LIST: „Wielkanoc to dla wegan koszmar. Usiądę przy rodzinnym stole i będę GŁODOWAŁA!”

Justyna ma za złe rodzinie, że ignoruje jej potrzeby.
LIST: „Wielkanoc to dla wegan koszmar. Usiądę przy rodzinnym stole i będę GŁODOWAŁA!”
Fot. iStock
01.04.2018

Coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że Polska to nie jest kraj dla każdego. Chyba, że jesteś mięsożerną, białą heteroseksualistką wyznania rzymskokatolickiego. Każda odmienność jest od razu piętnowana. „Normalni” ludzie wmawiają ci, że jesteś nienormalna i sama utrudniasz sobie życie. Tak jest np. z moim weganizmem. To dla mnie zupełnie nowa przygoda, ale decyzję podjęłam bardzo świadomie. Dietę roślinną uważam za zdrowszą i bardziej etyczną.

Niektórych to jednak nie przekonuje i od razu wmawiają, że to nie dieta, ale ideologia. Na pewno jestem też lesbijką, feministką i mam na koncie kilka aborcji. Ale już mniejsza z tym. Żyjąc tutaj trzeba się przyzwyczaić do takich zaczepek. Tym razem chciałam o czymś innym. Przede mną pierwsza wegańska Wielkanoc i już wiem, że łatwo nie będzie. Najprawdopodobniej nasłucham się różnych dziwnych rzeczy na swój temat, a już na pewno się nie najem.

Prosiłam, żeby wzięto pod uwagę moje preferencje kulinarne, ale wszystko to jak kulą w płot. Dowiedziałam się, że to fanaberia i nikt sobie z mojego powodu roboty dokładać nie będzie.

Zobacz również: LIST: „Przeszłam na weganizm. Ludzie przestali mnie lubić! Jest coraz gorzej...”

wegańska wielkanoc

fot. Pixabay

Za chwilę usiądę przy świątecznym stole. Chciałabym tak normalnie, jak dawniej, ale w końcu polskie świętowanie opiera się w 99% na jedzeniu. Trzeba się nażreć, przetrawić i potem jeszcze trochę w siebie wepchnąć na dobicie. Dwa dni ucztowania bez żadnego umiaru. Szczerze? Akurat to mnie nie drażni, bo zawsze to okazja, żeby się spotkać w szerszym gronie. Problem polega na tym, że wszystko jest do bólu mięsne i zwierzęce. Będę tam siedziała o suchym pysku.

Wigilia jest jeszcze fajna, bo wszystko postne. Pierwsze wegańskie Boże Narodzenie wspominam bardzo dobrze. Tym razem będzie znacznie gorzej. Bo niby co ja mam tam zjeść? W manu jajka w 20 wersjach, biała kiełbasa, pieczeń, wędliny, chrzan na bazie śmietany albo jogurtu, sałatka jarzynowa z majonezem. Jak już coś prawie mi pasuje, to zawsze dodaje się coś niewegańskiego.

Polacy nie umieją żyć bez mięsa, jajek i nabiału. Zdrowsze rzeczy traktują jako pokarm gorszego gatunku. W Wielkanoc to doskonale widać.

Zobacz również: Wyznanie BYŁEJ WEGANKI: Znajomi zmusili mnie do rezygnacji z diety. Nie wspierali mnie!

wegańska wielkanoc

fot. Pexels

Nie wściekam się na tradycję, bo sama przez lata w tym uczestniczyłam. Wkurza mnie jednak to, że wszyscy najbliżsi mają gdzieś moje poglądy. Ich nie interesuje, co jest dla mnie ważne. Nikt nie zaproponował, że przygotuje coś do jedzenia specjalnie pod moje gusta. Jasne, sama mogę sobie zrobić i właśnie wcześniej przygotowanymi pudełkami mam zamiar się ratować, ale to nie to samo.

Chociaż jedno ciasto bez masła, jajek i miodu… Może jakaś sałatka z oliwą zamiast majonezu. Albo przynajmniej chrzan bez śmietany. Nie. Na nic takiego nie mogę liczyć, bo moja dieta to ich zdaniem fanaberia. Utrudnianie sobie życia. Zupełnie tak, jakbym specjalnie się umartwiała. Nie biorą pod uwagę tego, że po prostu zmieniły mi się poglądy.

Wciąż dobrze kojarzy mi się smak jajecznicy albo herbaty z miodem. Ale nie używam produktów pochodzenia zwierzęcego, bo wrażliwość mi na to nie pozwala. Rodzina powinna wziąć to pod uwagę.

Zobacz również: Jedna z najbardziej restrykcyjnych diet została uznana przez lekarzy za... zdrową!

wegańska wielkanoc

fot. Pexels

Zastanawiałam się, czy z tego powodu nie zbojkotować całkiem tej Wielkanocy. Niech sobie siedzą i jedzą to, co im pasuje. Mną niech się nie przejmują. Ale doszłam do wniosku, że nie można się tak łatwo poddawać. Niech im pójdzie w pięty, jak zacznę wybrzydzać. Jak będę narzekała, że jestem głodna, bo nie mam co zjeść. Że nikt niczego nie ugotował z myślą o mnie. Może wtedy sumienie ich ruszy? Nie wiem. Mięsożercy ogólnie są jakoś mało wrażliwi. Skoro mam cierpieć dla dobra zwierząt, to jestem gotowa się poświęcić.

To są drobne niedogodności w porównaniu z tym koszmarem, który je spotyka. Rzeźnie ociekające krwią, tłoczące się w klatkach kury, krowy dojone na siłę. Nikogo nie będę przekonywała do moich racji, bo każdy myślący człowiek jest chyba tego świadomy.

Nie oczekuję, że nagle będę miała wegańską rodzinę (choć nie mam nic przeciwko temu). Chciałabym tylko, żeby z większym zrozumieniem spojrzeli na moje racje. Nie traktowali tego jako głupiej fanaberii, ale przyjęli do wiadomości fakt - Justyna nie je produktów pochodzenia zwierzęcego. I żeby wzięli to pod uwagę organizując podobno rodzinne święta. W tym roku będę czuła się jak kosmitka. Na dodatek głodna.

Justyna

Komentarze (143)

Ocena: 4.73 / 5
kithy (Ocena: 3) 05.04.2018 11:36
Weganizm jest niezdrowy, nie da się dobrze zbilansować takiej diety. Ja jestem semiwegetarianką i jest ok, ale na mieście ciężko coś zjeść, a jeśli jeszcze dochodzą ograniczenia dietetyczne związane z jakąś chorobą to jest ciężko. I zgodzę się z jednym, ciężko przetłumaczyć ludziom, że jesz inaczej niż oni. Czasem nie dociera nawet, że po prostu nie możesz czegoś jeść, bo jesteś chory :( ludzie są bardzo egocentryczni i zapatrzeni w siebie niestety
zobacz odpowiedzi (1)
Europejczyk Ziemianin (Ocena: 5) 04.04.2018 10:05
Polska jes OK tylko politykiery to zlodzieje.
odpowiedz
Ruda (Ocena: 5) 04.04.2018 00:40
" Mną niech się nie przejmują. Ale doszłam do wniosku, że nie można się tak łatwo poddawać. Niech im pójdzie w pięty, jak zacznę wybrzydzać. Jak będę narzekała, że jestem głodna, bo nie mam co zjeść. " K***A aż nie mnie trzepło, wstydziła by się takie brednie wygadywać...w afryce ludzie głodują, w czasie wojny głodowali a ta kretynka będzie za przeproszeniem pi*****ć o głodowaniu przy pełnym stole bo ma jakieś chore widzimisie...trzymajcie mnie i to mocno bo chwyciłabym za kudły i rąbnęła łbem mocno o ten wielkanocny stół
odpowiedz
gość (Ocena: 2) 03.04.2018 00:04
Nie uważam, żeby przechodzenie na weganizm, z pobudek dotyczących troski o zwierzęta miało sens. Najbardziej mnie uderzyło to "dojenie na siłę". Wiem jak to jest powszechnie, jednak znam ten proces również od strony drobnych gospodarstw. Moi rodzice już od przeszło 30 lat mają gospodarstwo. Mamy krowy i pare kur. Wszystkie zwierzęta są zadbane i sądzę, że żadne nie cierpi. Nie uważa Pani, że wystarczyłoby znaleźć dobre źródła, by z czystym sumieniem jeść produkty odzwierzece? Nie koniecznie mówię o mięsie(sama jednak jem), ale o samych produktach, takich jak mleko czy jaja. Co do artykułu, to mogla pani przynieść coś weganskiego na stół, dla wsZystkich, a nie w same pudelka dla siebie. Gdyby tak ich zachęcić do tego, to byc może by ich to zmotywowalo do zrobienia tez czegos drobnego dla pani. (Nie do konca o to mi chodzi, ale nie wiem jak to wyjasnic) Pozdrawiam
zobacz odpowiedzi (2)
Giu (Ocena: 1) 02.04.2018 22:54
Chcesz jeść po swojemu, to sama sobie przygotuj posiłki! Rozumiem, że ktoś jest wege, ale nie zrozumiem nigdy wymagań, żeby większość dostosowywała się do mniejszości!
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo