LIST: „Biedna rodzina ma żal, że jej nie pomagam. Zarabiam 15 tys. zł, a oni głodują”

Justyna jest przez nich traktowana jak skarbonka.
LIST: „Biedna rodzina ma żal, że jej nie pomagam. Zarabiam 15 tys. zł, a oni głodują”
Fot. Unsplash
16.06.2019

Mogę powiedzieć, że mam w życiu sporo szczęścia, chociaż nic tego nie zapowiadało. Pochodzę z rodziny, w której nigdy się nie przelewało. Z dzieciństwa pamiętam, jak ciągle na wszystko brakowało. Nosiłam ubrania po starszym rodzeństwie i nigdy nie byłam na wakacjach z prawdziwego zdarzenia. To była raczej walka o przetrwanie. Jedliśmy byle co, mieszkaliśmy w kiepskich warunkach i tak miało już zostać.

Zobacz również: „Nie stać mnie na dziecko, ale świadomie zaszłam w ciążę. JAKOŚ TO BĘDZIE”

Nie kojarzę nikogo z najbliższego otoczenia, kto radziłby sobie lepiej i odniósłby jakiś sukces. Oczywiście zawsze słyszałam, że to wina systemu i polityków. Nie marzyłam o tym, że kiedyś mogłoby to wyglądać inaczej. Na szczęście się nie poddałam. Szybko zrozumiałam, że jedyna szansa to nauka. Jeśli skończę dobrą szkołę i uda mi się wyrwać z domu, to będzie lepiej.

Pamiętam, jaką ogromną aferę rozpętałam, gdy powiedziałam, że chcę pójść do liceum. A później na studia. W moim małym, zamkniętym świecie to było nie do pomyślenia.

W największym skrócie - zdobyłam wykształcenie, przeprowadziłam się i wzięłam pełną odpowiedzialność za siebie. Jestem pierwszą osobą z rodziny, która się odważyła i przestała widzieć wszystko w czarnych barwach. W przeciwieństwie do pozostałych nie siedziałam z założonymi rękami, narzekając na to, jak złe i niesprawiedliwe jest życie. Nie dzięki rodzicom, ale bardziej wbrew ich czarnowidztwu. Bo oni nigdy we mnie tak naprawdę nie wierzyli.

Dzisiaj mam 31 lat, dobrą pracę, przed sobą perspektywę jeszcze większego rozwoju i mogę powiedzieć, że mi się powodzi. Nawet rozglądam się za mieszkaniem do kupienia, co w przypadku mojego rodzeństwa i kuzynostwa jest nie do pomyślenia. Oni wszyscy mają mnie trochę za czarną owcę, której w podejrzanych okolicznościach udało się coś osiągnąć. Ciężka praca i uczciwość nie przynoszą przecież takich efektów.

Tylko co oni mogą na ten temat wiedzieć. Nadal gniją na prowincji i czekają aż wszystko spadnie im z nieba. A przynajmniej ode mnie.

Zobacz również: Po rozstaniu muszę przeżyć za 20 zł dziennie. W lodówce mam tylko światło

Nigdy nie ukrywałam przed najbliższymi, ile zarabiam i to był chyba mój błąd. Zrobili wielkie oczy, kiedy kilka lat temu dostałam podwyżkę i 3000 zł na rękę. Dla nich to majątek. Dziś dostaję kilka razy więcej. Z jednej strony ich to boli i wkurza, ale z drugiej - od razu zwęszyli interes. Każdy czegoś ode mnie chce. Ile to razy słyszałam, że jest im tak źle, a ja mogę mieć wszystko, więc powinnam pomóc. Przyznam, że na początku czułam taką potrzebę.

Pomagałam finansowo rodzicom, kupowałam rodzeństwu droższe prezenty (np. wózek, kiedy urodziło się dziecko albo płaciłam za remont rozlatującego się samochodu). Byli wdzięczni tylko przez chwilę. Później zaczęli znowu wyciągać ręce. Traktują mnie jak skarbonkę i odzywają się tylko wtedy, kiedy czegoś ode mnie chcą. Nie uważam, by było to do końca normalne i zdrowe. Pieniądze zepsuły nasze relacje.

Dlatego wreszcie stwierdziłam - niech każdy radzi sobie sam. Wszyscy jesteście zdrowi, macie sprawne ręce i mózgi, więc trzeba zacząć z tego korzystać. No i stałam się dla nich zakałą. Symbolem największego skąpstwa.

Nie potrafimy już normalnie rozmawiać. Ciągle tylko słyszę, jak każdemu jest źle. Starsza siostra czasami pisze, że nie miała co podać dzieciom na obiad, a ja pewnie leżę do góry brzuchem i już nie wiem, co robić z tymi pieniędzmi. Jak coś się zepsuje w domu, to rodzice od razu dzwonią i niby przypadkiem o tym mówią. Nawet ciotka i kuzyni próbują coś dla siebie wyciągnąć. Bo ja przecież śpię na kasie, a swoim trzeba pomóc.

To wszystko sprowadza się do myślenia „my głodujemy i żyjemy w nieludzkich warunkach, a Justynka objada się krewetkami na tarasie apartamentowca”. Z wyrzutem, że im się nie udało. Tylko co oni zrobili, żeby było inaczej? Przykro mi to mówić, ale kompletnie nic. Na 15 tysięcy złotych pensji trzeba sobie zapracować, tylko mało komu się chce. A już na pewno nie mojej rodzinie.

Oni wszyscy mają ciągle żal, że im skąpię. Pewnie woleliby, żebym zostawiła sobie 2 tysiące na przeżycie, a resztę wypłacała im. Choćby po tysiaku na głowę. Z rodziną chyba naprawdę najlepiej wychodzi się na zdjęciu.

Justyna

Zobacz również: LIST: „Podróżowałam po Polsce i zobaczyłam DZICZ! Poza Warszawą ludzie nie potrafią się zachować i ubrać!”

Znaki zodiaku, którym ciągle brakuje pieniędzy
Znaki zodiaku, którym ciągle brakuje pieniędzy - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (49)

Ocena: 4.73 / 5
Gosc (Ocena: 5) 22.06.2019 08:33
Ogranicz kontakty do minimum to że rodzina nie znaczy że masz bankomat na czole napisane. Gdzie oni byli jak Ty ciężko pracowałaś na swój sukces i musiałaś sobie robić wyrzeczenia? Mam podobną sytuację z ojcem tylko że nie dość że wpędził mnie w długi i teraz muszę się z nich jakoś podnieść to mimo to wola kasę na wszystko bo on jest biedny i uciemiężony a jak coś napomkne dla świętego spokoju to mam później wypominane że obiecałam i nie dałam. U niego słowo pożycz znaczy daj nigdy nie był dobrym ojcem nie pomagał mi z domu musiałam się szybko wyprowadzić żadna praca mu nie odpowiadała bo przecież to że ja chodziłam 7 dni w tygodniu do pracy i zapieprzalam żeby mieć to inna sprawa mnie stać a jego nie więc zapłać za to kup tamto. Też zostałam wyklęta przez niego i rodzinę bo jak ja mu mogę w takiej sytuacji nie pomoc ale m to gdzieś. Obiecał że przyjedzie na chrzest mojego dziecka olał sprawę więc ja jego. Nie liczyłam na pieniądze chciałam tylko żeby się z rodziną mojego partnera poznał nic wiecej. Ale on swoje wybrał więc ja też mam go gdzieś. Co to wogole za zwyczaje że ten bardziej zaradny ma lenia pomagać? Każdy może iść do pracy i mieć pieniądze jak mnie ojciec napisał że nie ma co jeść to mu powiedziałam żeby do opieki po zasiłek dla nieudaczników poszedł może i brutalne ale jak sobie policzyłam i w ciągu dwóch lat dostał odemnie 40000 zł które w większości przepierdzielil a mnie te pieniądze by pozwoliły wyjść na prostą to mnie szlag trafił. Więc nie rób drogich prezentów teraz masz kasę a co jak Co się coś stanie Tobie nie pomogą dbaj o siebie a jak oni mają z tym jakiś problem ich sparwa. Nie ma się co przejmować od pomocy to są instytucje rządowe jak są niezaradni to niech tam idą prosić
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.06.2019 14:42
Niestety rodziny się nie wybiera. Co najwyżej można się od niej odizolować. Gdyby sytuacja jednak dotyczyła mnie pewnie wybrałbym rozwiązanie pośrednie. Jeśli Cię stać to rób nawet drogie prezenty z górnej półki ale tylko dla najbliższej rodziny (rodzice, rodzeństwo i ich dzieci) ale i tak tylko w ogólnie przyjętych okolicznościach (święta, imieniny, dla dzieci przy każdych odwiedzinach ale drobne prezenty). I musisz im wszystkim z góry powiedzieć, że nie będziesz ich sponsorować, a prezenty są dla tego, że tak chcesz. Powiedz im, że to co osiągnęłaś masz tylko dzięki sobie, swojej wytrwałości i uporowi, a oni się do tego w ogóle nie przyczynili, więc nie powinni od Ciebie nic chcieć. Od pomagania biednym są Ośrodki Pomocy Społecznej i Caritas. A jak im się nie podoba taki układ, to Ty możesz się z nimi nie spotykać i nie będziesz z tego powodu stratna.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 17.06.2019 11:55
W moim przypadku jest tak, że jak się spotkam z mamą, to zawsze wciska mi niepotrzebne rzeczy mimo tego, że jej mówię, iż tego nie potrzebuję, się zmarnuje itd. Jest to np. jedzenie lub jakieś inne rzeczy kupione na promocjach... Denerwujące to jest, ale mi przykro mamy, jak czegoś nie wezmę - przynajmniej jednej rzeczy...
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 17.06.2019 11:24
Może napisz im dokładnie to co napisałaś tutaj, na pewno nie przyznają się do winy i będą szukać wymówek, dlaczego nie mogli sobie poradzić tak jak ty, ale każdego w środku prawda bodnie i pewnie dadzą spokój.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.06.2019 07:48
Jesteś kobietą wzorem. W przeciwieństwie do Ciebie miałam bardzo wspierająca rodzinę, ale nigdy niczego od niech nie chciałam. Odkąd skończyłam szkołę średnią pracowałam i ukończyłam studia. Musimy być silne. Można sobie radzić samemu bez wsparcia finansowego innych osób. Dlatego tak bardzo mnie denerwują roszczeniowe postawy wobec rodziców - "Nie mam na mieszkanie, bo rodzice nie chcą mi go kupić, a powinni", "Nie idę na studia, bo rodzice nie chcą mi ich opłacać", "Chce wesela, ale rodzice nie chcą si dołożyć". Każdy dorosły człowiek powinien umieć sam sobie radzić, tak powiedz swojej rodzinie.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie