LIST: „Możecie mnie wyśmiać, ale ROZPŁAKAŁAM SIĘ na środku sklepu. Nie mogę patrzeć na cierpienie karpi!”

Agata kupiła kilka żywych ryb, żeby je uratować. Trafiły do jeziora.
LIST: „Możecie mnie wyśmiać, ale ROZPŁAKAŁAM SIĘ na środku sklepu. Nie mogę patrzeć na cierpienie karpi!”
Fot. Unsplash.com
17.12.2017

Ogólnie lubię święta. Zwłaszcza, kiedy nie spędzam ich w mieście i poświęcam czas rodzinie, zamiast biegać jak opętana po sklepach. W tym roku będzie trochę inaczej, ale mimo wszystko byłam dobrej myśli. Do czasu ostatniej wizyty w hipermarkecie. Sama bym tam nie poszła, bo nie lubię takich tłumów, ale mama mnie poprosiła. Jakaś wielka promocja - rozumiecie. Myślałam, że wejdę, załatwię sprawę i wyjdę. Specjalnie poszłam do południa, żeby zrobić to na spokojnie.

Wszystko niestety na nic, bo błądząc po sklepie trafiłam na stoisko z rybami. Stały tam dwa małe baseniki dla żywych karpi. Woda niewymieniana pewnie od tygodnia, bo mocno już cuchnęła. W środku dziesiątki, jeśli nie setki stłoczonych ryb. Było ich więcej, niż tej śmierdzącej wody. Długa kolejka ludzi, którym jest wszystko jedno, w jakich warunkach są one przetrzymywane. Byle się jeszcze ruszały i można je było wpuścić do wanny.

Dla mnie to nie jest żadna nowość, bo widuję to co roku. Ale tym razem coś we mnie pękło…

Zobacz również: Jaka ryba zamiast karpia na święta?

żywy karp

fot. Unsplash

Zajrzałam do tych baseników i zamarłam. To była głowa przy głowie. Wszystkie karpie oddychały nerwowo, żeby zaczerpnąć choć trochę powietrza. Nie mogły się ruszać. Zapytałam grzecznie sprzedawcę, który pełnił też rolę kata, dlaczego przetrzymują je w takich warunkach. On na to, że nie ma wpływu, a jak mam jakieś „ale”, to trzeba się zgłosić do biura obsługi klienta. I wyławiał kolejne, bo żarłoczny tłum chciał dostać wymarzoną rybę.

Pytam się tych ludzi, dlaczego kupują żywe, skoro można dostać świeże filety. Już wszystko pocięte, karp dodatkowo nie cierpi, wanny nie trzeba zajmować. No i usłyszałam od starszej pani teorię, że wtedy nie czuć mułu. A pewien pan bardzo agresywnym tonem mówi do mnie: „kolejna nawiedzona”. Nie miałam żadnego wpływu na to, co się tam dzieje.

Ta bezsilność strasznie mnie przybiła i jak już miałam odejść, to nagle dopadł mnie taki smutek, że się popłakałam. Na środku sklepu. Jakiś facet popukał się w czoło.

Zobacz również: EXCLUSIVE: Święta ateistki

żywy karp

fot. Unsplash

Nie urwałam się z choinki i dobrze wiedziałam, jak to wygląda. Ale tym razem po prostu nie wytrzymałam. Tak złych warunków jeszcze nie widziałam. W biurze obsługi klienta powiedzieli, że sprawdzą sprawę, ale ich zdaniem stoisko spełnia wszystkie przepisy i standardy. A co innego mogli powiedzieć? Liczy się zysk i nie chcą afery. Wtedy włączył się we mnie tryb agresora. Stwierdziłam, że muszę coś zrobić.

Może to dziwnie zabrzmi, ale wróciłam do tych baseników i kupiłam 5 żywych karpi. Wcześniej z innego stoiska wzięłam 2 spore wiadra. Oczywiście to nie były zakupy świąteczne i nie zjem ich na wigilijnym stole. Ledwo to udźwignęłam, ale ostatkiem sił doszłam nad jezioro i tam je wypuściłam. Potrzebowałam tego.

Wiem, że nie zmieni to ogólnej sytuacji, czyli barbarzyństwa Polaków, ale ten gest wiele dla mnie znaczył. Przynajmniej kilka ryb przestanie się męczyć.

Zobacz również: Karp na słodko w galarecie [PRZEPIS]

żywy karp

fot. Unsplash

Chciałam do Was zaapelować - nie przykładajcie do tego ręki. Te ryby hodowane są i sprzedawane w strasznych warunkach. Jeśli jest w Was trochę empatii, to powinniście zrozumieć. Jeśli już nie wyobrażacie sobie Wigilii bez karpia, to kupcie gotowe filety. Zawsze to dla nich mniejsze cierpienie. Mnie dosłownie boli serce, jak widzę klientów marketów z siatkami wypełnionymi żywymi stworzeniami. Bez wody i tlenu. Takie rytualne morderstwo z okazji świąt.

Jasne, można uznać, że tak po prostu jest i jedna osoba tego nie zmieni. Ale w grupie siła. Gdyby chociaż 1/10 Polaków z tego zrezygnowała, to sprzedawcy może by się nad sobą zastanowili.

Stałam w tym sklepie i chciałam uratować je wszystkie. Gdybym miała ciężarówkę i zbędne pieniądze, to bym to zrobiła. Tak dla przykładu. Mam nadzieję, że te uratowane przeze mnie jeszcze jakiś czas pożyją. Dla mnie nie ma różnicy i karp jest takim samym zwierzakiem jak pies czy koń.

Agata

Komentarze (12)

Ocena: 5 / 5
Paweł (Ocena: 5) 24.12.2017 07:21
Haha, a wszystkie Panie, które chodzą w futrach mogą kyrwa nie doczekać jutra :)
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 18.12.2017 11:28
Następnym razem dzwoń na policję, muszą przyjechać bo sprzedawanie ryb w reklamowkach bez wody jest karalne. Zrób też zdjęcia i prześlij fundacji viva z opisem sytuacji. To jawne znęcanie się nad zwierzętami.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.12.2017 20:17
Wydaje mi się, zee nawet nie wiesz w jakich warunkach hodowane są te gotowe fileciki. Od zawsze karpie były sprzedawane w sklepach a niedawno znowu jest to kolejna rzecz, która ludziom zaczęła przeszkadzać..
odpowiedz
dpblogpl (Ocena: 5) 17.12.2017 14:48
Ja jak zobaczyłam mięso królika na święta w lodówce również się rozpłakałam w sklepie. Nie ma się co dziwić , jeszcze dużo wody upłynie zanim ludzie nauczą się z szacunkiem traktować zwierzęta.
zobacz odpowiedzi (2)
gość (Ocena: 5) 17.12.2017 08:46
Mnie to o obrzydza w zyciu bym tego nie wziela do ust fuj
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo