LIST: „Moi rodzice zapłacili za wesele, a ja się rozwiodłam. Chcę, żeby były mąż zwrócił im połowę kosztów!”

27-letnia rozwódka uważa, że to sprawiedliwe rozwiązanie.
LIST: „Moi rodzice zapłacili za wesele, a ja się rozwiodłam. Chcę, żeby były mąż zwrócił im połowę kosztów!”
Fot. Thinkstock
12.03.2017

Nigdy bym nie pomyślała, że moje życie tak się ułoży. Niestety, sprawdziła się przestroga, że małżeństwo może tylko zaszkodzić miłości. Ja naprawdę kochałam swojego chłopaka, później narzeczonego i przez chwilę męża. Wszystko zaczęło się psuć zaraz po weselu i przysięgam, że nie z mojej winy. Jestem bardzo elastyczna, wiele zniosę, potrafię zadbać o drugiego człowieka. Ale on oczekiwał coraz więcej. Zbyt wiele. Kiedyś nawet się nie sprzeczaliśmy, a później awantury stały się naszą codziennością.

Nie wiem ile jeszcze czasu on by w tym trwał, gdybym sama nie złożyła pozwu. Dobrze to sobie wymyślił, bo związek nie miał już przyszłości, a za jego rozpad oficjalnie odpowiadam ja. On przecież tego nie chciał i próbował o nas walczyć… Już mniejsza o szczegóły. Mam 27 lat i jestem rozwódką. Nie jest to szczególnie fajna sytuacja, chociaż powoli się przyzwyczajam do tej myśli. Cały czas wierzę, że jeszcze nie jestem skreślona i odnajdę szczęście.

Byłoby to znacznie łatwiejsze, gdyby mój były zamknął ten rozdział i siedział cicho. On woli jednak opowiadać wszystkim, jaki to jest biedny, bo żona go zostawiła. Jeśli kiedyś znajdę sobie faceta, to pewnie się okaże, że to z nim go zdradzałam. Nie chcę się mścić, ale postanowiłam wymierzyć mu sprawiedliwość.

Zobacz również: LIST: „Na wesele wydałam grosze! Mrożone jedzenie, rozcieńczany alkohol, sztuczne kwiaty...”

 

 

koszt wesela

fot. iStock

Jak to w polskiej tradycji bywa, koszty związane z weselem wzięli na siebie w całości moi rodzice. Jemu i jego rodzinie było to oczywiście na rękę. Chodzi o spore pieniądze, bo ok. 30 tysięcy złotych. Można powiedzieć, że była to ich inwestycja w nasz związek. A skoro się nie zwróciła, to przyszedł czas na rozliczenia. Kiedyś mama wspomniała o tym w nerwach, a ja to podchwyciłam. Myślę, że po tym co zrobił po rozwodzie (nie wspominając o fatalnym małżeństwie) należy mu się mała nauczka.

Zwróciliśmy się do niego oficjalnie z prośbą o rozliczenie tej sprawy, skoro już nic nas nie łączy. To znaczy, rodzice wystąpili o zwrot połowy poniesionych kosztów. Chcą od niego 15 tysięcy złotych. Zresztą, już mniejsza o to, od kogo. Może od niego, może od jego rodziców. Wszystko jedno, jak oni się dogadają. Prawda jest taka, że wesele było wspólne i nie może być tak, że spadło to tylko na moją rodzinę. Mnie oczernia, a rodzice cały czas spłacają tę imprezę.

Powtarzam - gdyby potrafił rozstać się z klasą i siedział cicho, to w życiu bym nie pozwoliła na taką akcję. Tylko, że on sam się o to prosi. Uraził mnie bardzo, a najbliżsi chcą mnie chronić. Wiem, że teraz będzie miał jeszcze więcej do gadania, ale jest mi już wszystko jedno.

Zobacz również: LIST: „Wydaliśmy 5 tys. na ślub, a w kopertach dostaliśmy 13! To było wesele roku!”

 

koszt wesela

fot. iStock

Małżeństwo się zakończyło, więc czas na podsumowania i rozliczenia. Odda połowę, to moi rodzice spłacą kredyt. Ja zacznę nowe życie, a nad nimi nie będą już wisieć te długi. Nasze drogi rozejdą się już raz na zawsze i żadna sprawa nie będzie nas łączyć. Myślę, że facet z klasą powinien się zgodzić na takie rozwiązanie. Zwłaszcza, że to nie jest jakiś pierwszy lepszy biedak z ulicy. Zaraz po ślubie zmienił pracę i zarabia bardzo dobrze. W kilka miesięcy mógłby oddać wszystko co do grosza. Tym bardziej, że większą część pieniędzy, które dostaliśmy w prezencie od gości przeznaczył na własne zachcianki.

Rozwód był bez orzekania o winie, więc nawet za to ja musiałam zapłacić. Już naprawdę dosyć tej nierówności, bo wychodzi na to, że tylko ja i moja rodzina musimy ponosić koszty. On śpi spokojnie. Nie nazywam tego zemstą, ale to chyba dobry moment na wymierzenie sprawiedliwości. Związek, nawet nieudany, to dwie osoby. Na razie to ja płacę, ja jestem oczerniana, mnie się obwinia o rozstanie i tak dalej. On wyszedł z tego małżeństwa nie patrząc za siebie. Chyba czas mu o sobie przypomnieć.

Prośbę oczywiście wyśmiał i powiedział nawet moim rodzicom, że z taką pazernością jeszcze się nie spotkał. Całe szczęście, że tata go wtedy nie uderzył. Teraz trzeba to rozegrać inaczej i idziemy do sądu. Zaangażowałam już prawniczkę, która się tym zajmie. Ona twierdzi, że sprawa jest do wygrania.

Zobacz również: Drogie wesele oznacza szybki rozwód?

koszt wesela

fot. iStock

Mamy wszystkie rachunki. Nawet z listy gości wynika, że jakieś 65 procent z nich to byli bliscy mojego męża. Nikt mi więc nie powie, że to mnie zamarzyła się wielka impreza, a on siedział cicho i w ogóle na tym nie skorzystał. Zdaję sobie sprawę, że czeka nas długa wojna. Myślę jednak, że warto. Przecież nie będę go oczerniała, tak jak on to robi. Nie zrobię mu fizycznej krzywdy. Jedyne co mogę zrobić, to pokazać, że akurat w tej sprawie to ja mam rację. On nie jest pewny siebie, ale zwyczajnie bezczelny. Śmieje nam się w twarz i pyta „co mi zrobicie?”.

Właśnie o to mi chodzi, żeby ten uśmieszek zniknął. Przyjdzie mu zapłacić kilkanaście tysięcy, to może otrzeźwieje. A może nawet zyskam w jego oczach? Niech się przekona, że jak się za coś biorę, to nie żartuję. Czekam niecierpliwie na wyrok, kiedy będę mogła podziwiać jego przegraną. Powtarzam, że nie chodzi o zemstę, ale rację i sprawiedliwość. Cieszę się, że rodzice postanowili mi w tym pomóc. Poza tym, ta kasa zwyczajnie im się należy.

Wspólny ślub, wspólne wesele, wspólne życie, wspólna porażka, to i rachunki też wspólne. Nie tylko moje i mojej rodziny. Myślę, że kobiety popełniają błąd tak łatwo sobie odpuszczając. Już nie wspomnę o tym absurdalnym zwyczaju, że rodzina panny młodej ma się spłukać, a druga strona nic nie musi...

Wioletta

Komentarze (24)

Ocena: 4.83 / 5
anonim (Ocena: 5) 15.03.2017 08:24
Też znałam taką co się skarżyła,że jak była ze swoim mężem zanim się z nim rozwiodła to ona musiała ponieśc wiele kosztów związanych z weselem i innymi sprawami,potem po rozwodzie oczerniała go cały czas,jakie to ona koszty ponosiła a on jaki był beznadziejny nawet w sprawach seks itp.Dla mnie to bez sensu.Skoro był rozwod to moim zdaniem powinno się już odpuścic i nie walczyć,bo to i tak nic dobrego nie da,Ale niektórzy chcą pokazać ,,swoje JA''A co do kosztow wesela,to przecież można było zaprosićtylko najblizsza rodzine,zrobic skromne przyjecie weselne.Nikt ci nie kazał wbijać się w takie koszty.No coż niektorzy wyznają zasadę ,,zastaw się a postaw się''
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 13.03.2017 21:48
jeśli on dobrowolnie nie odda Ci pieniędzy to nie masz co liczyc na wygrana w sądzie niestety
odpowiedz
Tikru (Ocena: 5) 13.03.2017 16:19
A ja myślę że to jakaś rozgrywka wewnętrzna. Wewnętrzna w sensie wnętrza autorki, bo chyba chodzi dziś o zalepienie plastrem pieniędzy jakiejś rany albo dziury wyżartej goryczą w sercu, oraz wewnętrzna w sensie rodziny autorki. Chyba dziewczyna w rodzinie własnej coś nawywijała z tym małżeństwem i teraz ostatnią deską ratunku chce udowodnić jednym wyrokiem sądu że ona ma rację po całości... Poza tym cały tekst jest niespójny ale przede wszystkim przesiąknięty goryczą i chęcią zemsty...
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 12.03.2017 23:32
Oczywiscie, kobiety w komentarzach zamiast stanac po stronie autorki, trzymają stronę faceta. Jak zwykle, jakos dla facetów panie sa bardzo wyrozumiale. Ja trzymam kciuki, choc moze być ciężko, skoro rozwod bez orzekania o winie, ale skoro prawniczka się podjęła, to mam nadzieje, że szansa jest duża.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 12.03.2017 22:06
ale.... to ty wniosłaś o rozwod. nie było orzeczenia winy. ktoś niżej ma rację - na jakiej prawnej podstawie? :)
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo