LIST: „Zarabiam 2500 zł i dla mnie to wegetacja. Nie wiem jak można godnie żyć z taką pensją!”

Iwona twierdzi, że na nic jej nie stać. Przesadza?
LIST: „Zarabiam 2500 zł i dla mnie to wegetacja. Nie wiem jak można godnie żyć z taką pensją!”
Fot. Unsplash
24.09.2017

Pewnie sobie pomyślicie, że jestem oderwana od rzeczywistości, bo niektórzy żyją za grosze i jakoś dają radę. Chciałam tylko zapytać - ale co to za życie? Jeszcze do niedawna zarabiałam godnie i o nic nie musiałam się martwić. Nie byłam milionerką, ale na mieszkanie, jedzenie, wyjście do miasta i wakacje starczało. Sytuacja trochę się popsuła i teraz muszę pracować za naprawdę marne grosze. Dostaję 2500 zł na rękę. Od wielkiego święta prawie 3 tysiące. I wiecie co? Nie wiem jak mam teraz funkcjonować.

Rozumiem, że człowiek przyzwyczaja się do dobrobytu, ale bez przesady. Nie spałam na pieniądzach i nie wydawałam ich na głupoty. Wiodłam zwyczajne życie. Teraz nie wiem co mam ze sobą począć, bo od kilku miesięcy ledwo wiążę koniec z końcem. Przekonałam się, co to znaczy skromna pensja i tym bardziej nie potrafię uwierzyć, że niektórzy funkcjonują tak przez lata, nawet przez całe życie. Dla mnie to zdecydowanie za mało. Nie mogę liczyć na żadne wsparcie.

Jestem singielką. Mój ostatni związek trwał 3 lata, ale rozpadł się na chwilę przed zmianą pracy. I jak ja teraz mam się utrzymać za takie grosze?

Zobacz również: Praca na kasie to już nie powód do wstydu? Ujawniamy zarobki w Lidlu, Biedronce czy Tesco

 

niskie zarobki

źródło: Unsplash

Nie jestem osobą, która ciągle narzeka i tylko szuka dziury w całym. Sytuacja zrobiła się naprawdę beznadziejna i dlatego chcę to z siebie wyrzucić. Podziwiam tych, którzy zarabiają tyle co ja i potrafią się cieszyć życiem. Mnie to przypomina raczej wegetację. Cały czas czuję się upokorzona. Zwłaszcza wtedy, kiedy muszę iść do dyskontu i nawet tam wybierać najtańsze rzeczy. Liczę każdą złotówkę, bo inaczej braknie mi na inne podstawowe potrzeby.

Żyję w wynajętym mieszkaniu, które musiałam sobie znaleźć po zerwaniu z facetem. Mieszkanie to za dużo powiedziane - pokój z kuchnią. Dokładnie 27 metrów. Stary blok poza centrum miasta. Wynajem 1000 zł, do tego 200 zł czynszu, rachunek za prąd i tak pozbywam się pół pensji. A wciąż słyszę, że źle nie zarabiam, bo niektórzy wegetują za 1500 zł miesięcznie…

Kilkadziesiąt złotych za telefon, kolejne za internet, lekarstwa (mam chorobę dermatologiczną) i zostaje mi kilka stówek na przeżycie. Resztę po prostu przejadam.

Zobacz również: Czy warto pracować za najniższą krajową?

niskie zarobki

źródło: Unsplash

Na jedzenie wydaję zdecydowaną większość pensji - z tej części, która mi zostaje po opłaceniu mieszkania. Zapomniałam jeszcze wspomnieć o bilecie miesięcznym na komunikację, bo o samochodzie nawet nie marzę w tej sytuacji. Jak jest dobry miesiąc, to na koniec zostaje mi 50 zł na koncie. Jak pojawi się niespodziewany wydatek (np. rozwaliły mi się buty i musiałam kupić nowe), to jestem na minusie. Wtedy przez kilka dni wyjadam resztki i niczego nie kupuję.

Jak ktoś jeszcze raz mi powie, że wcale źle nie zarabiam… Przecież mnie na nic nie stać. Mogę zapomnieć o głupim wyjściu do kina, nowym ciuchu, lepszym kosmetyku. O wakacjach też. Inaczej by było z drugą połową u boku, ale kto by mnie teraz zechciał. Taką biedaczkę? Zdaję sobie sprawę, że nie jestem najlepszą partią.

Według mnie normalne i godne życie poniżej średniej krajowej nie jest po prostu możliwe. To raczej walka o przetrwanie.

Zobacz również: Jaka praca pasuje do Twojej osobowości?

niskie zarobki

źródło: Unsplash

Tylko mi nie mówcie, że tyle jestem warta i jak coś mi się nie podoba, to mogę zmienić pracę. Uwierzcie, że próbowałam. Na razie nic lepszego nie dostanę. Jestem bardzo ciekawa, jak inni radzą sobie za takie grosze i jeszcze nie zwariowali. U mnie to trwa krótki czas, a już mam dość. Tym bardziej, że nie mam nadziei na zmianę. Czuję się gorszym człowiekiem. Wstyd mi widywać się ze znajomymi, którzy o wiele lepiej sobie radzą. Czym zawiniłam, że wpadłam w takie bagno?

To i tak dobrze, że jeszcze mam co jeść i mnie nie eksmitowali. Na razie nie proszę o pomoc rodziców, ani nie biorę żadnych pożyczek. Nawet nie miałabym z czego tego spłacić. Kiedyś miałam jakieś plany i wierzyłam, że moje życie będzie wyglądało fajnie. Przez te nędzne zarobki wszystkiego się odechciewa. I co tu się dziwić, że Polacy tacy smutni, szarzy, nijacy.

Zdradzicie mi, jak Wam się udaje przetrwać za tyle, a nawet mniej? Moim zdaniem 4 tysiące to minimum, żeby było jako tako…

Iwona

Polecane wideo

Komentarze (53)

Ocena: 4.89 / 5
Ewa25 (Ocena: 3) 27.06.2018 20:44
Ja po studiach zarabiam 3800 brutto + premie 3000zl co 3 miesiace +1200 zl rocznie od szefa na jakis ciuch perfum. Po roku pracy dostalam smieszne 10 podwyzki. Mieszkam z rodzicami bo nie utrzymalabym sie gdybym miala mieszkac sama. 1/3 mojej pensji idzie na podatki ...to jakis zart. Dobrze Cie rozumiem i wspolczuje.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 12.01.2018 01:11
To prawda. W Polsce sa marne place, pracownik z 20-letnim stazem w jednej firmie zarabiajacy 2500, lub osoba z doktoratem zarabiajaca 14 zl netto za h? Jest to chore i smutne. Wyzysk i niewolnictwo. A wyzyc trzeba, nawet w sytuacji, gdy jedna osoba w malzenstwie nie ma przez pewien czas dochodu. Czynsz, rata kredytu mieszkaniowego, dziecko wyzywic... Nie jest latwo. Duzo lez wylanych, ale co Cie nie zabije, to Cie wzmocni. Trzeba miec nadzieje na lepsza przyszlosc.
odpowiedz
klaudia (Ocena: 5) 11.12.2017 11:09
Szczerze ? ja na twoim miejscu bym poszukała sobie jakiegoś zamożnego obcokrajowca i wyjechała z tego chorego kraju ... NA zachodzie poszukasz sobie pracy i nawet mieszkając z nim jak będziesz zarabiała 1300 euro to będzie Cie stać na wszystko
odpowiedz
Marek (Ocena: 5) 11.12.2017 10:28
Podpisuję się rękoma i nogami że 2500 zł to dla singla psi grosz a niektórzy pracodawcy oferują jeszcze mniej - samo wynajęcie pokoju w dużym mieście to nawet 1000 zł (i mieszkanie z kilkoma obcymi ludzmi na kupie.. a wieku 30 lat wynajmowac pokoik to średnia perspektywa życia ... ) jak ktoś w tej sytuacji nie ma swojego mieszkania to tylko sznur i się powiesić... Tak może i gdybym skończył dobre studia np na politechnice to może i miałbym możliwość znalezienia dobrze płatnej pracy a teraz nie mam już szansy na nic .. a na studia zaoczne nie pójdę bo po prostu mnie nie stać a i pracuję w każdy weekend ...
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 31.10.2017 02:14
Jeśli ktoś pisze, że to jest pensja która wystarcza na życie to znaczy że albo jest bardzo młody i nie zna wydatków dorosłego życia, albo jest z małej miejscowości gdzie wszystko jest tanie, albo ma wsparcie od rodziców czy partnera, np. mieszka u rodziców albo partnera. W pojedynkę da się za to żyć ale gdzie reszta wydatków? Jak byłam studentką to też tyle zarabiałam i nawet potrafiłam tysiaka miesięcznie odłożyć ale w związku z tym mieszkałam w 8 osób przy jednej łazience (z czego nie miałam nawet oddzielnego pokoju i zajmowałam pojedyncze miejsce w pokoju dwuosobowym) w niskim standardzie (stare rozpadające się meble, każdy z innego kompletu, tapeta tak stara że aż odłaziła itd.) i kupowałam odzież ze szmateksu. W pewnym wieku człowiek potrzebuje minimum wygody, poza tym o ile studentowi jeszcze wypada tak mieszkać i tak żyć to człowiekowi po studiach już nie. Po studiach zaczęłam zarabiać 3800 pln netto i to nadal za mało na cokolwiek. Co za to można mieć? Przeciętną kawalerkę ze wszystkimi rachunkami, porządne jedzenie jak stoisz godzinami w garach, bo jak jesz na mieście to tylko najgorsze, tanie bary, normalne ubrania, opłacony telefon i komunikację miejską, komfort psychiczny że stać Cię na lekarza. Starczy też by raz w roku pojechać na porządne wakacje ale wtedy już nic nie odłożysz. Uważam że w pewnym wieku powinno się mieć samochód, własne mieszkanie. Jak nie zarabiasz min. 5000 pln netto to zawsze Ci zabraknie albo na jedno albo na drugie. Wypada też mieć jakieś oszczędności a nie żyć od 1-ego do 1-ego więc komfort zaczyna się od 6000 pln bo dopiero wtedy masz poczucie że jak zepsuje Ci się auto/ pralka/ komputer to stać Cię na naprawę lub kupno nowego bez pożyczania albo żywienia się przez miesiąc makaronem z parówkami. Jak ktoś chce mieć dzieci to nawet przy założeniu że partner pokrywa połowę to i tak o przynajmniej kolejnego tysiaka wzrosną koszty, bo nie wystarczy utrzymać dzieciaka ale i mieszkanie musi być 2x większe jak ma mieszkać 2x więcej osób. Jak dla mnie dopiero przy dochodzie 7 tys. człowiek przestaje być biedny -smutne że w Polsce ledwo przestajesz klepać biedę to Ci dowalą podatek 32.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie