LIST: „Wróciłam do kraju na Święta. Przez cały lot wrzeszczało mi nad głową polskie dziecko”

Aneta twierdzi, że Polki nie potrafią zapanować nad swoim potomstwem.
LIST: „Wróciłam do kraju na Święta. Przez cały lot wrzeszczało mi nad głową polskie dziecko”
Fot. Unsplash
19.12.2018

Od prawie 2 lat mieszkam w Tokio. To nie jest moje docelowe miejsce na ziemi, ale zmusiła mnie do tego sytuacja. A konkretnie - praca. Moja firma stawia na rynek azjatycki, więc pojawiła się okazja, żeby tam wyjechać. Pomyślałam, że warto spróbować. Jeśli nie dla pieniędzy, to niesamowitej przygody. Drugi koniec świata, zupełnie nowa kultura, wszystko takie dziwne i inne.

Zobacz również: „Złote rady” od PKP dla rodziców podróżujących z dziećmi rozwścieczyły Internet

Nie żałuję. Chociaż to specyficzny kraj, a Japończycy nie są zbyt wylewni w okazywaniu uczuć, to jakoś się tam odnalazłam. Do tego stopnia, że postanowiłam przedłużyć kontrakt o kolejne 3 lata. Najważniejszy powód był jeden: spokój i poczucie bezpieczeństwa. Idąc ulicą wiem, że nic mi nie grozi. Ludzie są do bólu przewidywalni i ma to swój niesamowity urok.

To zdyscyplinowany, spokojny i bardzo rzetelny naród. Później trudno się przyzwyczaić do polskich standardów.

Kilka dni temu wróciłam do kraju na święta. Pierwsze zderzenie z polskością miałam już na lotnisku. Sporo rodaków leciało do Warszawy i to oni byli najgłośniejsi. Śmiechy, krzyki, nawoływania przez całą halę odlotów. Reszta siedzi spokojnie i przygląda się zdezorientowana. Ale najgorsze miało się dopiero wydarzyć. Tuż obok mnie usiadła Polka z kilkumiesięcznym dzieckiem.

Przez pierwsze 2 godziny maleństwo głównie spało i nawet sobie pomyślałam, że świetnie trafiłam. Możliwe, że przez kolejnych 8 godzin lotu też byłoby grzeczne, ale mamusia postanowiła je obudzić. Nawet mi tłumaczyła, dlaczego to robi. Otóż, zależało jej na tym, żeby po dotarciu na miejsce nie było zbyt wypoczęte i przespało kolejną noc.

W to nie wątpię, bo niemowlak zaczął się tak drzeć, że na pewno później padł ze zmęczenia.

Zobacz również: „Drodzy bezdzietni... Nie oceniajcie mnie, ani żadnego rodzica. NIGDY” – ten post bije rekordy popularności na Instagramie

Przez kolejne długie godziny chłopczyk płakał tak, jakby ktoś obdzierał go ze skóry. Z bardzo krótkimi przerwami. Matka widać przyzwyczajona, bo nawet specjalnie się nie starała, żeby go uspokoić. Od czasu do czasu tylko „cichutko”, „aaaaa”, „nie denerwujemy się”. Mogła to mnie szeptać do ucha, bo powoli miałam dość. Kiedy zasugerowałam jej grzecznie, żeby coś zrobiła - zaczęło się piekło.

Usłyszałam, że myślę tylko o sobie. Na pewno nie mam dzieci. Jestem jakąś feminazistką, aborcjonistką i Bóg wie kim. W mojej obronie stanęli inni ludzie, ale im też się dostało. „To jest żywe dziecko, a nie zabawka, którą można wyłączyć” - piekliła się. Racja, ale kiedy podróżuję koleją z Japończykami, to jakoś niemowlaki potrafią zachować spokój.

To była droga przez mękę. Zawodzące niemowlę, wściekła matka i rosnące w powietrzu napięcie. Widziałam, że pozostali też mieli tego dość.

Stewardessa musiała kilka razy interweniować, kiedy mamusia zaczęła machać agresywnie rękami. Naprawdę myślałam, że zaraz wylądujemy awaryjnie w szczerym polu. Nie mam pretensji, że podróżowała z dzieckiem. Rozumiem, że dziecko czasami płacze. Ale nawet nad kilkumiesięcznym malcem można w jakiś sposób zapanować. Matka powinna wiedzieć, jak to zrobić.

Kiedy zasugerowałam jej, że może jest głodny albo trzeba go przewinąć - usłyszałam, że „nie będzie mnie obca kobieta macierzyństwa uczyć”. Wtedy nie wytrzymałam i powiedziałam: niech pani zacznie od kursu z dobrego wychowania. Męczarnia skończyła się dopiero na lotnisku w Warszawie. Wysiadłam z ogromną migreną i skołatanymi nerwami.

I przekonaniem, że wiele polskich matek myśli tylko o sobie i nie panuje nad potomstwem. Dlaczego japońskie dzieci podróżują w ciszy? Pewnie dlatego, że ich rodzice nie mają tak nerwowej natury.

Aneta

Zobacz również: 2-latce w sklepie zachciało się siku. Reakcja ekspedientek? Skandaliczna!

Zapomnij o rumianych bobasach. Tak NAPRAWDĘ wyglądają dzieci chwilę po narodzinach
Zapomnij o rumianych bobasach. Tak NAPRAWDĘ wyglądają dzieci chwilę po narodzinach - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (160)

Ocena: 4.22 / 5
gość (Ocena: 5) 02.01.2019 18:52
Dziecko tu nie ma zadnej winny ... chodzi o to ze tolerancja ma tez swoje granice . Napewno nikomu by nie przeszkadzalo ,gdy dziecko krotki czas albo od czasu do czasu jest glosne , ale nie przez caly czas ! Pytam sie co to jest za matka , ktora nie potrafi uspokoic swoje dziecko ? Jezeli sie znajdujemy w publicznych miejscach obowiazuje wzajemny wzglad .Przecierz ona nie jet sama w samolocie , a inni pasazerowie maja prawo w miare do spokojnego lotu .
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 24.12.2018 10:57
pisałam tutaj broniąc dzieci, teraz po 4h lotu z rodzinami z dziećmi, chyba z dziesięcioro - wszystkie płaczące, biegające po samolocie, zaczepiające pasażerów, kopiące siedzenia - zmieniam zdanie. nie winię dzieci, ale rodzice jeszcze raz powinni przejść kurs wychowania, najgorszy lot w całym moim życiu.
odpowiedz
Ja (Ocena: 5) 22.12.2018 17:17
Oj biedna. Przepraszam ale jakoś nie wierzę w tę 8 godzin płaczu dziecka. Kolejna gównoburza wymyslona przez nawiedzoną panią.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 1) 21.12.2018 09:12
Co za kretyńskie ocenianie bo Polki sobie nie radzą a inne matki np azjatki są lepszymi matkami bo dziecko potrafią uspokoić. Autorce tego listu proponuję najpierw zajść w ciążę i przekonać się jak to jest mieć i wychowywać dzieci A dopiero później wypowiadać się na takie tematy. Dzieci jak to dzieci ,zawsze płaczą A cała sytuacja nie była dobra bo kto w podróży czuje się komfortowo po każdym względem. Dużo by mówić ale potrzeba zrozumienia .
zobacz odpowiedzi (1)
Kaja (Ocena: 5) 20.12.2018 22:06
No ja akurat zgadzam się z matką, że niemowlak to nie lalaka, że można wyłączyć. A argumenty, że azjatyckie niemowlakiśpią cicho trochę niedorzeczny. Wszystkie niemowlaki zachowują się podobnie, azjatyckie też. Może akurat ta pani trafiła na moment, kiedy były spokojnie.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie