LIST: „W moim łonie rozwija się pasożyt. Niech państwo pozwoli mi się go pozbyć!”

Agnieszka zaszła w nieplanowaną ciążę. Chciałaby legalnej aborcji na koszt NFZ.
LIST: „W moim łonie rozwija się pasożyt. Niech państwo pozwoli mi się go pozbyć!”
Fot. Thinkstock
07.08.2016

Wpadłam. Teraz nie wiem co mam zrobić, ale faktem jest, że w środku mnie rośnie nowy człowiek. Jeszcze trochę i się tam nie pomieści. Wtedy wydostanie się na zewnątrz, a ja zostanę dumnie nazwana matką. To akurat dla mnie żaden komplement, bo ja się o to nie prosiłam. Nie uważam się za gotową na taką rewolucję w życiu. Miałam zupełnie inne plany i teraz mam z nich zrezygnować. Między innymi dlatego, że państwo zmusza mnie do rodzenia. Przestałam być obywatelką, a stałam się inkubatorem dla zarodka. Inkubatorem pod specjalnym nadzorem. Wszystko co powiem może być wykorzystane przeciwko mnie. Już o sobie nie decyduję. Nikogo nie interesują moje uczucia, predyspozycje i czy mam ku temu warunki.

Kobieta przestaje być kobietą w chwili zapłodnienia. Staje się ubezwłasnowolnioną ciężarną. Płód od pierwszej chwili zyskuje więcej praw, niż ja miałam kiedykolwiek. Już nie mam wpływu na swoje życie, skoro rozwija się we mnie inne. Nie akceptuję tego i nie rozumiem. Powinnam mieć wybór i po prostu z niego skorzystać. Jak chcę, to rodzę, a jak nie, to rozwiązuję problem już na starcie. Ale nie. Ktoś wymyślił, że nie jestem w stanie podjąć tak odpowiedzialnej decyzji. Trzeba dziecko chronić przede mną. Wiecie co? Będę straszną matką. To już nikogo nie interesuje?

Zobacz również: Aborcja: powód do dumy?

 

legalna aborcja w polsce

fot. Thinkstock

O ciąży dowiedziałam się oczywiście przypadkiem, bo tak to bywa z wpadkami. Niby się zabezpieczałam, partner też zrobił wszystko, co trzeba. Absurdalna sytuacja, bo żadne z nas o dziecku nie myślało, a bezpłodni robią wszystko, żeby powiększyć rodzinę. Oni błagają i nic z tego nie wychodzi, a ja nie chcę i dostaję. Gdzie tu jakiś sens? Coraz częściej mi się wydaje, że natura jest irracjonalna. Tym bardziej nie rozumiem, po co państwo tak ingeruje i zmusza do robienia czegoś wbrew sobie. Wyrażę się brutalnie, ale w moim łonie rozwija się pasożyt. Bo jak inaczej to nazwać?

To ciało obce, którego nie chcę mieć w sobie. Żeruje na moim organizmie, żeby się rozwijać i przetrwać. A najgorsze jest to, że nie ma na niego lekarstwa. To znaczy, jest, ale państwo odebrało mi do niego dostęp. Mam chorować tak długo, aż moje ciało się pozbędzie tego pasażera na gapę. Ale to nie koniec! Potem muszę wziąć za niego odpowiedzialność i męczyć się przez przynajmniej 20 lat. Czy to nie brzmi jak wyrok? Jeden nieostrożny ruch i dostajesz dożywocie. Mam odwagę powiedzieć, że się o to nie prosiłam i gdybym miała wybór, to załatwiłabym sprawę zupełnie inaczej.

 

legalna aborcja w polsce

fot. Thinkstock

Może jestem szalona, ale uważam, że każde cywilizowane państwo powinno przestać się mieszać w takie sprawy. Moje ciało, więc ja decyduję, co się z nim dzieje. Po co komu taki obywatel z przypadku? Nikomu nie zagwarantuję, że się nadaję do roli matki. Jestem wręcz pewna, że nie. A jak się nie sprawdzę, to to samo państwo mnie potem ukarze. Trafię za kratki za zaniedbanie, dziecko do sierocińca i na tym się kończy polityka prorodzinna. Mnie akurat żadne 500+ nie przekonuje, że jakoś to będzie. Pewnie zaraz mnie zwolnią z pracy, a tatuś się wykpi i nie poniesie żadnej odpowiedzialności. A przecież mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej i po ludzku.

Zachodzisz w ciążę, masz jakiś czas na podjęcie decyzji i nikt się w to nie miesza. Jak nie chcesz rodzić, to poddajesz się legalnemu zabiegowi. Najlepiej sfinansowanemu przez NFZ. O zdrowie, także psychiczne, system musi dbać. Ja nie wiem czy za chwilę nie zwariuję i tyle z tego będzie. Żadnego piętnowania, oceniania i namawiania. Kobiety nie są głupie i potrafią brać odpowiedzialność za swoje decyzje. Tylko niech nikt mi nie mówi, że mogłam o tym pomyśleć przed pójściem do łóżka.

Zobacz również: Czy ABORCJA jest niebezpieczna?

legalna aborcja w polsce

fot. Thinkstock

To tania wymówka przeciwników aborcji. Jak ci się seksu zachciało, to znaczy, że chcesz mieć dziecko. Naprawdę ktoś myśli, że tak to działa? Wydaje mi się, że trochę inaczej. Odzywa się popęd, rozładowujesz go, a nieplanowana ciąża jest efektem ubocznym. Chorobą, której się nabawiłam wbrew sobie. Powinnam mieć prawo ją wyleczyć. Kocham dzieci, ale przede wszystkim cudze. Te stworzone z miłości i chciane. To, że jestem kobietą, wcale nie oznacza, że marzę o zostaniu matką. Aktualnie nie jestem tym zainteresowana i całkiem możliwe, że nigdy nie będę. Ale demokratycznego państwa to nie interesuje. Masz rodzić, bo tego chce system.

Mam wyższe wykształcenie, pracuję, bywam w przelotnych związkach i do tej pory cieszyłam się życiem. Nic wielkiego nie osiągnęłam, ale bez przesady. Społeczeństwo składa się ze średniaków, bo wybitne jednostki należą do zdecydowanej mniejszości. Jakoś mnie nie przekonuje, że urodzenie dziecka będzie największą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobię. Raczej karą. Zupełnie tak, jakbym złapała jakiegoś nowego wirusa i nikt by mnie z niego nie leczył, bo państwo tak zdecydowało. Nikt nie wie dlaczego, ale takie jest prawo. Czuję się teraz jak taka nosicielka.

legalna aborcja w polsce

fot. Thinkstock

To dopiero początek, brzucha jeszcze nie widać, więc mogłabym to załatwić. Przecież aborcja jest w Polsce dostępna na wyciągniecie ręki. Mogłabym się tak nie żalić, tylko zadzwonić do jakiegoś ginekologa z ogłoszeń w gazecie. Ale wiecie co? Nie chcę trafić za kratki, ani wykrwawić się w jakiejś brudnej piwnicy w willi lekarza. Jakbym nie cierpiała, to urodzę, bo nie mam innego wyjścia. Chyba, że ktoś pójdzie po rozum do głowy i umożliwi legalne załatwienie sprawy z dnia na dzień. Ale na to się w naszym śmiesznym kraju nie zanosi. Tu płód jest świętością, a nie jakaś tam kobieta. Trzeba się było nie puszczać - tylko na takie słowa możemy liczyć.

Bo Polki nic nie robią, tylko się puszczają. Dziesiątki tysięcy rocznie. A potem skrobią się po kątach, żeby politycy mogli odtrąbić sukces i mieć czyste sumienie. Dla nich problemu nie ma, skoro go nie widać. Ja do podziemia się nie wybieram, więc pewnie usłyszę, że jestem też głupia, bo wszyscy to robią. Zostałam skazana przez moją ojczyznę i nie mam prawa się nawet odwołać. Mój wielki brzuch będzie tego najlepszym symbolem. A nad nim moja zrozpaczona twarz, bo w cuda nie wierzę i nagle nie zacznę się z tego cieszyć. Smutna w ciąży, zrozpaczona w czasie porodu, bez nadziei po rozwiązaniu.

 

legalna aborcja w polsce

fot. Thinkstock

Wszyscy chcą chronić życie od poczęcia, ale pod warunkiem, że chodzi o płód. Dalsze losy nikogo nie interesują. Nie czuję, że mam w sobie słodką fasolkę, ale bakterię, która zaczyna mnie niszczyć. Odporną na leki i zdrowy rozsądek. Ktoś powie, że jestem potworem. Ja uważam się za ofiarę. Kilku facetów kiedyś się zmówiło, że zarodek to świętość i już nigdy się nie uwolnimy od takiego myślenia.

Ktoś cię zgwałci i zapłodni - też powinnaś urodzić, bo to przecież cud. Wiecie co? Dziękuję za takie cuda. Wolałabym ich nie doświadczać i wieść jałowe życie.

Za kilka miesięcy stanę się typową matką Polką. Sfrustrowaną, zmęczoną i nieporadną. Mogłam jeszcze wiele zdziałać i osiągnąć, ale państwo wydało na mnie wyrok. Możemy sobie pogratulować.

Agnieszka

Zobacz również: Komitet Praw Człowieka ONZ: nowe fakty o aborcji

Komentarze (269)

Ocena: 3.96 / 5
mama (Ocena: 5) 28.03.2017 01:03
mam tylko nadzieję, że Twoje dziecko nigdy tego nie przeczyta, ciekawe gdyby Twoja matka tak się wypowiadała będąc z Tobą w ciąży, może też miała jeszcze inne plany ? a i nie wszystkie mamy są nieszczęśliwe i sfrustrowane, niektóre cieszą się każdym dniem i potrafią jeszcze dużo osiągnąć będąc już mamami
odpowiedz
Anita (Ocena: 5) 26.03.2017 23:04
Lekko się to czyta ... nie wiem czemu . Ja mam dwoje dzieci pierwszego nie planowałam i pierwsze o czym pomyślałam to aborcja . Wtedy myślałam tak ... jestem sama bez rodziców żadnej rodziny ojciec dziecka też jakiś taki nie po radny życiowo. Ja zaczęłam szkole , chciałam się uczyć ale musiałam iść do pracy. Po porodzie nie pomagał mi nikt bo nikogo nie miałam ojciec dziecka pracował od rana do nocy. Wtedy w tej pierwszej chwili myślałam tylko o tym aby się tego pozbyć . Jednak tego nie zrobiłam było mi okropne ciężko syn miał rok jak zostawiłam jego tatę pracowałam na dwie zmiany a z młodym ciągle była niania na którą było mnie stać jedynie z napiwków w restauracji. Potem ... znalazłam pracę w godzinach pracy przedszkola zaczęłam sprzątać klatki , czy tego chciałam w życiu ? Czy chciałam wstawać zima o 4 rano żeby odświeżacz hektar chodników Łopatą nieee nie tagów chcialam. Jednak teraz jak patrzę na mojego 8 latka wiem że bardzo go kocham. Więc każdy ma prawo do własnego zdania wiem że gdybym miała możliwość wtedy napewno usunęła bym ciaze . Czy była bym szczęśliwasza nie wiem.
odpowiedz
Dominika (Ocena: 1) 05.10.2016 17:58
Gotowa na seks, niegotowa na macierzyństwo...
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 05.10.2016 15:52
No tak wyzwiska nie pomogą.. to jest zwyczajna znieczulica.. jak można mówić tak o własnym dziecku. Bo to jest Dziecko, człowiek jak każdy inny i nie można go pozbawić prawa do życia. Ale zawsze znajdą się takie kobiety jak autorka tekstu. Bez serca..
odpowiedz
Kejt (Ocena: 2) 05.10.2016 12:22
Nie rozumiem tego hejtu. Kazdy jest inny. Jest wiele kobiet, ktore nie chca dzieci i ich nawet nie lubia. Wyraziła swoją opinię. Można się z nią nie zgadzać ale po co te wyzwiska....
zobacz odpowiedzi (2)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo