LIST: "Święta powinny być rodzinnym czasem. W moim domu co roku kończą się awanturą"

"Moja mama i ja harujemy w kuchni, a tata i trójka starszych braci czekają na gotowe".
LIST: "Święta powinny być rodzinnym czasem. W moim domu co roku kończą się awanturą"
Fot. iStock
05.12.2018

“Wszyscy, których znam, co roku z wielką niecierpliwością wyczekują świąt Bożego Narodzenia. Nie mogą się doczekać dnia, w którym będą mogli kupić i udekorować choinkę, piec ciasta i pierniczki, śpiewać kolędy, a w Wigilię zasiąść z rodziną i bliskimi do stołu, by spędzić parę godzin jedząc, pijąc i wymieniając się dobrymi życzeniami i prezentami.

Zobacz również: EXCLUSIVE: Nie obchodzę Świąt Bożego Narodzenia

Niestety ja, odkąd pamiętam, na myśl o zbliżających się Świętach stresuję się tak, jak w żaden inny dzień w ciągu roku. Dlaczego? Powód jest bardzo prosty. Oczekiwania, że wspólna wigilia będzie idealnym wieczorem pełnym rodzinnej harmonii zderzają się z bolesną i pełną frustracji rzeczywistością.

Zaczyna się już na ok. tydzień przed Bożym Narodzeniem. Niestety w moim rodzinnym domu od zawsze panuje tradycyjny, a mówiąc wprost patriarchalny podział obowiązków. Co w praktyce oznacza tyle, że moja mama i ja harujemy w kuchni i przy domowych porządkach, a mój tata i trójka starszych braci czekają na gotowe. Ich rola przed Świętami sprowadza się do tego, żeby kupić i przywieźć choinkę, a potem postawić ją w pokoju, by czekała na to, aż razem z mamą ją przystroimy. Po stronie mojego taty leży też zakup i przygotowanie świątecznego karpia. I to w zasadzie tyle. Gdy jeszcze byłam mała pamiętam, że mama wysyłała tatę do sklepu z długą listą wszystkich rzeczy niezbędnych do tego, żeby przygotować wigilijną wieczerzę, ale on nigdy nie był w stanie kupić tego, co należy. Zawsze albo zapominał o części rzeczy, albo w ich miejsce kupować coś zupełnie nieodpowiedniego. W końcu moja mama miała dość tego, że i tak musi za każdym razem sama jechać do sklepu by kupić to, czego nie przywiózł mój ojciec i zaczęła sama robić świąteczne zakupy. Taka wyprawa do sklepu trwa dobrych parę godzin - mama wraca do domu z taką ilością zakupów, że nie jest w stanie sama ich przynieść (że nie wspomnę już o staniu w sklepowych kolejkach, a potem w korkach w drodze do domu). Pomagają jej w tym moi bracia, ale zawsze po wielkiej awanturze, bo przecież muszą oderwać się od gier komputerowych czy przeglądania Facebooka…

Fot. iStock

Zobacz również: „Nigdy nie daję córce prezentów, żeby jej nie zepsuć. W święta też będę konsekwentna”

Kulminacja napięcia przypada na wieczór wigilijny. Podczas, gdy moja mama i ja od rana pracujemy w kuchni, żeby zdążyć z kolacją na pierwszą gwiazdkę, mój tata i bracia najpierw śpią do południa, a potem snują się po domu bez celu. Twierdzą, że i tak nie są w stanie pomóc nam w kuchni, bo to przecież “babskie zajęcie”. To samo tyczy się przygotowania stołu - to ja muszę przygotować obrus, serwetki, naczynia i dekoracje. Gdy wreszcie siadamy do stołu i mama, i ja jesteśmy tak umęczone, że nawet nie chce nam się jeść. Najchętniej położyłybyśmy się spać. Potem zaczynają się tradycyjne świąteczne przytyki. Że dlaczego grzybowa, a nie barszcz? Że mój brat nie będzie pił kompotu, na przygotowanie którego moja mama poświęciła kilka godzin, i idzie nalać sobie napoju gazowanego. Że potraw wcale nie jest 12, tylko 10. Słucham tych narzekań i powstrzymuję się, żeby nie wybuchnąć, bo już widzę, że mojej mamie zbiera się na płacz. W końcu mama nie wytrzymuje i wstaje od stołu, a potem zamyka się w łazience. Po jakimś czasie mój tata idzie za nią i próbuje ją przeprosić i skłonić do powrotu do pokoju. Przeważnie trwa to minimum pół godziny, a w tym czasie moi bracia po kolei rozchodzą się do swoich pokojów, by znów pogrążyć się w telefonach i komputerach.

W końcu wszystko wraca “do normy”, ale moim zdaniem taka sytuacja wcale nie jest normalna. Zamiast cieszyć się świątecznym, rodzinnym czasem, zaczynają się wzajemne oskarżenia, przytyki, a każdy myśli tylko o sobie i o tym, żeby przyjść na gotowe i przypadkiem się nie narobić. A przecież wszystkim nam powinno zależeć na tym, żeby w Święta dać coś od siebie. Przez te wszystkie lata w kwestii Świąt przekonałam się o jednym - zamiast obdarowywać się nawzajem wymuszonymi prezentami (z których i tak połowa jest nietrafiona), lepiej postarać się wspólnie przygotować wigilijną kolację. Spędzić wspólnie czas lepiąc pierogi i piekąc pierniczki. Razem dekorować choinkę. Wyłączyć komputer i telewizor i pośpiewać kolędy. Powiedzieć każdemu coś miłego i docenić jego pracę i troskę o rodzinę. To naprawdę jest o wiele ważniejsze niż najbardziej ekskluzywne prezenty”.

Olga

Zobacz również: „To były najgorsze święta w moim życiu. Ja z dzieckiem na kolanach, a mąż u kochanki...” (Wpisy z forów internetowych)

Nie jest łatwo kochać osoby spod tych znaków zodiaku. Mają wyjątkowo trudną osobowość!
Nie jest łatwo kochać osoby spod tych znaków zodiaku. Mają wyjątkowo trudną osobowość! - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (30)

Ocena: 4.77 / 5
misia (Ocena: 5) 06.12.2018 16:22
U mnie w rodzinie też tak jest, że wszystko robią kobiety, a faceci czekają na gotowe. Mnie to denerwuje i od zawsze się buntuję, ale jeszcze bardziej wkurzają mnie przytyki w moją stronę, ponieważ wyznaję nieco inny podział obowiązków... Nie rozumiem dlaczego baby dają się tak traktować i uznają to za normę. Na szczęście w rodzinie mojego chłopaka jest zupełnie odwrotnie, dzięki czemu potrafi on gotować, sprzątać i nie miga się od "babskich" zajęć, a na święta sam przygotowuje część potraw. Szkoda, że żaden mężczyzna z mojej rodziny tak się nie zachowuje, a ich rola ogranicza się do siedzenia na kanapie i czekania, aż talerze magicznie pojawią się na stole.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 06.12.2018 12:40
Iść do baru mlecznego, dzień wcześniej kupić 5 porcji pierogów, postawić to przed nimi na stole i powiedziec, ze dokąd nie będzie żadnej pomocy z ich strony to tak będą wygladac święta.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 06.12.2018 11:09
W pełni cie popieram. I sama nie potrafię się doczekać, aż będę panią we własnym domu. Natalie jeszcze męczę się z teściami i babciami. Jest nas dużo i każdy rzuci komentarz, do tego marudzenie dzieci to miarą mi się przelewa i też mam dość. Nie potrafię się doczekać, aż do wyprowadzimy i wszystko będzie według moich pomysłów
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 06.12.2018 09:23
Lecza mnie ludzie ktorzy do tego stopnia podniecaja sie swietami ze malo sie nie zesraja. Ile ty masz lat zeby tak przejmowac sie jakas posiadowa przy stole bo w twojej rodzinie do tego sie to sprowadza. W mojej rodzinie sytuacja wyglada podobnie bez klotni i nieprzyjemnej atmosfery nie odbyla sie chyba zadna wigilia. Dlatwgo swieta spedzam na luzie z moim chlopakiem. Razem przygotowujemy pyszne jedzenie i po prostu sie relaksujemy i spedzamy razem czas bez zadnej spiny. Mysle ze twoja matka rowniez nie jest bez winy. Po prostu sobie odpusc i zrzuc z siebiw ta presje ktora niewatpliwie naklada na ciebie twoja matka. Rozumiem ze zalezy jej na idealnych swietach ale najpierw nalezaloby zadbac o rodzinne relacje kupa zarcia niczego nie zalatwi.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 06.12.2018 07:33
Moja tesciowa świetnie wychowała trzech synów. Sami garną się do pomocy, dbają o dom. Niestety ale twoi bracia sami się na leni nie wychowali.
zobacz odpowiedzi (3)

Polecane dla Ciebie