LIST: „Byłam na weselu, które wyglądało jak STYPA! Matka panny młodej jest chora, więc gościom zabroniono zabawy...”

Rozumiem przykre okoliczności, ale to już przesada. Opłakiwaliśmy żywą osobę.
LIST: „Byłam na weselu, które wyglądało jak STYPA! Matka panny młodej jest chora, więc gościom zabroniono zabawy...”
Fot. iStock
16.07.2017

Byłam ostatnio na prawdopodobnie najdziwniejszym i najgorszym weselu w moim życiu. To było tak straszne, że nikt nie wiedział jak się zachować. Wiadomo z czym się kojarzą takie imprezy. Radość, miłość, alkohol, głośna muzyka, zabawa do białego rana i ogólne szaleństwo. Ale nie tym razem. Przypominało to raczej wizytę u nielubianej ciotki, kiedy siedzi się cicho i jak na szpilkach, żeby przypadkiem nie zdenerwować gospodyni.

Para młoda na własne życzenie zrezygnowała z najszczęśliwszego dnia w życiu i urządziła sobie najsmutniejszy. Czułam się tam, podobnie jak wszyscy inni goście, jak na stypie. Szkoda, że nie wiedziałam, to założyłabym coś czarnego i przyniosła ze sobą chusteczki. Świeżo upieczonej żonie by się przydały, bo wielokrotnie płakała i cały czas chodziła ze skwaszoną miną.

Rozumiem, że sytuacja nietypowa i przykra, ale moim zdaniem to przesada. Choroba bliskiej osoby nie jest powodem, żeby odstawiać taki teatrzyk. To niczemu nie służy i jeszcze pogarsza sytuację.

Zobacz również: Problem Oli: „Dałam młodym pustą kopertę. Chyba się domyślili, że w środku nie było pieniędzy...”

 

nieudane wesele

fot. Thinkstock

Kilka miesięcy przed ślubem okazało się, że matka panny młodej ma raka. Nowotwór wykryto dość wcześnie, więc szybka operacja, od razu chemia i rokowania wcale nie są takie złe. Lekarze często powtarzają, że trzeba wtedy starać się żyć normalnie i myśleć pozytywnie. Ona właśnie taka jest - cały czas energiczna, na weselu wyglądała super i zabawiała gości rozmową. Szkoda, że córka z wybrankiem nie poszli w jej ślady…

Zamiast tego z własnego wesela zrobili ostatnie pożegnanie. Atmosfera była tak gęsta, że można było powiesić siekierę. Naprawdę miałam wrażenie, że przyszliśmy tam opłakiwać nieboszczkę, ale przecież nikt nie umarł. Chora siedzi przy stole, promienieje i wcale nie ma zamiaru żegnać się z tym światem. Oczywiście nie znam szczegółów i nie wiem jak sytuacja wygląda do końca, ale to nie czas na płacz.

Może to chamskie, co teraz napiszę, ale jeśli córka chce ją wykończyć - ta impreza może przynieść właśnie taki skutek.

Zobacz również: Kilka słów od nieszczęśliwej panny młodej: „Mój ślub i wesele okazały się porażką...”

nieudane wesele

fot. Thinkstock

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to brak zespołu muzycznego albo DJ-a. Zamiast tego był jakiś facet z gitarą, który odegrał smutny kawałek na powitanie pary młodej i pierwszy taniec. To by było na tyle. Potem już cały czas cisza jak makiem zasiał. Było też przemówienie - spotykamy się w wyjątkowej sytuacji, wysyłamy pozytywną energię Helence i ogólnie wszystko skupione na matce panny młodej.

Czekałam, aż to się jakoś rozkręci, ale nic z tego. Zabawa ograniczyła się do siedzenia przy stole, jedzeniu i rozmowie. Byle nie za głośno, bo każdy bał się zaśmiać. Na stypie nie wypada. Nie podano nawet mocnego alkoholu. Było tylko wino i to niewielkich ilościach. Jedna butelka na jakieś 20 osób i w sumie zaserwowano chyba 3 przez cały wieczór.

Oczepin też nie było. Innych zabaw również. Współczuje tej chorej kobiecie, że musiała za życia doświadczyć własnej stypy. Tak by to właśnie wyglądało. Ona w świetnej formie, a rodzina już ją opłakuje.

Zobacz również: 10 znaków, po których fotografowie weselni poznają, że małżeństwo się rozpadnie

nieudane wesele

fot. iStock

Bardzo jestem ciekawa, co sama zainteresowana o tym myśli. Pewnie się o to nie prosiła i było jej głupio. Gościom też, bo szeptano między sobą, że nie tak to powinno wyglądać. I uwierzcie - wesele było zaplanowane do rana, ale kto by tam wytrzymał. Już około godziny 22 pierwsi ludzie zaczęli się wykruszać. Ja wyszłam o północy i wtedy już mało kto tam był. Nie dało się dłużej znieść tej atmosfery. Próbowałam zagadywać młodych, jakie mają plany i w ogóle, a ona mi na to, że czas pokaże. Na razie mają inne zmartwienia.

Ja naprawdę wszystko rozumiem i współczuję sytuacji. Tylko po co się tak nakręcać? Przy tak poważnej chorobie trzeba czerpać z życia. To nie moment na takie cyrki. Na miejscu tej kobiety chyba położyłabym się po tej „imprezie” do grobu. Zepsuli ten dzień jej, sobie i wszystkim zaproszonym. Uważam, że zupełnie niepotrzebnie. Szkoda, że nie odwołali ślubu, bo chyba są do tego zdolni.

Co Wy o tym wszystkim myślicie? Czepiam się bez sensu czy mam trochę racji?

Iwona

Komentarze (18)

Ocena: 4.56 / 5
gość (Ocena: 5) 23.07.2017 02:00
Jasne że masz rację, co to za wesele bez muzyki i tańców ?? Ja bym wyszła z takiego wesela bo byłoby dla mnie zwyczajnie nudne. Byłam kiedyś na weselu mojej kuzynki która zrobiła to wesele kilka miesięcy po śmierci naszego dziadka i oczywiście wszyscy się bawili. Nikt przesadnie nie rozpaczał, tylko moja babcia która miała żałobę nie tańczyła i nie bawiła się z nami. Ale siedziała przy stole z nami i nie robiła tragedii z tego że rodzina się dobrze bawi pomimo straty dziadka. Bez przesady.
odpowiedz
Mia (Ocena: 5) 21.07.2017 09:28
Skoro mama panny młodej żyła to nie widzę powodu żeby robić z wesela stypę. Rak to straszna choroba ale trzeba żyć NORMALNIE... Sama ostatnio myślałam że nie będę na weselu brata bo kilka dni wcześniej trafiłam do szpitala z ciąża zagrożona. Ale na szczęście w sobotę mnie wypisali. Cały czas tylko siedziałam przy stole, bo o tańcu nie było mowy. Szybko też opuściłam imprezę, bo męcząca dla mnie była głośna muzyka. Ale nie wyobrażam sobie żeby przeze mnie mieli zrezygnować z najpiękniejszego dnia w ich życiu.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.07.2017 11:25
Jasne że każdy lubi jakąś muzykę niekoniecznie tą samą. Ale gadka że cisza na weselu to nic złego i lepsze niż wiejska muza....PUKNIJCIE SIĘ W GŁOWY. Lepsza jakakolwiek muzyka- nawet radio do obiadu niż siedzieć w zupełnej ciszy, słuchać tylko szczękania talerzy, sztućców i szelest szeptów bo goście nie chcą mówić za głośno żeby wszyscy słyszeli. PORAŻKA. Jak sama nazwa wskazuje to powinno być "wesele". Ludzie powinni się cieszyć i świętować, a nie czuć się skrępowani nawet rozmawiając bo nie wiadomo jak się zachować. Wyjść czy zostać. Czy w sumie to jesteśmy mile widziani czy para młoda to by chciała żeby wszyscy szybko wyszli. Zaśpiewać w takiej atmosferze Sto lat czy nie wypada/ nie życzą sobie. Ja bym osobiście podziękowała wstała i wyszła. I wspomniałabym pannie młodej że chyba swojej matce stypę za życia wyprawiła. Niech się obrazi ale może przemyśli nad swoim zachowaniem. Na różnych weselach byłam, z orkiestrą jazzową, tematycznym, obiedzie i w remizie, ale na każdym chodziło o to żeby uczcić ten wielki dzień dla młodych ( którzy też są różni i powinno się dostosować do nich). W takich okolicznościach jeśli chcieli zrobić to co zrobili to trzeba było wcale nie wyprawiać wesela. Goście by nie musieli się męczyć ani Młodzi. I nie sądzę, żeby mieli takie marzenie o tym dniu, a po prostu celebrowali swój smutek. Poza tym chyba mało złego ich w życiu spotkało skoro tak postanowili się z tą sytuacją obnosić, bo jak ktoś dużo w swoim życiu doświadczył to wie jak ważne jest cieszenie z każdej szczęśliwej chwili w swoim życiu, do których też szczególnie powinien należeć ślub.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 16.07.2017 20:14
jakiś czas temu widziałam w krakowie na rynku gitarzystę, który grał tak, że aż ciarki przechodziły. osobiście wolałabym taki magiczny romantyczny dźwięk gitary niż jebut-disco polo.
zobacz odpowiedzi (1)
Ama (Ocena: 5) 16.07.2017 14:40
Powinni uczynić wszystko żeby kobieta widziała szczęście żeby zapamiętał ten dzień napewno i ona byłaby szczęśliwa widząc dobra zabawę a nie takie coś!
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo