LIST: „Moje córki wolą studia i karierę od założenia własnej rodziny. Nie tak je wychowałam!”

Elżbieta wyszła za mąż w wieku 20 lat, urodziła czwórkę dzieci i nigdy nie pracowała.
LIST: „Moje córki wolą studia i karierę od założenia własnej rodziny. Nie tak je wychowałam!”
Fot. Thinkstock
13.11.2016

Ludzi starszych w naszym kraju w ogóle się nie słucha, ale postanowiłam się odezwać. Ja już swoje życie prawie przeżyłam - młode dziewczyny jeszcze mają szansę coś zmienić. Z niepokojem patrzę na moje córki i ich koleżanki, które zażynają się, żeby coś osiągnąć, a i tak są potem nieszczęśliwe. Pewnie dlatego, że nie dostrzegają piękna w tym, co naprawdę jest najważniejsze. Chociażby w rodzinie - mężu i dzieciach. Prowadzenie domu też może być satysfakcjonujące i to chyba nawet bardziej, niż kolejne fakultety i praca od rana do nocy. Wiem coś o tym najlepiej.

Zawsze miałam sporo ambicji, choć pewnie zostanę posądzona o jej brak. Ale nie dotyczyła ona wielkiej kariery i pieniędzy. Bardziej marzyła mi się rola żony i matki, która ma czas dla swoich bliskich. I naprawdę realizuje się w tym. Bez narzekania, że zmarnowała jakąś szansę. Dzisiaj praktycznie nie ma już takich kobiet. Pędzicie przed siebie oślepione samorealizacją, a potem obudzicie się na starość z ręką w nocniku. Z poczuciem, że jednak niczego nie osiągnęłyście.

Zobacz również: Pokolenie bezdzietnych 30-latek

 

karierowiczka

fot. Thinkstock

Nie wiem kto Wam to wmówił, ale równouprawnienie wcale nie polega na tym, że musisz uczyć się i pracować tak samo jak mężczyzna. Kiedyś to nie było normalne i moim zdaniem słusznie. Bo co z tego wynika? Wszystkie jesteście magistrami, niektórym marzy się doktorat, pracujecie w dużych firmach, szybko awansujecie, pieniędzy nie brakuje, może nawet tworzycie związki, ale w tym nie ma żadnej głębi. Chyba tylko kredyt jest w stanie scementować uczucie. A dzieci? Najlepiej żeby w ogóle ich nie było, bo przeszkadzają. Jak się pojawią, to są traktowane jak kara za grzechy.

Czy tak wygląda szczęście? Nikt się nad tym nie zastanawia. Lecicie przed siebie z wywalonym jęzorem, żeby nie dać się dogonić. Na mecie czeka rozczarowanie. Co z tego, że masz wykształcenie i doceniają cię w pracy, jak w sercu i domu pustka. Widzę to gołym okiem po moich najbliższych. Szkoda, że córki nie poszły w moje ślady. Widzą, że cieszę się każdym dniem i jestem dumna ze swoich wyborów, ale podejmują inne. Moim zdaniem gorsze.

 

karierowiczka

fot. Thinkstock

Ja wyszłam za mąż w wieku zaledwie 20 lat. „Zaledwie” według dzisiejszych standardów, bo niedługo większość 30-latek będzie pannami. Ktoś powie, że to za wcześnie, bo wtedy jest się młodym i głupim. Nie przeczę. To nie był moment, kiedy wiedziałam dokładnie czego chcę i co z tego wyniknie. Ale posłuchałam głosu serca. Okazało się, że najprostsze rozwiązanie jest najlepsze. Zostałam żoną, a chwilę później mamą. I później znowu, i znowu, i znowu. Mam czwórkę dzieci i tego samego męża od ponad 30 lat. Bez kredytu hipotecznego - połączyła nas miłość i wspólne obowiązki.

Zakończyłam edukację na szkole średniej. O studiach myślałam, ale nie było mi to potrzebne do szczęścia. Pojawiła się inna droga, to po prostu nią poszłam. Nigdy w życiu nie miałam z tego powodu kompleksów. Nie uważam się za gorszą od córki „pani magister”. Kariery zawodowej też nie zrobiłam, bo rodziły się kolejne dzieci. Poza tym - nie musiałam. Znalazłam mężczyznę, który stanął na wysokości zadania. Dzisiaj już takich chyba nie produkują. Nie wyobrażają sobie utrzymywać kogokolwiek.

Zobacz również: 7 dowodów na to, że bezdzietnym żyje się lepiej

 

karierowiczka

fot. Thinkstock

Bo teraz ma być po równo. Oboje musicie zarabiać, najlepiej dużo, razem wziąć kredyt i ogólnie chodzi o to, żeby kasa Was napędzała. Nie uważam, żeby to było zdrowe i naturalne. Mężczyzna od wieków był tym, który troszczy się o rodzinę finansowo, a kobieta - praktycznie i emocjonalnie. Co nie oznacza, że mój mąż nie kocha mnie i dzieci. Okazuje to na każdym kroku. Gdyby było inaczej, to nie dbałby o nas przez tyle lat. Pracuje ciężko, ale ma z tego satysfakcję. Bo jego rodzina funkcjonuje jak należy.

Czy czuje się wykorzystywany? Skądże znowu. Czy ja czuję się jak pijawka żerująca na nim? Absolutnie nie. To się nazywa podział ról. Ten naturalny i normalny, w przeciwieństwie do dzisiejszego. Ja się nie mieszam do kwestii pieniędzy, a on nie musi gotować i sprzątać. Tak było od wieków i uważam, że powinno być nadal. Od 20 roku życia jest mi dobrze. Niczego mi nie brakuje. I czuję się absolutnie spełniona.

 

karierowiczka

fot. Thinkstock

Mam wrażenie, że o wiele bardziej, niż te kobiety-zombie wypruwające sobie żyły w pracy, a wcześniej na studiach i różnych dziwnych kursach. Bo ja mam się do kogo przytulić i on nie wymaga ode mnie niemożliwego. Bo mam dzieci, które kochają mnie i szanują. Nikt nigdy nie dał mi do zrozumienia, że nie zarabiam, więc nie mam prawa głosu. Jestem po ludzku szczęśliwa - tak jak każda kobieta powinna. Ale Wy tego nie widzicie. Wolicie dalej się dokształcać i wspinać się po szczeblach kariery. A jak facet się znudzi - rozstanie z dnia na dzień. Rozwód to tylko formalność, bo przecież wszyscy to robią.

Pewnie uznasz, droga Czytelniczko, że zrzędzę. Typowa stara kobieta, która wszystko wie. Albo nie wie nic, bo przecież nie skończyła studiów. Że jestem wyjątkiem i tak się nie da. To model z przeszłości, dzisiaj nie zadziała. Uwierzcie - to jest możliwe, ale trzeba chcieć. Jedni marnują życie na wykłady, spotkania, biznesowe lunche i liczenie kasy na koncie, a inni… żyją. Prosto i fajnie. Kochają i czują się kochani. Czy to samo można powiedzieć o tych wszystkich karierowiczkach?

karierowiczka

fot. Thinkstock

Może jestem dziwną mamą, ale wcale się nie cieszę, że moje dwie córki studiują. A nawet już pracują. Wiem, co je czeka. Później będzie jeszcze gorzej - pobudka przed świtem, powrót do domu po zmroku. Słońce będą widziały chyba tylko na pulpicie komputera. Albo na wakacjach raz na 3 lata. Oczywiście all inclusive. Pod warunkiem, że szef da im wolne. Albo wcześniej nie zwariują i nie wylądują w psychiatryku, bo nie nadążą za tym chorym tempem życia. Czasami pytam je - a kiedy ślub i dzieci? Mamo, to nie są moje priorytety… Mówi to młoda kobieta, która właśnie o tym powinna marzyć.

Przynajmniej zawsze tak było. Ale nie jest. I chyba już nigdy nie będzie. Z ogromnym smutkiem patrzę na młode pokolenie, które zamiast żyć - funkcjonuje. W związku partnerskim, najlepiej bezdzietnym, firmie, gronie modnych znajomych. Bez głębszych relacji i radości z prostych spraw. Piszę to ja - kobieta w pewnym wieku, która skończyła tylko liceum i nigdy nie pracowała. Kobieta spełniona i szczęśliwa.

Elżbieta

Zobacz również: Macierzyństwo nie dla Ciebie

Komentarze (33)

Ocena: 4.55 / 5
emka (Ocena: 5) 30.01.2017 15:24
Ja osobiście chciałabym pracować w domu, wychowywać dzieci, gotować obiadki i zawsze mieć porządek... Serio!! Nie mniej jednak czasy są inne, a kobiety nie mają już wyboru między karierą a rodziną... Niestety... Życie kosztuje coraz więcej i mało którego mężczyznę strać na utrzymanie z jednej pensji żony i czworo dzieci. Dodatkowo, kupno mieszkania za gotówkę w dzisiejszych czasach to spory wyczyn. Ceny nieruchomości nie spadają (nie licząc sławnego boomu w latach 2007-2009 kiedy urosły wariacko a po tym czasie diametralnie spadły). Nie można mówić, że kobiety nie chcą rodzić dzieci, bo to tylko przeszkadza... Większość kobiet chce, tylko nie ma warunków... Nie można też wykrzykiwać, że prawdziwych mężczyzn już nie ma. Wartościowych facetów jest tak samo wielu jak było kiedyś, tylko czasy się zmieniły... Sama jestem świetnym przykładem dzisiejszych czasów... Mój partner zarabia nieźle, nie, że jakoś rewelacyjnie, ale powyżej średniej krajowej, pewnie mogłabym siedzieć w domu, ale nie byłoby nas stać na wiele rzeczy... a już na pewno nie byłoby stać na na własny kąt, samochód, czy utrzymanie dziecka... A dziecka chcemy bardzo! Właśnie dlatego, że bardzo chcemy dziecka oboje pracujemy. Po to, żeby było nas stać na zapewnienie temu dziecku dobrego startu w przyszłość i godnego życia. Praca nie sprawia mi bólu, nie powoduje, że nie mam czasu dla swojej, jeszcze małej, rodziny... Nie męczy mnie fakt wstawania o świcie, biegania na spotkania biznesowe, ani fakt posiadania codziennych zadań i celów. Kocham swoją pracę, daje mi satysfakcje i jest dobrze płatna. Nie znaczy to natomiast, że mniej kocham mojego partnera lub, że on czerpie mniejszą satysfakcje z bycia ze mną... Ślub? Oczywiście... W moim mniemaniu, moje 30 lat to czas idealny. Mam za sobą wszelkie wariacje związane ze studiami, mam stałą pracę, stabilne życie, dom w budowie... Czas zatem na rodzine w pełnym składzie. p.s. Nie jestem typem karierowiczki, chociaż rozumiem priorytety kobiet.. Najpierw studia i kariera, potem rodzina.
odpowiedz
elana (Ocena: 5) 21.11.2016 00:12
Myślę, ze autorka przedstawia swoje racje w sposób dość jednostronny - kiedyś było trochę inaczej studia nie były standardem łatwiej było o prace poza tym nie można przedstawiać świata w sposób czarno-biały na jednej szali poświecenie utrzymaniu domu i wychowaniu dzieci z drugiej wyścig szczurów i nic pomiędzy...Myślę ze każdy powinien wybrać model dla siebie pasujący bo oprócz kobiet które pracują jedynie ze względu na podwyższenie wspólnego budżetu są kobiety które wybierają zawód z pasji i chcą się rozwijać i sprawdzać w pracy i awansować a oprócz tego mieć rodzinę są tez i takie które wola siedzieć w domu zajmować się dziećmi i domem wyłącznie to tez ich wybór i kwestia ustaleń z partnerem - jeśli on sam zarabia godziwie a ona nie chce pracować to tylko kwestia ustaleń miedzy nimi...Nie lubię takiego kategoryzowania czarne-białe nic pośrodku A co do kwestii priorytetów nie każdy musi mieć takie same...Skoro Autorka nie pracowała ani dnia w swoim życiu to czemu traktuje to tako zło absolutne?
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 15.11.2016 00:26
łatwo powiedzieć "bez kredytu hipotecznego". tylko dzisiaj jak nie dostaniesz mieszkania od rodziców czy jakiegoś spadku, zwyczajnie nie masz gdzie tej rodziny zakładać. przy normalnej płacy jedna osoba nie jest w stanie tego kredytu spłacać, więc muszą pracować oboje. i nie wmawiajcie młodym ludziom, że tak się da w dzisiejszych czasach, bo teraz mieszkanie moich rodziców jest warte ok. 150000 zł, a 30 lat temu kupili je za 20 000 zł więc o czym mowa? chyba, że facet zarabia co najmniej 8 tys. miesięcznie to można wtedy poświęcać się rodzinie, sama chciałabym mieć czas dla dzieci, zająć się domem i naprawdę sprawia mi to przyjemność, pod warunkiem, że mam na to czas. i tak uważam, że kobieta powinna chociaż parę lat przepracować, żeby w razie czego nie zostać na lodzie w wieku 50 lat bez żadnego doświadczenia. i nie zakładam rozwodu, ale chociażby wypadek uniemożliwiający mężowi pracę. trzeba się wtedy zaopiekować sobą i nim, prawda? czy jeśli już nie przynosi pieniędzy to nie jest tego wart?
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 14.11.2016 14:12
Zawsze powinna pracować i mąż i żona bo jak to drugie zachoruje to co wtedy?
odpowiedz
m (Ocena: 2) 14.11.2016 10:26
Dzisiejsze czasy sa troszke inne. Terazniejszosc wymusza na mlodych ludziach pogon za sukcesem. teraz nie jest latwo tuz po szkole sredniej dostac dobra prace(o ile w ogole jakakolwiek). Obecnie rynek pracy dla osoby z wyksztalceniem srednim, bez doswiadczenia zawodowego, kursow, umiejetnosci, certyfikatow etc oferuje najnizsza krajowa-niecale 1700zł. Jak taka placa mezczyzna mialby utrzymac rodzine? Bardzo dobrze, ze dziewczyny chca sie rozwijac, inwestowac w siebie, nie byc nigdy od nikogo zalezne i starac sie zyc na przyzwoitym poziomie. Naprawde mlodym osobom u progu doroslosci jest strasznie trudno z czymkolwiek...
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo