„Kilka lat temu wyszłam za bogatego 60-latka. Teraz bardzo żałuję, że jestem jego żoną”

Julia jest nieszczęśliwą mężatką.
„Kilka lat temu wyszłam za bogatego 60-latka. Teraz bardzo żałuję, że jestem jego żoną”
Fot. Unsplash
16.01.2019

Wiele z nas uwielbia mężczyzn, którzy mają w sobie coś z chłopca. Dlaczego? Bo kochamy spontaniczność, kreatywność i oczywiście młodość. Nie da się jednak ukryć, że są także kobiety wyraźnie zainteresowane znacznie starszymi panami. Takie pary widujemy coraz częściej i powoli przestajemy zwracać na to uwagę. Dojrzały facet w towarzystwie młodej dziewczyny nikogo już nie szokuje. Zazwyczaj podejrzenie jest jedno – musi być bardzo bogaty, skoro zaimponował ślicznotce, dla której mógłby być ojcem.

Zobacz także: LIST: „Sąsiadom przeszkadza moje płaczące dziecko. Mszczą się w perfidny sposób”

Co ciekawe, potwierdzeniem tego stereotypu jest historia Julii. Kobieta od 6 lat jest mężatką. Kiedy brała ślub, miała 24 lata. Jej mąż – 60. Wtedy taka różnica wieku wydawała jej się nieistotna. Zwłaszcza że jej ukochany był bajecznie bogaty, a ona miała gwarancję luksusowego życia. Po 6 latach małżeństwa Julia pisze wprost: „Jestem bardzo nieszczęśliwa”.

Jak wygląda jej życie u boku starszego mężczyzny? Oto jej list.

„Poznałam Jana w restauracji, w której pracowałam jako kelnerka. Studiowałam wtedy polonistykę i dorabiałam sobie na wszelkie możliwe sposoby. Utrzymywałam się sama, bo na pomoc mamy nie bardzo mogłam liczyć (tata odszedł od nas, gdy miałam 3 lata). Jan był jednym ze stałych klientów tej restauracji. Przychodził sam lub w towarzystwie kolegów. Wszystkie kelnerki chciały go obsługiwać, bo dawał wysokie napiwki. Z daleka było widać, że ma pieniądze. Świetnie ubrany, elegancki, z drogim zegarkiem na nadgarstku. Zadbany, choć mocno łysiejący. I bardzo szarmancki. Nigdy nie był obcesowy dla kelnerek, nie zaczepiał nas, ani nie mówił tanich komplementów. Mężczyzna z klasą.

Zobacz także: „Podczas kolędy wyprosiłam księdza z mieszkania. Nie miał prawa mnie przepytywać z pacierza”

Po jego kilku wizytach zauważyłam, że często mi się przygląda i się do mnie uśmiecha. Czułam, że wpadłam mu w oko, a moje przeczucia potwierdziły się, kiedy zaczął prosić, bym to właśnie ja obsługiwała jego stolik. Inne kelnerki były wściekłe, ale skoro tego sobie życzył, nie protestowałam. Potem jego wielkimi napiwkami i tak dzieliłam się z resztą dziewczyn.

Któregoś wieczoru, kiedy płacił rachunek, zapytał po prostu: „Czy zgodzi się pani, żebym zadzwonił jutro i zaprosił panią na kolację?”. Kilka tygodni wcześniej skończyłam związek z moim rówieśnikiem i chwilowo miałam dość nadętych, niepoważnych chłopaków. Nigdy nie umawiałam się także ze starszym mężczyzną, więc pomyślałam sobie: a co mi szkodzi! – i zgodziłam się, żeby zadzwonił. Dałam Janowi swój numer i postanowiłam, że poddam się temu, co niesie los.

Zadzwonił i ta nasza pierwsza rozmowa naprawdę się kleiła. Ponownie był bardzo szarmancki, a jego zaloty w starym stylu bardzo mi się podobały. Żadnych szczeniackich odzywek, wszystko na wysokim poziomie. Zaprosił mnie na kolację i do teatru, a ja chętnie się z nim umówiłam.
Nasza znajomość dość szybko zaczęła się rozwijać. Spotykaliśmy się głównie na mieście. Chodziliśmy do kina, opery, restauracji. Za każdym razem dostawałam bukiet czerwonych róż, co było ujmujące.

Wiedziałam też, że prędzej czy później Jan zaprosi mnie do siebie. Pierwszy seks zbliżał się nieubłaganie, a ja byłam równie ciekawa, co przerażona.

W końcu za którymś razem wylądowaliśmy u niego. Piliśmy drogie wino, tańczyliśmy i nagle zaczął mnie całować. Było inaczej niż z rówieśnikiem. Czułam, jakbym przekraczała jakieś granice i łamała tabu. To było nawet podniecające, więc poddałam się chwili. Trafiliśmy do łóżka, a tam zadziała się magia. Zdziwiłam się, że facet w tym wieku ma w sypialni taką iskrę, ale przecież nie mogłam narzekać.

Przez kolejne pół roku było jak w bajce. Wprowadziłam się do niego, rzuciłam pracę w restauracji i mogłam skupić się na studiach. Jan kupował mi wszystko: ubrania, kosmetyki, bieliznę, biżuterię. Obsypywał mnie prezentami na każdym kroku. Zakochałam się w facecie starszym o 36 lat i wcale nie czułam się z tego powodu źle. W dodatku on nigdy nie był żonaty, ani nie miał dzieci. Cudowny mężczyzna bez balastu w postaci rodziny.

Kiedy poprosił mnie o rękę, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Musiałam go tylko przedstawić mamie, bo ona nie miała pojęcia, że spotykam się z dużo starszym facetem. Wiedziała, że ktoś jest w moim życiu, ale nie miała pojęcia, ile Jan ma lat. Trochę się bałam ich pierwszego spotkania, ale mama zareagowała na mojego narzeczonego bardzo życzliwie. Zwłaszcza kiedy zobaczyła jego Porsche i drogie kolczyki, które dał jej w prezencie.

Zobacz także: Jennifer Lawrence odczuła na własnej skórze, co znaczy różnica wieku w związku

Ślub zorganizowaliśmy stosunkowo szybko. Kościelny, choć nie było na nim zbyt wielu gości. Nie miałam w tamtym czasie wielu przyjaciółek, bo sporo moich znajomości rozmyło się, kiedy zaczęłam spotykać się z Janem. Na ceremonii i weselu pojawiła się zatem garstka najbliższych osób, ale przecież nie chodziło nam o to, żeby robić przyjęcie na 300 gości. Liczyło się to, aby było romantycznie i z klasą.

Miałam piękny ślub, owszem, tylko co z tego. Po 6 latach od tamtego dnia jestem chyba najbardziej nieszczęśliwą mężatką na świecie. Żyję w pięknym domu, jeżdżę drogim autem i nie chodzę do pracy, bo nie muszę. Tylko że czuję się jak w złotej klatce. Chciałabym zajść w ciążę, urodzić dzieci i spełniać się jako mama. Niestety, to się nie udaje. Niemal od początku staramy się z Janem o potomstwo, ale nie jest to łatwe ze względu na wiek mojego męża. Poza tym jego potencja jest już praktycznie bliska zeru.

Czasem łyka viagrę i wtedy dochodzi do współżycia, ale nie ma w tym nic podniecającego, ani ekscytującego.

Coraz bardziej odczuwam dzielącą nas różnicę wieku. To jest przepaść. Czasem chciałabym gdzieś wyjść, potańczyć, pobawić się w klubie, ale przecież on ma 66 lat i nie bywa w takich miejscach. Nie mam przyjaciółek, bo jedyni znajomi, z jakimi spędzamy czas, to są jego koledzy i ich żony. Średnia wieku 60+.

Czasem patrzę na niego i żałuję, że jestem jego żoną. Co mi po tych jego pieniądzach, skoro nie może mi dać dziecka i nie może mnie zaspokoić w sypialni? Mam 30 lat, to podobno najpiękniejszy okres w życiu kobiety, a ja się kiszę w małżeństwie z dziadkiem. Samej mi siebie żal.

Julia

Jest śliczna, ale faceci uciekają na jej widok. Przez jeden szczegół wpadła w kompleksy
Jest śliczna, ale faceci uciekają na jej widok. Przez jeden szczegół wpadła w kompleksy - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (46)

Ocena: 4.59 / 5
normalny gosć (Ocena: 5) 18.01.2019 18:58
czytając te komentarze nie mogę doczekać się prawa do komentarzy wyłacznie z ukazaniem faktycznej osoby komentującego , pokazującego jego szpetna gebę z jeszcze większym debilnym mózgiem, który nigdy nie potrafił nic opisać bez hejtu, byleby zaistnieć. Żal mi was matoły co te telefony, tablety, media z wami zrobiły. Wyczyściły wam mózgi o ile wogóle je mieliście. Ona przynajmniej potrafi pisać, wam daleko do niej
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 16.01.2019 20:21
Przez kolejne pół roku było jak w bajce. Jan kupował mi wszystko: ubrania, kosmetyki, bieliznę, biżuterię. mama zareagowała na mojego narzeczonego bardzo życzliwie. Zwłaszcza kiedy zobaczyła jego Porsche mega się usmiałam, z zycia wzięte, dlaczego ja , normalnie kogoś fantazja poniosła
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 16.01.2019 17:42
Wyszłaś za bogatego faceta. Zamiast zainwestować jakieś jego pieniądze to wolałaś czekać aż kupi ci ciuchy, kosmetyki i inne drogie duperele. Teraz to się tylko módl o jego zdrowie, a nie wykańczasz go "seksem".
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 16.01.2019 17:37
Cóż, czyli jednak pieniądze szczęścia nie dają. Może zarobione przez siebie by dały, a nie brane od starego męża.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 16.01.2019 17:16
Czemu nie zaadoptujecie dziecka ?
zobacz odpowiedzi (4)

Polecane dla Ciebie