LIST: „Przeprowadziłam się ze wsi do miasta. Przeraża mnie niezaradność tutejszych dziewczyn”

Nowe koleżanki Zuzanny nie radzą sobie z najprostszymi sprawami.
LIST: „Przeprowadziłam się ze wsi do miasta. Przeraża mnie niezaradność tutejszych dziewczyn”
Fot. Unsplash
05.09.2018

Urodziłam się w średniej wielkości mieście, ale nawet nie pamiętam, jak tam się żyło. Chwilę później tata dostał w spadku dom na wsi i zamieszkaliśmy tam. Wychowałam się z kurami biegającymi po podwórku i krowami w oborze. Wiem, co to są wykopki, bo co roku brałam w nich udział. Gospodarstwo niby spore, ale niezbyt bogate.

Zobacz również: To dlatego dziewczyna z miasta nie nadaje się na żonę. Faceci wolą szukać miłości na wsi

Tak naprawdę jedliśmy to, co sami zebraliśmy z pola albo zwierzęta, które własnoręcznie wykarmiliśmy. Jak coś się w domu zepsuło, to nie jeździło się do sklepu po nowe. Nauczono mnie, że wszystko można naprawić. I najważniejsze - nie trzeba pławić się w luksusach, żeby czuć się szczęśliwym. Było biednie, ale bardzo rodzinnie.

Od najmłodszych lat rodzice dbali o to, żebym była jak najbardziej samodzielna. Uczyli mnie cierpliwie wszystkiego. Myślę, że wyrosłam na zaradną dziewczynę, która da sobie radę ze wszystkim.

Wiem, co zrobić, żeby woda nie ciekła z kranu. Jak zrobi mi się dziura w ubraniu, to potrafię ją idealnie zacerować. Mam spory talent do gotowania. Wiem też, że dom sam się nie posprząta, tylko trzeba się namęczyć. Ale trzeba, bo wtedy przyjemniej się mieszka. Kompleksów mi nie brakuje, ale jednego jestem pewna - nie mam dwóch lewych rąk.

Piszę o tym nie po to, żeby się przechwalać. W sumie nie ma czym, bo to powinna być norma. Ale od kiedy przeniosłam się do miasta i mam porównanie - rozumiem, że jestem wyjątkiem. Minął właśnie pierwszy rok mojego mieszkania w jednym z największych miast w Polsce i chciałam to jakoś podsumować.

Zobacz również: Wasze listy: „Polska wieś to zadbane domy i wykształceni ludzie, a nie brudni pijacy!”

Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim się to spodoba. Dlatego proszę - nie traktujcie tego jako hejtu. Poruszam ten temat w dobrej wierze, bo same kiedyś będziecie lub już jesteście matkami.

Nie będę wspominała o tym, że w mieście żyje się szybciej, relacje międzyludzkie są płytkie, kariera jest najważniejsza i tak dalej. O tym chyba powszechnie wiadomo. Najbardziej szokujące było dla mnie co innego. Otóż, im więcej zdobywałam miastowych koleżanek, tym bardziej wyjątkowa się czułam. One w większości są strasznie niezaradne.

Jak coś się zepsuje - kupują nowe. Kiedy już trzeba coś zrobić - migają się, a potem wyręczają się kimś innym. Dosłownie żadna z nich nie lubi i nie potrafi gotować. Zachowują się jak księżniczki, które mają do dyspozycji służbę. I taka prawda, bo tę rolę pełnią właśnie rodzice. Przynieś, podaj, pozamiataj - tak wyglądają ich relacje. Dla córeczki zrobią wszystko.

Moim zdaniem to prowadzi do kalectwa. Nie wyobrażam ich sobie w roli matek czy żon. Chyba, że z kucharką i gosposią na etacie, bo inaczej nie ogarną sytuacji.

Zobacz również: Śmieszne nazwy miejscowości: Szparki, Pupki, Niemyje-Ząbki, Sucha Psina...

Wszystkiemu się dziwią, niewiele potrafią przy sobie zrobić, brakuje im teorii, a praktyka już zupełnie leży. Moja mama umarłaby ze wstydu, gdybym wyrosła na kogoś takiego. I może w tym problem? Może rodzicom z miasta nie zależy? Nie mają czasu? Tak czy owak, jestem przerażona. Przy nich czuję się jak kosmitka, bo znam przepis na sernik, umiem wywabić każdą plamę i zacerować sobie skarpetki.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie chcą się niczego nowego uczyć. Zawsze jest jedna odzywka: a po co mi to wiedzieć? Z góry zakładają, że zawsze ktoś się nimi będzie opiekował i nigdy nie braknie im kasy. Ale ciekawa jestem, co zrobią, jak los się odwróci i trzeba będzie oszczędzać. Wtedy taka wiedza jest wręcz konieczna.

Już nie mówię o tym, że kiepskie z nich kandydatki na żonę. Ja na miejscu faceta nie chciałabym mieć w domu księżniczki, która leży w zakurzonym pokoju i przypala jajecznicę…

Zuzanna

Zobacz również: LIST: „Spędziłam wakacje na polskiej wsi. To naprawdę TRZECI ŚWIAT!”

Internauci zachwyceni figurą 16-letniej Nikoli. Najładniejsza nastolatka w Polsce?
Internauci zachwyceni figurą 16-letniej Nikoli. Najładniejsza nastolatka w Polsce? - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (34)

Ocena: 4.65 / 5
gość (Ocena: 5) 12.10.2018 22:17
Ja od zawsze mialam dwie lewe rece do gotowania i sprzatania. Od dziecka mowilam ze nie bede tego robic itd. I co? Prowadze firme, duzo pracuje i mam pania do sprzatania. Gotuje proste potrawy lub jem na miescie. Jaki w tym problem? Zaden. Ciekawe czy zaradna dziewczyna ze wsi podolalaby moim obowiazkom w firmie
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 19.09.2018 12:42
No właśnie widać, że jesteś dziewczynko ze wsi :D Rozumiem, że jak to facet gotuje bo kobieta zwyczajnie nie lubi/nie umie jest ujmą na honorze całej płci pięknej? A co sądzisz o facetach, rozumiem, że oni powinni tylko pracować i przychodzić na gotowe a my pracować + spełniać obowiązki domowe? ;)
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.09.2018 06:33
Co właściwie jest złego w tym, że ktoś ma gosposię? Jeśli ktoś nie lubi gotować, stać go na to etc. to w czym problem? Ja już jako nastolatka przekonałam się, że nie lubię gotować więc zamiast dążyć do tego żeby być lepsza w kuchni zaczęłam dążyć do tego żeby zarobić na taką osobę. To drugie okazało się być dużo łatwiejsze, przyjemniejsze i pożyteczne. Dla mnie gotowanie to strata czasu (chyba że to czyjeś hobby). Tak samo szkoda byłoby mi czasu na cerowanie skarpet etc. życie ma się tylko jedno! Wychodzę z założenia że moja godzina jest więcej warta niż para skarpet. Nie kupuję też ich osobiście, moja gosposia to robi -inaczej byłoby to bez sensu, bo wyjście na zakupy trwa tyle samo co cerowanie. Jak jestem do czegoś bardzo przywiązana i wolę zachować zamiast kupować nowe to też daję jej do zszycia. Problem moim zdaniem jest wtedy kiedy ktoś nie umie nie tylko gotować czy cerować ale również nie umie niczego innego i ani nie zarobi na kogoś kto go zastąpi w takich czynnościach ani sam sobie nie zrobi tylko wysługuje się za darmo rodzicami, partnerem czy pasożytuje na znajomych.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 09.09.2018 15:14
A z drugiej strony... skoro potrafią się tak ustawić, że nie muszą gotowac i mogą kupić sobie nowe skarpetki to może to jest właśnie zaradnosc.
odpowiedz
filce ojca (Ocena: 5) 07.09.2018 23:57
Widać jak u was czerstwo z inteligencją... Wszystko bezpośrednio w to cerowanie skarpetek... I na was przyjdzie burza!
odpowiedz

Polecane dla Ciebie