„Sąsiedzi bezczelnie mnie wykorzystują. Codziennie podrzucają mi dzieci do opieki”

Karolina została darmową nianią, choć na co dzień nie brakuje jej innych obowiązków.
„Sąsiedzi bezczelnie mnie wykorzystują. Codziennie podrzucają mi dzieci do opieki”
Fot. iStock
11.06.2019

Wychowanie dziecka to nie tylko ogrom pracy, ale także wielka odpowiedzialność. Doskonale wie o tym każdy, kto jest rodzicem. Kiedy w domu jest maluch, nie ma nic ważniejszego od jego dobra. Nie ma innych priorytetów. A przynajmniej tak jest w teorii, bo z praktyką różnie bywa.

Ostatnio przekonała się o tym Karolina. Jej sąsiedzi upatrzyli sobie w niej… darmową nianię. Podrzucają do jej mieszkania swoje dzieci przy każdej możliwej okazji. Karolina nie wie, w jaki sposób wymiksować się z tego dziwnego układu.

Polecamy także: „Kocham swoją dziewczynę, ale nie chcę, żeby była matką moich dzieci z jednego powodu”

„Zawsze miałam za dobre serce i pomagałam wszystkim wokół. Taka już po prostu jestem, choć znajomi i rodzina powtarzali mi, że powinnam być bardziej asertywna. Odmawianie komukolwiek przychodzi mi jednak z trudem. Jeśli mogę komuś pomóc, po prostu to robię.

Tak też było w przypadku moich sąsiadów. Wprowadzili się do mieszkania obok kilka miesięcy temu. Wcześniej mieszkał tam jakiś samotny facet, z którym za bardzo nie miałam kontaktu. Kiedy się wyniósł i pojawili się oni, okazało się, że są bardziej towarzyscy i dość szybko zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, a nawet bywać u siebie na kawie. Nie wiem, jak to się stało, ale beztroskie spotkania z czasem przeobraziły się w regularną opiekę nad ich synami.

Uwielbiam dzieci i początkowo nie miałam nic przeciwko, żeby od czasu do czasu przypilnować 3-letniego Antosia lub 6-miesięcznego Adasia. Teraz jednak pomaganie Beacie i Krzyśkowi przybrało naprawdę karykaturalną formę. Moi sąsiedzi są w stanie podrzucać mi swoich synów praktycznie codziennie i to pod byle pretekstem.

Przykład sprzed miesiąca. Wróciłam umęczona do domu po całym dniu pracy. Z zagranicy przyjechał nasz najważniejszy prezes, więc musiałam zostać dłużej w firmie, jak wszyscy pracownicy. W swoim mieszkaniu byłam jakoś między 19 a 20 i jedyne, o czym marzyłam, to długa kąpiel. Niestety Beata pokrzyżowała moje plany. Kwadrans po tym, jak weszłam do domu, zapukała do mnie i zapytała, czy mogłabym posiedzieć z Antkiem i Adasiem, bo jej mąż jest w delegacji, a ona musi koniecznie wyjść do sklepu. Padałam z nóg, ale nie odmówiłam. Sądziłam, że ona poszła zrobić zakupy spożywcze, ale okazało się, że chciała sobie kupić sukienkę, która była na przecenie! Jak wreszcie wróciła do mieszkania to chłopcy byli już przeze mnie wykąpani, Adaś zdążył zasnąć, a Antkowi czytałam bajkę na dobranoc. Podziękowała mi, rzuciła coś w stylu: „Co ja bym bez ciebie zrobiła” i zaczęła przy mnie mierzyć swoją kieckę! Wyszłam od nich z domu około 22, totalnie umęczona.

Fot. iStock

Po tym zajściu obiecywałam sobie, że będę im częściej odmawiać, bo to przecież nie moje dzieci. Ja nawet nie mam chłopaka, więc chyba uznali, że w związku z tym mam masę wolnego czasu. Tylko że ja przecież MAM PRAWO robić co chcę, a nawet nic nie robić, a skoro oni świadomie zdecydowali się na dzieci, to niech je wychowują. Niestety, oni chyba są innego zdania.

Bardzo często zdarza się, że np. w weekendy podrzucają mi chłopaków, bo chcą sobie pojechać do kina we dwoje. Albo iść na obiad do restauracji i dzieci by im tylko atmosferę psuły… W tygodniu może zdarza się 1 lub 2 dni, kiedy niczego ode mnie nie chcą. Sugerowałam im, że powinni pomyśleć o niani dla synów, ale Beata stwierdziła, że ich nie stać, bo Krzysiek utrzymuje rodzinę z jednej pensji. OK., współczuję, ale z drugiej strony skoro Beata nie pracuje, to powinna zajmować się własnymi dziećmi. Nie mam nic przeciwko, żeby czasem ją odciążyć, ale NIE CODZIENNIE!

Zastanawiam się, jak wybrnąć z sytuacji, w którą sama siebie zapędziłam. Do tej pory im nie odmawiałam, więc teraz ciężko będzie mi wymyślić powód, dla którego miałabym przestać opiekować się Antkiem i Adasiem. Dłużej nie mogę jednak robić jako darmowa niańka, bo już w ogóle nie mam prywatnego życia. Lubię ich wszystkich, ale są pewne granice życzliwości. Chcieli mieć dzieci, więc niech wezmą za nie odpowiedzialność, a nie wysługują się na każdym kroku sąsiadką.

Doradźcie, w jaki sposób powinnam z nimi porozmawiać. Powiedzieć im wprost, że przesadzają czy wymyślić jakiś nieistniejący powód? Najgorsze jest to, że Antek i Adaś są już do mnie bardzo przywiązani i każdego dnia czekają na to, żeby ze mną pobyć.

Nie wiem, co mam robić.

Karolina”

Polecamy także: Historia Mateusza: „Dziewczyna, której nie kocham, jest ze mną w ciąży”

Nosi pieluchy i ssie smoczek, mimo że ma 21 lat. W ten sposób ucieka od dorosłości
Nosi pieluchy i ssie smoczek, mimo że ma 21 lat. W ten sposób ucieka od dorosłości - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (55)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 16.06.2019 09:02
Ja bym im powiedziała że rozpoczęłam nowy związek i muszę się jemu poświecić więc noe będę miała tyle czasu co dotychczas.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 15.06.2019 18:31
Wystaw im rachunek za opiekę.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 13.06.2019 22:17
Kup groźnego psa i powiedz, że nie masz jak wpuścić dzieci bo pies może je zaatakować.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 13.06.2019 20:34
Trzeba było na początku powiedzieć, że nie lubisz dzieci albo nie potrafisz się nimi zająć. Albo że twoje mieszkanie nie jest przystosowane do małych dzieci i tyle.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 13.06.2019 20:23
Ja bym powiedziała, że to są małe dzieci i boję się wziąć za nie odpowiedzialność, jak by się nie daj Boże coś stało, to bym sobie nie darowala sobie tego do końca życia. Z resztą prokurator ściga z urzędu takie wypadki z udziałem dzieci i kiedy by nie zabrakło.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie