„Wykorzystałam bogatego faceta, który się we mnie zakochał. Najpierw został moim mężem, a potem…”

Przyszedł do nas niepokojący mail. Czy ta historia w ogóle jest prawdziwa?
„Wykorzystałam bogatego faceta, który się we mnie zakochał. Najpierw został moim mężem, a potem…”
Fot. pexels.com
30.04.2019

Kilka dni temu otrzymałyśmy mail od Zuzanny (imię zmienione), która opisała barwną – i szczerze mówiąc – dość niepokojącą historię swojego małżeństwa. Czy przytoczona przez nią relacja z byłym już mężem jest prawdziwa?

Naszym zdaniem nie, ale przeczytajcie i oceńcie same.

Zobacz także: LIST: „Spotkałam na dyskotece 35-latkę. To nie jest miejsce dla pani w średnim wieku”

Chciałabym podzielić się z Wami moją historią, która jest, jak sama uważam, bardzo nietypowa i raczej rzadko spotykana, o ile w ogóle. Nie będę zdradzać jej szczegółów, przedstawię raczej ogólny zarys opowieści.

Zaczęło się od tego, że do grupy moich współpracowników dołączył pewien mężczyzna. Nazwijmy go Adam. Na początku nie zwracałam na niego szczególnej uwagi, gdyż nie był w moim typie. Wydawał mi się przeciętny - z wyglądu, z charakteru, z zachowania... Po prostu ze wszystkiego. Kolejna szara twarz w tłumie takich samych szarych twarzy. Ja szukałam faceta wyjątkowego, który byłby jego zupełnym przeciwieństwem, nieco podobnego do moich byłych. Jak wspominałam wcześniej, nie zwracałam na Adama szczególnej uwagi, jednak także nie ignorowałam go. Mieliśmy dość dobry kontakt - czasem rozmawialiśmy, pomagaliśmy sobie nawzajem, potrafiliśmy ze sobą współpracować, ale do romansu było wtedy raczej daleko -zdecydowanie bliżej mieliśmy do przyjaźni. Myślałam o nim jako o zwykłym koledze z pracy, a nie jak o kandydacie na przyszłego partnera. Przez myśl mi nigdy nawet nie przeszło, że mogłabym stworzyć z nim związek.

Minęło parę miesięcy. Pewnego dnia rano, kiedy byliśmy sami w naszym miejscu pracy (reszta jeszcze nie przyszła), Adam wyznał, że mu się podobam i zaproponował mi randkę. Byłam w lekkim szoku. Na początku chciałam odmówić, bo spędzanie czasu w towarzystwie tak nijakiej osoby, która nie posiada w sobie nic oryginalnego nie było moim największym marzeniem, a wręcz wstydziłabym się tego. Nie obchodziło mnie, że sprawię mu przykrość - ja miałam swoje wymagania co do facetów, a on nie spełniał żadnego z nich i to była tylko i wyłącznie jego wina. Zdawałam sobie sprawę, że zasługuję na kogoś lepszego.

Mimo to z udawaną ciekawością i nieszczerym uśmiechem na twarzy zapytałam, gdzie niby mielibyśmy pójść. Wtedy on podał nazwę najdroższej restauracji w naszym mieście. Szczerze przyznam, że w tamtym momencie znów bardzo mnie zaskoczył. Od razu zmieniłam zdanie. Pomyślałam sobie, że skoro chce mnie zabrać do takiego miejsca, to musi być bogaty. Postanowiłam dać mu szansę i zgodziłam się, choć normalnie nigdy bym tego nie zrobiła. Niczego jednak obecnie nie żałuję i uważam, że to była najlepsza decyzja w moim życiu, która przyniosła mi owocną przyszłość. Następnie poprosił mnie o numer telefonu. Spełniłam jego prośbę. Wydawał się zadowolony. Ja też byłam. Co prawda kompletnie mi się nie podobał, ale postanowiłam, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, to mogę nawet z nim być. Jeśli nie z miłości - to dla pieniędzy, które prawdopodobnie miał.

Wieczorem tego samego dnia przekonałam się, że się nie pomyliłam. Nie będę zdradzać szczegółów naszej pierwszej randki, powiem tylko, że było cudownie, bo okazało się, że Adam jest niesamowicie bogaty, a dla mnie pieniądze były najważniejsze. Co prawda zarabiałam niby dużo, ale wciąż było mi mało. Chciałam więcej. Tak jakoś wyszło, że zaczęliśmy się częściej spotykać, że spędzaliśmy ze sobą więcej czasu, nie tylko w pracy... Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Romans, związek, wyznanie miłości, bliższe poznanie życia drugiej osoby, oświadczyny, ślub, wesele, wspólne mieszkanie... Żyłam jak w bajce, było idealnie i nic nie zapowiadało, że ten raj się kiedyś skończy.
Nie skończył się, wręcz przeciwnie - trwa nadal, co prawda w nieco innej formie, ale nadal trwa.

Byłam na każdym kroku rozpieszczana i obdarowywana prezentami. Miałam dostęp do jego pieniędzy (wspólny budżet), które chętnie wydawałam na przyjemności. Nie było żadnych problemów finansowych ani innych kłopotów związanych z wydatkami. Na wszystko nam starczało. Co z tego, że go wciąż wykorzystywałam - przynajmniej mogłam mieć wszystko, o czym marzyłam, a on również był szczęśliwy, myśląc, że moje aktorstwo to prawdziwa miłość i szczere uczucie. Aktorką byłam świetną, bo on pomimo upływu lat dalej ślepo wierzył w moje kłamstwa, niczego nawet nie podejrzewał, a ja, sprytna i przebiegła, wykorzystałam jego naiwność i na każdym kroku go oszukiwałam.

W końcu jednak znudziło mi się życie u jego boku, więc postanowiłam poszukać szczęścia poza naszym związkiem. Miałam dość, a Adam irytował mnie coraz bardziej. Nie, nie zdradziłam go - nie chciałam sobie zepsuć reputacji. Ułożyłam kolejny genialny plan i postanowiłam wprowadzić go w życie. Jak zwykle łatwo poszło.

Złożyłam pozew o rozwód, nie mówiąc mu wcześniej o niczym. Gdy kilka dni później znalazł papiery, zaskoczony spytał mnie o przyczynę. Powiedziałam, że uczucie się wypaliło, miłość zgasła i że nie chcę już dłużej z nim być. Zaczął błagać mnie o zmianę decyzji, ale ja byłam nieugięta i głucha na jego prośby. Nie interesowała mnie jego osoba - tylko ja się dla siebie liczyłam, on był u mnie na ostatnim miejscu. Z upływem czasu zrozumiał, że nie warto mnie błagać, bo to i tak nic nie da, więc przestał to robić i pogodził się z tym, że stracił mnie na zawsze. Przykre? Nie dla mnie. Nie moja wina, że się we mnie zakochał. Sam jest sobie winny. Gdy rozwód był już praktycznie załatwiony, wyprowadziłam się i zmieniłam pracę.

W międzyczasie okazało się, że jestem z Adamem w ciąży. Nie chciałam tego dziecka. Miałam zamiar zrobić aborcję, ale stwierdziłam, że istnieje lepsze i bardziej korzystne dla mnie wyjście. Złożyłam do sądu wniosek o płacenie alimentów. Wszystko poszło po mojej myśli - Adam zmuszony był mi płacić wysokie alimenty ze względu na dziecko i swoje duże zarobki. Sąd odebrał mu również prawa rodzicielskie, żeby nie mógł kontaktować się z naszą córką. Kilka miesięcy później urodziłam Maję (imię zmienione), którą wkrótce oddałam do adopcji. Zrobiłam to nielegalnie, więc nikt się nie dowiedział i zadbam o to, żeby to się nie zmieniło. Mój były mąż płaci mi alimenty, myśląc, że Maja jest ciągle ze mną, a ja żyję w bogactwie i luksusie. Co z tego, że dwie osoby przeze mnie cierpią? Przynajmniej ja jestem szczęśliwa. Nie mam żadnych wyrzutów sumienia, bo niby czemu mam mieć? Ostatnio za alimenty kupiłam sobie moją wymarzoną torebkę za pięć tysięcy złotych. Moje życie jest doskonałe!

Zuzanna

Zobacz także: LIST: „Zaprosiłam koleżankę z Francji na święta do Polski. Nic jej się tu nie podoba”

Nie masz szczęścia w miłości? Prawdopodobnie wszystkiemu winny jest Twój znak zodiaku
Nie masz szczęścia w miłości? Prawdopodobnie wszystkiemu winny jest Twój znak zodiaku - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (46)

Ocena: 3.57 / 5
gość (Ocena: 1) 13.05.2019 19:30
chora kobieta
odpowiedz
gość (Ocena: 1) 13.05.2019 19:30
chora kobieta
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 13.05.2019 19:28
<>>>….
odpowiedz
gość (Ocena: 1) 13.05.2019 19:27
tragedia!!
odpowiedz
gość (Ocena: 1) 13.05.2019 19:26
głupie
odpowiedz

Polecane dla Ciebie