LIST: „Karmienie piersią w restauracji to skandal. Prawie zwymiotowałam, jak to zobaczyłam!”

Edyta relacjonuje wizytę w lokalu, gdzie spotkała młodą mamę z dzieckiem. Przesadza?
LIST: „Karmienie piersią w restauracji to skandal. Prawie zwymiotowałam, jak to zobaczyłam!”
Fot. Thinkstock
23.10.2016

Nigdy bym się o coś takiego nie podejrzewała. Zawsze byłam zwolenniczką jak największej wolności i swobody. Można robić wszystko, byle nie krzywdzić innych. A karmiąc dziecko piersią przecież nikomu nie przeszkadzamy, wręcz robimy coś dobrego. Tak myślałam, ale już nie myślę. Wszystko po ostatnim zajściu w restauracji. Dotarłam tam zmęczona, głodna, chciałam mieć chwilę spokoju i wreszcie się najeść. Wszystko to zrujnowała mi matka z dzieckiem i jej nabrzmiała, cieknąca pierś.

Żyję 28 lat, a powiem szczerze, że nigdy jeszcze nie miałam tak bliskiego kontaktu z tym tematem. Pewnie dlatego udawałam taką wyrozumiałam i wściekałam się, kiedy słyszałam o kobietach przepędzanych z dziećmi do toalet. Karmienie obserwowałam raz i chodziło o moją kuzynkę, więc się nie brzydziłam.

Tym razem nie wytrzymałam i po prostu zwróciłam uwagę. Matce i obsłudze, która coś takiego akceptuje.

Zobacz również: Modelka twierdzi, że karmienie piersią jest WSTRĘTNE i porównuje je do KAZIRODZTWA!

 

karmienie piersią w miejscach publicznych

fot. Thinkstock

Lokal nie był przepełniony. Mogłam sobie wybrać miejsce, więc usiadłam w kącie, żeby mieć spokój. Nawet nie zauważyłam, kiedy przy kolejnym stoliku usiadła kobieta. Przekonałam się dopiero wtedy, kiedy chciałam podejść do baru po dodatkową łyżeczkę, a ona zatarasowała mi drogę wózkiem. Straszny miała problem, żeby mnie przepuścić, bo maleństwo właśnie zasypia i ona nie może tak ciągle szarpać. Przepraszam bardzo, czy to mój problem? Jak się będzie paliło, to zablokuje wyjście ewakuacyjne?

Nie miałam ochoty dyskutować, więc popchnęłam wózek sama. Delikatnie, dziecko się nawet nie ocknęło. Jednak można to zrobić, ale ona cały czas siedziała ze skwaszoną miną. Czekałam aż mnie uderzy, bo zrobiłam coś wbrew niej. W matkach często widać taką bezsilność i agresję w oczach. Niby zmęczone, ale jak trzeba, to potrafiłyby przyłożyć. Tym razem miałam szczęście. Wróciłam do stolika, dostałam jedzenie i zajęłam się sobą.

Nie miałam ochoty na nią patrzeć, ale siedziała jak kołek dokładnie na wprost mnie. Wyciągnęła dziecko i zaczęła się szarpać ze swoją bluzką. Już wiedziałam co się święci.

 

karmienie piersią w miejscach publicznych

fot. Thinkstock

Nawet się wokół siebie nie rozejrzała, nie zapytała obsługi, czy nie mają jakiegoś ustronnego kącika, mogła też poinformować ludzi wokół, co ma zamiar zrobić. Bezceremonialnie obsunęła bluzkę i odpięła stanik do karmienia. Dziecko niestety nie było zbyt chętne i zaczęło się piekło. Z jednej strony jej ogromna pierś z poranionym sutkiem, z drugiej wrzeszczące niemowlę. Ona mu się nadstawia, dziecko jeść nie chce. I tak walczą, a mnie już pęka głowa i wymioty podchodzą do gardła.

Nikt nic nie powie, bo się boją matki-terrorystki. Przepraszam za takie określenie, ale niektóre mamy uważają, że mogą wszystko. Rządzą przestrzenią publiczną, bo przecież są warte więcej, niż np. taka bezdzietna ofiara losu, jak ja.

Już nie wiem co robić. Jedzenie przestało mi smakować, głowa boli, nie mogę tego słuchać. Chciałam ochłonąć w toalecie, ale znowu na mojej drodze wyrósł wózek. Sama musiałam go przestawiać, bo pani miała zajęte ręce potomkiem. Chciałam to jakoś skomentować, ale się poddałam.

Zobacz również: MĘSKIM OKIEM: Dlaczego karmienie piersią w miejscach publicznych to kiepski pomysł?

 

karmienie piersią w miejscach publicznych

fot. Thinkstock

Wracam - dziecko już się przyssało i spokojnie je. Jest szansa na święty spokój. Przeliczyłam się bardzo, bo jak tylko odwracałam wzrok od swojego talerza, to widziałam tę ogromną pierś. Była zdeformowana od nacisku dziecka. Niemal fioletowa, poraniona od zębów, mleko gdzieś ciekło. Natychmiast sobie przypomniałam, dlaczego jeszcze nie jestem matką. Nie widzę tu niczego pięknego, cudownego i do pokazywania. Szkoda, że niektórzy nie mają wstydu i muszą tak tym epatować.

Kelnerka przyniosła deser, a mnie już mdliło. Po słodkim mogło być tylko gorzej. Siedziałam jak na szpilkach i nie wiedziałam, co dalej. Poddać się i wyjść? Taki miałam plan, ale przestawiając znowu jej wózek, nie wytrzymałam. Powiedziałam jej, że jest bardzo samolubna. Terroryzuje innych swoimi intymnymi sprawami. Tu się je z talerza, a nie piersi.

Ona mi się odszczekała, że jestem… feminazistką i gardzę wszystkim, co rodzinne i normalne.

karmienie piersią w miejscach publicznych

fot. Thinkstock

Ja jej nie obrażałam, tylko przedstawiłam swoje racje. Że poczułam się obrzydzona jej nagą piersią, od płaczu dziecka rozbolała mnie głowa, wózek ciągle mi zawadzał. Ona zdominowała cały duży lokal. Wszyscy tańczyli tak, jak ona im zagrała. Obsługa przyszła nas uspokoić i wtedy dowiedziałam się, że na zapleczu obok toalet jest pokój z przewijakiem, gdzie można nakarmić niemowlaka. Okazało się, że ta pani o tym wiedziała, ale nie lubi czuć się odrzucona i zamknięta w małych pomieszczeniach.

Ręce mi opadły. Lokal zadbał o intymność jej i spokój innych gości, a ona musiała zrobić na odwrót. I tak właśnie jest z niektórymi mamami. Czują się władczyniami świata. Dlatego złożyłam oficjalną skargę na kelnerkę, która nie potrafiła zapanować nad sytuacją. Miała prawo i obowiązek poprosić, żeby tamta kobieta skorzystała z godnego pomieszczenia.

Miała też obowiązek zadbać o to, żebym nie czuła się w lokalu paskudnie!

karmienie piersią w miejscach publicznych

fot. Thinkstock

Gdzieś czytałam o określeniu „wózkowe”. To młode mamy, które taranują wszystko na swojej drodze. Myślą, że cały świat kręci się wokół nich. Nie uciszają swoich dzieci, wbiegają na przejścia dla pieszych, wymuszają miejsce w autobusie, wyciągają piersi bez względu na wszystkich. A gdybym jadła tam obiad z jakimś dzieckiem i ono też musiałoby oglądać tego okropnego sutka? Trzeba mieć trochę wrażliwości.

Mnie jej nie brakuje, bo naprawdę jestem osobą wyrozumiałą. Jak już musiała karmić przy ludziach, to mogła usiąść plecami do wszystkich i gdzieś w rogu. Wózek zaparkować tak, żeby nie blokował innym przejścia. Zamiast tego zrobiła wielki cyrk.

Przyrzekam, że jak sama kiedyś urodzę, to nigdy się tak nie zachowam. Z miejsc publicznych mają prawo korzystać wszyscy, a nie tylko matki z dziećmi.

Edyta

Zobacz również: Dlaczego kobiety nie chcą karmić piersią?

Komentarze (79)

Ocena: 4.47 / 5
gość (Ocena: 5) 04.11.2016 11:24
szczerze? Ja mam wrażenie, że jak kobieta zachodzi w ciążę to dostaje małpiego rozumu, Uważa że już wszystko jej wolno bo przecież ma dziecko. Przewijać w autobusiue, karmić w restauracji i robić zakupy z wrzeszczącym dzieckiem przeszkadzając innym. Dziecko nie umrze jak zostanie przebrane i nakarmione te 15 min później jak już się znajdzie jakieś ustronne miejsce. Szanujmy się nawzajem nie każdemu odpowiadają takie widoki.
odpowiedz
Mama (Ocena: 5) 01.11.2016 20:45
Nie rozumiem niektórych mam skoro jest pomieszczenie do karmienia to korzystam dla dobra dziecka moje woli jeść w spokoju a nie przy ludziach i w hałasie. Jak jest konieczność np w przychodni to ubieram się tak żeby pierś w minimalnym stopniu była widoczna bo nie ukrywajmy przy przystawianiu dziecka jeszcze rzucającego się może być coś widać. Jeszcze nikt mi uwagi nie zwrócił więc szanujemy się na wzajem
odpowiedz
Masakra (Ocena: 5) 30.10.2016 08:56
Czy ktoś z was jadł kiedyś pod kocem chusta czy czymś tam jeszcze czym kazecie nam się przykrywa i nasze dzieci spróbujcie zobaczymy jak wam pojdzie!! Albo w śmierdzące WC czy pomieszczeniach dla matek z dziećmi które znajdują się w WC spróbujcie zobaczycie jak fajnie i jak smakuje ja karmie swoją córkę piersią i nie mam zamiaru się chować i ukrywać a jak się wam ten widok nie podoba po poproś nie patrzcie !!!
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 25.10.2016 10:19
AUtorka chyba miała kiepski dzien i byla zwyczajnie wk.u.r.wiona na wszystko, co da sie odczuć już z początków "opowieści" jak dopiero dotarla do restauracji. Matka z dzieckiem były tylko oliwą do ognia :D Ludzie już często tacy są że czy to wózek z dzieckiem, czy wózek na zakupy w supermarkecie, czy nawet samochód, jadą, stają jak chcą i nie patrzą na inncych itd. czasem zagrodzą komuś drogę. Autorka tegoż listu jako ze miała zły humor, może okres, dostała wścieklizny już od samego faktu że wózek stał a ona chciala isc po jakąś łyżke, to przeciez nie jest żaden problem i nic sie nie stało, takie sytuacje są chyba na porządku dziennym i nikt normalny po minucie by już nie pamiętał. Ale autorka była już u granic i musiała się wyładować więc mimo że jak sama twierdzi - lokal był bardzo duży i pusty, zamiast faktycznie zajac sie sobą, otworzyć se gazete do tego posiłku czy telefon, albo po prostu jeść, czy patrzec w okno, ona już była tylko skupiona ze swoim agresorem na cycku matki karmiącej przy innym stoliku. I zachowala sie po prostu po chamsku, jak wieśniaczka. Taki jest skrót tej historii według mnie.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 24.10.2016 16:24
Nie przeszkadza mi kiedy kobieta karmi w restauracji czy innym miejscy publicznym ale na litość, można zasłonić się chustą albo innym materiałem, zapewnić intymnosć dla siebie i dziecka, a nie wywalać biust w całej okazałości przed oczami innych.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo