REPORTAŻ: Jestem uzależniona od jedzenia

Czy nałogowe jedzenie jest równie niebezpieczne co alkoholizm, seksoholizm czy hazard? Oto historia Patrycji.
REPORTAŻ: Jestem uzależniona od jedzenia
Fot. Thinkstock
18.04.2016

Nałogi to dla wielu jedynie hazard, papierosy, alkohol, seks czy narkotyki, ale termin ten obejmuje swym zasięgiem o wiele większy obszar. Dobrym przykładem na poparcie powyższego jest historia Patrycji. Dziewczyna cierpi na napadowe obżarstwo, które rujnuje jej wygląd, życie osobiste oraz zawodowe. W mailu do nas stwierdziła, że jest uzależniona od jedzenia.

Najczęściej spotykane zaburzenia na tle żywieniowym, które wiążą się z czynnikiem psychologicznym, czy raczej takie, o których nierzadko się wspomina, to anoreksja oraz bulimia. Przypadek Patrycji jest jednak bardziej skomplikowany. Sama bohaterka dzisiejszego artykułu nie potrafi jednoznacznie określić swojego problemu.

Nam w pierwszym momencie przyszło na myśl BED, czyli Binge Eating Disorder. To zaburzenie polega na napadach niekontrolowanego obżarstwa i kończy się u winowajcy wyrzutami sumienia. Często przypomina bulimię, ale chore osoby nie wywołują wymiotów. Czy faktycznie trafiłyśmy w sedno? Jesteśmy pewne jednego: Patrycja potrzebuje pomocy i koniecznie musicie przeczytać jej wyznanie.

Zobacz także: Nałogowo prostuję sobie włosy

uzależnienie od jedzenia

Fot. Thinkstock

Patrycja niedawno była na grillu u znajomej. 

- Od dawna nie mogłam doczekać się tego spotkania, bo miał się na nim pojawić facet, który mi się podobał. Tego dnia wyglądałam wyjątkowo ładnie, ale on nie zwracał na mnie żadnej uwagi. Zajmował się `zabawianiem` innej koleżanki. Nie powiem, zabolało. Do tego w trakcie meetingu dowiedziałam się, że zawaliłam ważne szkolenie. Nie układało mi się wtedy w pracy, więc naprawdę zaczęłam się stresować. Wtedy mój wzrok padł na kiełbaski. Towarzystwo rozeszło się trochę, a ja poczułam ten silny, nieodparty popęd do jedzenia. Rzuciłam się na kiełbaski. Jadłam jak w amoku, byłam naprawdę bardzo zdenerwowana. W pewnym momencie poczułam, że ktoś szarpie mnie za rękaw.

Okazało się, że to była Aśka, znajoma, która mnie zaprosiła. Patrzyła na mnie, jak na nienormalną. W ręku trzymałam nadgryzioną kiełbaskę, w a ustach miałam pełno chleba. Przełknęłam jakoś zawartość, a wtedy Anka powiedziała, że zjadłam połowę kiełbasek. Rzuciła to w żartach i spytała, co mnie napadło, bo nigdy nie posądzałaby mnie o taką żarłoczność. Ona śmiała się wesoło, ale mi w wcale nie było do śmiechu. Wszyscy obecni potraktowali to na szczęście jako dobry żart i po prostu przynieśli z kuchni więcej mięsa. Nie wydało się, że mam poważny problem.

uzależnienie od jedzenia

Fot. Thinkstock

Przed chwilą zjadłam dużą porcję lasagne, do tego chipsy, a na koniec Kinder Bueno. Obok mnie, na łóżku leży paczka krakersów. Pisząc do Was ten mail, podjadam je. Czuję się pełna, ale nie mogę przestać.

Wiem, że coś jest ze mną nie tak. Mam szczupłą, ale kobiecą sylwetkę. Nigdy nie miałam dużej nadwagi. Mało tego, naprawdę dbam o swoje zdrowie. Lubię świeże koktajle, dość często biegam. Raz w miesiącu stosuję jednodniową głodówkę. Dużo czytam na temat zdrowego odżywiania i staram się wcielać w życie te zasady.

Codziennie przed śniadaniem piję wodę z sokiem z cytryny albo koktajl. Na śniadania zazwyczaj przygotowuję jajka na miękko, pełnoziarniste pieczywo i koniecznie jakieś owoce. Tylko czasami wstępuje we mnie prawdziwy szał obżarstwa… Najczęściej popołudniami i wieczorami.

uzależnienie od jedzenia

Fot. Thinkstock

Okres zdrowego odżywiania trwa u Patrycji przeważnie tydzień, maksymalnie półtora.

- W pewnym momencie zaczynam czuć, że zwariuję, jeżeli czegoś nie zjem. Dopadam do lodówki i pochłaniam wszystko, co tam jest. Kolejność ani smak nie ma znaczenia. Jestem jak śmietnik. Kilka dni temu pożarłam (to naprawdę jest najlepsze określenie) kilka parówek, potem dorwałam się chyba do lodów i sernika. W międzyczasie były też kiszone ogórki, Cola, żółty ser prosto z paczki i jakieś kotlety. Podsumowując, grube tysiące kalorii. Wystarczy taka jedna chwila, a cała moja praca nad sylwetką i stylem życia idzie w łeb. Zazwyczaj robię małe zakupy, ale wtedy miałam dzień wyjątkowej słabości.

Czasem jem krakersy i płaczę. Po każdym takim szale obżarstwa mam straszne wyrzuty sumienia i obiecuję sobie, że to się nie powtórzy. Niestety mam bardzo słabą wolę. Nie potrafię się opanować. Jedno z ostatnich wydarzeń uświadomiło mi, że naprawdę jest ze mną źle.

Zobacz także: Śniadania z różnych zakątków świata - co jedzą inni?

uzależnienie od jedzenia

Fot. Thinkstock

- Co dziwne, czasami potrafię się kontrolować. Wystarczy jednak jakaś przykrość, nieudany dzień i po prostu muszę coś zjeść. Nic nie jest w stanie zastąpić mi obfitego, pysznego posiłku. Oczywiście jedząc, nie zastanawiam się za bardzo nad smakiem, a potem czuję do siebie obrzydzenie.

Patrząc w lustro, zaczynam czuć duży dyskomfort psychiczny. Wcześniej miałam proporcjonalną sylwetkę, jednak od niedawna zauważalnie przytyłam. Na szczęście nie mam jeszcze dużej nadwagi, ale zaczynam się niepokoić.  

W swoim życiu stosowałam już mnóstwo diet, znam kilkanaście rodzajów herbatek oczyszczających i próbowałam wielu dyscyplin sportowych. Żadnej diety, ani ćwiczeń nie zdołałam wprowadzić w życie na dłużej niż 1,5 tygodnia.

 

uzależnienie od jedzenia

Fot. Thinkstock

Zdarza się, że Patrycja w środku nocy, kiedy nie śpi, potrafi jechać samochodem do najbliższego, większego miasta w poszukiwaniu sklepu całodobowego.

- To ponad 20 km. Na co dzień staram się robić małe zakupy i gotować małe porcje, żeby potem nie rzucić się na wszystko, bo już się tak zdarzało. Zazwyczaj gotowałam jedzenie na 2 dni. Garnek fasolki po bretońsku, jakiejś zupy czy kilkanaście naleśników. W rezultacie pochłaniałam wszystko na raz. Czym to dla mnie jest? Małą przekąską. Nie raz wymiotowałam po takim obżarstwie, bo żołądek nie wytrzymywał. Skutki widać także na mojej skórze, która jest pokryta trądzikiem. Próbuję się ratować tymi jednodniowymi głodówkami, ale nie zawsze mi wychodzą. Prawdę powiedziawszy, coraz rzadziej.

Czytałam w sieci o podobnych problemach i prawdopodobnie mam jakieś zaburzenia na tle nerwowym powiązane z obżarstwem. Czy którąś z Was dotknęło coś podobnego? Czy Waszym zdaniem mam poważny powód do niepokoju? 

Zobacz także: Czy ekożywność jest warta swojej ceny?

Komentarze (17)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 04.10.2016 14:43
Mam to samo, ale staram sie jakos to kontrolowac. Jak mam dzien obzarstwa to potem kilka dni jem salatki i owoce. Jestem wegetarianka wiec jest troche latwiej, mieso ma duuzo kalorii i tluszczu
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 19.04.2016 11:47
Jakbym czytala o sobie. Wiem wszystko o zdrowym odzywianiu, jem zdrowo na codzien, az tu nagle napad. Pochlaniam wszystko-kilka tabliczek czekolady, pudelko lodow, sloik nutelli. Robi mi sie slodko, to wcinam czipsy, kanapki, pizze, za chwile znow slodycze. Nie radze z tym sobie. Jest mysle, ze musze zjesc nutelle i wychodze po nia specjalnie do sklepu. To jesf duzy problem, bo jesctrzeba, a ja tego nie kontroluje.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 18.04.2016 22:14
Jakbym czytala swoj pamietnik. Tylko ze ja nie mam tak od czasu do czasu- tylko prawie codziennie, tylko ze to powstrzymuje i nie jem, ale jak raz w tygodniu nie napadne na lodowke to nie wytrzymam. Zadna moja dieta nie dziala, bo potrafie w 2 dni skonsumowac chyba 2tygodniowa dawke kalorii i nie mam umiaru. Czuje ze jestem pelna, ze nawet wiecej niz pelna- jak zjem cos jeszcze to zwymiotuje, leze brzuchem do gory i nie moge sie ruszyc z tego przejedzenia- ale co robie? Jak tylko troche ze mnie zejdzie- jem dalej. I to najgorsze z najgorszych rzeczy- czyli wszystko co kocham. Pizze, kebaby, chipsy, lasagne, czekolady. Mam pelna swiadomosc co zawieraja, bo mam obsesje na tym punkcie. Na codzien dokladnie wiem ile jem kalorii ile bialka, ile weglowodanow, ograniczam cukry, duzo warzyw i owocom, 5 posilkow dziennie- no i co z tego? Jak i tak potem rzuce sie na te smieciowe zarcie i cala diete szlag jasny trafia. Z tym ze faktycznie- jedna rzecz mnie rozni. Ja to robie tylko w samotnosci. Czasem nie ide na impreze ze znajomymi bo tak sie objadlam ze wstyd mi sie pokazac, albo nie mam sily sie ruszyc, albo po prostu- wole jesc niz sie spotkac z ludzmi- a to jest juz chore. Moim najwiekszym marzeniem jest jesc nieograniczone ilosci jedzenia i nie tyc, bo jestem obecnie na skraju nadwagi i bardzo ciezko mi sie tego pozbyc, a po kazdym takim napadzie trace jakakolwiek motywacje, no bo skoro sie obzarlam- to po co cwiczyc? Skoro i tak juz zawalilam sprawe. Smieszne jest to ze ja nawet nie potrzebuje pretekstu! Ja po prostu KOCHAM jesc i mysle o jedzeniu caly czas. Nawet w trakcie wykladow na uczelni- zamiast sluchac ogladam piekne zdjecia slodkosci na intagramie i marze o tym, zeby je zjesc, chociaz wiem, ze nie moge. ALe i tak w koncu pekam. Stwierdzam ze jestem gruba- przechodze na radykalne diety- potem nie wytrzymuje i obzeram sie i znowu- stwierdzam ze jestem gruba. I to takie kolo, a i nawet jak wmowie sobie ze NIE radykalna dieta tylko racjonalne zywienie- to jest to samo. Bo w moim slowniku nie ma zlotego srodka, czy jakiejs granicy. Nie ma opcji ze zjem 3 kostki czekolady i ja odloze na jutro- jak juz zjem te 3 to zjem cala a do tego jeszcze chipsy, pizze i cukierki. To jest jak jakis narkotyk, uzaleznienie- wystarczy jeden bodziec i traci sie zmysly. Dlatego to takie ciezkie. Narkotyki mozna odstawic na zawsze, ale jeść już trzeba....
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 18.04.2016 21:59
u mnie to jest uzaleznienie od slodyczy.potrafie zjesc caly sredni sloik nutelli jak sie zdenerwuje.albo potrafie zjesc z 15 nalesnikow z dzemem lub nutella.
odpowiedz
Anna (Ocena: 5) 18.04.2016 21:27
Cześć, czytając Twoją historię myślałam, że czytam swoją.. Z tym wyjątkiem, że nigdy nie obżeram się przy kimś, zawsze obżeram się, jak nikt nie widział. Wstydzę się tego. Mam takie napaday tak samo jak Ty.. jak jest mi smutno, coś nie dzieje się po mojej myśli, ktoś źle mnie potraktuje - czuje się gorsza... Zajadam ten smutek. W obawie o takie zachowanie też dawkuje ilość jedzenia w domu. To jest choroba.. ja walczę z nią sama.. To uczucie, kiedy wiesz, że nie jestes głodna, że jest Ci niedobrze, obija mi się jajko z przejedzenia.. a mimo to nadal jem.. jem by poźniej nienawidzić się za to, co zrobiłam.. heh...
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo