LIST: „Czarny Protest to odgrzewany kotlet. Kobietom w Polsce nie dzieje się NIC ZŁEGO!”

Karina twierdzi, że uczestniczki manifestacji tylko się ośmieszają, bo zagrożenia nie ma.
LIST: „Czarny Protest to odgrzewany kotlet. Kobietom w Polsce nie dzieje się NIC ZŁEGO!”
Fot. Unsplash
08.10.2017

Feministki znowu wyszły na ulice, a ja znowu wychodzę na jakąś nieczułą. Może nie jestem kobietą? Nie utożsamiam się zupełnie z uczestniczkami tych manifestacji. Rok temu w jakimś sensie je rozumiałam, bo na stole leżał konkretny projekt ustawy, z którymi one się nie zgadzały. Ok, wtedy jest sens manifestować i rzucać wielkimi hasłami. Ale teraz? To jakiś absurd i chyba nie tylko ja tak myślę.

Najnowsza odsłona tej akcji w ogóle do mnie nie przemawia. Albo jeszcze inaczej - wręcz mnie denerwuje, bo ośmiesza wszystkie kobiety. To show nastawione na polityczną korzyść, a nie żadna skoordynowana akcja, która ma przynieść jakiś efekt. Po prostu okazja, żeby kilku liberalnych polityków mogło się pokazać. O co oni walczą? Słucham tych ogólnikowych haseł i robi mi się niedobrze.

Czy oni mają ludzi za idiotów? Każdy może powiedzieć, że zależy mu na dobru kobiet. Ale ja jestem kobietą, żyję w Polsce i czuję się bardzo dobrze. Nikt mi nie zagraża!

Zobacz również: Czy pigułka dzień po = aborcja? 6 faktów o antykoncepcji hormonalnej

czarny protest 2017

fot. Unsplash

Głównym tematem jak zwykle była aborcja i antykoncepcja. O ile wiem, to poprzednie protesty przyniosły efekt i w naszym pięknym kraju wciąż obowiązuje ta sama ustawa aborcyjna. W trzech dramatycznych przypadkach można przerwać ciążę i ja się z tym zgadzam. Problem w tym, że niektórym wystarczy dać palec, a wezmą całą rękę. Radykalne feministki chcą coraz więcej. Czy to nie szczyt absurdu?

Rok temu walczyły o to, żeby można było usunąć ciążę z gwałtu albo zagrażającą życiu, a teraz wracają z pomysłem skrobanki na życzenie. Dobrze wiedzą, że to się nie uda. Nie tylko za władzy PiS-u, ale Platformy i innych partii też. Musimy się przyzwyczaić do tego, że nasze społeczeństwo jest konserwatywne i niektórych spraw nie przeskoczymy. Chyba, że za 50 lat, choć wątpię.

Niektóre protestujące zachowują się tak, jak gdyby ktoś im zabraniał żyć w ojczyźnie i przynajmniej się nad nimi znęcał. Mnie jakoś żadne represje nie dotknęły…

Zobacz również: Kościół swoje, a Polacy swoje. Większość z nas jest ZA aborcją!

czarny protest 2017

fot. Unsplash

Uwierzcie - nie jestem członkinią PiS-u, ani nie mam nikogo z rodziny w tej partii. A jakoś nikt się mnie nie czepia. Żyję tak samo, jak za SLD czy Platformy. Może z tą różnicą, że jak urodzę dzieci, to państwo wreszcie mi pomoże. Nie rozumiem tej histerii. Mogę stosować antykoncepcję, bo ta jest normalnie dostępna. Nawet pigułki dzień po nikt nie zakazał, a zdobycie recepty to naprawdę żadna filozofia.

Dzieci nie mam i też mnie nikt do tego nie zmusza. Wzięłam tylko ślub cywilny i jakoś policja obyczajowa jeszcze mnie nie odwiedziła. Mało tego - mam raczej lewicowe poglądy i chodzę na wolności. Może założyć krótką spódnicę i bluzkę z głębokim dekoltem, a nawet napisać na Facebooku, że to nie jest moja władza.

„Dyktatura” okazuje się bardzo wyrozumiała. Nie dzieje mi się żadna krzywda, a feministki w telewizji wciąż przekonują, że powinnam czuć się zagrożona. Pozwólcie, że chociaż ja nie ulegnę temu amokowi.

Zobacz również: Skandaliczna wypowiedź eksperta TVP o kobiecych demonstracjach

czarny protest 2017

fot. Unsplash

Kolejny czarny protest to odgrzewany kotlet. Stary, zimny, niesmaczny, ze śladami pleśni na panierce. Jeszcze się jakoś trzyma, ale zjadliwy na pewno nie jest. Tegoroczna akcja pozbawiona jest sensu i elementarnej logiki. Uczestniczki chcą bronić czegoś, czego nikt im nie odbiera. Potem mówią, że histeryzują na wszelki wypadek, bo dyktator na pewno ma złe zamiary. Robią z nas, wszystkich kobiet, zwykłe idiotki.

Pozwólcie, że ja jednak schowam parasolkę i nie będę jej wyciągała dopóki nie stanie się coś naprawdę złego. W to nie wierzę. Jestem dobrej myśli i mówię to oficjalnie - w Polsce żyje mi się całkiem dobrze, a żadna władza mnie nie ogranicza. Nie robiła tego Platforma i nie robi PiS. Z niektórymi regulacjami mogę się nie zgadzać, ale to nie powód, by s*** we własne gniazdo.

Ale jak widać, bogate feministki z Warszawy potrzebują wirtualnego wroga

Karina

Komentarze (18)

Ocena: 4.94 / 5
gość (Ocena: 5) 20.11.2017 10:05
Taka prawda ,że wszystko kręci tylko wokół tej kobiety "Ja ,Ja,Ja i liczę się tylko Ja reszta mnie nie interesuje"
odpowiedz
ooo (Ocena: 4) 29.10.2017 18:06
ja tej Pani życzę aby po gwałcie szukała lekarza który przepisze jej tabletkę po i nie znalazła z powodu tzw. "sumienia". Aha, i nie miała kasy na wyjazd do Czech.
odpowiedz
anonim (Ocena: 5) 22.10.2017 11:57
A ja się na te tematy nie wypowiadam bo matką jeszcze nie jestem i nie wiem co bym zrobiła i mam nadzieję,że tego się nie dowiem.Nikomu tego nie życzę.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 11.10.2017 20:50
Ja również odcinam się od tych "feministek" wstyd mi za to że niby wszystkie kobiety reprezentują. Według mnie aborcja jeśli dziecko jest zdrowe nie powinna być dopuszczona.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 10.10.2017 12:36
Typowe myślenie- mnie nie dzieje się nic złego, to nikomu nie może dziać się nic złego
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo