LIST: „Jestem trenerką na siłowni, a moje klientki to OSZUSTKI! Na trening zabierają ze sobą colę i batony...”

Podobno ulegamy złudzeniu, że posiadanie karnetu załatwia sprawę. Nie chcemy się przemęczać.
LIST: „Jestem trenerką na siłowni, a moje klientki to OSZUSTKI! Na trening zabierają ze sobą colę i batony...”
Fot. Thinkstock
11.12.2016

Zawsze marzyłam o tym, żeby zawodowo pomagać ludziom. Najpierw była wersja, że pójdę na medycynę i zostanę lekarzem albo pielęgniarką. Później wybrałam fizjoterapię, odkryłam pasję do ćwiczeń i w efekcie zostałam trenerką. Też pomagam, ale w trochę inny sposób. Tak naprawdę siłownia to dla wielu ostatnia deska ratunku. Jak nie zaczniesz się ruszać - wysiądzie ci kręgosłup, serce, płuca i wszystkie inne organy. A jak zaczniesz ćwiczyć w nieodpowiedni sposób - pojawią się kontuzje.

Od tego właśnie jestem. Żeby mobilizować, edukować, proponować nowe rozwiązania i towarzyszyć ludziom w ich przemianie. Pech chciał, że moją główną grupą klientów są kobiety. Faceci jakoś nie bardzo ufają pani trenerce i wybierają innych panów. Nikt nie jest tak niezdecydowany, jak my. Oszukujemy same siebie i mnie już żal na to patrzeć. Zamiast wziąć się w garść, słuchać rad, pójść na całość, to ciągle szukamy wymówek i kombinujemy. Mówię „my”, chociaż ja taka nie jestem. Nigdy bym nie wymyśliła, żeby po treningu sięgnąć po butelkę coli i batona czekoladowego.

Zobacz również: Internauci atakują trenerkę personalną: Jesteś grubaską, a nie sportsmenką!

 

siłownia

fot. Thinkstock

To się zdarza nagminnie. Kobiety przychodzą na siłownię z nieznanych mi do dziś powodów. Teoretycznie, żeby o siebie zadbać i przede wszystkim schudnąć. W praktyce robią wszystko, żeby nic z tego nie wyszło. Najczęściej ćwiczą parami, bo taki trening to dla nich nuda i przynajmniej mają z kim pogadać. Zwracają ogromną uwagę na swój firmowy strój, a nawet makijaż. W czasie godzinnych zajęć potrafią 3 razy wychodzić do łazienki, żeby się przejrzeć w lustrze. Mam ochotę stanąć na środku sali i wrzasnąć, że to nie rewia mody. No, ale niestety nie za to mi płacą. Przede wszystkim ma być sympatycznie.

One karmią się złudzeniami, a ja nie mogę za dużo powiedzieć. Próbuję być stanowcza, ale szybko się obrażają i potem nawet piszą na mnie skargi. Jak któraś usłyszy, że się za mało stara, powinna trzymać dietę i bardziej się skupić na ćwiczeniach, niż ploteczkach, to zaraz zmienia trenerkę. Nie zależy im na kimś, kto stanie nad nimi z batem. Mam być sympatyczną dziewczyną, która poklepie po plecach i będzie kłamała w żywe oczy, że widzi spektakularne efekty. A zazwyczaj nie widzę żadnych!

 

siłownia

fot. Thinkstock

Postanowiłam to wszystko opisać, bo zaraz się zaczną postanowienia noworoczne. Od początku stycznia siłownie będą pękać w szwach. Pewnie wiele z Was się zapisze, żeby odmienić swoje ciało i życie. Zastanówcie się tylko, na czym tak naprawdę Wam zależy. Żeby coś ze sobą zrobić, czy może bardziej pochodzić w modne miejsce, mieć gdzie pogadać z przyjaciółeczką i usprawiedliwić swoje późniejsze lenistwo? Często pytam klientki, jak wygląda ich nowy styl życia. Mówią, że siłownia wystarczy. Potem leżą w domu i jedzą chipsy na kolację. Wierzę, że tak właśnie jest. Już się wystarczająco napatrzyłam.

Niemal wszystkie panie bez wyjątku przyjeżdżają na siłownię samochodami albo ktoś je podwozi. Wyjątkowy absurd, bo w większości mieszkają gdzieś w pobliżu. Naprawdę spacer dobrze by im zrobił. Jak jest cieplej, to przecież można wsiąść na rower. Zawsze to trochę więcej wysiłku i spalonych kalorii. Ale nie… Nie mają zamiaru się przemęczać. Godzina ze mną wystarczy, bo przecież nie chcą zostać kulturystkami. Nie może być za zdrowo.

Zobacz również: Wasze historie: Pod prysznicem na siłowni zobaczyłam coś OBRZYDLIWEGO!

 

siłownia

fot. Thinkstock

Mam porównanie, bo moi koledzy z pracy opiekują się innymi facetami. Panowie podchodzą do sprawy bardzo serio i widać, że im się chce. Nie przeglądają się w lustrach, ćwiczą w byle łachmanach, wykorzystują każdą sekundę na wysiłek i zmieniają się w oczach. Bo jak mężczyzna weźmie się za siebie, to konkretnie. Nie tylko godzinka na siłowni, ale też bieganie, pływanie, więcej chodzenia pieszo, zdrowsza dieta. Oni wiedzą, że jeśli kogoś oszukują, to tylko samych siebie. Panie chyba inaczej podchodzą do tematu. Im wystarczy, że pojawiają się w budynku z szyldem „siłownia” i to już ma przynieść efekty.

Za 150 zł miesięcznie kupują sobie czyste sumienie i usprawiedliwienie. Jak to nic ze sobą nie robię? Jak to się nie staram? Mam karnet. A nawet tam chodzę. Może nie widać spektakularnych efektów, ale wszystko w swoim czasie… Co to jest, jeśli nie oszukiwanie samej siebie? One same w to nie wierzą. Często ich waga nawet nie spada, ale rośnie. Tak się rozluźniają, że potem nadrabiają więcej kalorii, niż spaliły. Czasem się słyszy „po takim treningu burger się należy”. Chce mi się wtedy śmiać i płakać.

siłownia

fot. Thinkstock

Jakim znowu treningu? Samo przekroczenie progu siłowni to jeszcze nie trening. 20 minut na bieżni, pół godziny plotek gdzieś obok i 5 brzuszków to trochę za mało. Ktoś powie, że dobre i to. Wiecie co? Zaczynam mieć wątpliwości. To jest dziwny mechanizm, ale zauważyłam, że niektóre kobiety zapisując się na zajęcia… jeszcze bardziej sobie odpuszczają. Wierzą, że przyjście tu 2-3 razy w tygodniu usprawiedliwi słabości z pozostałych 4-5 dni. Potem się słyszy, że cały weekend przeleżała albo imprezowała. Ulegają takiemu złudzeniu, że jest z nimi jeszcze gorzej. Czasami wręcz bym odradzała moje usługi. Jak nie chcesz robić tego na poważnie, to lepiej zostań w domu. Istnieje większe prawdopodobieństwo, że schudniesz.

Powiem szczerze - co druga moja klientka tyje. One myślą, że to tkanka mięśniowa się rozrosła, ale szczegółowe pomiary pokazują co innego. Kobiety zapisujące się na siłownię tracą czujność. Myślą, że wystarczy się chwilę spocić, a potem hulaj dusza, piekła nie ma. Jeszcze w budynku się kontroluję, ale czasem spojrzę przez okno i widzę… Ze swoich sportowych toreb wyciągają dwulitrowe butle coli, drożdżówki, batoniki, nawet chipsy. Bywa i tak, że na przednim siedzeniu w aucie czeka torba z fast foodu.

siłownia

fot. Thinkstock

No to sobie ponarzekałam, ale mam nadzieję, że ktoś przejrzy na oczy. Nikogo nie wyśmiewam. Sukcesem dla mnie jest to, że ludzie chcą spróbować. Dobrze by jednak było, gdyby przy okazji nie oszukiwali siebie i trenera. Bo potem jest płacz, że efektów nie widać, a do własnych słabości nikt się nie przyzna. „Przecież chodzę regularnie i nic, widocznie pani się nie nadaje” - to też zdarza mi się słyszeć. O ile akurat klientka nie ma ust pełnych chipsów i nie popija ich colą. Żenada, ale kto komu zabroni. Płacą, więc wymagają. Szkoda tylko, że nie od siebie.

Jeśli już myślicie o tym, żeby od stycznia wziąć się za siebie - przemyślcie sprawę. Czy jesteście gotowe zmienić wszystko? Posiadanie karnetu na siłownię jeszcze kilogramów nie odejmuje. Choć niektórym ewidentnie tak się wydaje… Trochę żenada, co nie?

Sylwia

Zobacz również: 10 typów ludzi, których spotkasz na siłowni

Komentarze (15)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 19.12.2016 16:24
Szczerze? Co cie to obchodzi, rob swoje a o czyjes pieniadze i wyglad nie dbaj bo to ich sprawa:)
odpowiedz
pliszka (Ocena: 5) 12.12.2016 20:01
akurat że malutko jedzą, to ja bym się zgodziła - czasem za malutko to spowalnianie metabolizmu i później dwa posiłki dziennie a organizm nie wytrzymuje i ryp - duupa jak szafa trzydrzwiowa :P ja jem normalnie, regularnie siedem posiłków dziennie - zwykłe i przekąski w tym (jabłko o 18 np.) do tego dwa razy w tygodniu wycisk na ssiłowni, tabsy iqacai, bo one kompleksowo dostarczają też ważnych mikroelementów. Efekt? 16 kilo poleciało w trzy miesiące. Na początku, jasne, ciężko. Ale po miesiącu widzisz duży efekt i wszystko nabiera sensu i kolorów, aż się chce!
zobacz odpowiedzi (2)
gość (Ocena: 5) 12.12.2016 11:28
Niech se żrą co chcą po treningu ich sprawa tylko niech potem nie płaczą że nie chudną a przecież ćwiczą. Druga sprawa że niektórzy chodzą na siłownię nie żeby schudnąć ale dlatego że lubią w taki sposób spędzać czas. Niech każdy patrzy najpierw na siebie i zdaje sobie sprawę z tego że jeśli będzie ćwiczył a nie będzie trzymał diety to nie schudnie i albo to zaakceptuje i nie schudnie lub schudnie mało albo zmieni dietę i będzie osiągał lepsze efekty i szybciej
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 11.12.2016 14:49
Cwicza i cwicza, a tylki coraz większe i twierdza, ze malutko jedza .A te, które, sa szczuple i wygladaja,jak lale przychodzą na silownie na pewno nie po to, aby cwiczyc. Może i, to jest sposób na znalezienie faceta, ale jest to bardzo smieszne .
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 11.12.2016 11:38
Nie wszyscy chodzą na siłownie, bo chcą schudnąć. Niektórzy lubią w ten sposób spędzać czas, chcą się spotkać ze znajomymi, wyrwać z domu. Wcale nie dziwię się Twoim klientkom, że przestały do Ciebie chodzić...Na takie metody możesz sobie pozwolić jak sama będziesz pracować na własną markę. Twoje uwagi mogą być po prostu nieuprzejme dla kogoś, kto ma inne cele,,,
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo