LIST: „Wzięłam ślub w miesiącu bez „r”. Już dzień po weselu chciałam się z nim rozwieść!”

Wioletta nigdy nie wierzyła w przesądy, ale przekonała się, że nie można ich lekceważyć.
LIST: „Wzięłam ślub w miesiącu bez „r”. Już dzień po weselu chciałam się z nim rozwieść!”
fot. Thinkstock
31.01.2016

Czy data ślubu może mieć znaczenie? Zawsze wydawało mi się, że to sprawa drugorzędna. Jak się ludzie kochają, to mogą się pobrać nawet we Wszystkich Świętych, a i tak będzie im razem dobrze. Nie gdzie, kiedy i w czyim towarzystwie, ale z kim – to się tylko powinno liczyć. Z takiego założenia wyszłam też ja i zupełnie zignorowałam obowiązujące zwyczaje i przesądy. Powiedziałam „tak” wtedy, kiedy mi pasowało, a nie kiedy wypadało.

To nie było wcale takie proste, bo okazało się, że w XXI wieku ludzie nadal wierzą w takie rzeczy. I to nie jacyś obcy, ale moi najbliżsi. I to bez różnicy – moja rodzina, czy krewni przyszłego męża. Wszyscy bez wyjątku zwracali uwagę na takie głupie szczegóły. A to, że miesiąc ślubu ma mieć w nazwie „r”, a to, że trzeba mieć na sobie coś pożyczonego, a to coś tam. Zwariować można było.

Śmiałam się z tego i miałam gdzieś, a teraz trochę tego żałuję. Coś chyba w tym jest!

 

 

szybki rozwód

fot. Thinkstock

Na szybkim terminie ślubu mi zależało. Nie dlatego, że spodziewałam się dziecka, jak to zwykle bywa. Po prostu jestem z natury niecierpliwa. Myślałam też o tym, że jako małżeństwo szybciej dostaniemy kredyt na wymarzone mieszkanie i w ogóle. Skoro się kochamy, to możemy być razem już teraz i na nic czekać nie musimy. Data nie była zbyt oczywista, ale cóż. Goście pokręcili nosami, a i tak przyszli. Wszystko wydarzyło się w listopadzie 2015 roku, czyli bardzo niedawno temu.

Oczywiście nie pierwszego, ale akurat siódmego. Niby miesiąc bez „r”, ale jednak szczęśliwa siódemka. Myślałam, że to się zniweluje. Pamiętam jak nawet dla żartu mówiłam mojemu jeszcze narzeczonemu, że na zaproszeniach możemy napisać „7 ristopada”. On miał wątpliwości, czy goście to zrozumieją. Odpuściłam, bo i tak widziałam, jaką on i cała reszta mają obsesję na temat tych przesądów.

Pobraliśmy się z wielkiej miłości i to miał być związek na całe życie. Jak widzicie, już teraz piszę, że „miał”.

 

szybki rozwód

fot. Thinkstock

Raczej nie będzie, bo praktycznie od początku nic nam się nie układa, tak jak sobie założyłam. Wcześniej 4 lata w szczęśliwym związku bez nawet najmniejszej sprzeczki. Może czasem były jakieś pretensje, ale nigdy prawdziwa kłótnia. Ja robiłam wszystko, żeby jemu było dobrze, on próbował upiększać moje życie i tak się wspieraliśmy. Porozumienie dusz całkowite i przy okazji ogromne oddanie. Ja naprawdę byłabym w stanie wskoczyć za nim w ogień.

Teraz chyba rozumiem to powiedzenie, żeby nie psuć miłości ślubem. Nam to ewidentnie zaszkodziło, bo to, co zaczęło się dziać już następnego dnia przechodzi ludzkie pojęcie. Kłócimy się praktycznie od niedzieli 8 listopada. Ledwo się skończyło wesele, a my już rzuciliśmy się sobie do gardeł. Z jakiego powodu? A żebym to ja wiedziała...

Wszystko nam nie pasuje i dzisiaj chyba żadne z nas nie widzi w tym związku miłości. Już raczej przymus, bo przecież dopiero się pobraliśmy, to musimy być razem.

 
szybki rozwód

fot. Thinkstock

Czuję się coraz gorzej z nim pod jednym dachem. Dzisiaj mało ze sobą rozmawiamy, ciągle mamy do siebie pretensje, nie ma czułości, każdy dba tylko o siebie. Tak zupełnie szczerze mówiąc, to wręcz robi mi się niedobrze, jak na niego patrzę. Nie zrobił mi jakiejś ogromnej krzywdy, ale dopiero po ślubie przejrzałam na oczy. On wcale nie jest taki idealny. I jak tu nie wierzyć w te diabelskie przesądy? Przed ślubem nie miałam mu nic do zarzucenia! Co się nagle zmieniło?

Coraz bardziej mi się wydaje, że to pech. Zignorowaliśmy zwyczaj i nas normalnie dopadło. Trzeba było się hajtnąć w październiku albo zaczekać do grudnia. Co mi szkodziło? Jak zwykle musiałam zrobić na odwrót i teraz widać efekty.

Jestem raczej racjonalistką, ale inni mnie ostrzegali. Dostosuj się do zwyczajów, bo coś pójdzie nie tak. Ja to miałam gdzieś i nie wierzyłam, ale innego powodu naszych problemów nie widzę.

 
szybki rozwód

fot. Thinkstock

Przecież ani on się nie zmienił, ani ja nie zaczęłam od niego więcej wymagać. Jesteśmy niby tymi samymi ludźmi, a nagle traktujemy się jak obcy. Zupełnie jakby zły los przełączył jakiś guzik w naszym życiu i w jednej sekundzie wszystko się zmieniło. To nie jest tak, że ja sobie dramatyzuje i wszystko się rozejdzie po kościach. Nie mam już nadziei, że to małżeństwo przetrwa i coraz częściej myślę o rozwodzie.

Chyba lepiej z tym skończyć, zanim już zupełnie się znienawidzimy albo pozabijamy. Nie daj Boże zajdę w ciążę i będę już na niego skazana, bo przecież ojca dziecka nie pozbędę się z życia. Już nawet wzięłam od koleżanki numer do sprawdzonej prawniczki. Prędzej czy później zadzwonię i sprawa ruszy. Na razie jeszcze mi wstyd, bo kto to widział, żeby tak szybko się rozstawać...

O tak krótkich małżeństwach to się słyszy u gwiazd. A tu taka zwykła dziewczyna z Polski po kilku tygodniach ma dość. Przez „r”.

 
szybki rozwód

fot. Thinkstock

Nie wiem co mi szkodziło. Może ten zwyczaj nie uratowałby tego związku, ale przynajmniej miałabym pewność, że zrobiłam wszystko. A tak nie mogę się pozbyć wrażenia, że sama jestem sobie winna. Wszyscy mówili, że to zły termin, a ja dalej swoje. Brnęłam przed siebie, byle zrobić wszystkim na złość. I zrobiłam, ale najbardziej chyba sobie. Wiem jak to wszystko irracjonalnie brzmi, ale nie mam innego wytłumaczenia.

To nie jest tak, że mieliśmy ze sobą na pieńku już przed ślubem i potem to wszystko się rozlało. Nie. To było „pstryk” i w jednej sekundzie miłość pryska, pojawia się zniechęcenie, a teraz prawie nienawiść. To nie jest normalne, żeby po tak krótkim czasie myśleć o rozwodzie, a ja chyba innego wyjścia nie widzę.

Dlatego nie polecam lekceważyć zwyczajów. Ja jestem tego ofiarą. I moje małżeństwo też!

Wioletta

 

Komentarze (66)

Ocena: 4.26 / 5
Ja (Ocena: 1) 05.02.2016 20:57
Nawet nie zamierzam tego czytać. Już sam tytuł mnie załamał. Załóżmy, że autorka wzięła ślub w ostatnim tygodniu lipca, to niby jakby wyszła za tego samego faceta tydzień albo dwa tygodnie później to by coś zmieniło? No żałosne... :/ Ja wyszłam za mąż 13 lipca. Nie dość, że w miesiącu bez "r" to jeszcze 13go i co? Jakoś nie zamierzamy się rozwodzić. Trzeba znaleźć odpowiedniego partnera a nie szukać przyczyn porażki w jakichś durnych zabobonach...
zobacz odpowiedzi (1)
ja (Ocena: 3) 01.02.2016 21:16
Kto pozwolił na tak obrzydliwe nogawki u tego faceta na zdjęciu? To zakrawa na jakąś komedię...
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 01.02.2016 20:06
a isis tez na ślubie byli??? hahah jak czytam takie głupoty to smiać mi sie chce że w 21 wieku taki czarnogród;-))
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 01.02.2016 16:08
Sorry, ale ty jestes ofiara bardziej wlasnej glupoty niz przesadow. Ale sie usmialam. Uwierz, ze zadne r nie ma tu nic wspolnego. w ogole jak mozna wierzyc w przesady. w cos starego , pożyczonego itd miesiac bez r no nie ile lat masz ledwo 18? dziewczyno ja bralam slub w lipcu bez r bez czegos starego pozyczonego czy innych durnych przesądów i jestem najszczesliwsza kobieta na swiecie. jestesmy malzenstwem 10l i jest cudownie. uwaga moja przyjaciolka miala slub w czerwcu i sie rozwodzi a miala r hahaha. najpierw zmien myslenie , bo jak jestes taka glupiutka to sie nie dziwie , ze maz ma cie dosc . widzi z kim sie zwiazal. haha
odpowiedz
S. (Ocena: 5) 01.02.2016 14:14
Witam, moim zdaniem nie do końca wszystko jest przez przesąd chociaż ani nie zaprzeczam ani nie potwierdzam. Przez 4 lata żyliście bez kłótni. Może nie dostrzegaliście błędów a może nie chcieliście ich widzieć zeby nie towrzyc bezsensownych kłotni. Może dlatego że baliscie się że jak się powaznie oklocicie to bedzie koniec? W momencie kiedy już pobraliscie się poczuliscie się bezpiecznie tak jakby bez moziwosci rozstania przez kłótnie i pozowliliscie sobie na wzajemne uwolnienienie tego co siedzialo w was przez 4 lata a baliscie sie powiedziec sobie przed slubem. To wszystko jednak nie znaczy ze się nie kochacie, gdyby tak bylo nie bylibyśie ze sobą tyle lat. Może spóbujcie szczerze porozmawiac (tak wiem brzmi banalnie) i dojsc do sedna problemu, jednak jesl to nie pomoze mozecie się przeciez udac do poradni małżenśkiej czasami 3 osoba jest potrzebna do rozwiązania konfliktu :) Pozdrawiam i życzę powodzenia
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo