LIST: „Czy można zmienić matkę chrzestną? Ona w ogóle nie interesuje się dzieckiem i skąpi na prezenty!”

Takie pytanie zadała mi zawiedziona córka...
LIST: „Czy można zmienić matkę chrzestną? Ona w ogóle nie interesuje się dzieckiem i skąpi na prezenty!”
Fot. Unsplash
22.10.2017

Kiedy 10 lat temu wybierałam chrzestnych dla mojego dziecka, nie myślałam, że to aż tak ważne. Bez zastanowienia poprosiłam o to koleżankę, z którą wtedy byłam akurat blisko. Siostry nie mam, a kuzynki rozjechały się po Polsce. W ciąży i po porodzie bardzo się angażowała, żeby mi pomóc, więc sprawdzona osoba. Czas pokazał jednak, że może to i dobry człowiek, ale ta rola ją ewidentnie przerosła.

Nie widzę z jej strony żadnego zainteresowania. Czasami nas odwiedzi, da czekoladę, zapyta co słychać i to by było na tyle. Ciotka od wielkiego dzwonu, a nie kobieta, która w awaryjnej sytuacji miałaby mnie zastąpić. Nie tylko ja to widzę. Byłam naprawdę zszokowana, kiedy córka kilka dni temu zapytała mnie: „Mamo, czy mogłabym mieć inną mamę chrzestną?”. Zrobiło mi się strasznie przykro.

Zapytałam oczywiście, skąd taki pomysł. Ona na to, że koleżanki mają fajniejsze chrzestne. Skomentowałam to jakoś, że niby przesadza i nie ma co narzekać, ale tak naprawdę to przyznaję jej rację.

Zobacz również: LIST: „Odmówiłam zostania matką chrzestną. Mam już dwoje chrześniaków i nie wyrabiam finansowo!”

matka chrzestna

fot. Unsplash

Trudno podejrzewać po jej zachowaniu, że jest chrzestną mojej córki. To przede wszystkim moja znajoma, która przychodzi, jak ma jakiś interes, albo jej się nudzi i chce poplotkować. Nigdy nie dzwoni i nie odwiedza nas tylko po to, żeby zainteresować się chrześnicą. To dzieje się przy okazji i bardzo rzadko. Już kilka razy zdarzyło się np., że nie przyszła na przyjęcie urodzinowe, bo miała inne plany. Na jej miejscu bym je zmieniła. Dobrze zna datę i można to zaplanować.

Ostatnio przeszła samą siebie i zapytała, ile tak właściwie moja córka ma lat, bo wszystko jej się pomieszało. To już jest absurd. Nie wiedziała nawet, do której teraz poszła klasy. Chyba nie wymagam za wiele - chrzestna powinna znać przynajmniej rok narodzin. A najlepiej całą datę.

Już nie wspomnę o tym, że przy córce narzeka na mojego męża, czyli jej tatę. Nastawia ją przeciwko niemu. Bo ciągle pracuje, rzadko się uśmiecha, tylko leży na kanapie…

Zobacz również: LIST: „Nie zostanę chrzestną, bo ksiądz nie wydał mi zaświadczenia! Zachował się podle...”

matka chrzestna

fot. Unsplash

Nie mam w niej żadnego wsparcia, a wręcz utrudnia mi życie. Córka jest podobnego zdania, bo inaczej pytanie o zmianę chrzestnej by nie padło. Potem znowu podjęła temat i też nie wiedziałam, jak to urwać. Wreszcie z wyrzutem powiedziała: „Mamo, ale przecież pamiętasz moją komunię” i odwróciła się na pięcie. Mogłam przypuszczać, że tak ją to zabolało. Koleżanka faktycznie wtedy się nie popisała.

W przygotowaniach do uroczystości w ogóle nie uczestniczyła. Nawet nie pytała. Inne chrzestne kupowały swoim chrześnicom wianki, chodziły z nimi na próby do kościoła, nawet pomagały w organizacji przyjęcia. Ona nic. W ogóle nie ma tematu. Całe szczęście, że w ogóle przyszła, ale i tak się nie popisała. Chciała zająć honorowe miejsce przy stole, nic od siebie nie dając.

I to dosłownie, bo o prezent też nie zadbała. Pewnie głupio to zabrzmi, że jej wyliczam, ale przyszła bez żadnej koperty i dała córce klocki. Niby firmowe, ale co z tego. Po pierwsze - ona jest trochę za duża na takie zabawki, a po drugie - od chrzestnej oczekuje się czegoś innego. To nie jest mój wymysł.

Zobacz również: Jak się przygotować do roli chrzestnej?

matka chrzestna

fot. Unsplash

Wiem od córki, że jej koleżanki dostawały najlepsze prezenty właśnie od chrzestnych. Komputery, tablety, rowery, kursy językowe, wakacje. Nie twierdzę, że koleżanka miała je wszystkie przebić, ale chociaż trochę się postarać. Jakoś strasznie biedna nie jest, a chyba wie, jak to wygląda. Wydaliśmy więcej na jej ugoszczenie, niż ona na te nieszczęsne klocki.

Oczywiście nie daję tego po sobie poznać. Przy córce mówię, że prezenty są bez znaczenia, bo liczy się pamięć. Cóż innego mi pozostało. Ona i tak do dzisiaj jest rozczarowana. Nie bez powodu pyta o możliwość zmiany chrzestnej.

I co najciekawsze, gdyby było to możliwe - przystałabym na jej prośbę… Taka chrzestna to niewypał.

Justyna

Komentarze (53)

Ocena: 4.4 / 5
gość (Ocena: 1) 16.09.2018 07:37
Jestem starszej daty, moim chrzestnym był stryjek, chrzestną sąsiadka, oboje rolnicy ze wsi. Rodzice ich wybrali, bo jakichś chrzestnych wybrać musieli, a nie bardzo wiedzieli kogo. Na komunii u mnie byli, dostałam parę groszy i to wszystko. Nikt nie zawracał sobie głowy moimi imieninami, urodzinami itd., w ogóle o tym nie pamiętali, poza tym to niemajętni ludzie i mieli własne dzieci. A jednak bardzo ich oboje lubiłam i miło wspominam. choć w zasadzie tylko w wakacje ich widywałam, bo w tej samej wsi mieszkali też moi dziadkowie. Nie sądzę, żeby moi rówieśnicy mieli jakichś bardziej zainteresowanych nimi chrzestnych. Nie rozumiem tego dzisiejszego braku wartości duchowych, tylko materializm, nastawienie na konsumpcję i wychowywanie dzieci w tym stylu.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 15.09.2018 13:45
Nie bardzo rozumiem Panią,która chce być chrzestną,a nie zna przykazań i wyznania wiary i "coś jej się myli". Chrzestny czy chrzestna to tacy ludzie,ktorzy maja wspierać rozwój wiary u ochrzczonego.Jeśli rodzice,ani chrzestni tego nie rozumieją,to po co chrzcić dziecko? Nie robić z tego parodii.Nie ma obowiązku chrzczenia dzieci,tak jak nie ma obowiązku ,by ksiądz dokonywał pochówku,czy innych obrzędów o których się nie ma pojęcia. Wtedy to zakrawa na magię!
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 15.09.2018 13:35
U mojego syna chrzestny był może z 5 razy łącznie z komunią, facet dobrze sytuowany. Ma rodziców w bloku obok, więc jest tam na każdą Wigilię. Mój syn jest z 22 grudnia. Ma teraz 16 lat. I co powinnam sobie żyły podciąć. Jedyne o co mój syn miał pretensje to to, że wujek obiecał się z nim pobawić i nie dotrzymał słowa.
odpowiedz
matka (Ocena: 5) 15.09.2018 11:02
Chrzestna mojego syna dała mu tylko 50 zł i nie mam pretensji. Dla mnie najważniejsze było przygotowanie dziecka do tego sakramentu. To jakiś absurd liczyć na prezenty. Ja nie oczekiwałam niczego więc niczym nie jestem rozczarowana. Cieszę się, że przyjął Pana Jezusa i jestem wdzięczna gościom, którzy z nami byli w tak ważnym dniu.
odpowiedz
gość (Ocena: 1) 15.09.2018 08:53
ja wypisalam sie z katobabilonu i z automatu nie czuje sie juz chrzestna , ale wczesniej tez nie interesowalo mnie obdarzanie prezentami jedynego dziecka, ktore wszytko ma i musiałabym odejmowac sobie od ust zeby mu sponsorowac pierdoly.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo