatki. Zarabiała mało, wydawała dużo. Potem komornik i płacz ze nikt jej pomoc nie chce. Dopiero po wyjeździe za granice spłaciła długi i zaczęła normalnie żyć. Tez powinnaś moze tak zrobić, wyjechać, zarobić, spłacić i zacząć normalnie żyć.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 07.08.2019 18:58
Mam taką w rodzinie... tylko, że jej pomagaliśmy i co? Teraz ani dziękuję ani pocałuj mnie w de. Ma kolejne roszczenia i uważa, że to psi obowiązek aby jej pomagać. Daj palec z pożre nie tylko ręke ale całą osobę i nawet sobie nic z tego nie zrobi . Takim niedojrzałym osobom nie powinno się pomagać. I co z tego, że ktoś sobie coś kupił - pracował, myślał to chyba ma prawo. Dlaczego ktoś inny ma sobie odmawiać i ponosić konsekwencję głupoty osoby trzeciej?
odpowiedz

Polecane dla Ciebie