LIST: „Kanar wlepił mi mandat za brak biletu, choć jestem w zaawansowanej ciąży”

Według Patrycji to dowód na to, że w Polsce nie szanuje się matek.
LIST: „Kanar wlepił mi mandat za brak biletu, choć jestem w zaawansowanej ciąży”
Fot. iStock
03.02.2019

Jako kobieta ciężarna nie oczekuję specjalnego traktowania. Chodzi mi o zwykłą ludzką przyzwoitość. Nie twierdzę, że stan błogosławiony to choroba, ale jednak specyficzna sytuacja. Duży brzuch, ograniczone ruchy, mdłości i inne efekty uboczne. Ludzie powinni wczuć się w skórę takiej osoby. Postarać się jej pomóc, a przynajmniej nie przeszkadzać. Tego wymaga kultura osobista i wrażliwość.

Zobacz również: LIST: „Wróciłam do kraju na Święta. Przez cały lot wrzeszczało mi nad głową polskie dziecko”

Tej ewidentnie zabrakło panu kontrolerowi, którego spotkałam rano w miejskim autobusie. Zawsze mnie dziwiło narzekanie na osoby sprawdzające bilety. Słyszałam straszne rzeczy, a przecież wystarczyło kupić bilet. Tylko winny głupio się tłumaczy. Właśnie zmieniłam zdanie, bo przeżyłam taką sytuację. Zrobiono ze mnie niemal przestępcę, zupełnie ignorując mój stan.

Pomimo tłumaczeń i próśb wlepiono mi mandat. Tylko tego mi teraz brakowało. Ludzie jednak nie są aż tak życzliwi, a szacunek wobec ciężarnych to towar deficytowy.

Taka sytuacja może przydarzyć się każdemu. Chociaż jestem legalistką i uważam, że trzeba przestrzegać przepisów, te w wyjątkowych sytuacjach można nagiąć. W tym przypadku wręcz się powinno. Ciężarna z dużym brzuchem to łatwy cel dla kanara, bo nie będzie się awanturować i nie ucieknie nagle na przystanku. Pan dostanie pewnie prowizję od złapania złodziejki, dlatego tak mu zależało.

Może po kolei. Komunikacją miejską podróżuję od wielkiego dzwonu. Do pracy zawsze podwoził mnie mąż, bo miał po drodze. Jak trzeba było coś załatwić, a on nie był dostępny - mogłam prosić o pomoc rodziców. Tego dnia sytuacja trochę się skomplikowała. Nikt nie mógł mnie zabrać, a miałam wyznaczony termin u lekarza. Kilka przystanków od domu, więc pół biedy.

Sprawdziłam sobie, czym i kiedy dojechać. A także, jaki dokładnie bilet mam sobie kupić.

Zobacz również: Matka domaga się, by pasażerowie komunikacji publicznej USTĘPOWALI miejsca dzieciom

Autobus był punktualnie, co miło mnie zaskoczyło. Z tyłu głowy miałam cały czas - jak wejdziesz, to znajdź automat i kup bilet 20-minutowy. A najlepiej dwa, żeby mieć na drogę powrotną. Straciłam wątek, kiedy weszłam do środka i zobaczyłam gęsty tłum ludzi. A w oddali tylko jedno wolne miejsce siedzące. Ruszyłam w jego kierunku, bo nie chciałam nikomu wisieć nad głową. Udało się i poczułam się spełniona.

Do czasu, kiedy z przodu pojazdu zrobiło się zamieszanie. Zablokowali kasowniki i dwóch kontrolerów zaczęło sprawdzać bilety. Wtedy sobie przypomniałam, co miałam zrobić. Chciałam to grzecznie wytłumaczyć i poprosić wyjątkowo o akt łaski. A jeden z nich do mnie: proste pytanie - ma pani czy nie? I już wyciąga ten swój notesik. Oczy mu się świecą, że złapał bandziora na gapę.

Mówię spokojnie, że źle się czuję. Musiałam na chwilę usiąść i planowałam zaraz kupić bilet. On na to: no to pech.

Rzeczywiście pech. Pech, że trafiłam na tak nieczułego typka. Myślę, że gdyby to była kobieta, to sprawa zakończyłaby się inaczej. Ten facet wręcz czerpał satysfakcję z tego, że mnie dorwał. Ludzie stoją wokół, kilka osób stanęło w mojej obronie, ale to nic. „Proszę się rozejść!” - wrzasnął niczym antyterrorysta. Absurdalnie to zabrzmiało w zatłoczonym autobusie. Na pamiątkę dostałam mandat na ponad 100 zł.

Do lekarza dotarłam tak zdenerwowana, że ciśnienie miałam na granicy życia i śmierci. Rozumiem, że zasady są po to, aby je przestrzegać. Jeżdżąc na gapę w pewnym sensie okradamy miasto, bo ono musi więcej dokładać do komunikacji. Bilety to w dużej części finansują. Dla mnie to oczywiste i zawsze kasuję, kiedy zdarza mi się korzystać. To naprawdę była wyjątkowa sytuacja i przeoczenie spowodowane stanem zdrowia, a nie bezczelne oszustwo.

Jakim trzeba być człowiekiem, żeby się nie zlitować nad ciężarną z wielkim brzuchem? Odpowiedzcie sobie sami.

Patrycja

Zobacz również: LIST: „Sąsiadom przeszkadza moje płaczące dziecko. Mszczą się w perfidny sposób”

Tak wygląda FREEBIRTH. Urodziła na świeżym powietrzu i bez lekarzy
Tak wygląda FREEBIRTH. Urodziła na świeżym powietrzu i bez lekarzy - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (279)

Ocena: 3.7 / 5
Grażyna (Ocena: 1) 08.02.2019 19:57
Może skoro jest w tak zaawansowanej ciąży to powinna kupić dwa bilety, i karę też zapłacić za brak dwóch. Ludzie to kretyni.
odpowiedz
Nitka (Ocena: 1) 06.02.2019 22:47
To, ze „kanar” był niekulturalny i odzywał się w mało przyzwoity sposób to jedno, ale tłumaczenie ciąża wszystkiego, co możliwe, to też już jest lekka przesada. Od takich sytuacji są aplikacje - siada się wygodnie i kupuje bilet w telefonie. I po problemie... Mam wrażenie ze dzisiejsze matki to wszędzie, by chciały tylko przywileje... eh...
odpowiedz
Su (Ocena: 5) 06.02.2019 20:42
madka roku, normalnie nie wierzę... gapowicz to gapowicz!
odpowiedz
pysia (Ocena: 5) 06.02.2019 20:41
szkoda ze tylko 100 zl, powinni dac wiecej. to tak jakbys wziela bluzke ze sklepu i nie zapalcila bo mleko ci pocieklo... co to za tlumaczenie. sama jestem w 9 msc i zawsze mysle najpierw o bilecie a potem o miejscu siedzacym. a nie biegne do neigo jak staruszki i mam gdzies bilet. NALEZALO CI SIE :) :*
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 06.02.2019 13:24
Ukarali złodziejkę i bardzo dobrze. Może oduczy ją to kradzieży na "niby, że z roztargnienia"...
odpowiedz

Polecane dla Ciebie