LIST: „Odmówiłam zostania matką chrzestną. Mam już dwoje chrześniaków i nie wyrabiam finansowo!”

Oliwia stwierdziła, że nie stać jej na spełnianie zachcianek kolejnego dziecka.
LIST: „Odmówiłam zostania matką chrzestną. Mam już dwoje chrześniaków i nie wyrabiam finansowo!”
fot. Thinkstock
24.01.2016

Chciałabym ostrzec, pożalić się, sama nie wiem. Niby głupia sprawa, ale chyba trzeba się wreszcie odezwać. Myślę, że nie tylko ja tak mam. A wszystko zaczęło się kilka lat temu, kiedy mój brat z żoną doczekali się pierwszego dziecka. Śliczna dziewczynka, którą pokochałam od pierwszego wejrzenia. Oczywiście zostałam jej chrzestną. Rok później rodzi kuzynka – synek. I znowu prośba o to, abym to ja była jego matką chrzestną. Po drodze pojawiło się jeszcze jedno dziecko w rodzinie i właśnie poproszono mnie o to samo.

Odmówiłam. Podobno tak się nie robi, to największa obraza, rodzinie się nie odmawia i w ogóle, ale ja mam już dosyć tego matkowania. Jeszcze kiedyś naiwnie wierzyłam, że będę się z tego powodu cieszyła specjalnymi względami i to wpłynie na mój kontakt z maluchami, ale nic z tego. Bycie rodzicem chrzestnym, o czym się błyskawicznie przekonałam, to tylko i wyłącznie prezenty. Od ciebie wymagają tych największych i najdroższych.

Jeszcze jeden chrześniak i chyba bym zbankrutowała! Naprawdę nie ma się z czego śmiać...

 

 

matka chrzestna

fot. Thinkstock

Dziwne, że takie małe dzieci obchodzą imieniny, ale tak się już przyjęło. Wtedy kupuję im po jakiejś zabawce według mojego uznania. Bez fajerwerków, ale wiadomo, ile takie pierdółki kosztują.

Z urodzinami jest gorzej, bo maluchy mają konkretne oczekiwania. Kiedyś to ich rodzice mnie urabiali, żebym wiedziała, co kupić. Dzisiaj to dzieci niby przypadkiem, na chwilę przed urodzinami, wspominają, że czegoś by chciały.

Mikołajki też muszą być, ale zazwyczaj też sama wybieram. Fajnych zabawek za mniej, niż stówkę nie ma, więc grudzień zaczyna się kolejnymi wydatkami. Potem święta i... dostaję do wglądu list do Mikołaja! Zazwyczaj się okazuje, że rodzice kupili już coś tańszego, a dla mnie zostało to najdroższe do załatwienia.

 

matka chrzestna

fot. Thinkstock

Mam 28 lat, od kilku pracuję, ale wiadomo, że kokosów z tego nie ma. To cały czas początek drogi zawodowej. Ale nikogo to nie interesuje, kiedy pojawia się jakaś okazja. Wydaje im się, że jako chrzestna mam obowiązek rozpieszczania. Ja oczywiście nie chcę nikogo zawieść i się ośmieszać, więc robię to, czego oczekują. Dużo mnie to kosztuje, bo po świętach czy urodzinach długo chodzę z pustym portfelem.

Ostatnio próbowałam sobie policzyć i nawet kilka tysięcy złotych rocznie wydaję na upominki. Imieniny, urodziny, dzień dziecka, mikołajki, święta, bez okazji, z okazji odwiedzenia mnie. Zaraz pewnie ich rodzice wymyślą króliczka wielkanocnego, chociaż to obca dla nas tradycja. Ale przynajmniej kolejna okazja, żeby naciągnąć na coś głupią ciotkę.

To absurdalne, że się żalę i nie umiem się z tego wyplątać, ale tak to wygląda.

 

matka chrzestna

fot. Thinkstock

Ogólnie to wybuchł mały skandal, bo oni już się nastawili, wybrali mnie, a ja odmówiłam. No, ale nie wyobrażam sobie kolejnego dziecka na utrzymaniu. Dobrze, że w ogóle mnie zaprosili na te chrzciny. Coś tam dam w kopercie, ale bez przesady. Cały czas odrabiam straty po grudniu, kiedy na upominki poszło sporo kasy.

Czy ja przesadzam? Czy ja sobie to wszystko wymyśliłam i bez sensu się czepiam? Mam wrażenie, że niektórzy tak na mnie teraz patrzą. Chętnie bym im pokazała paragony za bycie matką chrzestną dwójki dzieci. Jak dobrze pójdzie, to ze dwie pensje w roku wydaję na nie.

Rodziców w ogóle nie interesuje już, czy chrzestny zaangażuje się w życie malucha i co mu przekaże. Liczą się jego możliwości finansowe. Chyba czas powiedzieć dość...

Oliwia

 

matka chrzestna

fot. Thinkstock

Jak ja ich odwiedzam w domach, to oczywiście wypada mi coś przynieść dla chrześniaka. Dziecko zostało do tego przyzwyczajone przez rodziców. Natychmiast jest „zobacz, czy ciocia ci czegoś nie przyniosła”. A spróbowałabym nie... Byłby płacz i żal. To samo, kiedy wpraszają się do mnie.

Ja nawet nie chcę myśleć, co będzie, jak te dzieci podrosną. Zaczną się prezenty typu tablety, smartfony, elektroniczne deskorolki, rowery i Bóg wie co jeszcze. Jak przyjdą komunie, to zbankrutuje. Duży wydatek rok po roku. Zdaję sobie sprawę, że sama zawiniłam, bo ulegałam tej presji, ale łatwo się mówi. Jak odmówić rodzinie? Rodzice ode mnie oczekują, dzieci robią maślane oczy i już po mnie.

Fajnie, że tak dobrze im się kojarzę, ale oni chyba nie zdają sobie sprawy, ile nerwów i pieniędzy mnie to kosztuje. Przez te wydatki mnie czasami brakuje kasy na bieżące życie. Ale prezenty muszą oczywiście być. Dlatego musiałam odmówić i trzeciego chrześniaka mieć nie będę.

 

matka chrzestna

fot. Thinkstock

Myślałam, że się spalę ze wstydu. Tłumaczyłam na spokojnie, że już mam dwójkę, niech uszczęśliwią kogoś innego i w ogóle. Nie chciałam w ogóle wspominać o pieniądzach (a na chrzciny wypadałoby dać jakieś 500-1000 zł), ale przyparli mnie do muru i musiałam. W ogóle nie zrozumieli, o co mi chodzi. Wyszłam na oszczędzającą na dzieciach. Nie zdają sobie sprawy, co to dla oznacza.

Wydaje mi się, że nie jestem z tym sama. W Polsce instytucja rodzica chrzestnego właśnie do tego się ogranicza. To osoba, która ma obowiązek finansować wszelkie zachcianki. Rodzice nie mogą, bo oczywiście mają wydatki, utrzymują dom i rodzinę. Ale chrzestna? Przecież własnych dzieci nie mam, to nie powinnam żałować na cudze.

To przypomina terror, bo najpierw nie możesz odmówić tego zaszczytu, a potem nie możesz się wykręcić z kupowania tych wszystkich drogich rzeczy.

 

Komentarze (84)

Ocena: 4.86 / 5
J ola (Ocena: 3) 17.08.2017 12:57
Do głowy mi nie przyszło prosić chrzestnych o prezenty albo hajs. Nawet dziadków czy ciotki/wójków. To że sami dawali to inna spr ale nikt nin nie kazał
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 02.02.2016 00:12
Jesu, współczuje..Ale znajac mnie i moje możliwości powiedziałabym rodzicom otwarcie, szczególnie jeśli to BRAT, żeby nie liczyli na coraz to droższe prezenty, niech sie obrażą..Miałabym w głebokim poszanowaniu taka osobe dla której liczyłaby się tylko KASA. Wytłumacz na spokojnie, że też masz swoje zycie, swoje wydatki..Na na Boga, matka chrzestna jest od WYCHWOWYWANIA, a nie sypaniem prezentami jak z rękawa..Po części sama sobie taki los zgotowałaś. Ja tez jestem chrzestną, Młoda nie ma jescze tej swiadomości, ale jeste ze mna BARDZO blisko, nie ze wzgledu na rezenty bo te dostaje raz na rok,w urodziny i też do maks 50 zł (moze sknera, ale zabawek, ubrań, NICZEGO jej nie brakuje, a ja się jeszcze uczę i ską mam wziąć pinieądze? Poza tym jest jej brat, jemu też zawsze wypada coś kupic :)) ale to tylko raz do roku, nic wiecej. Wcześniej bawiłam sie w Mikołaje, dni dziecka no dobra, RAZ :D) ale to jest nieopłacalne. :) Jeszcze niech dojdzie kolejny chrześniak..O nie, nie bedę robiła na cudze dzieci. Prezenty tylko na urodziny. Chrzestna jest od wspólnego wychowawywania, opiekowania się, ale nie od rozpieszczania. Nie wszędzie tak jest, to po prostu RODZINY wymyśliły sobie takie coś, a głownie te, które tych chrześniaków NIE MAJA, sama znam taki przypadek. Ani on, ani ona nie chca byc chrzestnymi bo wiedzą jaki to wydatek, ale ONA na prezenty z byle okazji patrzy, a spróbuj nie dać, obraza majestatu.. :) Reasumując ten chaos..Postaw się i nie daj się. Ogarnicz prezenty tylko do jednego dnia w roku, od reszty sa RODZICE, bez przesady. :) Kiedy sama w przyszłosci bede miała dziecko nie bedę patrzeć na prezenty, bardziej liczy sie to, ze ta osoba INTERESUJE sie dzieckiem..Ja takich chrzestnych nie miałam, dlatego chce byc taką chrzestną..To rekompensuje braki w prezentach, uwierzcie. Byc z tym dzieckiem, interesować się, opiekować. Prezenty, piniadze nie sa potrzebne. :)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 26.01.2016 23:48
A jaki jest prawdziwy cel zostania matką chrzestną? A taki żeby jeśli rodzice umrą, zginą w wypadku to rodzice chrzestni biorą dzieci do siebie i je wychowują ale o tym to już nikt nie pamięta
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 26.01.2016 00:14
A co zrobic jak chrześniak ma.osiem miesięcy i mieszka za granicą? Wiadomo ,ze tam ma super zabawki i firmowe ubrania ,bo ich poprostu na to stać . Nie to co nas
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 25.01.2016 22:58
Dorośli sami nakręcają spiralę. Ja nie obrzucam mojej chrześnicy prezentami przy byle okazji, nie stać mnie na to, bo zarabiam tylko dorywczo. Nikt nie ma o to do mnie pretensji oprócz mojej mamy. Wielkanoc - "byś jej coś kupiła". Mikołajki - "byś jej coś kupiła". Jadę w odwiedziny - "Weź jej coś kup w sklepie". Powiedziałam jej dobitnie, że nie mam zamiaru kupować dziecku kolejnych zbędnych zabawek. Prezenty się dostaje na urodziny i Boże Narodzenie, nie będę kupować kolejnych zbędnych zabawek w innym czasie. Nie będę też paść dzieciaka lizakami, ciastkami i czekoladą przy każdej okazji, wystarczy, że robi to moja szanowna mamusia.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo