LIST: „Na imieninach podałam kiełbasę z konia. Dwulicowi goście wpadli w histerię!”

- Dlaczego zajadamy się wieprzowiną, a konina tak nas obrzydza? - pyta Kinga.
LIST: „Na imieninach podałam kiełbasę z konia. Dwulicowi goście wpadli w histerię!”
Fot. iStock
09.04.2017

Pierwszy raz spotkałam się z taką sytuacją, więc muszę to z siebie wyrzucić. Jestem wściekła i zwyczajnie jest mi przykro, jak potraktowali mnie najbliżsi. Ja do nich z sercem na dłoni, a oni zmieszali mnie z błotem. Chodzi o moje nieszczęsne imieniny, które zorganizowałam w poprzednią sobotę. Zaprosiłam rodzinę i przyjaciół. Miało być miło, a wyszło tragicznie. Cały czas uważam, że to nie ja zawiniłam. Skąd miałam wiedzieć, że są tak nadwrażliwi i dwulicowi? To się w głowie nie mieści.

Zorganizowałam przyjęcie najlepiej jak potrafiłam. Niczego na stole nie brakowało i atmosfera była na początku bardzo miła. Do momentu, kiedy jedna osoba zorientowała się, co leży na jednym z półmisków. Wszyscy się zajadali i nagle stanęło im w gardle. Nagle doszli do wniosku, że może jest to smaczne, ale też bardzo niemoralne. Między tradycyjnymi wędlinami podałam kiełbasę z koniny.

Wyglądała ładnie, smakowała jeszcze lepiej i musiałam jej nawet dokroić. Pożerali tak łapczywie, że aż im się uszy trzęsły. I dopiero gdzieś w połowie imprezy koleżanka pyta, co to właściwie jest. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że mięso z konia. Zapowiadało się na zbiory atak serca.

Zobacz również: REPORTAŻ: Nienawidzę mięsożerców!

 

konina

fot. Thinkstock

Od razu zmienił im się wyraz twarzy, zaczęli pluć, wycierać usta, a jedna przyjaciółka to prawie miała łzy w oczach. Gdybym im nie powiedziała, to naprawdę nie byłoby sprawy. Mięso jak mięso, kiełbasa bardzo dobrze doprawiona, a do tego chuda. Ale wtedy to już przestało mieć znaczenie. Zaczęły się wywody o tym, że koń to przyjaciel człowieka, a źrebaki są takie słodki. Człowiek z odrobiną empatii nigdy z własnej woli nie tknie czegoś takiego.

A niby dlaczego? Może jestem potworem, ale nie widzę żadnej różnicy między pożeraniem świnki, krówki czy konika. Niektórych to pewnie zszokuje, ale wszystkie te zwierzęta musiały zostać najpierw zabite, żeby trafiły na nasze talerze. Z tą różnicą, że konina jest bardzo zdrowa, bo mało tłusta. Jak bardzo dwulicowym trzeba być człowiekiem, żeby tak dzielić żywe istoty na lepsze i gorsze?

Ja nie potrafię pojąć, w czym krowa jest gorsza od konia. Zwierzęta są po to, żeby nam służyć i przeznaczone są również do jedzenia.

Zobacz również: LIST: „Jestem wegetarianką i nie chcę, żeby moja córka jadła mięso. Mąż jest przeciwny. I co teraz?!”

konina

fot. Thinkstock

Bardzo się zdenerwowałam i im to wszystko powiedziałam. Jedyny argument ze strony oburzonych - konia się nie je. Dlaczego? Bo nie. Wszystko inne można, ale tego człowiek nie powinien. Jakimś cudem konie trafiają do rzeźni, od lat robi się z nich wędliny i na świecie jest wielu smakoszy. To nie jest tanie mięso. Chciałam im zrobić przyjemność, a przez przypadek wywołałam zbiorową histerię. No to ich pytam, czy w takim razie spróbowaliby kangura albo krokodyla.

Wiecie jaka była ich odpowiedź? Kangura nie, bo to słodki zwierzak, ale krokodyl jest agresywny, więc jego można pożreć. Dla mnie to nie jest argumentacja myślącego człowieka. Dzielenie żywych istot na słodkie i brzydkie to jakiś absurd. Małe świnki czy kurczaczki też są pocieszne, a jakoś nikt nie rezygnuje ze schabowego albo kotleta drobiowego. Takie wybiórcze podejście do tematu potwornie mnie irytuje.

Jak cię oburza jedzenie martwych zwierząt, to zostań wegetarianinem. Bez takiej dwulicowości, że jeden rodzaj mięsa jest smaczny i moralny, a drugi nie.

Zobacz również: Czym zastąpić mięso?

konina

fot. Thinkstock

Nie bardzo wiedziałam, co mam w tym momencie zrobić. Dyskusja nie miała żadnego sensu, bo ich pusta argumentacja jeszcze bardziej mnie irytowała. Ściągnęłam ze stołu wszystkie półmiski z wędlinami i zaproponowałam, żeby jedli sałatki i marynowane grzybki. Przynajmniej będą mieli pewność, że nikomu nie robią krzywdy. Atmosfera siadła i po godzinie nie było już nikogo. Zakończyłam imieniny przed 22, co jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło. Na pocieszenie zjadłam jeszcze laskę koniny, bo przecież jej nie wyrzucę.

Teraz oni wszyscy mają mnie za potwora. Czy tylko ja widzę w tym coś nienormalnego? Pewnie kolejnego dnia na śniadanie niektórzy z moich gości zajadali się parówkami. To takie cienkie serdelki wyprodukowane z łoju, skóry, oczu, kopyt, rzęs i innych bebechów martwych zwierząt. Jakoś wtedy nic nie staje im w gardle.

Naprawdę nie mam poczucia, że zrobiłam coś złego. Nie widzę nic dziwnego w tym, że sama kocham zwierzęta, ale ich smak też doceniam. Bez względu na to, czy to krowa albo nieszczęsny koń.

Kinga

Komentarze (50)

Ocena: 4.9 / 5
gość (Ocena: 5) 10.04.2017 11:56
Taka jest rzeczywistość że niektóre zwierzęta są hodowane od urodzenia na ubój, człowiek je mięso i będzie jadł ważne żeby przynajmniej te zwierzęta były hodowane w godnych warunkach i ubijane humanitarnie ale autorka stwierdzeniem " Zwierzęta są po to, żeby nam służyć i przeznaczone są również do jedzenia." Pokazała swój debilizm i nie dziwię się gościom że sobie poszli po usłyszeniu takich argumentów. Nie, zwierzęta nie są po to żeby nam służyć.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 10.04.2017 04:38
Mnie rozje..bało wplecenie husarii do tego tematu. Cała inteligencja 25+ rży ze śmiechu z gimnazjalnej reaktywacji husarii oraz ich oddanych karyn w hasarii hahhahahhahahhahahhahahhahaha ach ta moda... i pewnie śpi w patriotycznej pościeli xD
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 09.04.2017 20:42
hahahahahaha co za głupia baba, no leżę... hahahah faktycznie biedne koniki :D palnij sie w łeb miłośniczko koni
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 09.04.2017 19:54
Masz gospodarstwo i na co dzień przebywasz z krowami, że twierdzisz, że tego nie potrafią? ja mam i całe życie spędziłam wśród zwierząt hodowlanych, w tym krów, które tak samo jak konie cieszą sie na widok właściciela, jeśli są dobrze przez niego traktowane, a nie zastraszone. Nieraz latem siedziałam na łące pod drzewem z głową cielaczka, albo nawet dorosłej krowy na kolanach, która domagała się drapania za uchem jak kot. a burgerki wołowe zapewne wcinasz ;) nie jestem wege, ale też nie lubię hipokryzji. jeden zwierzaczek ma słodkie futerko, więc jest moim przyjacielem, a ten co nie ma futerka jest do zjedzenia, proszę...
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 09.04.2017 19:44
A ja mam prosiaczka, którego kocham tak samo, jak ty swojego kotka, czy króliczka, czy to sprawi, że przestaniesz jeść wieprzowinę?
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo