LIST: „Nienawidzę przyjmować gości! Wchodzą w butach, z pustymi rękami, wybrzydzają...”

Agata jest przerażona, że w święta tyle osób przewinie się przez jej dom.
LIST: „Nienawidzę przyjmować gości! Wchodzą w butach, z pustymi rękami, wybrzydzają...”
Fot. iStock
21.12.2016

Zawsze lubiłam święta, bo czułam ich atmosferę. W tym roku jakoś w ogóle się nie cieszę. Jestem raczej sceptycznie nastawiona, a wszystko dlatego, że przypadło mi goszczenie wielu osób w tym czasie. Wigilię organizujemy co prawda u mojej mamy, ale pierwszy i drugi dzień świąt ludzie zjadą się do nas. Pierwszy raz jest taka możliwość, bo pół roku temu odebraliśmy mieszkanie z mężem. Już raz przyjmowaliśmy gości na imieniny, ale nie wspominam tego najlepiej.

Może to dziwnie zabrzmi, ale mój dom to moja twierdza. Wolę się spotykać z innymi poza mieszkaniem. U kogoś albo w knajpie. Wtedy nie trzeba się tak spinać, sprzątać wszystkiego, polerować sztućców, odkurzać każdy kąt, gotować i wydawać majątek na poczęstunek. Zwłaszcza, że niektórzy nie potrafią się zachować, jak odwiedzają innych.

W lipcu, jak przyszło kilka osób, to oblali nam ścianę winem, a na parapecie ktoś wypalił dziurę papierosem. Teraz może być jeszcze gorzej.

Zobacz również: 8 rzeczy, których goście nienawidzą na weselach (I wcale nas to nie dziwi)

 

święta w domu

fot. Thinkstock

Bardzo dbam o dom, bo sporo nas kosztował. Jeszcze przez lata będziemy go spłacać. Nie lubię, jak ktoś mi się panoszy, brudzi i ustala swoje reguły. A goście niestety często to robią. Każdy ma inne maniery i potem nie wiadomo - prosić o to, żeby ściągnął buty przed wejściem, a może nie wypada? Sprawdzać podeszwy? Pilnować, żeby skorzystali z wycieraczki? Ktoś powie, że mam obsesję na tym punkcie, ale spróbujcie zrozumieć.

Kupiliśmy do salonu bardzo jasny dywan, który nie jest zbyt odporny na zabrudzenia. Jak się chodzi w kapciach lub boso, to nie ma problemu. Ale w święta spodziewam się kilkunastu osób. Wszystkie pewnie przyjdą w eleganckich butach. Na pewno wypastowanych czarną farbą chwilę wcześniej. Ja już widzę, co się stanie z tą wykładziną.

Naprawdę nie chcę, żeby po tych dwóch dniach dom nadawał się do remontu i trzeba będzie wymieniać niektóre sprzęty.

 

święta w domu

fot. Thinkstock

Już nawet pal licho zniszczenia - ja po prostu nie lubię takich spędów, a niestety zostałam zmuszona przez rodzinę do tego. Mama chce się pochwalić mieszkaniem córki, a mężowi też zależy na pokazaniu się z dobrej strony. Nie wiem czy tylko ja mam takie doświadczenia, ale takie spotkania zawsze kończą się niesmakiem. Ktoś się upije, coś popsuje albo przyjdzie, za przeproszeniem, na krzywy ryj.

Przekonałam się o tym po odbiorze mieszkania. Jak przychodzili różni goście, to mało kto coś przyniósł. Zawsze z pustymi rękami. A wypadałoby chociaż przynieść kwiaty dla mnie albo butelkę alkoholu dla męża. Może jakiś inny drobiazg do domu. Ale niestety Polaków to przerasta i spodziewam się, że tym razem będzie tak samo. Przyjdą na gotowe i nic od siebie nie dadzą.

Sorry, ale aż mi się odechciewa. Zwłaszcza, że nie skończyłam jeszcze narzekać.

Zobacz również: Goście odmówili przyjścia na wegańskie wesele! Kto w tym sporze ma rację?

święta w domu

fot. Thinkstock

W Polsce jak się przychodzi w gości, to rzadko się szanuje gospodarzy. Dobre maniery wymagają, żeby siedzieć grzecznie i doceniać wszystko. Zamiast tego jest ciągłe wybrzydzanie. Ostatnio jak wpadło zaprzyjaźnione małżeństwo, to mąż koleżanki miał nam za złe, że nie mamy rozpuszczalnej kawy jego ulubionej marki. Dostało nam się nawet za to, że podałam cukier trzcinowy, a nie biały. On nie lubi takich zdrowych zamienników.

Nigdy bym nie pomyślała, że można tak do kogoś przyjść i ciągle się krzywić. Jak do kogoś idę, to przyjmuję warunki gospodarza. Czego by ode mnie nie oczekiwał i co by nie podał na stół, to się uśmiecham i jest miło. Nawet jeśli mam inne upodobania. Jestem wdzięczna, że poświęca mi czas i pieniądze na ugoszczenie mnie.

Obawiam się, że te święta będą wyglądały inaczej. Niby sami swoi, ale nie umiem nad nimi zapanować.

święta w domu

fot. Thinkstock

Prawda jest taka, że np. chciałabym od nich ściągnięcia butów w przedpokoju. Jak mam to załatwić, żeby nikt się nie obraził? Może się okazać, że ktoś założył dziurawe skarpetki i moja prośba go ośmieszy. A jak podam kapcie dla gości, to ktoś może się brzydzić. Jak mam reagować na ich zachcianki, kiedy oczekują czegoś, czego nie podałam na stół? Latać w tą i z powrotem czy olać i niech to oni się dostosują?

No właśnie z tym jest problem. Polacy nie lubią się dostosowywać do innych. Mimo, że odwiedzają mój dom, to chcą się czuć jak u siebie. Drażni mnie to bardzo i żałuję, że się na to zgodziłam. Jeszcze rodziców i rodzeństwo mogę przyjąć, ale do tego dochodzą ciotki, wujkowie, kuzynostwo z partnerami. Za dużo jak na moje nerwy.

Nie jestem gościnna, bo wiem czego mogę się spodziewać.

święta w domu

fot. Thinkstock

Najchętniej bym to wszystko odwołała. Nawet myślałam, żeby się nagle „rozchorować”, ale nie chcę też robić problemów mamie. Jak u mnie nie będzie można się spotkać, to wszyscy się zwalą do niej. Wstyd mi tak narzekać, zwłaszcza że tu chodzi o bliskie osoby, ale to tym trudniejsze. Obcym bym powiedziała na wstępie jakie zasady obowiązują w moim domu. Tutaj nie wypada, bo kto to widział, żeby wymagać czegoś od rodziny.

Możecie się śmiać, ale planuję np. zwinąć na ten czas jasny dywan, bo po prostu wiem, że nie wytrzyma tego najazdu gości. Stół trzeba ustawić jakoś inaczej, żeby nie był za blisko ściany (zawsze ktoś coś wywali). Przygotuję też dodatkowy ręcznik, bo potem wszyscy się wycierają w mój. Szykuję się jak na wojnę, ale tak niestety trzeba.

Niektórzy jeszcze nie potrafią się zachować w towarzystwie. Im na te święta życzę trochę więcej taktu.

Agata

Zobacz również: Najpopularniejsze wpadki gości weselnych

Polecane wideo

Komentarze (45)

Ocena: 4.64 / 5
ULA (Ocena: 5) 19.10.2018 15:58
Zawsze trzeba pytać, czy zdjąć buty, może w domu są małe dzieci które się bawią na podłodze i choroba gotowa. Należy także przynieś jakieś słodycze, czekoladki czy kwiaty. Najlepiej ustalić co trzeba przynieś, czy można w butach? Kto pyta nie błądzi.
odpowiedz
Abna (Ocena: 5) 19.10.2018 15:55
GOSPODARZ dyktuje warunki i BASTA ! Zawsze tak było i będzie, tylko, że teraz coraz mniej jest kulturalnych ludzi, zmieniają się na gorsze i myślą, że jak przyjdą w gości to im wszystko wolno, łazić w buciorach brudnych bo nie wycierają, przecież to dom, nie restauracja wnosi się bakterie, pasożyty na butach, od razu trzeba myć podłogi nie wspomną o dywanie! Jak są dzieci w domu można je czymś zarazić, bo się Hrabiom nie chciało zdjąć butów to jest niedopuszczalne. Należy akceptować zwyczaje domu i jedzonko, dziękować i chwalić oraz coś przynieś może to być ciasto, sałatka, wino, a nie z pustymi łapami i coś dla dzieci jak są w domu. Takie zachowanie jest ok. Polacy uczcie się kultury i pytajcie gospodarza domu o zwyczaje, kapcie są ok, możecie przynieś własne także to dobry ton. no to tyle i basta
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 19.10.2018 15:07
Jeżeli masz takie poglądy na przyjmowanie gości to ich po prostu nie zapraszaj . A tak na marginesie zmuszanie gości do zdejmowania butów świadczy o twoim buractwie .
odpowiedz
M (Ocena: 5) 26.12.2016 11:26
A mnie denerwują goście przychodzący z gołymi rękami. Ciężko chociaż butelkę wina przynieść z grzeczności? Ostatnio odwiedzili nas kolega i nocowal u nas parę dni. Nie przyniósł nic od siebie, nie zaprosił nas na kolację, nie pochwalił domu, nic. Trochę zerwałam z nim kontakt bo wyszedł na mega buraka.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 25.12.2016 17:24
Jak mam posprzątane to zawsze żądam od gości ściągnięcia butów. Nie dlatego, że nie mam kultury i jestem niewychowana, ale dlatego, że mam szacunek do swojego czasu i swojej pracy, które są dla mnie ważniejsze, niż wygoda gości.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie