„Nie znoszę Świąt. Co roku przyjeżdża do nas rodzina męża, a ja wcielam się w rolę służącej”

„Podaj, przynieś, pozamiataj, udekoruj, ugotuj. To jest moja rola. Krewni męża w niczym nie pomagają” – czytamy maila Anety.
„Nie znoszę Świąt. Co roku przyjeżdża do nas rodzina męża, a ja wcielam się w rolę służącej”
Fot. Unsplash
18.12.2018

Pięknie brzmią słowa, że czas przedświąteczny to przede wszystkim radosne oczekiwanie na wspólną, rodzinną Wigilię. Większość z nas dopada jednak typowa proza życia, a duchowy aspekt zostaje przesłonięty gonitwą za prezentami i przygotowaniami. Mnóstwo czasu spędzamy w sklepach, na zastanawianiu się, co podamy do jedzenia, dekoracji domu, sprzątaniu, gotowaniu i pieczeniu. Gdy w końcu nadchodzi Wigilia, same nie wiemy, kiedy się to stało. Bo czas goni. Aneta jest jedną z osób, które dobrze mają takie doświadczenia. Rok w rok jej Święta przebiegają tak samo. Polegają na usługiwaniu.

LIST: „Nienawidzę przyjmować gości! Wchodzą w butach, z pustymi rękami, wybrzydzają...”

Kobieta napisała do nas maila, w którym daje do zrozumienia, że nie pamięta, kiedy ostatnio przeżyła prawdziwą magię Świąt. Te kojarzą jej się jedynie z porządkami, pichceniem, obsługiwaniem gości i sprzątaniem po nich. „Czuję się jak służąca. Święta to dla mnie okres jeszcze większej pracy niż zazwyczaj. Chociaż raz chciałabym przeżyć je inaczej” – czytamy pierwsze linijki wiadomości Anety.

Co jeszcze chciałaby nam przekazać?

- Wczoraj przepłakałam całą noc. Niedawno usłyszałam rozmowę kilku młodych dziewczyn, które cieszyły się, że nadchodzą Święta. Tego samego dnia spotkałam sąsiadów – fajną rodzinę z kilkorgiem małych dzieci. Oni również byli radośni i nie mogli doczekać się Świąt. Postawy tych ludzi sprawiły, że coś we mnie pękło. Zrozumiałam, jak beznadziejne są moje Święta. I to tak bardzo, że wolałabym, aby jak najszybciej minęły. A przecież nie powinno tak być.

Aneta wyjawia, dlaczego nie znosi Świąt.
- One oznaczają dla mnie mnóstwo pracy, dużo więcej niż zazwyczaj. Mieszkam razem z mężem i jego rodzicami w dużym domu pod Warszawą. Co roku na Święta zjeżdża się jego rodzeństwo z rodzinami i jeszcze inni krewni. Tak zawsze było i tak prawdopodobnie zawsze będzie. Taka jest tradycja w tej rodzinie. Odkąd jestem mężatką, czyli od pięciu lat, zawsze to oni przyjeżdżali do nas, a nie my do nich. W tej rodzinie nie istnieje coś takiego jak rewizyta.

Jak spędzam okres przedświąteczny? Nie mam czasu skupiać się na duchowości, bo teściowa zagania mnie do pracy. Nie mam do niej o to pretensji, bo sama wszystkiemu nie podoła. Dom jest duży i trzeba go wysprzątać na błysk. Pierzemy firanki, myjemy okna, drzwi, łazienki, trzepiemy dywany, ścieramy kurze, czyścimy zastawę stołową i sztućce. Zaczynamy mniej więcej dwa tygodnie przed Wigilią. Wtedy jesteśmy w stanie uporać się z tym wszystkim.

EXCLUSIVE: Nienawidzę świąt!

Kobieta zdradza, co stanowi największe wyzwanie.

- Mimo wszystko sprzątanie nic nie znaczy w porównaniu z gotowaniem i pieczeniem. To głównie moje zadanie, bo teściowa nie ma zdolności kulinarnych. Ponieważ co roku gościmy prawie trzydzieści osób, piekę osiem ciast. Do tego robię orzeszki nadziewane kremem kakaowym i dwa rodzaje pierników. Z ciastami uwijam się w dwa dni. Gorzej jest z gotowaniem. Zaczynam na trzy dni przed Wigilią. Teściowa pomaga mi, jak może. Większość potraw zamrażamy.

Pozostają jeszcze dekoracje. To również moja działka, ponieważ mam zdolności artystyczne. Ja ubieram choinkę, robię wieniec na drzwi i ozdabiam balkon.

Aneta twierdzi, że w Święta jest już wykończona, a wtedy rozpoczyna się najgorsze.

- Trzeba nakryć do stołu, zadbać o gości, podać im jedzenie, zapytać, co chcą do picia, a potem posprzątać. W tym roku kupiliśmy zmywarkę, więc przynajmniej nie będę musiała zmywać. Ale i tak będę musiała ciągle ganiać między jadalnią a kuchnią. Co chwila ktoś coś chce. A to jakieś dziecko życzy sobie soczek, dorosły cytrynę do herbaty, jakoś przyprawę, i tak dalej. Można oszaleć. Nikt nie ruszy się od stołu, żeby mi pomóc. Tylko teściowa trochę mi pomaga, ale szkoda mi jej, bo nie jest już najmłodsza, a po tylu dniach przygotowań ona też jest bardzo zmęczona.

Po posiłku następuje chwila przerwy, podczas której ja zajmuję się brudnymi naczyniami i porządkuje wszystkie rzeczy. Niedługo potem trzeba posłać łóżka, bo cała ferajna zostaje na noc. Następnego dnia krzątanina rozpoczyna się od nowa. Śniadanie, sprzątanie po śniadaniu, kościół, przygotowywanie obiadu, podawanie do stołu, sprzątanie, chwila przerwy, przygotowywanie kolacji, sprzątanie i trzeba się kłaść do łóżek. Następny dzień wygląda prawie tak samo. Na szczęście po obiedzie wszyscy zbierają się do domów. Muszę znowu po nich posprzątać. Pracę odkładam już na następny dzień. Próbuję złapać te kilka godzin, które zostało do końca Świąt i nacieszyć się nimi.

Aneta już wie, że w tym roku nic się nie zmieni. Rozmawiała z teściową, ale ona nie zwróci uwagi swoim dzieciom i wnuczkom. Twierdzi, że nie wypada. Poza tym są inne przeszkody.

- Chciałabym, aby chociaż raz Wigilię przygotował ktoś inny. Mąż ma aż pięcioro rodzeństwa. Niestety, oni mieszkają w ciasnych mieszkaniach. To nie są warunki do wyprawienia Świąt dla około trzydziestu osób. Ja uważam, że mogliby wynajmować wspólnie jakąś salkę co drugi rok. Wtedy raz ja z teściową wyprawiałybyśmy Święta, a raz oni. Nie mam jednak odwagi, aby to zaproponować. Wiem jednak, że nic się nie zmieni, jeżeli nie interweniuję. A tak bardzo marzę o tym, żeby raz być tą obsługiwaną osobą.

W Święta czuję się jak służąca. Podaj, przynieś, pozamiataj, udekoruj, ugotuj. To jest moja rola. Krewni męża w niczym nie pomagają. Nawet nie przywiozą ze sobą jakiegoś ciasta czy sałatki, żeby trochę mnie odciążyć. Zamiast tego kupują czekoladki i alkohol. Rozsiadają się przy stołach i każą obsługiwać. Chyba się już do tego przyzwyczaili i nawet nie dostrzegają swojego nietaktu.
O kupowaniu prezentów dla tej całej zgrai już nie wspomnę. Nawet nie chcę wiedzieć, ile nas w sumie kosztują Święta. Mam już tego dość. Chciałabym to zmienić, ale nie wiem jak, żeby nikogo nie urazić. W końcu to najbliższa rodzina mojego męża.

Wszystkie pary w czasie Świąt kłócą się o TE rzeczy

Jestem ciekawa, czy u was jest podobnie i czy macie jakieś pomysły na rozwiązanie mojego problemu.

Dla właścicieli tych imion 2019 rok będzie wyjątkowo szczęśliwy
Dla właścicieli tych imion 2019 rok będzie wyjątkowo szczęśliwy - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (57)

Ocena: 4.79 / 5
gość (Ocena: 5) 20.12.2018 06:59
Coś tu się nie zgadza. Autorka pisze, że w tej rodzinie jest taka tradycja i takie coś istniało od zawsze, że jest ona mężatką od pięciu lat i tak jest co roku. Później pisze, że musi gotować, bo teściowa nie ma zdolności kulinarnych. Czyli co, przed wprowadzeniem się autorki do domu kto gotował? Teściowa ze swymi nikłymi zdolnościami? Czy może ten zwyczaj zrodził się dopiero, gdy wprowadziła się tam autorka, a więc rodzinka męża perfidnie ją wykorzystuje!
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 19.12.2018 19:05
Jak mozna dobrowolnie sie za niewolnika zrobic , a potem narzekac ; o jak ja nienawidze swieta . Zenada .
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 18.12.2018 22:03
Wine masz tez ty , ze do tego dopuszczasz , czyli sobie na to pozwalasz ! A maz to co ? tez na to pozwala ? To nic nie znaczy ze to meza rodzina - nie zapominaj ze ty tez zalozylas swoiom rodzine - i to jest wazne . Na twoim miejscu bym spelnila wigilie bez krewnych , a pierwsze i drugie swieto mozna sie zaprosic wzajemnie . Ps . obowiazkowo przy odwiedzinach pomoc przy nakrywaniu itd .... i bezalkocholowe swieta ,bo tak sie nalezy i tak powinno byc . A jak to tylko lampka wina wytrawnego do jedzenia ! Zycze spokojnych swiat .... bez toksycznych krewnych !
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 18.12.2018 20:53
a nie mozesz pojechac do swojej rodziny np?
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 18.12.2018 19:56
Koniecznie zrob cos z tym, bo to rodzenstwo zo lenie, przyjezdzaja na gotowizne zeby sie tylko nazrec. Ja tez jestem zapraszana, ale zabieram ze soba pierogi, golabki i jakies wypieki
odpowiedz

Polecane dla Ciebie