„Mam pieluszkowe zapalenie mózgu i jestem szczęśliwa”

Sylwia staje w obronie matek.
„Mam pieluszkowe zapalenie mózgu i jestem szczęśliwa”
Fot. iStock
07.02.2019

Dziś jedną z najczęściej wyśmiewanych i krytykowanych grup społecznych są matki. Niektórym ludziom, niezależnie od płci, nie podoba się karmienie piersią w miejscach publicznych, zabieranie pociech do restauracji, latanie z nimi samolotem i wiele innych rzeczy. Z tych wszystkich zarzutów najgorsze wydaje się pieluszkowe zapalenie mózgu, które oznacza ślepe zapatrzenie w dziecko i brak zainteresowań poza nim samym. Matkom zarzuca się je bardzo często. Czasami zupełnie niesłusznie.

„Chcę mieć dziecko” - wyślij to facetowi i zaczekaj na reakcję. One się odważyły

W obronie matek zakochanych w swoich dzieciach postanowiła stanąć Sylwia, jedna z naszych czytelniczek. Kobieta niedawno została mamą i postanowiła napisać na ten temat maila do naszej redakcji. Chociaż trzeba było ją długo przekonywać do macierzyństwa, to – jak podkreśla – właśnie dzięki dziecku poczuła się spełniona. Obecnie nie wyobraża sobie bez niego życia. Sylwia twierdzi, że większość mam ma w jakimś stopniu pieluszkowe zapalenie mózgu i nie dostrzega w tym nic dziwnego. Kobieta bardzo by chciała, aby inni ludzie przestali krytykować i wyśmiewać matki, a zwłaszcza ci, którzy nie mają pojęcia o byciu rodzicem.

Publikujemy fragment jej maila.

- Tak łatwo jest osądzać i krytykować. Mam wrażenie, że to największa plaga dzisiejszych czasów. Nie wiem, z czego to wynika. Z frustracji? Z chęci poczucia się kimś lepszym cudzym kosztem? W każdym razie to bardzo przykre, a najgorsze jest to, że tak często wyśmiewa się i krytykuje matki. Moim zdaniem to właśnie my jesteśmy jedną z najbardziej potrzebujących grup w społeczeństwie.

Nie jest łatwo być mamą. I wcale nie chodzi mi o opiekę nad dzieckiem. Mam na myśli troskę o malucha. Najgorzej jest podobno przy pierwszym dziecku, kiedy kobieta w ogóle nie ma wprawy w opiece. Potem podobno jest z górki, chociaż oczywiście wszystko zależy od dziecka. My, mamy, martwimy się o wiele rzeczy. Na przykład o to, dlaczego dziecko płacze, jak zareaguje na szczepionkę, na nowy składnik diety, pierwszy spacer i wiele innych. Macierzyństwo to droga pełna trudu i wyrzeczeń. Dlatego czasami zachowujemy się irracjonalnie. Puszczają nam nerwy.

Sylwia mówi również o miłości do dziecka.

- Dopiero wtedy, kiedy matka bierze dziecko po raz pierwszy w ramiona, zaczyna rozumieć inne matki i ich miłość do malucha. To prawda, że czasami rezygnujemy z zainteresowań i mówimy tylko o pociesze. Co w tym dziwnego? W końcu to właśnie wokół niej kręci się nasz świat. W pierwszym roku życia jesteśmy przy niej cały czas, bo potrzebuje naszej pomocy. Bez nas by sobie nie poradziła. Nie mamy tyle czasu na czytanie książek, oglądanie filmów, towarzyskie pogawędki czy rozwijanie zainteresowań. Gdy dzieci rosną, to się oczywiście stopniowo zmienia, ale to właśnie dziecko zawsze będzie najważniejsze. Już na zawsze.

Dlatego nie mam wyrzutów sumienia, gdy w czasie spotkania z bezdzietnymi koleżankami opowiadam o swoim dziecku, przysłowiowych kupkach i zupkach. Tym żyję, to jest moja codzienność i aktualnie nie mam innej. One mają pracę i problemy z partnerami, a moje życie kręci się wokół kolek i zmieniania pieluch. Jestem mamą, więc dlaczego mam udawać, że moje dziecko mnie nie obchodzi? Chcę o nim mówić, chcę się nim chwalić, chcę pokazywać jego zabawne zdjęcia. Jest dla mnie wszystkim i nie czuję się z tym źle. Zdecydowanie mam pieluszkowe zapalenie mózgu i jestem bardzo szczęśliwa.

Te imiona nadajemy dzieciom najczęściej. Julia ustąpiła miejsca nowej liderce

A co do naszego zachowania, które czasami tak bardzo razi innych, kto z was jest bez wad?

Zgadzacie się z Sylwią?

Tak ludzie reagują na śmierć ukochanego zwierzaka. Uchwycono to na zdjęciach
Tak ludzie reagują na śmierć ukochanego zwierzaka. Uchwycono to na zdjęciach - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (39)

Ocena: 4.26 / 5
Kot (Ocena: 1) 17.04.2019 12:19
Kolejna pierdolnięta xD
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 08.02.2019 13:35
Większość kobiet szaleje ze szczęścia jak urodzi dziecko zwłaszcza w pierwszych jego miesiącach. Gorzej kiedy to szczęście i miłość sprawia że kobieta myśli irracjonalnie, staje się roszczeniowa i uważa się za lepszą tylko dlatego że urodziła dziecko. Ja też się rozczulam jak widze matkę tulącą swoje dziecko ale kiedy ta matka popycha mnie wózkiem chcąc zająć moje miejsce „bo jej się należy” to wiadomo że każdy się zdenerwuje. Po prostu przy swoim przeżywaniu szczęścia trzeba umieć się przy tym zachować przy ludziach i tyle. Uważam że to zupełnie zdrowa reakcja że matka cieszy się że ma piękne i zdrowe dziecko. Dlatego też gdy spotykam się z koleżankami które niedawno urodziły staram się być wyrozumiała i cierpliwa. Nie doczytałam czy autorka nie pracuje, może jest na urlopie macierzyńskim. Tym bardziej powinna się cieszyć każdą chwilą spędzoną z maluszkiem bo po powrocie do pracy będzie ciężko na takie momenty.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 07.02.2019 19:54
Czyli oddajesz stolec głową.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 07.02.2019 19:16
Każdy lubi opowiadać o tym, co dla niego ważne. Nie lubię dzieci, ale chętnie oglądam zdjęcia pociech przyjaciółki, słucham opowieści o sukcesach, porażkach i chorobach, ponieważ każdy temat może być ciekawy, jeśli to czyjeś życie i pasja. Przestałam utrzymywać kontakt jedynie z tymi koleżankami, które nie są już w stanie rozmawiać o niczym innym. Każda relacja opierać się powinna na szacunku. Chętnie słucham historii pierwszego zęba, ale później oczekuje, że zostanie wysłuchana moja opowieść o męczącym szefie i planowanej podróży. Jeśli kobieta z dzieckiem z automatu przekreśla inne tematy, ja przekreślam ją. Matki zafascynowane pociechami, ale jednocześnie ciekawe życia innych ludzi, są dalej bardzo fajnymi towarzyszami spotkań :)
zobacz odpowiedzi (4)
gość (Ocena: 5) 07.02.2019 18:33
Dobrze by było żeby mamusie (i tatusiowie też) pamiętali, że ich dzieciak jest najpiękniejszy, najcudowniejszy na świecie, najmądrzejszy itd. tylko dla nich. Dla reszty ludzi jest po prostu dzieciakiem jak każdy inny. Niektóre rzeczy są też zauważalne tylko dla osób dzieciakowi najbliższych, więc pokazywanie komuś setki zdjęć mija się z celem. Obcy ludzie nie zarejestrują czy dzieciak się tak uśmiechnął, czy jakoś inaczej spojrzał, tylko oglądają te zdjęcia z coraz większym znudzeniem i nadzieją że to już jest ostatnie. A jak ktoś mi zaczyna non stop nawijać o swoim dzieciaku, to ja zaczynam nawijać o rozruchu ciężkich silników elektrycznych. Innej pokojowej metody chyba nie ma żeby uniknąć słuchania o ząbkowaniu, kolkach, gaworzeniu itp.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie