LIST: „Nie ulegnę szantażowi i wezmę 500 zł na dziecko. Będę miała na waciki!”

Joanna nie należy do najbiedniejszych, ale nie ma zamiaru odmawiać przyjęcia pomocy państwa. Dlaczego?
LIST: „Nie ulegnę szantażowi i wezmę 500 zł na dziecko. Będę miała na waciki!”
Fot. Thinkstock
03.02.2016

Przed chwilą pani premier się chwaliła, że spełniła obietnicę wyborczą. Wszyscy dostaniemy 500 zł na dziecko, tak jak zapowiadała w kampanii. Coś niesamowitego... Zwłaszcza, że nie wszyscy, tylko od drugiego dziecka, a jak sobie dobrze radzisz, to próbują cię moralnie zaszantażować, żeby jednak nie brać. Takie słowa słyszałam od przedstawicieli tej partii. Sięganie po te pieniądze lepiej sytuowanych ludzi byłoby podobno niemoralne.

To nie trzeba było od razu wprowadzić kryterium dochodowego i pomóc tylko tym, którym kompletnie się nie wiedzie? Taka pomoc jeszcze miałaby jakiś sens. Chociaż i tak niewielki, bo moim zdaniem biednym nie powinno się dawać gotówki do ręki, ale pracę, ulgi, mieszkanie i tak dalej. No, ale w kampanii mówili, że wszystkim, to trzeba było z tego jakoś wybrnąć.

I wiecie co? Nie posłucham rad ministra i reszty szantażystów – wezmę te pieniądze, chociaż moja rodzina sobie radzi.

 

 

rodzina 500 plus

fot. Thinkstock

Ja już słyszałam od pewnej osoby, że przynajmniej powymieniają dzieciom iPady na najnowsze. Albo przedłużą sobie wakacje w tropikach. Musimy być naprawdę bogatym państwem, skoro pozwalamy sobie na takie prezenty. Nie chce mi się wierzyć, że z tego powodu Polacy chętniej zostaną w kraju i będą rodzić tyle dzieci, ile jeszcze nie było. Cieszyć mogą się za to handlowcy, bo więcej zarobią.

Czy tylko ja widzę, że ten program to pomieszanie z poplątaniem? Że to się nie trzyma kupy i prędzej czy później upadnie?

Pozostaje mi czekać na wypłatę od państwa. Nie będę przecież wybrzydzała...

Joanna

 

rodzina 500 plus

fot. Thinkstock

Czy ja jestem jakąś gorszą Polką? Czy moje dzieci są inne od dzieci mniej zarabiających? Obiecywali, że wszystkim dadzą, to czas się z tego wywiązać. A jak wiadomo – skoro dają, to trzeba brać. Bardzo mi się nie podoba to wywieranie presji teraz. Żadnych ograniczeń nie wprowadzili, ale wmawiają bogatszym, że nie zasługują na te pieniądze i powinni wstydzić się po nie sięgnąć. To jest jakaś kpina, a nie polityka prorodzinna.

Mamy z mężem trójkę dzieci. Najstarsze ma 7 lat, najmłodsze niecały rok. Poradzilibyśmy sobie bez tego wsparcia bo oboje zarabiamy, prowadzimy biznes, wynajmujemy też własne nieruchomości (mieszkania, które dostaliśmy po dziadkach). Finansowo jest naprawdę dobrze. To może jeszcze mi mało i dlatego chcę okradać państwo?

Nie, po prostu traktujmy się poważnie i nie dzielmy ludzi!

 

rodzina 500 plus

fot. Thinkstock

Skoro coś uchwalają, to chyba wiedzą, jakie będą tego konsekwencje? Przynajmniej mam taką nadzieję. Musieli obliczyć, ile to będzie kosztowało i czy budżet się nie zawali. Skoro dają wszystkim bez względu na dochody, to niech dadzą. Bez tego szantażu moralnego, że coś ci się należy, ale wziąć nie powinieneś. Widocznie kasa dla mnie też jest przewidziana. Przygarnę tych 5 stówek, żeby przypadkiem się nie zmarnowały. A nawet tysiaka, bo tyle mi się należy.

Gdybym spotkała tych ludzi, to chyba bym im powiedziała, że mam zamiar wydać te pieniądze na waciki. Albo na ośmiorniczki. Trzeba było wcześniej myśleć, komu pomoc się przyda, a kto sobie bez niej poradzi. Teraz mogą sobie apelować, a i tak o wypłatę wystąpią wszyscy rodzice. Powtarzam – jak dają, to się bierze.

Dopiero się zastanawiamy, co zrobić z tymi pieniędzmi, ale czy kogoś powinno to specjalnie obchodzić?

 

rodzina 500 plus

fot. Thinkstock

Jeśli dostajemy taki prezent, to obdarowujący nie ma prawa w to wnikać. Gdybym chciała kupić sobie za to nowe szpilki, to nikt nie ma nic do gadania!

Od razu uprzedzę, że podobnych pomysłów nie mam. Prawdopodobnie zacznę wspomagać domy dziecka lub hospicja. Nie gotówką, ale robiąc dla nich regularne zakupy w stylu pieluchy, leki, materiały plastyczne, paczki na święta itp. Niech chociaż taki pożytek z tego będzie, bo ja i moje dzieci dajemy sobie doskonale radę bez podobnego wsparcia. Gdybym odmówiła przyjęcia tych pieniędzy, to one gdzieś by zginęły w budżecie i nikt by z nich nie skorzystał.

Ogólnie uważam, że cały ten pomysł jest słaby i nieprzemyślany. Podam przykład – ja dobrze zarabiam i dostanę od państwa tysiąc złotych. Znajoma znajomych sama wychowuje niepełnosprawne dziecko, które wymaga całodobowej opieki. Nie może pracować, jest uwięziona w domu, ma mnóstwo wydatków. Ona dostanie 500 zł. Jest w tym jakiś sens? Bogaci będą bogatsi, a biednym nic to nie da. Tu dostanie taką kwotę, ale nagle się okaże, że żadne inne świadczenia nie wzrosną, a może nawet spadną. Z czegoś trzeba tę obietnicę sfinansować. Naprawdę bym wolała, żeby ona dostała swoje 500 i mój tysiąc. To by im realnie poprawiło życie.

 

rodzina 500 plus

fot. Thinkstock

Chyba każdy rozsądny człowiek widzi, do czego to prowadzi. Dla mnie to kupowanie sobie głosów mniej zaradnych, ale mniejsza o to. Takie „pomaganie” zwyczajnie mija się z celem, jest niesprawiedliwe, mało efektywne, a efekty będą raczej opłakane. Budżet napięty do granic wytrzymałości, nie będzie pieniędzy na inwestowanie w szkolnictwo, służbę zdrowia itd.

Widzę jakie to bezsensowne i sama się biłam z myślami, czy skorzystać, ale teraz z pełnym przekonaniem sięgnę po obiecane kieszonkowe. Przyznali mi to bez pytania, więc nie mogę protestować. Jak ja nie wezmę, to jakiś urzędnik już się postara, żeby ta kasa rozpłynęła się w powietrzu.

A ile będzie takich ludzi, którzy wezmą i przeznaczą to na głupoty?

 

Polecane wideo

Komentarze (132)

Ocena: 4.78 / 5
SamotnaOna (Ocena: 5) 18.02.2016 16:57
Autorka dobrze prawi - polać jej ! Ja jestem samotną mamą (teoretycznie bo ojciec na dziecko łoży, regularnie je widuje i ma pełne prawa rodzicielskie). Do września zeszłego roku pracowałam na etacie za 1680 zł brutto plus 500 zł alimentów. Co to oznacza ? Że gdybym nadal tam pracowała z programem 500 + mogłabym się pożegnać. W tej chwili wiem na milion, że nie dostanę tych pieniędzy chyba, że zacznę ukrywać rzeczywiste dochody z działalności, którą prowadzę. O co mi chodzi, a no o to, że taka matka, która zarabia te 1680 zł brutto i jeszcze dostaje alimenty, które nota bene przecież wliczają się w dochód tejże matki tudzież rodziny 1+1 jak kto woli... a nie oszukujmy się życie za taką pensyjkę wcale nie jest proste z małym czy większym dzieckiem. Wierzcie mi na wynajmie w kawalerce za 900 zł minimum gołego czynszu plus opłaty za media, dodajmy do tego złobek, przedszkole, wymianę odzieży na każdy sezon bo przecież buty z zeszłej zimy na kolejną już nie pasują dziecku. Ja sprzedawałam i kupowałam nowe buty, kurtki. Nie dziadowałam, ale lekko nie było, nie było miesiąca żebym nie siedziała i nie zliczała "grosza do grosza". Najgorzej jak wyskoczą dodatkowe wydatki np. taka sobie niewinna ospa wietrzna. Oh zgrozo 200 zł z budżetu domowego w aptece ! Mogłabym tak pisać i pisać... Moja kuzynka ma firmę budowlaną faceta, kupę pieniędzy i jej się należy 1000 zł na dwoje starszych dzieci bez mrugnięcia okiem. Nie zdziwię się jeśli pójdzie i chłopakom będzie je wpłacała na konta oszczędnościowe. No bo do cholery CZEMU NIE !?
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 06.02.2016 17:50
Znowu dawać pseudo biednym.... Powinni skończyć z progami dochodowymi. W czym dziecko z bogatej rodziny jest gorsze od tego z biednej? Chcą zwiększenia ilości dzieci? Po co dawać na te już urodzone? Dać więcej,ale na te, które się dopiero urodzą. Pomóc młodym małżeństwom, bo to one są nadzieją na wzrost urodzeń. Co ma do tego kryterium dochodowe? Przedszkola to samo- nie dawać niepracującym tylko młodym małzeństwom, gdzie OBOJE rodzice pracują, w drugiej kolejnosci samotnym matkom itp.
zobacz odpowiedzi (1)
japier (Ocena: 5) 05.02.2016 23:07
Weźmiesz, ale narzekać będziesz - w myśl zasady polskiego leminga zbajerowanego przez TVN i inne PO-wskie stacje. A może Ty jesteś typowa POlka: mnie nie musi być lepiej, byleby sąsiadce było gorzej....
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 05.02.2016 21:04
i jeszcze jedno. łaskawie doceńcie tych "biedaków" i "patolę", bo gdyby nie oni, to wy byście musiały zarabiać myjąc kible, zamiatając ulice i zapierniczając na kasie w biedrze. oni odwalają najgorszą robotę za najmniejszy hajs. wy sobie siedzicie jak księżniczki na tyłku przy biurku i zgarniacie dwa albo i cztery razy więcej i jeszcze ośmielacie się krytykować tych, dzięki którym nie musicie sobie brudzić rączek "hańbiącą" robotą. nie każdy może zostać prezesem, tak jak nie każdy może dostać jakąkolwiek pracę, niektórzy naprawdę szukają i niewiele im to daje. zamiast wiecznego krytykanctwa i arogancji proponuję odbyć porządny kurs wdzięczności: Bogu za spoko życie i "biedakom" za odwalanie ciężkiej brudnej roboty, na której wy potem korzystacie. i zrozumcie wreszcie, że świat nie jest idealny ani prosty.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 05.02.2016 20:42
" większość dzieci z takich rodzin powiela schematy rodziców" pokaż mi statystyki, mądralo. mam wielu znajomych z dysfunkcyjnych rodzin i KAŻDY z nich uczciwie pracuje. taaakie postępowe, a takie ograniczone w swym stereotypowym postrzeganiu świata :3
odpowiedz

Polecane dla Ciebie