LIST: „Polacy skąpią na napiwki. Jestem kelnerką i od większości gości nie dostaję NIC!”

Zuzanna chciałaby dostawać 25 proc. zamówienia. Zazwyczaj nie może liczyć na nic.
LIST: „Polacy skąpią na napiwki. Jestem kelnerką i od większości gości nie dostaję NIC!”
Fot. Unsplash
08.04.2018

Od października 2017 roku dorabiam sobie jako kelnerka. Nie jest to może praca moich marzeń, ale przynajmniej jestem w stanie pogodzić ją ze studiami. Koleżanka odchodziła z restauracji i poleciła mnie na jej miejsce. Szczerze? Nie spodziewałam się, że zarobię tam kokosy, ale nie przewidziałam, że będzie aż tak źle. W tym zawodzie wszystko jest uzależnione od hojności klientów, a o nich nie mam najlepszego zdania.

Zobacz również: LIST: „Jako farmaceutka mam prawo odmówić ci sprzedaży antykoncepcji. Już tłumaczę, dlaczego...”

Już dawno temu słyszałam, że podstawowa pensja to nic w porównaniu z napiwkami. Z tych można wyciągnąć spokojnie drugą wypłatę. Dlatego też zgodziłam się na bardzo niską stawkę. Myślałam, że dzięki gościom i tak jakoś się utrzymam. Może w innym cywilizowanym kraju byłoby to możliwe, ale na pewno nie w Polsce. Dopiero pracując w obsłudze klienta widzę, jak ludzie potrafią być chamscy i skąpi.

Tu nie chodzi wyłącznie o pieniądze, ale o jakieś zasady. Te są niepisane, więc niczego nie mogę wymagać, ale w niektórych sytuacjach wypadałoby się zachować i pokazać gest. Powiem jedno - obowiązujące u nas stawki są tragiczne.

napiwki kelnerki

fot. Unsplash

Różnie się mówi, ale nigdy nie spotkałam się z teorią, że można nie dać nic albo mniej, niż 10 procent zamówienia. To jest absolutne minimum. Może 15, niektórzy uważają, że 20 proc. W praktyce różnie z tym jednak bywa i zdecydowana większość Polaków myśli sobie: „Dostaje pensję, więc nic więcej jej się nie należy. Ja też nie śpię na pieniądzach i nikt mi niczego za darmo nie daje”. Płacą rachunek co do grosza, a dla mnie nie mają nawet miłego słowa.

Ogólnie panuje przekonanie, że napiwek dla kelnerki to wymysł i nasza zachłanność. Przecież wykonujemy pracę, za którą dostajemy wynagrodzenie. To powinno starczyć. Wypełniamy tylko obowiązki, które mamy zapisane w umowie. Nawet małpa potrafiłaby to zrobić, więc bezczelnością z naszej strony jest wyciąganie ręki po kilka dodatkowych groszy. Tak to niestety wygląda. Przynajmniej od połowy klientów nie dostaję zupełnie nic.

Czy mają prawo odmówić napiwku? Oczywiście, że tak. Ale dobre wychowanie i docenienie ciężkiej pracy wymagałoby chociaż symbolicznego gestu. Polacy jeszcze wiele muszą się nauczyć.

Zobacz również: LIST: „Pracuję w sieciówce i muszę się poskarżyć na grube klientki. Mierzą za małe ubrania, drą je, plamią swoim potem...”

napiwki kelnerki

fot. Unsplash

Moim zdaniem 10 procent to zdecydowanie za mało. Profesjonalna obsługa, a ja naprawdę się staram, powinna kosztować nawet 25 procent, czyli 1/4 rachunku. Dla klienta to nie jest przecież majątek, a kelnerka poczuje się doceniona i mogłaby wreszcie normalnie żyć. I takie napiwki się zdarzają, ale na pewno za rzadko. Ja wystarczy, że spojrzę na człowieka i już wiem, czego mogę się po nim spodziewać. Zazwyczaj się nie mylę.

Jak gość jest schludnie ubrany, kulturalny, szanuje mnie, składa zamówienie z uśmiechem na ustach i docenia moją serdeczność, to zawsze później coś z tego mam. Gorzej, jak trafi się pozer w firmowych ciuszkach, niecierpliwy prostak, który wszystkiego się czepia i koniecznie chce zaimponować w towarzystwie. Taki nie da złamanego grosza, a jeszcze dla zasady cię zgnoi. Najpierw ma ogromne wymagania, ty skaczesz wokół niego, a i tak możesz liczyć tylko na środkowy palec.

Nie jestem w stanie utrzymać się z podstawowej pensji, która jest naprawdę śmieszna, bo na umowie zlecenie wszystkie stawki są dopuszczalne. Napiwki rzadko dostaję, więc ogólnie jest tragedia.

Zobacz również: Takie zachowania w restauracji doprowadzają kelnerów do szału!

napiwki kelnerki

fot. Unsplash

Nie wiem - czy ludzie tego nie rozumieją? A może zdają sobie sprawę z mojej sytuacji, ale wolą pokazywać swoją wyższość? Nie wierzcie, że kelnerka wyciąga drugą pensję z napiwków. Na pewno nie w Polsce. Chyba, że w jakiejś najmodniejszej restauracji w centrum miasta, gdzie stołują się bogacze. Cała reszta branży to naprawdę bieda z nędzą. Często się zdarza, że towarzyszę jakiemuś stolikowi przez kilka godzin, spełniam wszystkie ich zachcianki i jestem maksymalnie miła, a nie dostanę nawet 2 zł. Co z tego, że rachunek jest na tysiąc…

Nawet nie chodzi o to, że się żalę na własne zarobki. Po prostu chciałam zwrócić uwagę na maniery naszych rodaków. Może osoby czytające mój list też mają z tym problem. Wydaje im się, że kelnerce nic się nie należy, bo przecież dostaje pensję. No to wam pokazałam, jak naprawdę to wygląda. Szkoda, że niektórych trzeba uczyć podstawowych zasad kultury.

W cywilizowanym świecie napiwek to obowiązek. Człowiek spaliłby się ze wstydu, gdyby nic nie dał. U nas to norma, a dla niektórych powód do dumy - ale jestem cwany, nie dałem się okraść. Dramat.

Zuzanna

Komentarze (101)

Ocena: 4.62 / 5
hahahahaha (Ocena: 5) 12.04.2018 15:12
"a nie dostanę nawet 2 zł. Co z tego, że rachunek jest na tysiąc…" Rozumiem, że pani liczy na napiwek w takim wypadku rzędu 250zł? Naprawdę, nie wiem czy ten artykuł to jakaś prowokacja, ale pani radzę zmienić branżę, bo coś jej odp@ala. Moja przyjaciółka pracuje w Hakkasan, chińskiej luksusowej restaruracji w pretizowej dzielnicy Maifair, gdzie szampan kosztuje £1000, gdzie stołuje się Lewis Hamilton, a swego czasu Kulczyk...I tam, ani nigdzie indziej nie ma napiwków rzędu 25, bo miliarderzy owszem, czasem dadzą np £70 za kolację za 5 tys. £, ale czasem jest to £20-30. I tam faktycznie "się skacze", A pani jak widzę ocenia "po ubraniu", co akurat mnie dziwi i śmieszy, bo nie wierzę, że jest w stanie odróżnić cenę jakiejś garsonki z Zary, a poszarpanych ciuchów, jakie kilka lat temu wydawały zarówno kolekcje domów mody Prada, Chanel, czy Donna Karran...Poszarpane końce materiałów, brak starannie wykonanych lamówek, Naprawdę paniusia z jakiejś bidawiochy jest w stanie powiedzieć ile kto ma na sobie? Nie wierzę.
odpowiedz
hahahahaha (Ocena: 5) 12.04.2018 15:12
"a nie dostanę nawet 2 zł. Co z tego, że rachunek jest na tysiąc…" Rozumiem, że pani liczy na napiwek w takim wypadku rzędu 250zł? Naprawdę, nie wiem czy ten artykuł to jakaś prowokacja, ale pani radzę zmienić branżę, bo coś jej odp@ala. Moja przyjaciółka pracuje w Hakkasan, chińskiej luksusowej restaruracji w pretizowej dzielnicy Maifair, gdzie szampan kosztuje £1000, gdzie stołuje się Lewis Hamilton, a swego czasu Kulczyk...I tam, ani nigdzie indziej nie ma napiwków rzędu 25, bo miliarderzy owszem, czasem dadzą np £70 za kolację za 5 tys. £, ale czasem jest to £20-30. I tam faktycznie "się skacze", A pani jak widzę ocenia "po ubraniu", co akurat mnie dziwi i śmieszy, bo nie wierzę, że jest w stanie odróżnić cenę jakiejś garsonki z Zary, a poszarpanych ciuchów, jakie kilka lat temu wydawały zarówno kolekcje domów mody Prada, Chanel, czy Donna Karran...Poszarpane końce materiałów, brak starannie wykonanych lamówek, Naprawdę paniusia z jakiejś bidawiochy jest w stanie powiedzieć ile kto ma na sobie? Nie wierzę.
odpowiedz
ann (Ocena: 5) 12.04.2018 12:00
Ja daję napiwki tam, gdzie uznaję to za zasadne i słuszne. Jeśli kelner jest miły i szybki, to wręcz czulabym się żle, jeśli nic bym mu nie zostawiła, ale jeśli myli zamówienia, przynosi coś zimnego, albo czasem bywa byle jaki, to nie widzę powodu, żebu mu jakoś szczególnie dziękować za pracę, za którą dostaje pieniądze. Napiwek -to rodzaj rewanżu ze strony klienta/gościa, za jakieś szczególne zalety danej obsługi. Nic się nikomu nie należy tylko z powodu fakt, że tam czy gdzie indziej "odpierdala" zwyczajnie robotę. Do tego te 25 to chyba pani się naoglądała filmów, w których kelnerka większość zarobku ma z napiwków, ale tam jeszcze dodatkowo jest za klepnięcie po tyłku. 10 jest ok, ale ja chodzę do restauracji, w którym najmniejszy posiłek wynosił chyba 50 zł, bez żadnych napojów oczywiście, a czesem dochodził do 150-200 zł, jeśli więc pani chciałaby dostawać np 50 zł napiwku, to naprawe powinna zmienić branżę,...
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 10.04.2018 22:24
Moja znajoma twierdzi, że jak się płaci kartą to się napiwku nie zostawia:D:D:D Na początku mnie to śmieszyło, ale z czasem też zaczęłam tak robić:D To nie z cebulactwa, ale z powodu żenującej obsługi. Rzadko w knajpach kelnarzy zasługują na ten napiwek. Knajp, gdzie kelnerzy się starają, uczą fachu jest moze 10. I tam daję.
odpowiedz
Była kelnerka (Ocena: 5) 09.04.2018 20:26
Chciałabyś 25 bo 10 to za mało? Sorry, ale jak mam zapłacić rachunek na 100 zł i do tego doliczyć 25 zł napiwku dla kelnerki to bym więcej tam nie wróciła. Jest roznica 100 a 125... jak ci robota nie pasuje to ja zmień a nie użalaj sie nad soba. Tez kiedyś pracowałam jako kelnerka w małej kawiarni na obrzeżach miasta i napiwki miałam wyższe lub równe dniówce. Może z ciebie taka kelnerka jak z koziej dupy trąbka? Nie pomyślałaś ze może coś z toba jest nie tak, ze nie dostajesz napiwków?
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo