LIST: „Sąsiedzi mają pretensje, że wystawiam śmieci przed drzwi. Robią aferę o nic”

Natalia twierdzi, że wychodząc z wózkiem nie jest w stanie zabrać worka.
LIST: „Sąsiedzi mają pretensje, że wystawiam śmieci przed drzwi. Robią aferę o nic”
Fot. Unsplash
20.03.2019

Całe życie mieszkam w bloku i nigdy nie narzekałam. Przed wyprowadzką od rodziców wszystko było w porządku. Sąsiedzi bardzo fajni, przyjaźnie nastawieni, żadnych głośnych imprez, śmiecenia, sikania po windach i klatkach itd. Taka mała społeczność, gdzie każdy się znał. Myślałam, że w nowym budownictwie będzie podobnie.

Zobacz również: LIST: „Sąsiedzi zostawili mi na wycieraczce list z obelgami. Przeczytajcie”

Nieco ponad rok temu wzięliśmy ślub, a od dwóch miesięcy jesteśmy też rodzicami. Na chwilę przed rozwiązaniem zamieszkaliśmy razem w nowym mieszkaniu, które dostaliśmy od rodziców męża. Kupili je, kiedy nie było nawet fundamentów i trzymali to w tajemnicy. Niesamowicie nam to ułatwiło życie. A byłoby jeszcze lepiej, gdyby dało się dogadać z innymi lokatorami.

Nie ma ich tu jeszcze zbyt wielu, bo wiele mieszkań czeka na wykończenie. Ale ci którzy są - wystarczająco psują mi nerwy

Mówią „dzień dobry”, raczej stosują się do godzin, kiedy można wykonywać głośne prace remontowe i żadnego wandala nie spotkałam. Ale wystarczy jedna dziwna rodzina i cały czar pryska. To akurat najbliżsi sąsiedzi mieszkający za ścianą. Młode małżeństwo w małym dzieckiem, więc teoretycznie powinniśmy się dogadać. Na razie same zgrzyty, bo im coś nie pasuje.

Uważam, że na siłę szukają dziury w całym. Tak jak np. z moim wynoszeniem śmieci. A raczej niewynoszeniem, bo zazwyczaj nie jestem w stanie się zabrać. Wygląda to tak, że z kosza już się wysypuje, więc kiedy wychodzę na spacer z dzieckiem, to próbuję się tego pozbyć. Czasami jednak za dużo mam tych szpargałów i worek zostaje przed drzwiami.

Czy to aż taka straszna zbrodnia, żeby ciągle o tym gadać i upominać? Powinni zrozumieć moją sytuację.

Zobacz również: LIST: „Denerwują mnie ludzie mieszkający na blokowiskach. Z nimi jest coś nie tak”

Czasami człowiek się przeliczy i nie ma innego wyjścia. Wózek ciężki, dziecko w środku, torebka, czasami jakaś siatka. Choćbym chciała, to nie jestem w stanie wciąć jeszcze worka. Wynoszę go z mieszkania w dobrej wierze, ale czasem się przeliczę. A wolałabym, żeby już w domu nie stał. Śmieci jednak ładnie nie pachną, a na klatce jakoś się to rozniesie.

W praktyce wygląda to mniej więcej tak: około godziny 11.00 wychodzę na spacer z wózkiem i stawiam przed naszymi drzwiami śmieci. Wracam o 13.00, ale nie mogę się wrócić, bo jestem sama z dzieckiem. Worek stoi tam do 16-17. Mąż wraca i nawet nie wchodzi do domu, tylko od razu wynosi do kontenera.

O co tyle krzyku? Dla mnie to ułatwienie życia, a taka sytuacja przecież długo nie potrwa. Maluch zacznie chodzić, to wtedy zabiorę się ze wszystkim.

A tu ciągłe wiercenie dziury w brzuchu… Jak mnie sąsiedzi z mieszkania obok spotykają na klatce, to ciągle jeden temat. Że zastawiłam drogę, że śmierdzi, że coś się wylało z tego worka. To już jest mówione ze złej woli, bo naprawdę nie jest aż tak źle. Ja też bym mogła powiedzieć, że trzaskają drzwiami o 6 rano albo ich pies stuka głośno w posadzkę. Ale tego nie robię, bo blok to nie kościół, gdzie ma być sterylnie czysto i cicho.

Wystawiałabym ten worek dla świętego spokoju na balkon, ale mamy bardzo mały i osłonięty tylko poręczami. Ciągle bym w to wchodziła i byłby cały czas widoczny dla wszystkich wchodzących do bloku.

Strasznie się czepiają, a myślałam, że trafili nam się fajni ludzie. Atmosfery jak w bloku rodziców to raczej nie uda się odtworzyć. Tu każdy myśli tylko o sobie i szuka problemów tam, gdzie ich nie ma.

Natalia

Zobacz również: LIST: „Sąsiadom przeszkadza moje płaczące dziecko. Mszczą się w perfidny sposób”

Pokazała, w jakich warunkach mieszkają jej wnuki. Chce odebrać córce dzieci
Pokazała, w jakich warunkach mieszkają jej wnuki. Chce odebrać córce dzieci - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (64)

Ocena: 4.56 / 5
gość (Ocena: 5) 15.04.2019 14:12
u mnie na klatce to standard, śmieci w domu przeszkadzają to sru worek na korytarz, a wyniesie się jak będzie okazja.W porywach stoją od sobotniego popołudnia do niedzieli, w drodze do kościoła są zabierane na śmietnik.Do tego mam jeszcze jedną atrakcję- kolekcje śmierdzących buciorów, te stoją na korytarzu cały czas.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 28.03.2019 22:56
No, dlatego czasami zmiana mieszkania tojedyne wyjscie. Ja zdecydowalam sie na kupno, a pomogło mi w tym biuro abcdom z krk
odpowiedz
Kulturalny (Ocena: 5) 23.03.2019 11:34
W domu śmierdzieć nie może, a na klatce już tak? Co za absurdalne wytłumaczenie. Jak nie może wziąć wielkiego wora ze śmieciami, to niech wkłada do kosza worki o mniejszym litrażu. Szybciej się zapełnią, to prawda, ale mniejszy worek będzie jej łatwiej wziąć ze sobą. Oburzenie sąsiadów jest jak najbardziej podstawne. W swoim mieszkaniu niech robi co chce, ale klatka jest wspólna, a ja nie chcę czyichś smrodów w pomieszczeniu wspólnym.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 23.03.2019 10:57
administrator budynku powinien upomniec - nie poskutkuje do sadu - moze do pustego laba nakaz sadowy i grzywna przemowia ze klatka jest powierzchnia wspolna tak jak schody
odpowiedz
Anna (Ocena: 5) 21.03.2019 13:38
Rozwiązanie dla sąsiadów. Weźcie jej ten worek rozwalcie na jej wycieraczce. Pismierdzi wam trochę bardziej ale madka się nauczy że to przestrzeń wspólna. Jak są pieluch rozsmarowac jej zawartość na drzwiach. I od razu podziała. Potem będzie płacz na forum że sąsiedzi jej śmieci niszczą. Innej metody nie widzę. Albo baba jest mega leniem albo mega głupia baba. Dziecko śpi w ciągu dnia i naprawdę jak wyjdziesz na te max 5 minut nic się nie stanie.
zobacz odpowiedzi (3)

Polecane dla Ciebie