LIST: „Wychowałam życiową ofermę! Jak mam się pozbyć 30-letniej córki z domu?”

Renata marzy o usamodzielnieniu się jedynego dziecka. Nie sprawdziła się jako matka?
LIST: „Wychowałam życiową ofermę! Jak mam się pozbyć 30-letniej córki z domu?”
Fot. iStock
28.09.2016

Każdy rodzic twierdzi, że jest dumny ze swoich dzieci. Nie mówię, że moja córka zupełnie się nie udała. To byłoby niesprawiedliwe i krzywdzące też dla mnie, bo przecież ją wychowywałam przez tyle lat. Chodzi mi o to, że ona nie zawsze spełnia moje oczekiwania. Tak się zdarza, wiem, ale chyba czegoś od swojego potomstwa można wymagać? Ja w tej chwili nie mam innych marzeń, poza jej usamodzielnieniem się.

Bo kto to widział, żeby mieć prawie 30 lat i być cały czas tak zależnym od rodziców, jak wtedy, kiedy miało się ich 15? Nie widzę większej różnicy między tym, co jest teraz, a co było np. w 2000 roku. Cały czas mieszkamy w trójkę, ja prowadzę dom, a ją trzeba upominać, żeby sobie posprzątała w pokoju.

Jedyna różnica, to fakt, że jest już zupełnie dorosła, zarabia pieniądze, a mieszkanie z nami jest jej wyborem, a nie koniecznością. Nie zrozumcie mnie źle, ale nie mogę się doczekać jej wyprowadzki.

Zobacz również: 19 lat - pierwszy etat, 24 lata - własne mieszkanie, 29 lat - kupno domu. Tak się żyje na Zachodzie! A u nas?

 

mieszkanie z rodzicami

fot. Thinkstock

Tu nie chodzi o to, że tak mi źle i cierpię, bo córka jest tyranem albo na nas żeruje. Motywuje mnie troska o jej lepszą przyszłość. Dzieci moich znajomych usamodzielniały się bardzo szybko. Zazwyczaj zaczynały studia, wyjeżdżały do obcych miast, tam mieszkały same i już nigdy nie wróciły do rodzinnych domów. Robią kariery zawodowe, zmieniają miejsca zatrudnienia, zaręczają się, pobierają i żyją na swoim.

Jak się spotykamy, to nie mogę nadążyć. Tyle się u nich dzieje. Same zmiany i to zazwyczaj na lepsze. A jak pytają, co u mojej pierworodnej i jedynej, to aż nie wiem co powiedzieć. Zawsze odpowiadam, że „po staremu” i to dokładnie obrazuje, co się z nią dzieje. Od zawsze to samo. Pracuje w tej samej firmie i mieszka z rodzicami.

Gdzie tu jest jakiś rozwój? Gdzie walka o marzenia? Czy ona nie ma większych ambicji? Nie głupio jej tak siedzieć na karku mamy i taty?

mieszkanie z rodzicami

fot. Thinkstock

Z praktycznego punktu widzenia mi to nawet nie przeszkadza. Nie mamy z nią innych problemów. Utrzymuje się już sama (nie licząc tego, że my opłacamy rachunki, jedzenie, samochód itd.). Rano wychodzi do pracy, potem wraca i zajmuje się swoimi sprawami. Za bardzo nas nie angażuje. Ale cały czas jest przy nas. I do dziś zaskakują ją takie rzeczy, że mnie się aż robi słabo. Ostatnio zapytała, skąd wiem, kiedy zapłacić czynsz i jakim cudem o tym pamiętam.

Ma swoje lata, ale mentalnie jest cały czas małą dziewczynką. W pracy pewnie okazuje jakąś tam dojrzałość, a w domu zupełnie błądzi i nie wie co się dzieje. Odbieram to jako swoją porażkę, bo ja wyprowadziłam się od rodziców, kiedy miałam zaledwie 21 lat i poradziłam sobie. A na pewno nie miałam takich możliwości, jakie ona ma teraz.

Chcę się jej pozbyć z domu, żeby ją zmobilizować. Potem będzie już za późno i ona nigdy nie podoła dorosłości.

Zobacz również: Mieszkanie z facetem na kocią łapę: 6 powodów na NIE

mieszkanie z rodzicami

fot. Thinkstock

Czasami biorę ją pod włos i wypytuję, co słychać u jej koleżanek. Ona spokojnie opowiada - Gosia przeprowadziła się z Wielkiej Brytanii do Australii, Patrycja dostała z mężem kredyt na mieszkanie, a Natalia spodziewa się drugiego dziecka. Przypominam, że mówimy o jej rówieśnicach. A co powie taka Natalia czy Patrycja, kiedy ktoś zapyta je o moją córkę? Siedzi w domu. Nic nie widziała i nic nie przeżyła.

Kiedy indziej słyszę od kobiet już w moim wieku, że mnie to jest dobrze. Córka siedzi na tyłku, nie sprawia problemów, jest zawsze pod ręką. One też by tak chciały, bo ich dzieci stały się aż za bardzo samodzielne. Zazdroszczą mi, a ja im. Chciałabym kiedyś powiedzieć, że moje dziecko jest niezależne i za nim nie nadążam. Ale jest inaczej - codziennie pobudka o tej samej godzinie, powrót z pracy do domu, nawet kolację jada co do minuty o tej samej porze.

Czuję, że ona marnuje wszelkie możliwości na przeżycie czegoś fajnego. Jest do bólu przewidywalna…

mieszkanie z rodzicami

fot. Thinkstock

Mam poczucie winy, że zawaliłam jako matka. Ale naprawdę już nie wiem, co mogłam zrobić inaczej. Zawsze wbijałam jej do głowy, że ma podążać za marzeniami i będzie miała nasze wsparcie. Że nie powinna się bać, ale brnąć przed siebie. Nie rezygnować z różnych okazji, ale wykorzystywać wszystkie. Nigdy jej do niczego nie zniechęcałam. Mówiłam nawet - nie oglądaj się na rodziców, ale rób swoje. Jak będziesz szczęśliwa i spełniona, to my też będziemy.

Nie posłuchała się. Nie podejmuje żadnych wyzwań. Przywiązała się do pracy, która ani nie jest jakoś specjalnie fascynująca, ani świetnie nie zarabia. Przyzwyczaiła się do mieszkania z nami. Do samotności chyba też, bo o ile w liceum słyszeliśmy o jej miłosnych dylematach, tak od lat cisza.

Czy ja oczekuję od niej czegoś niemożliwego? Dziewczyno, wyprowadź się, zakochaj, weź ślub, rób karierę, daj nam wnuki i nic więcej!

mieszkanie z rodzicami

fot. Thinkstock

Każdy jej dzień pod wspólnym dachem odbieram jako porażkę. Szkoda, że ona tego nie widzi. A gdyby to zależało tylko ode mnie - postawiłabym jej ultimatum. Masz pół roku na ogarnięcie się, zaczynasz własne życie, a my z tatą chcemy odpocząć. W naszym domu masz być gościem, a nie lokatorką. Ale pewnie nigdy tego nie zrobię, bo miłość niestety przesłania zdrowy rozsądek.

Jak myślicie, czy my jesteśmy już na nią skazani? Kiedy coś się zmieni? Dlaczego jest taką życiową ofermą, jak czasami po cichu mawia mój mąż?

Ta dziewczyna ma wszystko, żeby było inaczej. Nie pochodzi z patologicznej rodziny, ma wykształcenie, rodzice zawsze jej pomogą. A mimo to jej się nie chce albo nie udaje. Boli mnie to. Marzę o chwili, kiedy na pytanie o córkę nie będę musiała odpowiadać „nic nowego”.

Renata

Zobacz również: 9 obaw, które zrozumieją tylko dziewczyny mieszkające same

Komentarze (49)

Ocena: 4.82 / 5
gość (Ocena: 5) 19.12.2016 05:47
Każda matka w takiej sytuacji powinna być stanowcza. Nie czekać aż córka sama dojrzeje żeby się wynieść tylko postawić ultimatum: albo dorzuca się do rachunków, remontów, wyposażenia, kredytów i wszystkiego co związane z mieszkaniem albo musi się wynieść. Jak nie dociera dlaczego to wystawiać ją ostentacyjnie na pośmiewisko przy znajomych aż będzie miała dość i sama się wyniesie. Jak się zacznie stawiać i robić coś po złośliwości -odciąć prąd w jej części chaty, nawet jeśli wymaga to rozwalenia części instalacji (i tak wyjdzie taniej niż trzymanie pasożyta). Jak można mieć 3 dychy na karku i nie dorzucać się do rachunków? To zwyczajne pasożytnictwo na cudzej pracy. Nie można się ciągle usprawiedliwiać kiepskim rynkiem pracy, bo ci rodzice przecież też żyją na tym samym świecie i jakoś dają radę. Poza tym co jeśli realia pracy się nie zmienią? Może niedługo do 50-tki ludzie będą żerować na rodzicach, bo "rynek pracy zły"? Aż mi się odechciewa mieć dzieci jak czytam o tym.
odpowiedz
wika (Ocena: 5) 13.10.2016 10:40
Wyprowadzka wcale nie świadczy samodzielności bo są tacy co mieszkają oddzielnie a dalej potrzebują pomocy rodziców.
odpowiedz
Anonimowo (Ocena: 5) 13.10.2016 09:01
To zależy gdzie się mieszka. Z domu jednorodzinnego rzadko kto chce się wyprowadzić bo np: ktoś jest wychowany w rodzinie wielopokoleniowej gdzie wszyscy w jednym domu mieszkali,jest więcej miejsca i się nie opłaca. Inaczej wygląda życie na blokach.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 13.10.2016 08:59
Raneto a Twoja córka wystarczająca dobrze zarabia ,że się wyprowadzić? Bo wiesz mieszkanie,czynsz,woda, prąd kosztują.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 30.09.2016 06:13
A ja rozumie autorke listu, moi rodzice przechodza to samo. Mam dwa lata starszego brata ktory dalej z nimi mieszka, nie dokłada się do rachunków i nie ma zielonego pojęcia o Bożym świecie. Nawet mama musiała mu załatwić pracę bo sam nie potrafił. I tak go będą nianczyv jeszcze wiele wiele lat. Rodzice co prawda nie narzekają ale wiem że ta sytuacja ich powoli irytuje. Ja wyprowadziłam się z domu w wieku 22 lat, później przeniosłam sie do Niemiec i mieszkam tu do dziś a mój brat od zawsze tylko w domu z rodzicami. Nic nie zobaczył, nie ma znajomych ani dziewczyny. Zał mi go bo jego najlepsze lata uciekają mu przez palce, ale jak się czegoś bie doświadczyło to nie wie się że coś nam umyka.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo